Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

trans psychedeliczny

detale

raporty unknown

trans psychedeliczny


Salvie zamowilem sobie ze sklepu zagranicznego. Jeszcze nigdy nie doswiadczylem czegos tak mocnego. Dziwne jest tez to, ze mimo ogromnego doswiadczenia jakie niesie ze soba trip z Szalwia, nie odczuwamy jego ciezaru, a po calej ceremonii czujemy sie rzesko, jak po przebudzeniu, zadnych zwal, zadnych fleszbekow, wspominamy calosc tak jakby wydarzyla sie pare dni temu, a my mielismy przez ten czas okazje na przemyslenia i ulozenie sobie w glowie tego co sie zdarzylo.



Salvia rozni sie od innych narkotykow wlasciwie jedna ogromnie wazna dla mnie cecha. Jej palenie jest neutralne, nie jest przyjemne ani nieprzyjemne. Absolutnie nie da sie uzaleznic od Salvii i nie ma sie ochoty na jej ponowne palenie. LSD, Grzyby, Ayahuasca i inne psychedeliczne halucynogeny sprawiaja pewno przyjemnosc, chocby taka, ze czujesz, ze masz faze. Podczas palenia Salvii nie czujesz, ze masz faze i nie wiesz, ze ja masz, ot przenosisz sie do innej rzeczywistosci, jak podczas nieswiadomego snu, klade nacisk na slowo nieswiadomego, bo kntroli nad niz zadnej nie posiadasz i nie wiesz czasami nawet, ze snisz, to znaczy tripujesz.



Dobra, koniec tego nudnego wstepu, ponizej opisuje dwa podejscia do rosliny, ktore mialy miejsce tego samego dnia z przerwa kilkugodzinna. Sa to zapiski, ktore nastepowaly od razu po powrocie do rzeczywistosci, wiec moga wydawac sie troche chaotyczne i niezrozumiale. Jednak podkreslam jeszcze raz, ze rozum bezposrednio po tripie nie jest wcale rozgoraczkowany, bo nie ma zadnego zejscia, ani typowego psychedelicznego rozpamietywania wydarzen.




Wypalilem 3 ogromne

buchy i to co ta roslina ze mna zrobila okreslibym totalna maskara mozgu!




Po pierwsze to uwazam, ze nie ma zadnych poziomow Salvii i wszystko zalezy od osoby palacej. Po trzecim buchu nie bylem juz w stanie wziasc drugiego poniewaz nie mialem zielonego pojecia kim jestem, gdzie jestem i co robie. To jest wszechogarniajace. ZERO samokontroli, to kieruje nami. Salvia to nie jest zwykla fazka jak po trawce czy kwasie, czy nawet Ayahuasce, to zyje

i jest okrutnie potezne.






Nagle poczulem, ze jestem lisciem. Zaczalem sie zwijac na lozku i skwierczec jak lisc. Ja naprawde myslalem, ze jestem lisciem, niesamowita sprawa. To nie byla taka schiza jak po kwasie, zadna wkreta! Ja bylem lisciem, myslalem

jak lisc, zachowywalem sie jak on i nie mialem nad tym absolutnie zadnej kontroli! Nic do mnie nie docieralo, zero kontroli i mysli z zewnatrz, tylko tu i teraz. Moje cialo samo zachowywalo sie jak lisc. Ciezko to opisac, naprawde.






Pozniej cos mnie przyparlo do sciany i przyjalem dziwna pozycje, rozlozylem rece, a moje dlonie zostaly mocno rozwarte. Spadalem z drzewa, dryfowalem w dol, czulem na sobie powiew wiatru, czulem na sobie kazda czastke liscia, lodyge, te takie zylki, ktore sa na listkach. Po prostu masakra! Wydawalo mi sie to calkowicie normalne, ze spadam sobie z drzewa, pozniej trafie do lufki i ktos mnie spali. Liscie nie maja nam za zle to, ze je palimy, wiedza, ze to naturalna kolej rzeczy i ja rowniez to wiedzialem.






Cale doswiadczenie trwalo 15 minut, a ja myslalem, ze pare sekund. Pozniej siedzialem przez kolejne 15 minut zmulony, nie chcialo mi sie ruszyc, cos jak zwala po upaleniu, a pozniej zupelnie przeszlo. W ogole niczego nie rozumiem i ciezko mi na trzezwo pojac to co sie zdarzylo.






Zupelnie inny wymiar, okropnie mocna rzecz, czlowiek jest absolutnie

podpozadkowany roslinie. Faza zmieniajaca swiadomosc w EKSTREMALNY sposob.





