Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

sylwester 2012/2013 - psychodeliczny koniec roku

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Apteka:
Dawkowanie:
Wcześniej - 1-1,2 ml GBL, szklaneczka Whiskey i jeszcze jakiś słodki drink :)

1 Cały mocno nasączony kartonik 25-C NBOMe
1 Cały mocno nasączony kartonik 25-B NBOMe
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Stabilne acz chaotyczne. Siedzimy u kumpla jakieś 40 km od mojego miejsca zamieszkania. W głowie - spokój, lekki stresik spowodowany "obcymi" osobami. Towarzystwo - Grupka najbliższych mi osób, w tym moja dziewczyna :) Mamy do dyspozycji 2 pokoje, w których dzieją się równolegle 2 imprezy - U nas - ludzie w wieku 18+, drugi pokój, dzieciaki 12-16 lat.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Metoksetamina,UR-144,25-C NBOMe,2-CP,MDmA,MDPV,DeXtraMetorfan,Etylfenidat,Marihuana,3-MMC – Metafedron,4-MMC – Mefedron,3,4-DMMC, 4-Ho-Mipt,5-Meo-PCP,Morfina,Heroina,Etanol (alkohol), Łysiczki Lancetowate, Klonazepam, Tetrazepam, GHB, GBL (gamma-Butyrolakton), Salvia Divinorium, Kofeina, JWH-210, AM-2233, Benzydamna, Efedryna, Amfetamina, Kokaina, ETH-CAT, 4-MEC, Pentedron, Bufedron, Fluoeksetyna, Mianseryna, Hydroksyzyna, Neospasmina, Tramadol

sylwester 2012/2013 - psychodeliczny koniec roku

 

Sam sylwester odbył się stosunkowo blisko mojego miejsca zamieszkania - jakieś 30 minutek PKS'em więc nie wynikały z tego żadne komplikacje :)

Razem ze mną Kartoniki jedli:

Indianer - I, Monika - M, Ola - O, Jaskier - J, Pachomia - P, oraz Martyna - M

 

>16:00 - 17:30 - jeszcze w domu

 

Cały dzień wcześniej spędziłem ze swoją kobietą omawiając wszelakie szczegóły odnośnie dojazdu na sylwestra, więc nie nudziliśmy się jakoś szczególnie, uwzględniając fakt, że praktycznie bez przerwy od 24.12 siedzieliśmy razem ze sobą, raz u mnie raz u niej. Rozdzieliliśmy się około godziny 14:30, żeby w spokoju móc się umyć oraz przebrać, jednym słowem ogarnąć. Umówiliśmy się na godzinkę 16:00 Na dworcu autobusowym, już z resztą ludzi. Oczywiście w między czasie zamiast od razu w pospiechu wskoczyć pod prysznic, znaleźć czyste ciuchy, wpadłem na genialny pomysł polania sobie 1,3 ml GBL'a, który wprawił mnie w lepszy nastrój. Czas nieco mnie gonił, więc wząłem pierwszą lepszą koszulę, w miarę czyste spodnie, przeliczyłem wszystkie kartoniki, które miałem wziąć ze sobą, przyjąłem jeszcze 0,4ml GBL'a i wyszedłem z domu. Na dworcu byłem około 16:10, do autobusu zostało jakieś 20 minutek, w między czasie doszła reszta mojej małej ekipy. Około godziny 16:30, kiedy mieliśmy wsiadać już do autobusu, okazało się że nasz autobus się spóźnia - no nic - trudno, czekamy, papieros za papierosem. W końcu jest. Wielka żółta maszyna podjechała tuż pod nasze nosy. No to w drogę, stwierdziliśmy, i nim się obejrzeliśmy byliśmy już na miejscu, gdzie czekał na nas J. Jest godzina 17:30

 

17:30 - 21:30 Oczekiwanie na godzinę zero.

Osobście, najdłuższe cztery godziny w moim życiu. Oczekiwanie na ustaloną godzinę przyjęcia kartoników było nieznośnie zapijane alkoholem, zapalane Marichuaną, i zalewane GBL'em, w między czasie, przyszła reszta osób, która miała znaleźć się na tej imprezie, niestety, wprowadzali oni nutkę chaosu w całej sytuacji, no ale trudno. Szczęście w nieszczęściu: to oni bawili się między sobą, a my między sobą, przez co jakoś to było, nie wszyscy przypadli mi do gustu jakoś bardziej, jednak później, dwie dziewczyny, które były właśnie z tej drugiej ekipy bardzo mi pomogły, ale o tym opowiem za chwileczkę. Nie mniej jednak, zabawa sę powolutku kręciła, część towarzystwa była już dość mocno wstawiona i upalona, i fialnie "nadejszła wiekopojmna chwiła" jak tak to padło w pewnym znanym polskim filmie, nadeszła umówiona pora zjedzenia naszych magicznych kwadracików.

