Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

san pedro – pierwszy raz

detale

raporty unknown

san pedro – pierwszy raz

Meskalina (San Pedro)

Dawka: 25 g skórki kaktusa San Pedro

Waga: 63 kg

Doświadczenie: Meskalina – Pierwszy raz.




Podróż odbyła się u mojej dziewczyny w mieszkaniu. Oprócz mnie i mojej dziewczyny obecna była nasza koleżanka. Dziewczyny spaliły się wcześniej i oglądały Zagubioną Autostradę. Ja przygotowywałem wywar w kuchni, a czasem również zerkałem na film.



Zmieloną skórkę kaktusa gotowałem trzy godziny w wodzie z sokiem z trzech cytryn. Całość przecedziłem przez kawałek ścierki i sitko i dodatkowo odparowałem. Otrzymałem jeden kubek napoju.



Spożycie zacząłem o godzinie 21:20. Smak był kwaśno-gorzki, nieprzyjemny, ale znośny. Pić skończyłem po 20 minutach.



Koleżanka musiała wyjść, a moja dziewczyna poszła się kąpać. Włączyłem sobie Fear and Loathing In Las Vegas i czekałem, aż zwolni łazienkę. Brzuch mnie lekko rozbolał.



O godzinie 22:30 w czasie kąpieli zaczęły się pierwsze efekty. Szum wody z prysznica w pewien sposób mnie uspokajał i wciągał, różne przedmioty delikatnie falowały, gdy patrzyłem na sufit całe pomieszczenie zdawało się delikatnie obracać. Ból brzucha zmalał. Ubrałem się w czyste rzeczy. Źrenice były już wyraźnie szerokie.



Gdy spisywałem pierwsze notatki w tle leciał Fisz, który bardzo dobrze komponował się z fazą. Podczas pisania pojawiły mi się przed oczami w różnych miejscach czarne kropki, które znikały i zjawiały się co pewien czas w innych miejscach. Od tego momentu prawie zawsze pojawiały się, gdy coś zapisywałem. Ciekawe wizualizacje podczas słuchania muzyki przy zamkniętych oczach. Humor polepszony.



Moja twarz zdawała mi się być dziwna, w pewien sposób zwierzęca, nie moja.

Poszedłem się na chwilę położyć. Nad łóżkiem znajdował się obraz kobiety stojącej na tle łąki. Patrzenie na niego było niesamowite. Wszystkie części obrazu poruszały się – zboża falowały, włosy kobiety poruszały się delikatnie, tło zmieniało się. Nagle okazało się, że kobieta stoi na tle oceanu, później było to stary las liściasty, a na koniec pole przykryte białym śniegiem. Sama kobieta również zmieniała się. Przez chwilę była łysym i wychudzonym trupem. Później przybrała postać całkowicie białej obcej. Była też człowiekiem-jaszczurem o łuskowatej zielonej skórze. W pewnym momencie z jej głowy zrobił się bakłażan. Czułem się malarzem, który po części kształtował obraz. Później, gdy całkowicie zagłębiłem się w nim byłem malarzem i jednocześnie obrazem. Na podziwianiu obrazu spędziłem jakieś dwadzieścia minut, pod koniec których miałem trudności z odróżnieniem jego prawdziwego wyglądu od tego stworzonego w mojej głowie.



Różne przedmioty otaczała różowo-zielona aura. Cienie biegały po ścianach niczym duchy. Moja dziewczyna robiła zdjęcia aparatem cyfrowym. Migawka była ustawiona na dość długą, przez co zdjęcia wychodziły rozmazane. Przedstawiały one bardzo bliski obraz tego, w jaki sposób widziałem wszystko w danym momencie. Balans bieli był tak ustawiony, że kolory również odpowiadały tym widzianym przeze mnie. Gdy przeglądałem zdjęcia, te poruszały się. Jedno ze zdjęć przedstawiało mnie spisującego notatki i gdy na nie patrzyłem wyraźnie widziałem jak ruszam ręką pisząc.


Było około 12:00. Czułem się wspaniale. Gdy siedziałem przy stole zdawało mi się, że całe moje ciało jest popisane. Na skórze znajdowały się liczne wzory. Gdy spojrzałem na swoje udo zauważyłem rękę, która mnie po nim dotykała. Nie przeszkadzało mi to ani trochę, byłem nawet całkiem rozbawiony tym. Nagle wszędzie pojawiły mi się zielono-różowe oczy, które migały i spoglądały na mnie.



