Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

od supermana do stalina

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
ok. 500 mg MDMA
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pozytywne
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
MDMA - 2 razy
Marihuana - kilka razy

od supermana do stalina

Każdy z nas ma historie ze swojego życia, które są ciekawą i nieprawdopodobną opowieścią, ale powtórzyć ich raczej nie chciałoby się z pewnych względów. Właśnie to jedna z moich historii.

Byłem wtedy po 2 razach z MDMA i pierwszy raz brałem sam. Set i setting prawie puste mieszkanie, tylko jedna współlokatorka była, mój pokój lampki, kocyki, poduszki, gumy, papierosy, słuchawki.

Miałem 3 niebieskie supermany. Postanowiłem, zarzucić 1 dropsa na początek, dorzutka to ⅓ ,a 1⅔ zostawiam na kiedyś w sreberku.

Zarzucam tą jedną i czekam na efekty. Po parunastu minutach czuję falę ciepła nadchodzącą od stóp, rozchodzącą się powoli po ciele. Przyśpieszony rytm serca, jaka muzyka wydobywająca się z głośników jest cudooownaaaaa. Stwierdzam, że czas dorzucić i wrzucam. Zjedzone, popite. Dobra, schowam to co zostało, żeby nie kusiło. Tylko chwila, nie ma tego. Przez jakieś 10 min szukam tego sreberka. Znajduję niecałą tabse. Czyli gdzieś cała musi być. Nagle dostrzegam otwarte sreberko. Mój silnie pobudzony umysł połączył te fakty. Wjebałem nie tą działkę co trzeba. Teraz to nie jest dorzutka. To jest bomba atomowa po ostrzale artyleryjskim. W prawdzie mógłbym wywołać wymioty, ale w tamtym momencie nawet nie myślę, że coś może się złego stać. Pytam się mojego kumpla i tłumaczę mu sytuację, ale ten mnie uspokaja i pisząc ze mną przez messengera próbuje odciągnąć od tego tematu. 

Postanawiam wyjść na balkon i spojrzeć na dzielnicę w której mieszkam i widok ten kojarzy mi się z najlepszymi imprezami. Piszę do innego kumpla czy mogę pożyczyć jego koc aby nie dostać wilka od płytek. Ten się zgadza. Czuję jak ważne jest pytać ludzi, czy coś można czy nie. Jak wolność jednych kończy tam gdzie zaczyna się wolność drugich. Żyjąc w społeczeństwie nie wolno narzucać innym swojego punktu widzenia tylko należy pierw wysłuchać drugiej strony. Jejku dostrzegam, jak ważne jest aby zastanowić i pomyśleć co czuje inna osoba. Jak ważna jest w życiu empatia i szacunek. 

Wtedy pisze do mnie przyjaciel i pyta się jak się czuję. Empatia w druga strone tym razem. Wysyłam mu zdjęcie jak leżę, na balkonie. Uśmiecham się jak nigdy. Patrząc na zdjęcie dostrzegam, że nie jestem na nim sam. Obok jest właśnie jeden z moich kumpli, a obok drugi. Wtedy nie mogę w to uwierzyć, przecież oni są ponad 50 km od mieszkania, a ja ich widzę. Kumpel stwierdza, że faza jest sroga, ale żebym ciągle dobrze się bawił i jeśli czuję potrzebę to będzie mi on w miarę odpisywał. Dziękuję mu za to, że nawet na dystans opiekuje się mną. 

Postanawiam wtedy napisać do drugiego kumpla od kocyka. Chcę mu podziękować za to jaki miał na mnie wpływ. Jeden z największych w życiu. Nie mogę w to uwierzyć, że wybaczył mi rzeczy które 2 tygodnie przed tym tripem popełniłem, a których ja do dziś sobie nie wybaczyłem. Czuję jak potrzebna jest mi szczera rozmowa z nim. 

W ogóle szczere rozmowy. Czy takie są? Chyba tylko po MDMA. Pewne zgrzyty w relacjach interpersonalnych zawsze występują, ale w tamtym momencie czuję, że to noc oczyszczenia. Niech wyleci to co się tliło. Przedstawiam mój punkt widzenia, że czułem się dosłownie i w przenośni jak piąte koło u wozu. Dziękujemy sobie za szczerą rozmowę i chcemy aby pewne rzeczy zostały po niej i weszły w życie. 

Czuję, że należy pójść do lustra i zobaczyć jak wyglądam. Przechodząc przez pokój widzę, że nie jestem sam. Widzę, że są tam 4 osoby. Jeden kumpel gra przy stole, jedna kumpela leży na łóżku, na środku pokoju druga tańczy z drugim kumplem. Co się dzieje. To jest tak realne, podchodze i prowadzę z nimi normalną rozmowę. Pytam się co oni tu robią, przecież powinni być w X. Nie dostaje odpowiedzi, a zabawa trwa nadal. Chcę ich dotknąć, ale oni sa transparentni, czuję się jak duch. Ignorowany przez innych. Znowu jak piąte koło u wozu wśród czwórki zabawialskich. Wychodząc z pokoju mijam wtedy współlokatorkę. Wyraz jej twarzy oddaje dobrze, że byłem wystrzelony jak messerschmitt. Jeżeli to co widziałem w pokoju nie upewniło mnie, że działała dorzutka to wyraz twarzy współlokatorki i moje odbicie w lustrze dobitnie mnie o tym informuje.

