Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

przygody z amfą

detale

Chemia:

raporty unknown

przygody z amfą


Ostatni kontakt ze speedem miałem jakieś 4 lata temu, więc mogę to wszystko opisać spokojnie, bez emocji. Z drugami po raz pierwszy zetknąłem się w podstawówce. Najpierw zielsko, potem totalny wykręt na zielsku pędzonym na LSD i eterze, pierwsze 50 amfy ( z perspektywy czasu nic fajnego). I w końcu szkoła średnia i coś co najbardziej przypadło mi do gustu - SPEED-. Kupowany w 100 w sreberku, albo nawet w papierkach po gumie do żucia;) za 5 zeta. Koszt żaden a doznań cała masa. No i uznanie znajomych...do czasu. Pierwszy raz pamiętam jak dziś - 100 do szklanki z colą, kop po 15 min. mało intensywny, ale przyjemny. Lekka głowa, wyczulenie na bodźce zapachowe, taka dziwna przestrzeń pomiędzy czaszką a móżgiem. Walić to zacząłem zupełnie banalnie. Było po tym miło, dreszczyk emocji, można było pochwalić się znajomym, że zażuciłem. Wiedziałem, że wale to gówno dzień w dzień, ale nie widziałem w tym nic złego, przecież wszyscy znajomi zażucali czasami to dlaczego akurat ja miałbym się uzależnić. Najlepsza jest ta euforia po zażyciu czujesz się wyjątkowy, wiesz, że jesteś ponad tym plebsem, unosisz się nad nimi, nie czujesz zmęczenia, ani bólu fizycznego. Ja np. byłem bardzo miły i serdeczny dla wszystkich uważałem, że należy im się moja pomoc;) (na zejściu nie byłem już tak miły;))). Jesteś lepszy od wszystkich. W życiu po speedzie nie przyszło mi do głowy, żeby sie uczyć, przecież było tyle fajniejszych rzeczy na które można wykorzystać ten czas. I tak jechałem jakies 3 - 4 miesiące. Niemal dzień w dzień, czasem 2, 3 razy dziennie po 100/150. Przestałem przyznawać się znajomym, którzy zostawili speeda, bo i po co miałem im mówić, przestało im to imponować. Pierwszym niepokojącym syndrom to wielkie sińce pojawiające się po nawet drobnym urazie (jak u starego dziada). Kolejny to dziwnie ruszające się zęby, krew z nosa (przypuszczalnie początki anemii). Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Oczywiście oblałem rok ze średnią 1,3 na koniec. Pamiętam, że tego dnia nie brałem, bo poprzedniego przesadziłem jakimś mocnym towarem. Wieczorem ogłądałem z ojcem mecz w TV i nagle poczułem wielkie jebnięcie w łeb (jak przy sporej dawce) i jakbym unosił się nad fotelem. Serducho też w rytmie speedowym, pot, jakiś strach. Uciekłem z pokoju jak oparzony, nie wiedziałem co się dzieje. W ustach zero śliny, w nocy oczywiście 0 snu jakieś przedziwne mary, flashback. Rano zostałem w domu, stwierdziłem, że musi mi przejść, ale nie przechodziło. A no i jeden jakże istotny szczegół - mój przyrząd od tej chwili przez kolejne kilka miesięcy służył mi jedynie do sikania. Podnieść nie chciał się za żadne skarby (teraz jest jak najbardziej OK:). Telefon do poradni, gdzie jakaś "przemiła" Pani powiedziała "synku ile Ty masz lat, Ty byś się lepiej za naukę wziął a nie za narkotyki (wspaniały terapeuta;)). I tak na tych nawrotach, codziennej wielkiej sraczce, stanach paranoicznych, drobnych wizjach i majakach jechałem jakieś 2 tygodnie, stopniowo ustępowały. Jest to o tyle dziwne, że wiedziłem już wtedy, że nie tkne tego gówna już nigdy i nie tknąłem już nigdy. Nie miałem zresztą na to najmniejszej ochoty. Więc było to chyba jedynie uzależnienie fizyczne, bez psychicznego. W każdy razie ta przygoda wyleczyła mnie rewelacyjnie z pociągu do narkotyków, których już od 4 lat nie tykam wcale. Zresztą myśle, że nie było warto w ogóle się z tym stykać.


Pozdro

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media