Dziewczyna moja poszła dopalić resztę zioła. Gdy wróciła położyliśmy się do łóżka. Początkowo całkowicie nie odczuwałem potrzeby seksu, ale im dłużej leżałem przy niej tym większa nachodziła mnie na niego ochota. Nie jestem w stanie opisać, jak mi było wspaniale podczas wspólnego stosunku. Była to chyba jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, jaka mnie w życiu spotkała. Orgazm, jaki wtedy przeżyłem, nie da się porównać do żadnego wcześniejszego. Zdawało mi się, że stanowiliśmy idealną jedność. W pewnym momencie przestałem dostrzegać otoczenie, a widziałem jedynie nas. Po tym jak doszedłem nie miałem siły się ruszać przez jakieś dziesięć minut.



Przez całą podróż zachowywałem pełną świadomość, ale rzeczywistość była tak odmienna, że nie dało się na nią normalnie reagować. Ciągle powracał do mnie motyw, że jestem wkręcany. Zdawało mi się, że wkręca mnie moja dziewczyna, że wkręcają mnie nasze szczury, że wkręca mnie muzyka.



Fizycznie czułem się dziwnie, ale przyjemnie, mimo tego, że czasem czułem różne nieprzyjemne rzeczy – chłód w kończynach, lekkie kłucia, falujące bodźce. Muzyka mocno na mnie wpływała, w tle słyszałem dziwne echa. Zachowywałem nad sobą kontrolę, ale czułem się wyraźnie naćpany.



O pierwszej dziewczyna poszła spać, a ja udałem się do drugiego pokoju posłuchać muzyki. Tu przeleżałem następne cztery godziny. Wydawało mi się, że mój stan słabnie, ale dobrze dobrana muzyka całkowicie odrywała mnie od tego świata. Przesłuchiwałem różne kawałki, ale całkowicie odlatywałem przy trzech płytach. Pierwsza to „Add N to [X] - Add Insult To Injury”. Przy niej faza była bardzo przyjemna, mogłem całkowicie zatapiać się w muzyce, czułem się muzyką. Cytat z moich notatek: „Wszystko było inne – inne barwy, postrzeganie, odczucia, wszystko wydawało się wkręta (nadal się wydaje). Muzyka całkowicie kształtowała wszystko. Czułem, że jestem w łóżku, ale jednocześnie nie czułem. Trwało to wieczność i chwilę.” Następną płytą było „Negativland – Escape from Noise”. Tu trudno cokolwiek napisać. Tego po prostu trzeba posłuchać na fazie. Byłem niesamowicie szczęśliwy, że nie zacząłem tego słuchać, gdy faza była mocniejsza. Całkowicie odjechany klimat. Na koniec zostawiłem sobie „Venetian Snares – Winnipeg is a Frozen Shithole”. Ta muzyka poruszała moim ciałem. Nie byłem w stanie opanować szaleńczych ruchów moich rąk w rytm muzyki. Podczas słuchania ostatniego kawałka czułem ból, ale mimo tego chciałem go wysłuchać do końca. W czasie słuchania tych utworów po całym moim ciele przechodziły przyjemne dreszcze, a obraz robił się „pixelowaty”. Gdy całkowicie odlatywałem, świadomość odzyskiwałem dopiero w czasie przerw między utworami. Infected Mushroom, Dj Q-Bert, Bjork i kilku innych wykonawców słuchało się całkiem przyjemnie, ale nie było przy nich odlotu. Ich muzyka była za bardzo złożona i za mało odjechana, aby mógł się w nią całkowicie zatopić.



Efekty wyraźne, ale zdecydowanie słabsze, utrzymywały się jeszcze do około 11 rano. Później nastąpiło coś w rodzaju „zjazdu”. Czułem się średnio, byłem zdecydowanie zmęczony po nieprzespanej nocy. Zdecydowałem się przyjąć tussipect, który wyeliminować senność. O dziwo, zamiast dreszczy pojawiło się uczucie przyjemnego ciepła wypełniającego całe ciało i dużego spokoju.











Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media