Metoda - standardowa - wszyscy umieszczamy nasze kartony pod dziąsłem

Indianer - 4,5szt 25C-NBOMe,
Monika - 3,5szt 25C-NBOMe,
Ola - 2szt 25C-NBOMe,
Jaskier 1,5szt 25C-NBOMe,
Pachomia 0,5szt 25C-NBOMe,
Martyna - 0,5szt 25C-NBOMe i 1szt 25-B-NBOMe,
Ja 1szt 25C-NBOMe oraz 1szt 25B-NBOMe.
Ładujemy je około 20 minutek, bez połykania śliny, po czym połykamy je razem ze śliną.

 

22:00 - 23:30 - Load & Peak

Kartony już zjedzone, okazuje się, że stężenie substancji zawartych na poszczególnych kwadracikach, była większa niż przewidywaliśmy, oryginalnie, same kartoniki miały być nasączone około 1.5mg, jednak z własnych doświadczeń wiemy że nie powinny aż tak piec, więc obstawiam że substancji było około 2mg/kwadracik :) Mniejsza z tym, najgorsze dopiero przed nami, tuż po połknięcu naszych "kwasików" momentalnie deficytowym towarem stały się wszelkie niealkoholowe napoje. Kontrola przed lustrem ujawniła, delikatnie wypalone jaśniejsze ślady na dziąsłach w miejscu gdzie tylko kilka minut znajdował się kartonik.Trudno, trzeba to przeżyć. Już było dziwnie, Wyjątkowo szybko substancja zaczęła działać w naszych organizmach. Przenieśliśmy się na balkon, do drugego pomieszczenia, w którym wcześniej znajdowała się impreza młodszej ekipy. Niestety nie wszyscy dotarli do balkonu. Indianer mniej więcej po środku pokoju uklęknął i stwierdził, że jest za mocno, Później określiliśmy to jako kolejną stację drogi krzyżowej. i że nie da rady dojść nigdzie dalej. Poprosił mnie o klonazepam, na zbicie peaku. Wyruszyłem więc na wyprawę życia, w poszukiwaniu klonów. Na szczęście pamiętałem że zostawiłem je na biurku. Powstał jednak problem. Byly to 3 całe klony po 2mg/szt, a musiałem je w miarę równomiernie podzielić... Poprosiłem więc znajdujące się w tym pokoju, aby pokruszyły je w miarę możliwości. Powróciłem po chwili do "POKOJU TRAUMY" z garscią pokruszonych klonów, wciskając wszystkim potrzebującym ów "ciało chrystusa". Pomagam Indianerowi wstać, i w miarę możliwości przerzucamy go na łóżko.

Czas już nie ma dla nas znaczenia, uruchamiam komputer, który znajdował się w rogu pokoju, Puściłem troszkę dobrej muzyki, w międzyczasie spostrzegając, że z myszką komputera jest coś nie tak. Chwilę się jej przyglądałem, Była nie dość że krzywa, to jeszcze zostawały za nią różnokolorowe smugi, które pojawiały się w losowych miejscach monitora. Był to dość hipnotyzujący widok, który uświadomił mi potencjał tej substancji. Jest dobrze powiedział mi jakiś głos w głowie, po czym zacząłem ponownie pilnować wszystkiego wokoło mnie, wciąż znajdowaliśmy się w POKOJU TRAUMY, gdzie każdemu zaczęły pojawiać się drobne wizuale oraz smugi. W międzyczasie przybył do nas jeden z kumpli z tamtej ekipy. Mówiąc nam coś o jakimś spacerze. Początkowo go nie zrozumieliśmy. Indianer, za chwileczkę nazwał go Wujkiem Władimirem, od tego jak wyglądał, albo od tego w jaki sposób mu się skojarzył, no nie ważne, to siedziało w jego głowie. Po chwilce uświadomiłem sobię, że spacer o którym mówił "Wójek Władimir" miał nastąpić chwilkę przed północą. Uruchomiłem więc resztę dzieciaków, z gospodarzem włącznie, do wyjścia. jest około 23:30, wychodzimy z domu... 

23:30 - 00:30 - Odświerzający spacer

Największym problemem, chwilkę temu było dla nas skompletowanie odzierzy wierzchniej, teraz największym problemem, jest to jak mamy dojśc na rynek, w wiosce w której się znajdujemy. Jaskier, próbuje przeprowadzić naszą radosną gromadkę psychodelicznych umysłów tylnymi drogami, tak aby nikomu nic się nie stało, a my z Martyną, idąc z tyłu i ogarniając resztę ludzi, próbujemy się skupić na drodzę, a nie na tańczących wokół nas milionach wirujących, kolorowych gwiazd. Jeden z ciekawszych i piękniejszych wizuali który udało nam się uzyskać tamtego wieczoru, to było delikatne oraz magiczne. Chmury wyglądały jak piękna gęsta błyszcząca masa, zmieniała kolory, wyglądała chwilami niczym całe galaktyki przebijając odcieniami pomaranczu oraz zieleni. Za chwilkę byliśmy na rynku, zagadaliśmy się o tym co widzimy, i nagle, ni stąd ni z owąd pojawiły się najpiękniejsze fajerwerki, jakie mogłem sobie wyobrazić, były przytłaczająco piękne. Za chwileczkę byliśmy już w drodze powrotnej do domu. Jest około godziny 00:30...

