Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

potężna moc białego ścierwa

detale

Chemia:

raporty unknown

potężna moc białego ścierwa

To już mój kolejny raport w ostatnim czasie, ale tak się jakoś złożyło :-)
Zatem jedziem!





W czwartek 6 lutego 2oo3 postanowiliśmy wybrać się większą ekipą na imprezę. Kumpel zakupił wór białego, z czego jakaś część była moja… No, więc jedziemy, ja wprowadzałem się w stan imprezowy za pomocą borowców, 4 taterki mocne pękły. Wchodzimy na impreze, ludzi akurat, nie za dużo, nie za mało, w końcu czwartek. Kolo niecierpliwy mówi, że już czas, więc udajemy się do kibla, co by wciągnąć białko. Zaznaczyć trzeba, że mnie nigdy szczególnie do fety nie ciągnęło, także to było moje pierwsze, konkretniejsze spotkanie z Białym Panem. Chciałem sprawdzić, co on potrafi. Sypiemy ścieżki, i wciągamy, ja wziąłem po jakiejś około setce do obydwu dziur. Weszło gładko, bezproblemowo, nie czułem żadnego drapania w gardle, ani pieczenia, nawet hujowego smaku nie, po prostu wleciało. Wychodzimy na parkiet i wywijamy. Jako, że byłem już dość najebany, nie czułem kiedy weszło. Nie mniej jednak po 15-20 minutach zapierdalałem jak szalony. Poczułem przypływ ogromnej mocy, rozpierdalało mnie od środka, mogłem wszystko zrobić, każda dupa na parkiecie była moja :-) Uczucie zajebiste, euforia też mnie wypełniła, jednak to nie to samo co na pigule… Zapierdalamy tak z godzinke, po czym do kibla na kolejną ścieżkę zdrowia, mniej więcej taką samą. I dalej na parkiet, bity, bassy, rozwalają mnie całego, żadnego zmęczenia, zapierdalanka na całego. Potem siadamy i gadamy, mówię bardzo szybko i dużo. Cały czas żuje gumę, więc szczęka zapierdala jak szalona. Biorę od kumpla fajkę, bo naszła mnie straszna potrzeba jarania (nie pale na codzień). Fajki spalam w błyskawicznym tempie, nawet za jednym zaciągnięciem. Inny znajomy też chciał kreskę, to mu posypaliśmy, ja widząc białe, rzuciłem się na nie, i zajebałem kolejnego węgorza. To była już lekka przesada, ale co tam. Siedzimy gadamy, czuję się zajebiście, mógłbym tak do rana siedzieć i rozmawiać. Jednak czas zleciał bardzo szybko, i już była 3:30 lokal powoli zamykali. Ale nas to z kumplem wkurwiło! Co jest kurwa? Już? Czemu tak szybko! Jednak tylko my z nim czuliśmy nieodpartą chęć imprezowania, inni byli już zmęczeni i zaczeli się zbierać. No nic też idziemy, pożegnaliśmy wszystkich i myślimy gdzie się by tu jeszcze wbić. Nagle genialny pomysł – Sfinks w Sopocie, chyba najbardziej ćpuńska imprezownia w 3mieście, impry trwają nawet do 12.00 w południe. Tak, więc, biegiem na kolejkę (byliśmy w Gdańsku). Siadamy, kupiliśmy jeszcze wodę. W SKM nas rozpierdala, nie możemy usiedzieć, nóżka lata, ręka też, żuchwa zapierdala, 0 zmęczenia, wielka chęć robienia czegoś. Normalnie byśmy jechali do Gdyni, do chaty, zjebani po imprezie, ale nie tym razem :-) Wysiadamy w Sopocie, godzina 4:30, tłum na przystanku, wszyscy zmęczeni wracają do domu, a my, biegiem przez Monciak na dół w stronę plaży. A tu ZONK sfinks zamknięty! W końcu czwartek poza sezonem… Uuu, ale dół. No nic, na SKM i wracamy do domu. Pożegnałem się z kumpelm. Idę w stronę chaty, godzina prawie 6.00. Wchodzę, na szczęście wszyscy śpią. Kładę się, ale oczywiście ze spania WIELKI HUJ. Siadam włączam muzykę, główka w rytm muzy mi lata… Zamykam oczy i migają mi jakieś białe kółka i takie tam, pewnie ze zmęczenia, którego defakto nie czuję. O 9.00 patrzę w lustro, a źrenice, nadal wyjebane. No nic nie pokazuję się, więc starej. Leże myślę i czekam na zjazd, co mi się wcale nie podobało, ale co zrobić, bałem się, bo po sylwkowych pigułach to była tragedia. Troszkę zaczęły mnie ciarki przechodzić, ale złapało mnie jednak dopiero o 14.00 i było w miarę lajtowo.





Ogólnie feta mi się średnio spodobała, ale pigułka o niebo bardziej mi odpowiada. Nie dziwię się teraz, że ludzie się od tego szybko uzależniają… Ja jednak pierdole, szybko nie wezmę. Nie spodobało mi się np. to ze małego zasysa tak, że trzeba go szukać w gaciach! Coś okropnego, jak w jakimś horrorze, a co by było gdyby na imprezie jakaś laska chciała się pobawić? Wtopa jak HUJ.


Do tego nie podoba mi się to, że qrfa nie spałem dobre 2 dni, i przez następne 2 ciężko mi to przychodziło. Do tego nic nie jadłem, a żuchwa i szczęka tak mnie napierdalały, żę mówić nie mogłem. Wolę się nawalić, przypalić dobrego ziela i spać jak zabity, a rano nażreć się jak świnia :-) Tak czy inaczej, na pewno jeszcze nie raz wciągne to białe ścierwo...

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media