Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

magia piksy

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
Różowe serduszko ok.180 mg
Na początek 2/3 piguły, potem 1/2 piguły.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
I rok studiów, maj. Czekałem na to od kilku miesięcy. W dniu wzięcia "zastrzyk" adrenaliny, jednakże niepewność i lekki strach przed obcym, ogólnie bardzo pozytywne.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Marihuana (kilka razy w życiu)
Etanol (często)
Tabaka (codziennie)
Papierosy (okazjonalnie)

raporty neurolog

magia piksy

WSTĘP I TŁO

Jest to pierwszy raport, ale bardzo osobisty, toteż jest obszerny, tak dla nastawienia się.

Odkąd pamiętam chciałem, aby studia to był moment w życiu, podczas którego się wyszaleję. Chciałem spróbować wielu rzeczy, tak aby na starość nie żałować, że czegoś nie zrobiłem. Mój współlokator oraz przyjaciel I. miał doświadczenie z różnymi substancjami, opowiadał mi o nich, zafascynował mnie nimi i zachęcał aby spóbować. Zawsze mnie fascynowało jaką wiedzę ma w tym temacie, jak opowiadał o swoich przeżyciach, oraz czystej biochemii. Było to dla mnie też ważne gdyż jako studenci kierunków medycznych łączyło się to z naszymi zainteresowaniami zawodowymi.

Osoby z którymi to przeżyłem byli: I., jego dziewczyna oraz moja koleżanka O., oraz kolega I. K. O ile z I. mam bardzo dobry kontakt i się rozumiemy bez słów, to z O. coś nie grało, kolegowaliśmy się, ale bez fajerwerków. K. raz poznałem.

Postanowiliśmy wziąć to w mieszkaniu O. w akademiku, bardzo przytulne mieszkanie. Setting pod zabawę z oczami, stroboskop, lampki choinkowe, gra światłem i cieniami. Czekałem zniecierpliwiony z "motylkami w brzuchu" na przyjazd trójki z miasta. Kiedy przyjechali poszliśmy do sklepu, piwka, gumy, coś do przegryzienia. 

ZARZUCENIE

Godzina 21

Zestresowani z O. zarzucamy odpowiednio ja: 2/3 O: 1/2 piguły. Chłopaki po jednej. Siedzimy przy stole, Ja z O. dosyć spięci, zestresowani doświadczeniem czegoś obcego, ja próbuje jak najszybciej "zabić czas" poprzez rozmowę z K., O. wtula się w I.. K. zarzuca pomysł, aby wykorzystać czas i zrobić coś do picia. W kuchni robią się kawy i herbaty. W dużym pokoju gra rockowa playlista, czekamy na efekty.

Godzina 21.30 

Chłopaki tłumaczą że odczuwają początkowe efekty, ciepło w stopach, większy luz. Ja czegoś takiego nie mam, czuję wewnętrznie, że może za mało, że może złe nastawienie miałem.

WEJŚCIE

Ok. 21.37 

W papieżową wchodzi mi oraz O. czuję już wtedy, że to nie pierwsze co nas będzie łączyć podczas tej nocy. Czuję że jest mi ciepło w stopy, niebywale ciepło. Fala ciepła po chwili wędruje po całym ciele, czuję ogromną lekkość. Muzyka która wcześniej dochodziła z wieży, teraz wypełnia cały pokój, czuję że mogę jej dotknąć. Czuję jak docierająca fala dzwiękowa muska mi korę słuchową, zamiast zatrzymywać się na błonie bębenkowej. Dochodzące brzmienia osiągają apogeum, czuję, że to w głowie mi gra. Czuję lekkość, wiatr docierający z okna muska moją skórę, chłodząc ją wtedy. Światła ze stroboskopu, które widać na ścianie są przepiękne. Chociaż normalnie światła mają kolor zielony i czerwony, wtedy przepięknie się przeplatały, sumując się, tworzą piękne kolory natury. Żółć, pomarańcz, błękit. Na ścianie widać przepiękne animację fuzji i rozszczepienia pasm kolorów, wszystko to wydaje się po prostu magiczne. I. mówi abyśmy zobaczyli swoje oczy w lustrze. Nie widać w ogóle tęczówki, źrenice wielkie jak 5 zł. Robimy sobie zdjęcia, czując jak przepięknie wyglądamy.

