Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

świniopies mnie gonił, czyli stukająca stodoła hobbitów

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
Według sprzedawcy 180 uq, wg mnie zaniżone, aczkolwiek pewności nie mam.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Ja, sam. Zbliża się zmrok. Gdzieś w polach, na dróżce niedaleko lasu. Chęć zjednoczenia się z naturą, duchowego oczyszczenia, głębszego poznania swoich problemów, i stania się lepszym sobą. Warunki atmosferyczne: zimno, wije lekki wiatr, słoneczko powoli zmierza ku zachodowi. Ja, ubranie, rower, słuchawki, gumy do żucia- nawet wody nie zabrałem ;) Nastawienie umysłu- również nie idealne, miałem troszkę dziwnych myśli i lęku.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
alko- nie dużo, kilka razy (bo nie lubie)
THC~50razy
1p-LSD- raz
5-Meo-Malt - raz
MDMA- 2 razy <3
Mieszanki ziołowe- pare razy

świniopies mnie gonił, czyli stukająca stodoła hobbitów

Heja, jest to mój pierwszy trip raport na tej stronie, również pierwsze spotkanie z tymi prawdziwszymi psychodelikami ;) Więc proszę o wyrozumiałość i ewentualne poprawienie. Też jak widać set and setting nie było najlepsze, więc nie będzie to doświadczenie rodem lotu w kosmos, nie mniej jednak starałem się zassać całą wiedzę, jaką kwas ma mi do przekazania.

 

Tak, więc jakiś tydzień temu, stałem się posiadaczem wytworu Alberta Hoffmana słynnego LSD-25, kwasu od którego ludzie stają się ''przebudzeni'', są wszyskim, skaczą z okien, chodzą nago po ulicach... takie właśnie miałem podejście poniekąd to tego.

Tego tripa wyczekiwałem ładne 2tyg, czekając na TO- kawałek papierka, który stał się kluczem do drzwi umysłu. Więc, przed tym starałem się nie myśleć o swoich problemach i lękach, a jeśli same przychodziły poprostu akceptowałem je, byłem ich świadomy. Główny cel tego tripa było własnie poznanie tego, i chęć zmiany, chęć wyeliminowania tego z mojego życia.

 

Godz ok. 15- Przygotowanie umysłu do nadchodzącego tripa, jakieś przekąski, ściąganie piosenek na tel, zbieranie potrzebnego ekwipunku

15.45- wyjazd z domu na rowerku, w strone łąk i pól, gdzie będę tripował. Ceremonialne przyjęcie prawie całego papierka kwasa pod język. Nie przyjąłem całego, ponieważ nie wiedziałem czego się spodziewać ;) Został mały skrawek, który spoczywa w portfelu. Jestem umówiony z kolegą, który przyjdzie po mnie i pójdziemy tripować do niego. Hmm, ale kiedy? Za jakies 2 godziny, gdyż miał robotę :D Tak więc, w rzeczy samej- ciekawość, brawura, brak pokory zwyciężyły- oh niech żyje młodość, młodość i głupota.  Chwilkę sobie pojeździłem, pochodziłem, słuchałem muzyki.

15:50- dzwonie do innego kolegi, żeby wysłać mu trochę pozytywnych wibracji, gdyż również tripował w ten dzień, narazie nie jest mi zimno, siedzę sobie na wyschniętej trawie na miedzy. Lekkie podmuchy marcowego lekko chłodnawego powietrza, dobrze, że jestem ciepło ubrany, przecież za dwie godziny spotkam się z kolegą, fajnie będzie ;)

16:00- pierwsze efekty- chumor lekko poprawiony, chęć mówienia, słuchania muzyki, podziwiania krajobrazu. Spowiadam się sobie, co wg mnie robiłem źle, co było dobre, a co złe. Co powinienem zrobić, wtedy, kiedyś. Dlaczego jest tak a nie inaczej. Dobra.. dobra tak, tak- mówię, powtarzam jak mantrę TAK, co będzie, będę tego świadom, kocham. Yhym, tak, kocham..poprostu, i tyle..

16:05- nasilanie początkowych efektów, inny kształt obiektówy tj. bardziej ostry, wyrazisty, ładny. Twarz w odbciu telefonu- no jakaś taka inna trzeba przyznać. Czy ja mam rozstępy ? Rozstępy na twarzy ? W takim wieku ? Niemożliwe, wydaje mi się.

