Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

strasznie boli mnie mostek

detale

Apteka:

raporty unknown

strasznie boli mnie mostek

podobne

Nazwa substancji: karbamazepin (tabletki Tegretol)
Poziom doświadczenia: od trawy, przez amfetaminę (dożylnie), kwasy, grzyby, po heroinę (dożylnie), kokainę, crack. Cała masa prochów (z okazji odwyków, detoksów, leczenia) m.in. ogromne ilości clonów, relanium, xanaxów, sulpirydu, imovanu, hydroksyzyny, thioridazinu, promazyny (dożylne "setki"), amizepinów, tramali i wiele innych których nie sposób spamiętać.
Dawka, metoda zażycia: dawki nie pamiętam, coś około 25-30 sztuk, doustnie :P
"set & setting": złe zamopoczucie spowodowane kolejnym odstawieniem heroiny (listopad 2003)

A więc ten "raport" - jak to nazywacie, ma na celu przestrzec przed dużymi ilościami prochów. Tyle proszków zjadłem w przeciągu 12 godzin, stopniowo dojadając po od 3 do 10 na raz. Zjadłem ich tyle bo wkórzyłem się, że biorę od nocy te proszki a nic mi nie pomagają (ogólnie proszki - jakie by nie były, mają na mnie bardzo znikomy wpływ, ale pewnie dlatego, że tyle się ich w życiu już nałykałem). Nic do tego nie jarałem (oprócz petów), nic nie piłem (alkoholu). Byłem jakieś 7-10 dni po odstawieniu heroiny. To było już któreś z kolei odstawienie (tym razem - jak na razie, skuteczne. Od lutego 2003 nie wziąłem ani razu - 10 grudnia miałem miesiąc, dalej nie liczyłem). Siedziałem sobie sam w domu, słuchałem muzyki i wylegiwałem się na łóżku "trzepiąc" nogami w każdą stronę (standardowy syndrom odstawieniowy "niespokojnych nóg"). Więcej proszków już nie miałem, więc obliczyłem mniej więcej, że jestem po 25-30 proszkach (nie pamiętam jakie to były dawki - chyba żółte proszki). Gdy leżałem było ok, gorzej gdy zadzwonił ktoś do drzwi i byłem zmuszony zwlec się z wyra. Odbijałem się od każdej ściany, przed oczami wirowanie. Nie byłem w stanie zapanować nad "pionem" - wszystko latało. Czułem się jednak dobrze. Zarówno fizycznie jak i psychicznie było bardzo pozytywnie. Po jakichś 30 minutach opcje z latającym obrazem miałem już nawet w pozycji leżącej i zaczęły się bóle brzucha i krótki oddech. Po 15 minutach pierwsze wymioty (a raczej odruchy). Zadzwoniłem po starszą - trip do pobliskiego szpitala. W szpitalu dali mnie na rentgen (!!!) bo miałem problemy z oddychaniem i stwierdzili że mam wodę w płucach (!!!). Nie pomogły tłumaczenia że chyba przedawkowałem Tegretol. Czekałem na ten rentgen strasznie długo. W między czasie jakiś pielęgniarz (który mnie woził wózkiem inwalidzkim - dostał 50 zł od starszej bo inaczej takiego wała a nie by mnie woził) latał ze mną do kibla bo ciągle chciało mi się rzygać. Miałem ogromne problemy z chodzeniem, nawet z pomocą pielęgniarza dojście 1,5 metra z wózka do kibla było ogromnym wysiłkiem. Gdy już zrobili mi ten rentgen dali mnie na oddział zatruć. Nie miałem płukania (!) żołądka, nie dostałem żadnych przeczyszczaczy ani kroplówki. Kazali się położyć i iść spać. Gdy się położyłem zaczęło mnie dusić - nie mogłęm złapać pełnego oddechu mimo że oddychałem bardzo szybko. Potem pamiętam jakieś białe, jakby rozświetlone zarysy postaci, które były ciepłe ale to inna bajka - nie po to to piszę. Później otwieram oczy i widzę jakichś ludzi nad sobą nachylonych. Ktoś mnie kłuje w łapę, ktoś mi mierzy ciśnienie, ktoś mi przykleja coś do klatki piersiowej. Strasznie boli mnie mostek (widocznie któryś z lekarzy mi przywalił). Dowiedziałem się, że zatrzymała mi się akcja serca i już mieli mnie respirować ale wystarczyło walnąć pare razy w mostek. Lekarze zadecydowali że trzeba mnie przedializować. Pojechałem na chirurgię (czułem się już całkiem dobrze) i wsadzili mi ogromny cewnik w tętnicę szyjną przy znieczuleniu miejscowym (właściwie to miałem to w dupie). Potem pojechałem na jeszcze inne piętro (w między czasie uciekłem pielęgniarzowi na peta) gdzie podłączyli mnie do takiej maszyny która filtruje krew (jedną rurką wypływała krew do maszyny, drugą wracała). Byłem w tym szpitalu jakiś tydzień, w między czasie nawynosiłem przeróżnych proszków z zabiegowego w prawie każdą noc (nic mi nie chcieli dać, mimo że mówiłem ze jestem po odstawieniu) i zaliczyłem jedną panienkę, która też była po przedawkowaniu amizepinu i jakichś proszków na nadciśnienie (2 dni była nieprzytomna z rurą w gardle)
podsumowując - uważajcie na Tegretol.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media