Po paru godzinach zapalilem znowu, kolejny raz w tym dniu.




To co sie zdarzylo bylo jeszcze mocniejsze od poprzedniego doznania. Otoz wyjaralem dwa ogromne cybuchy. W tle leciala muzyka.

Nagle poczulem, to muzyke w sobie. Muzyka byla we mnie. Wokalista cos

spiewal, a ja wszystko rozumialem i tak bardzo przejalem sie tekstem, ze zaczalem sie w myslach z nim klocic, zeby nie robil tego o czym spiewa! Nie reagowalem emocjonalnie na kazde jego slowo tylko bardziej fizycznie! To nie bylo cos takiego jak po trawie, ze sluchasz muzy i masz jakas wizje, np. dzwieki zamieniaja sie w liczby, o nie! To znow bylo we mnie. To ja bylem muzyka, a ona mna, znowu. Tak niesamowicie przejalem sie tym co on spiewa,

ukleknalem przed glosnikami i zaczalem blagac go zeby nie robil tego o czym spiewa i wierzylem w to. Mialem w sobie wiare, ze temu wokaliscie stanie sie cos zlego i musze go ostrzec!






Oczy mialem caly czas otwarte. Halucynacje byly takie, ze przedmioty do polowy byly normalne, ale druga polowe widzialem jakby pocieta na milion paseczkow i migajacych oczek wydluzajacych sie w lewa strone. Czulem tez jakas sile, jakby pol mojej swiadomosci ktos spychal w lewo. Pozniej zaczalem tanczyc, to bylo poza kontrola - moje cialo wstalo i zaczelo sie poruszac w rytm muzyki. Myslalem, ze to juz mija - jakze sie mylilem !!!

Dopalilem kolejna lufke, a pozniej druga i.... wydawalo mi sie, ze

wytrzezwialem, ze to juz koniec!!! Totalny blad, to nie byl koniec fazy, tylko po prostu zapomnialemm, ze cos palilem, zapomnialem o rzeczywistosci!






Ten stan byl we mnie i wiedzialem o tym na swoj sposob. Chodzilem po

mieszkaniu zachowujac sie "normalnie". Sadzilem, ze wykonuje normalne

czynnosci. Wydawalo mi sie wszystko takie normalne. Wszystko bylo jak w bajce, kraina czarow. Uwazalem wtedy, ze to zwykla rzecz , ze tak mocno odczuwam muzyke, ze moge jej dotkac, ze widze jak wplywa do mojego ciala w formie przezroczystej mgly. Bylem innym czlowiekiem w innym swiecie i w tym swiecie w ktorym bylem to wszystko bylo zwyczajne. Nie wiem czy dobrze to opisuje, ale tego nie da sie opowiedziec slowami!






Chcialem cos zapisac, ale pomyslalem sobie - po co chcesz to zapisac?

Przeciez to normalne, ze slowa piosenki doslownie wyrywaja twoja dusze z ciala, zawsze tak jest, zawsze tak sie dzieje, ze prowadzisz polemike z wokalista, jakby to byla najwazniejsza dyskusja zycia, to sie dzieje codziennie, jest takie zwyczajne i nie ma sensu. W koncu wzialem kartke i zapisalem cos, ale... na okraglo. Litery ulozyly sie wzdluz bokow kartki tworzac spirale.






Calosc trwala gdzies 45 minut. Gdzie przez 30 minut nieswiadomie blakalem sie po domu myslac, ze jestem juz trzezwy, zapominajac, ze palilem Salvie i uwazajac wszystkie czynnosci i halucynacje za calkowicie powszechne i

zwyczajne.




Tej rosliny nie da sie okielznac! Nie ma tez czegos takiego, ze palona

Salvia szybko wchodzi i puszcza, a faza jest intensywna, z mocno zaznaczonym punktem kuliminacyjnym ale krotka. Dziwia mnie te trip reporty, ktore ludzie pisali. To dziala zupelnie inaczej niz ludzie opisuja. No i palilem tylko liscie, byc moze jestem ekstremalnie na to wrazliwy. Nigdy jeszcze nie przezylem czegos tak OGROMNEGO nawet we snie. Tak, sen....

stan po Salvii porownalbym do snu, ale do NIESWIADOMEGO SNU! Stan po Salvii to taki sen nad ktorym nie masz absolutnie zadnej kontroli i nie wiesz, ze snisz. Pamietasz cos takiego? Byles we snie i wszystko, nawet najbardziej absurdalne rzeczy wydawali Ci sie normalne! Tym wlasnie jest Salvia - nieswiadomym snem na jawie.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media