16:15- Według mnie wtedy zaczął się peak. Koordynacja ruchowa taka sama. Wyraźnia zmiana percepcji. Inne postrzeganie przestrzeni, czasu i odległości. Zaraz, czy to ja chodzę tak szybko, czy to rower poprostu jest tak daleko? Naprawde tak miało być ? Ano, może, nie wiem.. TAK, yhym tak, tak. Będzie dobrze- myślę- o, tak, to bedzie pozytywne doświadczenie, no przecież musi być, bo w końcu jestem świadomy.

16:25- pełnia efektów, oddychająca przestrzeń, skóra, i otoczenie. Drzewa oddychają, oddycha ziemia, i trawa, która ją porasta, natłok myśli. Chce doświadczać, chce być TU i TERAZ, ja. Ja ? jaki znowu ja? Ah, no tak, yhym yhym, tak.. oo tak, ''tak poprstu'', ''kochaj poprostu'', no doświadczaj tego. Powtarzam słowo ''tak'' wiele razy, czasami nawet krzyczę, staram się to zaakceptować, ten stan, to wszystko co dzieje się wokół mnie. Padam na kolana, czołem dotykam ziemi, jednocze się z Matką Ziemią, w końcu to świętość. Zamykam oczy, widzę obrazy, niekoniecznie piękne, różne. Te ładniejsze i te brzyszę, fajniejsze i te mniej fajne... Zakładam słuchawki, muzyka mnie ponosi, mam ochotę na taniec. Taniec pośród wiatru, drzew i kołyszącej trawy, więc przeskakuję razem z nimi, z tym wszystkim, teleportuję się, przenoszę w czasnie i przestrzeni. Jakies domy obok ? mam to GDZIEŚ, chce tańczyć i doświadczać, nie chcę się bać, nie po to się przygotowywałem, nie po to zażywałem słynne LSD. Nie po to by się bać... Więc czym jest ten strach ? NICZYM. Ale jak to niczym, skoro widzę. No przecież widzę, dokładnie, STRACH czai się między drzewami, stąpa cicho i niepostrzeżenie po tej samej dróżce. Naprawde po tej samej ? Oglądam co mam za sobą w szybce telefonu, mam dziwne myśli. Obracam się, widzę jak słońce zachodzi. No ale co jest, skoro nie ma czasu, to strachu też być nie powinno.

Troszkę się zapętlam we własnym umyśle, staram się oddychać świadomie. Świat oddycha, ja oddycham. Piękna paleta kolorów i zmysłów zlewających się w całość. Lecz jeśli jeden składnik, niby mały niepozorny, jest źle dobrany, choćby jakie było danie, to dopadnie Cię sranie... I skoro o tym mowa.. odczuwam potrzebe załatwienia swojej potrzeby fizjologicznej ''no co jest, nie będe srał w jakiś polach''.

Z oddali widzę, 2 psy, a raczej pieski. Zmierzają w moją strone, stają się coraz większe i szybsze, coraz straszniejsze. Ich sylwetki zmierzają zwinnie po rolnych pagórkach, prosto w moją stronę. Dlaczego są takie dziwne? Takie, hmm.. nie wiem ? Co robić ?  Nie ucieka się przed psem- przez mój skwaszony mózg przeleciała mysł. No dobra, ale to chyba nie jest pies, tylko, hmm nie wiem, ale wygląda przerażająco, dziwnie chodzi, prawie jak człowiek, nie, nie.. ludzie tak nie chodzą, to jest zmora. ''No ale co ja winien, co ja takiego zrobiłem, ja.. ja już nie wiem naprawde''

Odruchowy instynkt ofiary- uciekać- SPIERDALAĆ. tak ? oo TAK, jak najszybciej.

Myśl, świadomośc- co ty człowieku jaka świadomość, jaka duchowość, ja stąd spierdalam, spierdalam przez duże S. Więc za koleją... myśl, instynkt, odruch. W pośpiechu chwytam rower, telefon, słuchawki, szyybko, szybko, kieszeń- zasuń. Dobra, teraz- troszkę szybciej, nie chcesz przecież, żeby cię dopadli.. JADĘ, moje myśli ''spierdalam, oo tak, chciałeś tego przecież, więc spierdalam, co sił w nogach, pędź mój rowerku, bo przecież uciekamy przed zmorą, przed bestją prawdziwą, nawet nie jedną, a dwoma''. Jedna czarna zupełnie, druga cała biała, oh- dlaczego są takie szybkie. JADĘ, LECĘ, SPIERDALAM.. szybko.

Goniły mnie bestyje okropnę, goniły mnie, oo tak. Długo, i zaciekle, a ja ? Co ja im zrobiłem, ja tylko chciałem... chciałem no..