PEAK

Ok. 22

I. pyta się czy chcemy dorzutkę. Ja oraz O. szybko i ku ździwieniu I. mówimy, że jasne. Dorzucamy po pół.

Przypomina nam się, że mamy ciepłe picie, postanawiamy się napić. O jejku, ta herbata jest po prostu cudooownaaa, mimo że miałem takie zdanie, to przez bycie całym gorącym, napiłem się ile się dało. Postanawiamy przerzucić się z krzeseł przy stole, na podwójne łózko. Leżymy tam we czwórkę.

OCZYSZCZENIE

Czuję ogromną miłość do obecnych ze mną w pokoju. Patrzę na moich przyjaciół O. i I. i widzę jacy są szczęśliwi, widać, że oni też się czują szczęśliwi. Czuję się przepełniony szczęściem, że przez splot przypadków poznaliśmy się i razem tworzymy tak dobraną paczkę przyjaciół: Ja, I. O. jej siostra E., i jej chłopak S., którzy wtedy nie byli z nami. Czuję jaki jestem szczęśliwym człowiekiem, że mam takich przyjacioł, których poznałem w mieście oddalonym prawie 400 km od domu. Odczuwam wyższy stan świadomośc. Jestem w siódmym niebie, że jest chemia między nami, odczuwam ją również do O. z którą przed wzięciem mieliśmy pewne spiny. O każdym z nich myślę, ile wnieśli do mojego życia, jak podczas zaledwie kilku miesięcy z chama, szowinisty, niestabilnego psychicznie pojeba, umysłowego dziecka zmieniłem się w miarę spokojnego, stonowanego chłopaka, umysłem trochę w gimnazjum. (Tak mi się wydawało, poprzedniego wieczoru ten pierwszy przejął kontrolę i zdradziłem S. oraz E., ale wtedy jeszcze tego nie odczuwałem.). Czuję empatię do każdego z nich, jakimi wyjątkowymi są ludźmi, zwłaszcza do O. że wszystkie spiny między nami to błahostka, że po prostu doceńmy to, że jesteśmy tu, razem.

Ok. 22.30

Po chwilii ze sobą, I. pyta się mnie i O. jak doświadczamy tego. Mówię, że jestem przepełnieniony pozytywną energią, bodźce które dochodzą z zewnątrz, są nie do odwzorowania w przekazie. Zapamiętuje jego słowa, że: "piksa to magia" to prawda. Muzyka gra wewnątrz mnie. Piosenka Jungle Tash Sultany idealnie wpisuje się w nastrój. Czuję wewnętrzną lekkość, leżąc myślę, że leżę na chmurze. K. mówi, że dotyk jest niesamowity i, że słychać od każdego z nas charakterystyczne "mlask" - efekt hipertermii. Sprawdzam, rzeczywiście, to jest coś niesamowitego, dorzutka tylko to spotęgowała. Moje dłonie są aksamitne, własny dotyk jest odczuwany jak subtelny dotyk dokonywany przez kochankę. Moje włosy nie są takie same. Są jak miliardy cieniutkich pasm, które cudownie falują. Kręcenie włosami, głaskanie ich od nasady po końcówki jest dla mnie chyba najbardziej przyjemną rzeczą po MDMA. O. pronuję abym dotknął jej włosów, są przepiękne. Trwamy w takim transie z O. mizieniem się po włosach, rękach, udach. Po koleżeńsku całujemy się po policzkach, jest to chyba jeden z najlepszych całusów jakie miałem, niezwykła energia, pochodząca z jednego dotyku drugiej osoby. Niezwykłe było dla mnie jak dotyk z drugim facetem jest niesamowity. Nigdy jakoś nie czułem się źle przytulając do kumpla, czy go dotykając, ale wtedy to był magiczny dotyk, magiczne przytulasy.

Po 23.

