Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

sąd ostateczny

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
14:30 - Aplikuję 2 kartony 25D-NBOMe (1,5mg).
19:30 - Wypijam piwo.
19:40 - Zjadam 80mg 4-HO-METa.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Na samym początku przystanek autobusowy, następnie autobus, sklep spożywczy, mieszkanie, wieczorem przed startem hometa wyprawa do sklepu po fajki, następnie powrót do mieszkania. Jako osoby towarzyszące: Moja dziewczyna K, z początku trzeźwa, potem troszkę pijana, na koniec stripiona 80mg hometa, oraz wstawiona koleżanka J, która towarzyszyła nam przez krótki czas. Nastawienie z początku dobre, po załadunku 25D świetny humor, pod wieczór lekkie zdenerwowanie, po załadunku hometa kompletny rozpierdol.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Dopalacze, Nikotyna, Kofeina, Etanol, GBL, Narkoza, Olanzapina, Lorazepam, Kodeina, Morfina, Buprenorfina, Tramadol, Efedryna, Pseudoefedryna, Amfetamina, Benzydamina, Dekstrometorfan, Metoksetamina, Gałka Muszkatołowa, Marihuana, Haszysz, Muchomor Czerwony, Łysiczka Lancetowata, Ipomea Violacea, Salvia Divinorum, Ayahuasca, Ecstasy, Bufedron, 6-APB, 3,4-DMMC, Bromo-DragonFLY, DOI, 2C-E, 2C-P, 25C-NBOMe, 25D-NBOMe, 5-MeO-DALT, 5-MeO-DiPT, 4-HO-MET, 4-AcO-DMT, 4-AcO-DIPT, DPT, LSD.

sąd ostateczny

25.03.2011

"Przyjazny Wstęp Do Króliczej Nory":

14:30.
Przystanek autobusowy. Czekam na autobus z moją dziewczyną K i koleżanką J. Pełen optymizmu ze względu na rozpoczynający się weekend po ciężkim tygodniu aplikuję 2 kartony 25D-NBOMe pod górne dziąsło. Po chwili przyjeżdża autobus. W autobusie lekkie podekscytowanie zbliżającym się stanem.

15:10.
Wysiadamy z autobusu i kierujemy się do sklepu. Kupuję 6 piw, Marlborro Lighty i parę bułek. Po wyjściu ze sklepu zaczynam odczuwać pierwsze efekty 25D. Kierujemy się do mojego mieszkania, kolory stają się coraz jaśniejsze i wyraźniejsze, po chwili obraz zaczyna lekko falować, podobnie moje myśli, odczuwam lekkie pobudzenie. Jestem bardzo podekscytowany, uśmiecham się do wszystkich i wszystkiego w okół mnie.

15:20.
Jesteśmy u mnie w mieszkaniu, K i J otwierają swoje pierwsze piwa. Jestem lekko pobudzony i zafascynowany tym co się dzieje. Zaczynamy rozmawiać na temat używek, szkoły, pracy, Boga, szatana, oraz funkcjonowania jednostki w dzisiejszym, dzikim świecie. Patrząc na pijące piwo towarzyszki czuję się jakbym obserwował istoty o diametralnie mniejszym potencjale intelektualnym. Rozmawiając zaczynam przewidywać co K i J powiedzą zanim jeszcze otworzą usta i wyprzedzam je odpowiadając na jeszcze niezadane pytania. Z czasem rozmawia nam się coraz trudniej, gdy K i J kończą pić swoje drugie piwa mówią, że coraz ciężej jest im mnie zrozumieć i nie nadążają za moimi słowami, podobno mówiłem bardzo szybko. Ja zaś czuję się jakbym rozmawiał z kompletnie pijanymi osobami, choć tak na prawdę moje towarzyszki nie były jakoś specjalnie pijane. Z ich ust dochodzi do mnie straszliwy bełkot. Zaczynam rozmyślać nad tym dlaczego akurat alkohol w naszej kulturze jest tym top dragiem, a psychodeliki są potępiane. Dochodzę do wniosku, że prostu społeczeństwo musi być ogłupiane, aby panujący aktualnie tak na prawdę niedemokratyczny, a totalitarny system mógł funkcjonować. Jednostka od najmłodszych lat ma mieć wpajane przez powołane do tego instytucje pewne schematy na temat tego co jest dobre, a co złe i jak funkcjonować. Wszystko po to, żeby zachowywała się jak mrówka w mrowisku i całe życie tak na prawdę nic z tego nie mając pracowała jak niewolnik aby przeżyć. Wszystko to dla dobra ogółu, a tak na prawdę paru tych zepsutych istot, które są na samym szczycie piramidy i kontrolują całą propagandę. Człowiek jest istotą, która od zawsze szukała odmiennych stanów świadomości. Psychodeliki muszą być potępiane, bo jak mógłby taki system funkcjonować, gdyby każdy zdał sobie sprawę z tego, że jest zniewolony i tak na prawdę nie chce brać w tym wszystkim udziału. Alkohol sprowadza człowieka na jeszcze niższy poziom świadomości niż ten, na którym znajduje się normalnie. Jest to narkotyk idealnie pasujący do takiego systemu.