Po dłuższym galopie, na moim rowerku, zatrzymawszy się w odległości jakiś 300 metrów, od owego zdażenia, patrzyłem...TAK, popatrz sobie. Gdzie to jest ? TAM, stoi. Ale jeden, a gdzie tamten drugi ? Poszedł sobie czy co ? Jakieś 70m (chyba hehe) stoi przede mną mała bielutka istotka, ciekawe dlaczego tak lśni. CZY TO JEST ŚWINIA !?

Czyżbym tak naprawde uciekał przed świnią ? Naprawdę świnia.. ale mała jakaś taka, i szczeka na mnie. No tak, świnia na mnie szczeka, zachowaj lepiej ten dystans, ja nic ci nie zrobiłem i zrobić nie chce. Poprostu patrzmy.. patrzmy na siebie, i będzie w porzadku.

Patrzymy na siebie, świnia na mnie, ja na świnie, mijają godziny. To coś szczeka nieustannie, dlaczego to robi, jaki ma w tym cel?  

Kolega.. tak, własnie on, on by się teraz przydał. Dzwonie.. nic, piszę.. No tak przecież jest w robocie, eh.

Rozglądam się, widzę, że stoję obok dosyć dużej drewnianej stodoły, ide w jej kierunku. Dotykam. Przystawiam twarz. Pukam ręką w stare deski, cóż za wspaniałe odgłosy. Pukanie rozbrzmiewa jak piękna symfonia grana przez wieloletnich nauczycieli życia- Drzewa- a raczej to co z nich zostało- czyli pięknie obrobione deski, które ktoś przecież musiał zrobić, jest w nich życie, pamięć i doświadczenie. Czy to jest dom Hobbita?- pytam się. Tak, tam mieszka Hobbit, przecież widzę, go przez deski, widzę tą czarną matronę,  patrzy na mnie, czuje to. Siadam na starym lekko zgnitym uśmiechającym się pniaku koło budowli. Patrzę w stronę świniopsa, widać troche mu się znudziło, bo komu by się chciało nieustannie dręczyć niewinnego chłopaka ?

Szybka decyzja, nie chcę tutaj być, strasznie tutaj, i zimno. Chcę być w domu. Swoim domu. W łóżku, w cieple. Dobra, wracam. Ale zaraz gdzie moja czapka ? Ano tak zostawiłem ją tam, w polach. Wrócić tam ? A jeśli znowu napotkam świniopsa ? Walić to.. chce mieć moją czapkę. A jeśli coś jestem szybki, bardzo szybki, uciekne mu. Tak więc, decyzja podjęta, najpierw wrócę po czapkę.

Jadę więc, jadę po polnej dróżcę, po tej na której ścigało mnie to coś.. dziwnie się jedzie, inaczej jakoś. Jestem, biorę co swoje, i jak najszybciej jadę w stronę domu.

Wiem, że jazda na kwasowym peaku w nocy nie była zbyt mądrym rozwiązaniem, lecz była przepiękna, najlepsza jak do tej pory. Przypomniało mi się co kiedyś pisał trydzyk ''jak seks z rowerem''- oj tak, tak, dużo w tym prawdy- zwolniono-szybki-teleportacyjny seks z rowerem.

godz ok. 18:25 jestem w domu- fajne drzwi, fajnie się w chodzi po schodach, pięknie się przede mną uginają, wchodzi się bezproblemowo, jakby jakaś siła pomagała mi chodzić. Miałem troche stracha przed fraktalizującymi rodzicami, czasami zbierało mnie na śmiech. Szybko do swojego pokoju, tak.. muzyka, łóżko, słuchawki, medytacja.

Rozpuszczam się, rozpuszczają się ściany, czuję, że jestem. Piekne wizualizacje przy zamkniętych oczach, muzka brzmi genialnie, czuję ją całym ciałem. Jem bułkę, czuję każde ziarenko przenicy, widzę piekarza i jego córkę, która patrzy na mnie i się rumieni. Tańcze.. tak lekko, tak wspaniale, tak czule i perfekcyjnie, folkowa muzyka idealnie się zlewa.

 

Reszta tripu to smakowanie masturbacji (bardzo fajne), zlewanie się zmysłów, piękne kolory wypełniające wszystko na co popatrzyłem i głębokie rozkminy na temat ludzkiej egzystencji i pojmowania strachu.

W kilku słowach: synestezja, walenie konia, muzka, spierdalanie przed strasznym świniopsem, medytacja, i jedzienie bułki z gąbki.

Dzisiaj, dzień po jestem zmęczony, gdyż mało spałem- ciężko na tym zasnąć. Lekki afterglow..i tyle..

Jestem pewnien, że nie wykorzystałem pełnego potencjału kwasu, no ale cóż, człowiek na błędach się uczy, następnym razem postaram się zadbać o te szczegóły,

Peace <3 .