Rozmawiam nadal z O. dzielę się z nią moimi przemyśleniami, proponuje mi, abym napisał do E. i podzielił się z nią tym. Tak też robię, wyznaję przyjacielską miłość przez messengera, czuje że może mnie nie rozumieć, ale to nic, ważne że ja i O. wiemy o co chodzi. Chce się dzielić z innymi tym co o nich myślę, dlaczego są dla mnie wyjątkowi. Wtedy ktoś daje pomysł aby przejść się na spacer, na punkt widokowy, niedaleko nas, skąd widać całą dzielnicę. Wychodzimy, zabieramy piwa, koce. Wychodząc z akademika dostrzegam że światła lamp już nie będą takie jak nigdy, widzę wachlarzowato rozchodzące się promienie z lamp, jest cudownie. Wtedy idę przez las pod kocem z O., przytulamy się i rozmawiamy o naszej znajomości, odczuwamy jak nas wiele łączy, a nie dzieli. Jeden z najważniejszych spacerów w moim życiu. I. i K. idą przed nami, ale zachowujemy dystans. Chcemy żeby ten spacer to była chwila dla nas. Docierając do miejsca widokowego, podziwiamy całą dzielnicę z góry. Jest cudownie, głębia roślinności mieszająca się z blokowiskami i światłami ulic jest jednym z najpiękniejszych widoków jakie widziałem. Pijemy piwko, spoglądając w oddal, leżymy na polanie i rozmawiamy o sobie. Obok znajduje się pomnik Jezusa, wtedy też rozpoczyna się najbardziej kulturalna dyskusja na temat religii między mną a O. Ja ateista, ona wierząca, wymieniamy poglądy, czuję, że dialog zawsze powinien być jak wtedy, z pełną kulturą i szacunkiem do drugiej osoby i jej przekonań, a który głównie przeze mnie nigdy taki nie był. Nie dostrzegam jak wtedy jest mi gorąco. Maj nie był najcieplejszy, natomiast ja byłem rozgrzany do czerwoności. Picie idzie mi bardzo ciężko, ale jak trzeba to trzeba. 

Koło 1

Postanawiamy wracać do domu. Dzielimy się nadal swoimi przemyśleniami, faza schodzi, ale czujemy się zajebiście. Po wejściu K. puszcza swoją muzykę z gatunku house/techno. Jest cudowna, leżąć wtedy postanawiam zaniuchać trochę tabaki. Lubię mocnego Red Bull'a, który po średniej dawce powoduję od razu kichanie. Nie ma tego. Mogę ładować ilę wlezię i nie kicham. Nikotyna tylko podbija fazę, czuję się znowu pełen energii. I. mówi, że papieros po MDMA, smakuje cudownie, próbuję. To prawda, nigdy tak nie ciągnęło mnie do fajek, wypalamy trochę i wracamy. Muzyka która wtedy podbija fazę to Charlotte Township Rebellion. Zawsze ta nuta mi się będzie pamiętać z tamtą nocą.

3-5 godzina

Faza już dawno zeszła, ale pobudzenie jest. Wraz z O. mówimy, że nasza przygoda z MDMA nie skończy się na jednym razie. Wtedy każdy spędza swój czas na swój sposób. O. tańczy do świateł stroboskopu, ja myślę sobie o wielu zagwostkach jakie nagromadziły mi się w głowie, z niektórymi się dzielę z I. ponieważ dobrze się rozumiemy na wielu płaszczyznach. Te ostatnie godziny minęły najszybciej, wiele z nich nie pamiętam.

Godzina 5. 

Patrzymy na zegar i dostrzegamy że już imprezujemy 8 godzinę, minęło jak pstryknięcie palcami. Postanawiamy się położyć spać, ja wraz z K. wracam do siebie do mieszkania na górę, a I. i O. zostawiamy tam gdzie imprezowaliśmy. Po przyjściu prysznic i spanie.

DZIEŃ PO

Wstałem koło 11, miałem banana na twarzy, byłem bardzo miły, uprzejmy, wszystko mnie cieszyło. Zjazd zaczął się koło 17, wtedy dosyć mocno mnie to wyprało z emocji, i tak na kolejne dni, ale warto było.

REFLEKSJA

MDMA zmieniło mnie na zawsze. Mimo że piszę ten raport już po kilku tripach, to wiem, że kazdy powinien to przeżyć. Żadna rzecz nie wpływa tak pozytywnie na ludzi jak to, mimo że ma się "różowe okulary" po niej, to niczego po niej nie żałuję. Wiem, że ważny jest setting. Z kim, gdzie, i jakie nastawienie. Ja osobiście uważam że to używka, do przeżycia z dobrze znanymi osobami, a zwłaszcza jeżeli są one ważne dla mnie. Powinno się wziąc to zwłaszcza jeżeli w relacjach interpersonalnych występują zgrzyty o pierdoły, banały, nic ważnego. Wtedy dostrzega się, ile łączy mnie z daną osobą i że szkoda tracić życie i nerwy na niepotrzebne rzeczy.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media