00:30 - 4:00 - Wizuale, Wizuale... Jeszcze więcej wizuali...

Po powrocie do względnie stabilnego set and setting, ogrzaniu się, upewnieniu, że wszystko jest w porządku postanowułem zapaść się głębiej w materię wizuali. Najpierw podczas delikatnych pocałunków mojej dziewczyny jej twarz zaczęła się animizować, jej delikatne rysy twarzy stawały się jakby bardziej kocie, nos uległ delikatnemu podciągnięciu i z dużej źrenicy, która zalewała praktycznie całą jej tenczówkę powstało piękne kocie oko. Po chwili otrzeźwienia spostrzegłem, że nawygodniejsze możliwe miejsce w tym momencie, które pozwoliłoby mi ułożyć się w nadziwniejszej, ale jednak anatomicznej pozycji stało wolne, szybkim susem się na nie przemieściłem. Była to taka duża pufa - piłka. Rozlałem się w niej, przytuliłem swoją kobietę, która leżała w równie dziwnej pozycji co ja, i ponownie zauważyłem z bliska w niej coś dziwnego.. Nie dość że całe otoczenie, zaczęło zalewać się czerwienią i zielenią, to jej twarz, stawała się w pewien sposób straszna, zmieniała kolory, jej tenczówki, jeszcze przed chwilą jasno niebieskie, teraz były krwisto czerwone, a jej źrenice stały się biało czarnymi spiralami. Jej włosy zaczęły falować, tak jakby znajdowała się pod wodą, a ja osobićie czułem sie jakbym płynął niesiony nurtem rzeki. Przytuliłem ją jeszcze mocniej, ułożyłem sę jeszcze wygodniej i zanurzyłem się ponownie w wizualach, które teraz związane były z sufitem, który z dziwnych przyczyn oblepiony był blotterami różnego rodzaju kwasów. było prawdopodobnie około godziny 2:30 - 3:00 ponieważ wydawało mi się że substancje już coraz słabiej działają..

Chwilkę później gospodarz przypomniał sobie o tzw Lava Lamp - to był mój koniec, zacząłem obserwować fruwający w niej "kisiel" z tak chorą fascynacją, jakiej nigdy wcześniej nie odczuwałem, wspólnie z resztą ludzi opowiadaliśmy sobie nawzajem historie tych dziwnych glutów, do których w dziwny sposób odczuwaliśmy empatię. W każdym z tych kolorowych glutków znajdował się osobny wszechświat, to był drugi najpiękniejszy widok tej naocy. Nie mogłem się oderwać od tego widoku do momentu kiedy poczułem paniczną potrzebę zapalenia papierosa gdzieś około godziny 4:00. Nikomu nie chciało się już iść, jednak udało mi się zmotywować Olę w tym celu. Wypaliliśmy na dworze po papierosie, zutylizowaliśmy część opału z lufki, którą trzymałem właśnie na taką okazję, jeszcze chwilę pooddychaliśmy świerzym powietrzem, i udaliśmy się na górę, aby przynajmniej chwilkę się zdrzemnąć przed autobusem.

11:45 - Wake Up

Nie wiem nawet w którym momencie od przyjścia do pokoju usnąłem na dobre, wiem tylko że ponownie leżałem wtulony w moją kobietę. Która leżała, w jeszcze dziwniejszej niż wcześniej pozycji.. Normalnie pewnie nie wstałbym do późnego popołudnia, jednak jedyny autobus do domu miałem o godzinie 12:20, a moi przyjaciele, z którymi muszę się użerać już któryś rok z rzędu wiedzą, że najskuteczniejszą metodą obudzenia mojej osoby jest rzucić czymś we mnie, więc Monisia, udekorowała moją twarz oraz kaptur fragmentami skórki z pomaranczy :)

Epilog

Dobry mix, doborowe towarzystwo, lepiej nie mogłem sobie wyobrazić tego sylwestra. Dziękuję wam :)

Ocena: 

Odpowiedzi

ja po 25b nie mogłam znąć jakies 40h z powodu wizuali, które CĄGLE były w glowie. nie dało się ich wylączyć. zamiast ciemności maiałam pod powiekami teledyski :D jak Ci sie udało je wyłączyć?

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media