17:30.
Po wielu różnych przemyśleniach podobnych do powyższego koleżanka J opuszcza nas. Wpadam na pomysł, żeby włączyć jakiś film. Pada na Casino Royale. K mówi, że czuje się pijana i chce wytrzeźwieć. Przez czas oglądania filmu nie działo się w sumie nic ciekawego, rozmawialiśmy na wiele osobistych tematów. Przeskoczę lepiej o dwie godziny do przodu, gdzie powoli będzie zaczynał się drugi, głębszy rozdział podróży.

19:30.
Kończymy oglądać film. Pojawia się myśl żeby wybrać się do kogoś na impreze, w związku z czym działając wbrew moim przekonaniom sprzed paru godzin decyduje się na wypicie piwa. Po wykonaniu paru telefonów okazuje się, że jednak nic z tego. Spontanicznie decydujemy się na aplikację naszych ostatnich zapasów Hometa. Zjadamy po jakieś 80mg i szybko wychodzimy z domu kierując się w stronę sklepu w celu kupienia fajek. Po jakichś 10 minutach dochodzimy pod sklep i niefortunnie okazuje się, że jest już zamknięty. Szybko kierujemy się w stronę mieszkania. Zaczynam odczuwać, że zaraz zacznie się piekło. W końcu dochodzimy na miejsce..

"Sąd Ostateczny":

20:00.
Otwieram drzwi do mojego pokoju, a tu nagle BOOOM. Cały pokój kurczy się i rozszerza, wszystko jest niesamowicie jaskrawe, aż razi w oczy, wszystko wygina się we wszystkie strony i dzieje się to bardzo szybko, po całym pokoju latają różne przeobrażające się półprzeźroczyste, półkolorowe figury geometryczne. Zaczynam mówić do siebie "jest dobrze, lepiej, jest lepiej, coraz lepiej..". Robi się strasznie duszno i gorąco, czuliśmy się jakby w pokoju panowała tempratura jakichś 40 stopni Celcjusza. Otwieram okna i po chwili robi się lodowato, zamykam. Prawie nie da się chodzić od nadmiaru efektów wizualnych. Poruszałem się jak Raoull Duke w Las Vegas Parano kiedy zaczął działać na niego kwas. Kiedy podszedłem do lustra zacząłem przeobrażać się w szaro-fioletowego, chudego kosmite o wielkich oczach, obserwowałem prześwitujący przez moje ciało szkielet, wnętrzności i mięśnie. Nie da się ustać na nogach, siadam na łóżku koło K i w jakiś sposób włączam Shpongle z wieży. Postrzeganie czasu kompletnie zaburzone, każda minuta ciągnie się w nieskończoność. Odbiór muzyki był niesamowity, wszystkie piosenki były połączone w jedną, nawet niewiadomo kiedy się zmieniały. W każdej sekundzie z głośników wydobywały się te dźwięki z danych piosenek, które chciałem żeby się wydobyły. Sam tworzyłem tą muzykę. Shpongle spowodowało niesamowitą atmosferę, coś jakby właśnie w moim pokoju wylądowało UFO. Moje myśli skupiały się coraz bardziej na tym temacie. Ja i K bardzo mocno odczuwaliśmy obecność osoby trzeciej. Zdecydowałem się na nawiązanie głębszego kontaktu z tą istotą. Usiadłem po turecku na podłodze i patrząc się na nią prosiłem siłę wyższą o ukazanie nam jej geniuszu i zamiarów. Na podłodze zaczęły wyświetlać się skomplikowane wzory i znaki z kultury majów. Miałem duże problemy z interpretacją tego co widzę, ciągle prosiłem o jaśniejszy przekaz i więcej zrozumienia. Gdy tak komunikowałem się z Obcym w okół mnie działy się coraz gorsze rzeczy. W pewnej chwili spojrzałem za okno i zobaczyłem niebo. Przybrało ono kolor krwi i było niesamowicie jasne. Przeraziłem się tym widokiem. Znów usiadłem na łóżku koło K. Zaczęliśmy rozmawiać telepatycznie na temat tego co właśnie dzieje się w okół nas. Nagle muzyka się wyłączyła, a ekran mojego telewizora zaświecił się na niebiesko. Gdy patrzyłem się na niego przed moimi oczami tworzył się półprzeźroczysty, półkolorowy, wyginający się tunel, wychodzący z moich oczu i kończący się na ekranie telewizora. Czułem bardzo mocne przyciąganie w jego stronę, jakby był to portal, ucieczka z tego świata. K mówiła coś do mnie telepatycznie, ale nie słuchałem jej, ciągle skupiałem się na telewizorze, w końcu jakaś magnetyczna siła obróciła moją głowę w stronę K. Mówiła, że jest w niebie, wszędzie widzi światło i pływa w oceanie miłości. Ja zaś schodziłem coraz niżej do piekła..