Ocena: 

Odpowiedzi

Fantastyczny, lekki i przyjemny opis. Podoba mi sie styl, czytając mogłem poczuć się myślami w Twojej głowie, wow.

Nie masz nerwicy?

Piszesz, że to pierwszy kontakt z prawdziwszym psychodelikiem, ale wcześniej jadłeś malty i inne elesdy, i powiedz - to, że to akurat "ten prawdziwy kwas" robi różnice? Malty i ska są nie mniej prawdziwe, to nie ziółka, deksiki czy gałki.

Pisz jeszcze, pisz tak.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Dziękuje bardzo ;) starałem się umieścić w tym tripraporcie najważniejsze rzeczy i w jak najbardziej przystępny zrozumiały sposób.

Nerwica ? Hmm, no nie wiem, nie badałem się, choć raz chciałem- mała wioska, psychiatra raz na 2/3 tyg w ośrodku- niestety się nie udało, gość był nazwijmy ''niekumaty'' troche xd

Jeśli chodzi o doświadczenia psychodeliczne, to było to moim pierwszym poważym doświadczeniem. Wcześniej zdażały się co prawda jakieś testowanie dexa, ziółka, malt (od którego rzuciłem palenie :) ) ale nie ma to  porównania jeśli chodzi o kwas.

Myślę, że jest to środek z naprawde dużym potencjałem samopoznania, zrozumienia niektórych rzeczy. Czy robi różnice ? TAK ;) Czy coś wartościowego wyniosłem z tripa ? Yhym. Aczkolwiek mogło być lepiej, myślę. Następny raz będzie napewno w lepszym s&s :D

 

Sieema, tak

Apogeum po 30 minutach? heheh. Polecam "Eden ekspress" albo "LSD Moje trudne dziecko", apogeum jest po 1,5 - 2h. Kwasik trzyma 8-10h :)

Chciało Ci się tańczyć? heheheh. No co ty...

Ja rozumiem, że każdy jest inny itd inne politycznie poprawne pierdolenie, ale kwas to kwas. To co przeczytałem to kolejny dowód na to że dziś nie ma kwasa (LSD-25) na rynku. Połówkę panoramiksa tzw 250 (czyli 125 ug) zamiata tak, że słyszałem smak soku jabłkowego. Nie ma mowy o tańczeniu, nie ma mowy o wysikaniu się, a co dopiero o sraniu...Jak ci się srać zachciało to zjadłeś karton nasączony gumą arabską :) a nie lsd.

Swoją drogą, w 1994 roku dałem koledze kartonik wycięty z okładki zesztu do historii. Narysowałem na nim piękny fragment panoramiksa z pamięci. Kolo odwdzięczył się kwotą 25 zł (heh takie czasy) i zażył przed wyjściem na dyskotekę. Na drugi dzień opowiadał takie farmazony jak Ty. Przy czym twierdził, że pokopało go tak jak półlitra na raz. hehehehehe

Fajnie się to wspomina. Próbowałem jakiś czas temu kupić LSD w hiszpanii i najlepsi dilerzy nie mieli. Czarnuch mówił nawet "LSD is like cocaine, cocaine is even better" heheh, czyli sam bamber nie wiedział nic na temat tego towaru. 

 

Apogeum po 30 minutach? heheh. Polecam "Eden ekspress" albo "LSD Moje trudne dziecko", apogeum jest po 1,5 - 2h. Kwasik trzyma 8-10h :)

Przecież w raporcie jest napisane, że pełnia efektów po 1,5h! I tak, wszyscy z rozżewnieniem wspominają Panoramixy. Z jakiegoś powodu teraz nie nasącza się kartonów tak mocno i minimalna sensowna dawka to 3-4 papierki.

I bardzo wszystkim przykro, że nie wiesz, gdzie się kupuje LSD, ale to zupełnie nie znaczy, że go już nie ma. Aczkolwiek nie powiem, to jak idziesz w zaparte, jest nawet dość pocieszne.

jeszcze nie brałam kwasu i szczerze mówiąc trochę boję się nawet czytać takie raporty, jak Twój, w którym właśnie tak plastycznie i właśnie chcę spróbować.

