Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwsza piguła

detale

Chemia:

raporty unknown

pierwsza piguła

Nazwa substancji - pigułka extasy - mała, okrągła, zielona z napisem "LOVE"

(+ skręt + 2 piwa)

Poziom doświadczenia - pierwszy raz

Sposób zażycia - doustnie :)

Dawka - 1 pigułka




Nabyłem w.w. krążek za 20 złotych i postanowiłem go zażyć. Był to mój

pierwszy kontakt z extasy. Czasem palę zioło, rzadko hasza; próbowałem

amfetaminy (więcej nagatywów niż pozytywów raczej mnie od niej ostraszyło -

w ciągu całego życia nie zażyłem więcej niż pół grama).



O extasy trochę czytałem, sprawdziłem na www.pillreports.com moją sztukę

wcześniej. Nastawienie miałem takie, żeby po prostu spróbować :) Wieczór

zaczął się ok. 19 u znajomych. Najpierw wypiłem 2 piwka.W międzyczasie

wypaliłem skręta (czysta trawa, bez tytoniu). Wzięło mnie to tylko trochę,

bo ogólnie jak palę skręty, mniej nastukam się taką samą ilością zioła, niż

gdybym palił z lufki. Kiedy ustaliliśmy, ze pójdziemy do klubu, doszedłem do

wniosku, że to czas na pigułe (wcześniej nie byłem pewien, czy ją wezmę).

Ok. 30 minut po skończeniu skręta zażyłem pigułę. Kupiłem 1,5 litra wody i

czekaliśmy aż wszyscy się wyszykują do tego klubu. Jakieś 40 minut po

zażyciu mnie naprawdę wzięło - a jeszcze czekaliśmy na resztę, więc się

zacząłem niecierpliwić - chciałem już iść, posłuchać muzyki, potańczyć.



Trochę mnie przyspieszyło, jak speed - więcej chodziłem, nie mogłem wystać w

jednym miejscu i bardzo chciałem iść jak najszybciej do tego klubu. Ale było

to bardziej wysublimowane, niż włodek - nie takie prymitywne

przyspieszenie - poza tym nie ma tego nieprzyjemnego uczucia w gardle/nosie

jak od proszku, bo połykasz. Poza tym trochę inaczej widziałem - tak się

wszystko lekko zaokrąglało i wyglądało bardziej miękko. Ogólnie czułem się

"dobrze", tak lekko, fajnie, jak chcielibyśmy się czuć na codzień. Poza tym

faktycznie myśli się o innych - chcesz ludziom pomóc, poczęstować czymś,

wskazać drogę etc., nie alienujesz się. Czujesz się dobrze i jesteś dobry

dla innych.



Wreszcie poszliśmy do tego klubu. Bardzo chce się tańczyć - ogólnie było od

nas za mało ludzi i nie mogłem się wyszaleć na parkiecie. Jeśli chodzi o

gadkę z laskami, czuję że po tym miałbym ją lepszą - ale jako że nie należę

do tych, którzy z łatwością zagadują nieznajome, nawet piguła nie pomoże.

Poza tym można się przeliczyć - jako że wszystko jest takie "dobre" (ty

jesteś dobry i ludzie są dobrzy), możesz odczuć, że jakaś laska na ciebie

leci, choć wcale tak nie jest. Tak więc poskakałem trochę - chciałem więcej,

ale nie było warunków (lepiej, żeby było więcej znajomych dziewczyn). Całe

szczęście extasy pozwala ci w spokoju siedzieć, rozmawiać i słuchać muzyki -

nie musisz latać jak po amfie. Tak więc nawet siedząc sobie i gadając,

czułem się fajnie. Takie uczucie przyspieszenia i radości powoli przeminęło

ok. 3 godziny od zażycia. Ale nie było żadnego zjazdu (a tego się bardzo

obawiałem po doświadczeniach z amfą). Po prostu stan ekstazy się skończył i

znowu było normalnie. W ciągu tych 3 godzin opróżniłem 1,5-litrową butelkę

wody - faktycznie chce się pić. Za to nie wypalilem jakos specjalnie wiecej

papierosow niz zwykle - choc faktycznie pali sie przyjemniej (wogole

wszystko jest przyjemniejsze). Tak wiec po 3 godzinach ekstazka sie

skonczyla. Nadal czulem sie dobrze, moze nawet lepiej niz na codzien, ale to

juz nie byl klimax. Ludzie chcieli juz wracac, wiec wybralem sie do domciu.

Jedyne czego sie obawialem, to czy bede mogl zasnac (po amfie mialem z tym

ogromne problemy - mialem nadzieje, ze w pigule nie bylo zadnych domieszek i

spokojnie zasne). Czulem sie troche zmeczony, taki slaby (w pozytywnym tego

slowa znaczeniu), wiec spodziewalem sie ze ze snem nie bedzie problemow. W

domciu wypilem jakies witaminki, wlaczylem muze i sie polozylem. Jednak

jakies lekkie jazdy jeszcze mialem, bo sie tak fajnie czulem - taki maly w

takim duzym ciemnym swiecie. Po jakims czasie wylaczylem muze, zamknalem

oczy i czekalem na sen. Nie przyszedl tak szybko, bo masa mysli krazyla mi

po glowie, no i tak troche plywalem w jakiejs przestrzeni półsnu.

Prawdopodobnie zasnąłem jakieś 2 godziny od położenia się. Nie wiem, czy te

(relatywnie niewielkie, w porównaniu z amfą) trudności wynikały z

ewentualnych domieszek, czy też samo MDMA utrudnia sen.

Rano miałem coś do załatwienia, więc mogłem się przekonać że nie ma żadnego

kaca, jak po amfie. Owszem, byłem trochę zmęczony, niewyspany, lekko

rozkojarzony, ale czułem się normalnie.



Refleksje: ogólnie pozytywne, w porównaniu z amfetaminą - niebo a ziemia.

Następnym razem wezmę na jakąś większą imprezę (choć pasuje także na

kameralne spotkania - byleby jednak była jakaś muzyczka; aha - muzyka wogóle

bardziej ci się po tym podoba, nawet taka, której na codzień nie lubisz). No

i nie bierzcie za często - oszczędzajcie serotoninę ;)


Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media