~24:00.
Wyjrzałem za okno aby przyjrzeć się temu co dzieje się ze światem. Niebo płonęło, na ziemie zaczęły spadać emanujące białym światłem gwiazdy, zaczynałem odczuwać trzęsienia ziemi. Drzewa za moim oknem wyglądały jak ogromne, nieprzyjaźnie nastawione do mojej osoby istoty. Zdałem sobie sprawę, że te drzewa przedstawiają wszystkie grzechy, które popełniłem przez całe moje życie. Każda igiełka przedstawiała jeden grzech. Odczuwałem na sobie niesamowite wkurwienie całego wszechświata. Wiedziałem, że dziś umrę, że to ostatnie minuty mojego życia. Dzień Sądu Ostatecznego w końcu nadszedł. Ale dlaczego ja tego doświadczam? Kim ja jestem? Jaki jest tego cel? O Boże, powiedz mi. Niech spłynie na mnie Twoja łaska.. Przecież, jestem Jezusem! Muszę umrzeć. Muszę zbawić ludzkość. Sąd ostateczny musi się dopełnić, już nie raz go przeżyłem. Umrę, zniknie ziemia, zniknie wszechświat. Wszystko zacznie się od początku. Znów narodzę się w świecie pełnym miłości, aby potem całe życie schodzić w dół i zatoczyć koło. Przepełniony bojaźnią przed tym co nieuniknione siadam na łóżku koło K. Przekazuje jej telepatycznie wszystkie pozytywne uczucia, które we mnie tkwią, przelewam na nią całą moją miłość. Nagle w centrum mojego pokoju pojawia się duża półprzeźroczysta, półkolorowa cząstka. Są to torusy rozszerzające się, kurczące, wirujące i wibrujące w harmonicznej częstotliwości w okół kuli obracającej się w okół własnej osi. Emanowała z niej niesamowita energia. Zdałem sobie sprawę, że to cząstka Boga. Cząstka znajdująca się w dziesięciowymiarowej hiperprzestrzeni. Cząstka, z której zbudowany jest cały wszechświat. Cząstka pozwalająca materii na jej istnienie. Bozon Higgsa.

Nie mam pojęcia, która jest godzina. Przytulam się do mojej kochanej. Nagle dociera do mnie, że ten Obcy, ta wyższa forma świadomości, ta wszechwiedząca, miłosiernia istota, która ukazała mi pewien ułamek swojego geniuszu to moje przyszłe dziecko, którym będę ja. Zdałem sobie sprawę, że tak na prawdę doświadczam tylko pewnego procenta prawdziwej rzeczywistości, tak samo jak moja druga połowa. Nie dostrzegamy całości, lecz tylko pewną część doświadczenia. To tak jakby oglądać film 3D bez okularów. A założeniem okularów i doświadczeniem pełniejszej rzeczywistości jest przepoczwarzenie się w inną, wyższą formę świadomości poprzez połączenie się mnie i mojej drugiej połowy. Czułem niesamowite przyciąganie do mojej kochanej i łączenie naszych dusz w jedną, coś jakbym był ciastem mieszanym w misce z innym ciastem. Zamknąłem oczy, byłem w krainie światła,  nagle poczułem się niesamowicie bezpiecznie, czułem się jakbym powrócił do łona matki. Czy to czeka mnie po śmierci? Czy to reinkarnacja? Czy ja umarłem? Nie. Nie mogę jeszcze umrzeć, nie jestem jeszcze na to gotowy. Spłynęło na mnie miłosierdzie Boga, otworzyłem oczy i popatrzyłem się za okno. Świat nadal wyglądał strasznie. Zacząłem przepraszać cały wszechświat za moje grzechy i błagać o przebaczenie. Doprowadzanie rzeczywistości do normy trwało bardzo długo, ale powoli wszystko się uspokajało.