Co do tego świniopsa- to nie jest takie do końca "abstrakcyjne", w psychologii jest taki termin, wewnętrzny bożek, odpowiedzialny za naszą prokrastrynację etc; szkoda że nie mogę foty wstawić, ale wpisz sobie w google schweinehund ;))

chociaż u Ciebie było to zwierzę bardziej "z żyjących" ;)

 

lozadlavipow.blox.pl

 

blogerkoćpunka

Haha, coś w tym chyba jest ;) 

jak byłem mały, bałem się.. kur, bałem się jak się na mnie patrzą, a było ich wiele. Podczas doswiadczania kwasu, to się po mnie rozlało, i doświadczyłem dokładnie tego samego strachu z dzieciństwa(nic przyjemnego, bardzo dziwne uczucie, strach dziecka wydaje się inny, bezsilny, przerażający)

Tak samo, jak byłem mały ugryzł mnie pies. A gdzie mnie ugryzł ? Ugryzł mnie w dupe, bo byłem chujkiem, dręczyłem go i wchodziłem mu na budę. Ładnie mi dupsko wytargał ;) na dodatek zostawił 1 kła w pośladku, potem troche obawiałem się psów... Nic się przypadkiem nie dzieje, napewno.

Sieema, tak

@ t.rydzyk Wszyscy wspominają Panoramixy z lat 90-tych, a na nich było 300 mikrogram LSD. Dzisiaj na papierkach umieszcza się od 100 do 200 mikrogram o ile trafisz w ogóle dietyloamid kwasu lizergowego, bo dużo częciej trafiają się n-bomby i DOB-y, czy jakieś 2c-cośtam. Z moich ostatnich podróży Bolek i Lolek około 200 mikrogram LSD. Skąd pomysł, że sensowna dawka to 3-4 papiery? 

Nasącza się mniej, niż kiedyś przez nowicjuszy, którzy widząc karton myślą, że tak mała rzecz nie może im nic zrobić. Po części też wpływ na to miały historie, takie jak ta o misji na marsa (dwóch gości w kartonowym pudle wyskoczyło z okna akademika na ósmym piętrze) i misji ratunkowej (dwóch nastepnych wyskoczyło w sukurs za tamtymi też w pudle). Cztery ofiary.

Inną rzeczą jest bardzo wyraźna przy kwasach inflacja. Kiedyś mogłem kupić papierki po 10 zł za sztukę, a dzisiaj najczęstsza cena to 50 pln :-/ Wszystko przez narastającą popularność.

Jeszcze taka dygresja z mojej strony, że LSD niekoniecznie jest najlepszą substancją, jaka może się znaleźć na papierku, a wszyscy tylko: czy to LSD?  Bo jak nie, to co? Umniejsza to podróży? Bo ja nie rozumiem. Różnice oczywiście są w działaniu poszczególnych substancji np. przy długości, czy intesywności tripa, czy też przy samym pływaniu, czy czystości tripa, ale naprawdę zdarza się i LSD ze strychniną. 

 

To tylko sen samoświadomości.

A propos dawkowania - gdzieś było info że słabe kartony, które chodzą zawierają 70 ug. Czyli na dobry trip 70 x 4 = 280. Masz Panoramixa :D

Takich słabych kartonów (chyba) nie ma. Mam znajomego, który stosuje mikrodawki (dzieli kwasa na 4/5 części) i zawsze odczuwa efekty, a dawka progowa to 20 ug, więc stówkę mają przynajmniej. Mówimy o tych najsłabszych, bo z reguły robią 150 ug. Ale, jak pisałem chodzą 200, a holenderskie (70 pln) zawierają ponoć 800 ug. Niestety nie miałem okazji sprawdzić... :-(  hehe

To tylko sen samoświadomości.

Serio?

http://www.saferparty.ch/tl_files/images/download/file/Warnungen_PDF_201...

Cytat:

"durchschnittlich enthielten die 2015 analysierten LSD-Filze 72.2 µg LSD."

Tak jak pisałem - jest to dawka o wielkości, którą oszacowałem po efektach działania 1,2 i 3 kartonów (ja zakładałem 80 µg, więc prawie się nie pomyliłem)

@rychu To, że nie mogłeś się ruszać, a z gęby ciekła Ci ślina i nawet o sraniu nie było mowy, to tylko świadczy o Twojej energii, a nie o tym, że to było jedyne najprawdziwsze LSD. Po N-bombach miałbyś dokładnie to samo. Jakbyś trochę potripował, to wiedziałbyś o tym, że każdy trip jest inny i jak dużo od Twojej osobistej mocy zależy. No ale sam fakt, że nie potrafisz się odkręcić już o czymś świadczy i bynajmniej nie o tym, że nie produkuje się LSD. Zamiast pytać czarnych w Hiszpanii, czy innym Maroku może warto zapytać białych w Polsce? Jak będziesz gotowy, to zaczną i LSD produkować.

To tylko sen samoświadomości.

Btw w 94 było jeszcze przed denominacją...

To tylko sen samoświadomości.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media