Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

trochę bełkotałem

detale

Natura:

raporty unknown

trochę bełkotałem


Witajcie drodzy czytelnicy. Siadajcie wygodnie i posłuchajcie historii z czasów mojej młodości. Opowiem wam o podróży, która zmieniła moje życie... ale zacznijmy od początku...



Działo się to pięć i pół roku temu, byłem wtedy w pierwszej klasie liceum. Wraz z pojawiającymi się oznakami wiosny postanowiliśmy z przyjaciółmi zażyć po raz pierwszy ziołowego dymu, który ponoć wywoływał ciekawe efekty. Zaczeliśmy załatwianie stuffu, ale bez znajomości szło ciężko - w związku z tym załatwialiśmy jednocześnie z kilku źródeł. Pierwsza załatwiła moja przyjaciółka z podstawówki i to u niej paliliśmy po raz pierwszy... Nie o tym jednak chce pisać, bowiem nie zachwycił mnie ten debiut - lekka śmiechawka i uczucie senności to wszystko, czego doswiadczylismy. Kiepski początek.



Prawdziwe zderzenie z THC pojawiło sie tydzień później, poniewaz mój znajomy z liceum wywiązał się z umowy z opóźnieniem. Dostałem do rąk worek czegoś, co nie przypominało tej drobno zmielonej sieczki, jaką paliłem u kumpeli. Były tam bowiem same szyszeczki, pachnące na dodatek tak niesamowicie, że przez całą przerwę w szkole siedziałem w kiblu i wąchałem worek... coś cudownego. No i właśne ten zapach skłonił mnie do najbardziej samolubnej decyzji: po lekcjach wszedłem do pierwszej lepszej bramy i SAM nabiłem lufkę CZYSTYM skunem (jak się potem okazało, niewiele mocniejszych rzeczy spotkałem w życiu...). Dlaczego nabiłem czystej??



Oczywiście chciałem wreszcie coś poczuć.



Niestety, faza rozkręcała się powoli, o czym jeszcze nie wiedziałem. Stwierdziłem więc, że znowu nic z tego... Przypomniałem sobie, że ojciec podał mi rano jakieś dokumenty i adres z poleceniem, żebym tam je dostarczył po szkole, a ponieważ czułem się dobrze (jeszcze!!!), postanowiłem podjąć wyzwanie. Tutaj warto zaznaczyć, że akcja dzieje się w Katowicach. Wsiadłem więc w tramwaj, cupnąłem sobie na siedzeniu i ruszyłem w nieznane. W tym czasie w moim organiźmie nastała rewolucja: początkowo spokojny i wyluzowany, zacząłem sie powoli spinać i trząść, coś jak tiki nerwowe. Domyśliłem się, że oto właśnie nadchodziła faza, nie wiedziałem jednak w którym momencie owej fazy jestem. Kiedy tak jechałem, usłyszałem coś, co mnie przeraziło: za mną wydarzył się chyba jakiś wypadek, ktoś wjechał w mój tramwaj, lub koło się urwało... słyszałem dźwięk rozrywanej stali i blachy, nigdy się tak nie bałem. Ten strach mnie sparaliżował, ale po kilku sekundach postanowiłem się jednak obejrzeć. Gdy powoli odwracałem głowę do tyłu zauważyłem, że tramwaj jest w porządku, a źródło dźwieku znajduje się tuż za mną. Okazało się, że to pasażer z tyłu odwijał kanapkę z folii aluminiowej... to odkrycie uspokoiło mnie i przeraziło za razem, bo zacząłem się zastanawiać co będzie potem.



Gdy wysiadłem z tramwaju, przystąpiłem do mojej misji. Nie znałem tej części miasta zupełnie, wobec czego pytałem ludzi o ulicę na którą miałem dojść. Każdy z nich patrzył na mie podejrzanie, zapewne dlatego, że dykcja mi siadała, trochę bełkotałem i jąkałem się. Do tego słyszałem sprzeczne wersje i nie wiedziałem komu mogę ufać. Przemierzana przestrzeń zaczeła się zakrzywiać i uliczki porwadziły w kółko do tych samych miejsc. Około trzy razy mijał mnie patrol policji, drzewa szumiały złowieszczo. Dopiero, gdy faza znacznie osłabła, czyli jakieś dwie i pół godziny od wypalenia, zaczałem kontaktować z rzeczywistością i w końcu trafiłem pod wskazany adres. Niestety, okazało się, że instytucja była czynna do godziny szesnastej, a dochodziła siedemnasta. Maksymalnie wkurwiony tym faktem, oraz zaczynającym się zmęczeniem, wrócilem do domu.



Po przemyśleniu tego wszystkiego doszedłem do kilku wniosków, których staram się przestrzegać do dzisiaj:





  1. Nigdy nie pal sam. Z toważyszem czujesz się pewniej, możecie się dzielić doświadczeniami i pomagać sobie w stanach paranoicznych.

  2. Nie pal czystej, jeśli nie wiesz co to jest.

  3. Nie podejmuj się odpowiedzialnych zadań na fazie. Zawsze lepiej jest mieć luz.

  4. Gdy czujesz się bardzo spalony, nie jedź w nieznane. O wiele przyjemniejsze jest to na lekkiej fazie.

  5. Poznaj dobre palenie po zapachu...





Tamta podróż rozpoczeła moją przygodę z MJ, choć przez kilka następnych razy zachowywałem nadmierną ostrożność. Była to jedna z najmocniejszych faz w moim życiu, porównywana później z przeżyciami po LSD. Z czasem nauczyłem się kontrolować nastrój i nie wkręcać sobie schiz, czego wielu moich znajomych dzisiaj mi zazdrości. Wszystko jest dla ludzi, jednak trzeba umieć z tego korzystać.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media