~03:00.
Wszechświat wracał do normalnego stanu, działanie substancji zaczynało słabnąć. Przypomniałem sobie, że mam gdzieś schowanego jednego papierosa. Wypalenie go było dla mnie czymś bardzo ważnym. Paląc go czułem się jakbym spalał wszystkie moje przeszłe grzechy, a tym samym grzechy całego wszechświata. Była to pokuta za wszystkie złe uczynki. Paliło mi się go bardzo ciężko, był ohydny. Pod koniec myślałem, że się uduszę. Po wypaleniu papierosa zauważyłem jakby czarną smołę owijającą się w okół moich rąk. Był to rak, chciał wedrzeć się do mojego ciała i zagnieździć się w nim. Na szczęście odszedł. Było to ostrzeżenie, mówiące mi, że powinienem jak najszybciej zakończyć znajomość z nikotyną.

~03:30.
Postanawiamy położyć się spać. Strasznie wymęczony nie mogę przestać myśleć o tym czego doświadczyłem. Leżąc w ciemności pod kołdrą ja i K słyszymy dwa dziwne głosy rozmawiające ze sobą w jakimś nieznanym nam języku. Był to język nie pochodzący z naszej planety. Im bardziej chciało nam się spać, tym głosy rozmawiały ze sobą ciszej. W końcu ucichły i nagle usłyszeliśmy dziwny, głośny dźwięk, jakby start rakiety. Zasnęliśmy około 4. Obudziliśmy się około godziny 12 ze strasznym bólem głowy.

Było to największe doświadczenie jakie zostało mi dane przez całe moje życie i zmieniło je nieodwracalnie.

Jakiś czas po tripie postanowiłem uwiecznić to co zobaczyłem. Rysunek nie przedstawia dokładnie tego co widziałem, lecz pewien podobny model.  Po prostu nie da się odwzorować czegoś takiego z precyzyjną dokładnością. W każdym razie załączam obrazek:

http://img402.imageshack.us/img402/7733/dsc00003vo.jpg

Ocena: 

Odpowiedzi

Zazdroszczę takiego cudnego tripa :) Choć wykazałeś się dużą odwagę, żeby zmieszać tak dużą ilość mg mahometa, z 25DNBO-ME i alkoholem. (Co do etanolu mam podobne przemyślenia, jesteśmy ogłupiani tą substancją). 

 Jeden z najciekawszych trip raportów na NG :)

 Rozwaliło mnie to zdanie, w którym palenie papierosów zinterpretowałeś jako oczyszczanie grzechów. 

Psychedelic :)

Wywal "rozpierdol" z tytułu, naprawdę świetnie to opisałeś i zazdroszczę. Wczułem się jak cholera, a wyobraźnię mam bujną :)

Fan mocnych wrażeń, z życiem tragicznym.

Nie wyrzucę Rozpierdolu z tytułu. Mógłbym użyć innego słowa, np. Armageddon, albo Apokalipsa, ale uważam, że Rozpierdol najlepiej tutaj pasuje ;)

Wspaniałe przemyślenia , a reszta jeszcze lepsza .

Ostatnio sporo drobrych TR tutaj sie ukazuje oby tak dalej :)

Zdecydowanie najlepszy trip raporta jaki kiedykolwiek czytałem na NG a uwierz mi, że widziałem ich setki. 

Trip rzeczywiście ciekawy, ale tripraport raczej przeciętny, z całym szacunkiem dla autora. Wróć jak przeczytasz tysiące tripraportów.

"Psychodeliki muszą być potępiane, bo jak mógłby taki system funkcjonować, gdyby każdy zdał sobie sprawę z tego, że jest zniewolony i tak na prawdę nie chce brać w tym wszystkim udziału." -- system kontra mili wspaniali ćpuni psychodelików: naiwne, dziecinne; psychodelik jako rajski zakazany owaoc - bzdura.

"Poruszałem się jak Raoull Duke w Las Vegas Parano kiedy zaczął działać na niego kwas." -- to był eter, nie lsd.

"Zaczęliśmy rozmawiać telepatycznie" --czyli bez słów? Nie wierzę. Może słuchałeś TYLKO siebie i myślałeś, że swoje myśli, są myślami innych...

"mówiła coś do mnie telepatycznie, ale nie słuchałem jej" --Ooo; czyli jak mogłeświedzieć, że coś mówi "telepatycznie" LOL

"w końcu jakaś magnetyczna siła obróciła moją głowę w stronę K." --ymm magnetyczna jasne:)

"Nagle w centrum mojego pokoju pojawia się duża półprzeźroczysta, półkolorowa cząstka. Są to torusy rozszerzające się, kurczące, wirujące i wibrujące w harmonicznej częstotliwości w okół kuli obracającej się w okół własnej osi. Emanowała z niej niesamowita energia. Zdałem sobie sprawę, że to cząstka Boga. Cząstka znajdująca się w dziesięciowymiarowej hiperprzestrzeni. Cząstka, z której zbudowany jest cały wszechświat. Cząstka pozwalająca materii na jej istnienie. Bozon Higgsa." --Hahahaha przykład mega inspiracji. Fantastyka pierwsza klasa.

"Nagle dociera do mnie, że ten Obcy, ta wyższa forma świadomości, ta wszechwiedząca, miłosiernia istota, która ukazała mi pewien ułamek swojego geniuszu to moje przyszłe dziecko, którym będę ja." --Puk puk puk..

"słyszymy dwa dziwne głosy rozmawiające ze sobą w jakimś nieznanym nam języku. Był to język nie pochodzący z naszej planety." --jasne, był z kosmosu:-)

Ogólnie nie miałem nigdy takiego ubawu z tr, jak z tego, ze względu na totalną fantazję, inspirację fizyką, ogromny przerost metaforyki nad faktycznym tripem i to metaforyki podanej jako naukowe fakty doświadczane na psychodeliku, bzdura, dzieciniada, kwantowa bajka. Kto łyka takie raport-tripy, ma może materiał na podobne. Nie dotykam, nie łykam.

Mon, wszystko zgoda, też się uśmiałem, ale przynajmniej ten TR językowo trzyma jakiś poziom. Miewałem bardziej głupkowate przemyślenia po psychodelikach i gdybym pisał raport, to nie poprzedzałbym każdej zdupnej teorii, która mi się zmaterializowała, słowami "zdało mi się że", "ubzdurało mi się", "miałem wrażenie" i "przyszło mi do głowy". Czytając taki tekst przyjmuję zawsze, że autor użył właśnie takiej elipsy.

Moje doświadczenie tak właśnie wyglądało. Takie miałem odczucia, przemyślenia, takie rzeczy widziałem i słyszałem. Na tripie wydawały się one bardzo realne. Starałem się je opisać jak najlepiej potrafiłem, chyba o to właśnie chodzi w TR, prawda?

Jak kolega wyżej napisał głupotą byłoby opisując podróż przed każdym odczuciem, czy przemyśleniem dodawać "miałem wrażenie", czy "tak wtedy odczuwałem". Czytając trip raport czyta się o doświadczeniu które miało miejsce pod wpływem substancji.

Jeśli uważasz moje doświadczenie za bzdurne i dziecinne to trudno. Nigdy nic nie będzie się podobać każdemu. Ale mógłbyś niegrzeczne komentarze typu "Puk, puk.." i zbędny sarkazm zostawić dla siebie.

Pozdrawiam.

 Raoul Duke też jadł kwasa ! Wtedy co widział gady.

Psychedelic :)

świetne przemyślenia i bajeczne przeżycia. Prawda, 4-ho-met potrafi włożyć do głowy najróżniejsze 'bzdury' . Zawsze mam podobną 'walkę z systemem'. Jednak jestem swiadomy tego, że jako ćpun psychodelików nie moge sobie pozwolić na takie fatalistyczne stwierdzenia, trzeba sięgnąć głębiej ;) Pozdrawiam.

Ten świat to iluzja jestesmy obarczani grzechami które nie sa nawet nasze, jakbyś urodził się w swiecie idealnym to nie słyszałbys nawet o grzechu, tak że to co tam widziałeś  radziłbym odłozyć na bok i nie serwować sobie czegoś takiego na przyszłość, może i faktycznie jestes pełen grzechu ale czyniąc go nie jestes tego świadomy bo w przypadku bycia swiadomym byś go nie był w stanie uczynić, więc poprostu zmien półkulę bo w tym swiecie jestesmy niewolnikami niestety nie tej co trzeba, czy to celowe być może a być może ktoś w tym paprał swoje brudne łapska, niemniej jednak osiągnąc doskonałość można na 2 sposoby albo przez prokreacje albo przez samodoskonalenie, a najlepszym samodoskonaleniem jest miłość, oczywiście mamy do czynienia z Ying Yang ale to dualność na tej planecie, tak że jak dla mnie jedyna opcja  aby zakończyc dualność to pokochac samego siebie a później innych.

Argh, zazdroszczę takiego tripa! Sam sie zbieram od 1,5 roku na coś takiego, ale brakuje mi odpowiednich warunków, a najbardziej to chyba takiej osoby jak K.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media