Kładę się na balkonie. Jest koło północy. Dostrzegam nagle obrazy których nigdy nie widziałem przebywając tam na balkonie. Poza głębszym i żywszym światem dostrzegam dodatkowe budynki. Nie czuje się jak w dzielnicy mieszkaniowej, ale jak na manhattanie. Przecieram oczy i nadal one tam są. Zamiast normalnie widocznych 3-4 wieżowców widzę ich kilkanaście. Zastanawiam się czy one zawsze tam były, czy po prostu teraz je dostrzegam. Dziele się tym z przyjacielem i stwierdza on, że dobrze się bawię. To prawda, była zabawa, z własnym umysłem, ciałem i światem.

Po północy pojawiają się pierwsze chmury na nocnym niebie. Czuję skalę świata. Widzę jak daleko się od nich znajduje i jakim nikłym punktem jestem w stosunku do nich. Jakie są one majestatyczne. Dzikość i nieokiełznaność świata wobec tak nie istotnej materii jak ja. Nagle w górnym lewym kwadrancie mojego pola widzenia dostrzegam jak chmury łączą się ze sobą w coś co przypomina twarz. Stają się one coraz wyraźniejsze. Wyłaniają się z nich obok siebie postacie które coraz bardziej kojarzę i ogólna poza ich na pewno nie jest wytworem. Identyfikuje te pojawiające się obok siebie twarze. Od lewej do prawej: Marx, Engels, Lenin, Stalin. Tak jak na obrazku pod raportem. 

Wtedy już dostrzegam, jak mocno przesadziłem z dawką. Zawsze zaczynałem od 150 mg, gdzie de facto koło 100 pare powinno starczyć na takiego mnie, a tutaj idziemy w kilkaset mg. Ważne jest aby pić i samo kontrolować siebie. Trwam w ekstazie słuchając swoich ulubionych piosenek które towarzyszą mi od kilku lat. Wtedy zobaczyłem, jak okropną osobą byłem. Nie patrzyłem totalnie czy kogoś urażę czy nie, ważny byłem tylko ja i nikt inny. Widzę, że właśnie to sprawiało, że było mi tak trudno w życiu. Wszystkich zrażałem do własnej osoby. Słucham wtedy na słuchawkach swoich najbardziej emocjonalnych piosenek z przeszłości. Gra mi w środku w głowie. Źródło dźwięku jest w mojej głowie, a słuchawki tylko izolują dźwięki z zewnątrz. Czuję po prostu ile czasu już minęło i jak się zmieniłem w pewien sposób, a te utwory nadal są takie same, a ja przeżywam je inaczej. Jakbym rozpiął oś czasu i widział siebie pośród kolejnych lat minionej już dekady. Czuję jak pewne rzeczy przemijają jak dym z papierosa którego pale, jest on cudowny w tym momencie i wtedy mogłem się jeszcze cieszyć cudownym miętowym posmakiem. Jest to dla mnie tak głębokie wtedy, że nie zauważam, jak nie strzepuje spalonego tytoniu i ten przypala się na moim ubraniu. W tamtym momencie ważne, jest dla mnie aby ogarnąć się i pójść dalej, bo życie przemija, a ja nadal z pewnymi rzeczami stoje w miejscu od czasów gimnazjum.

Faza zeszła nie wiem kiedy, a ja nadal trwam w refleksji nad samym sobą, zaczyna się robić jasno.

Całą noc spędziłem na balkonie patrząc w przestrzeń, a najbardziej w głąb siebie. Dokonałem oczyszczenia się z wielu rzeczy w tamtym momencie. Zamierzam wtedy iść spać, jednak czuję jak przemroziłem nerki. Najwidoczniej koc nie pomógł a obie nerki mają dosyć objawiając się ciągłą potrzebą sikania a jednoczesnym skąpomoczem i bólem na plecach. Próbuje zasnąć koło 5 rano, jednak bezsilnie. Trwam w tym gdzieś do 7 godziny. I wtedy pobudzenie spada, a ja z bólem ledwo mogę położyć się spać, aby zamknąć jedną z najważniejszych nocy w moim życiu. 

Z perspektywy czasu widzę, jak dużo dzięki MDMA osiągnąłem jako człowiek, jak zmieniłem się i rzeczywiście pomogło mi przezwyciężyć pewne rzeczy, które były w środku od wielu lat. A ja z pewnych powodów nie mogłem sobie z nimi poradzić. W tamtym momencie dokonałem samooczyszczenia, a ja mogę szczerze powiedzieć, że od tamtego momentu zaczął się nowy rozdział mojego własnego “ja”. Jednocześnie od tamtego momentu jestem ostrożny z wszelkimi używkami, bo poczułem sam na własnej skórze jak substancję mogą zaszkodzić i że więcej było w tym szczęścia niż rozumu. Teraz zawsze jestem ostrożny i powściągliwy, jeśli da się to tak nazwać...

Substancja wiodąca: 
Rodzaj przeżycia: 
Wiek: 
19 lat
Set and setting: 
Pozytywne
Ocena: 
Doświadczenie: 
MDMA - 2 razy Marihuana - kilka razy
chemia: 
Dawkowanie: 
ok. 500 mg MDMA

Odpowiedzi

Dawno to było? Jadłeś te same tablety później/wcześniej? Bo też miałem niebieskie supermany i konkretne halucynacje po nich były. 

czerwiec '19. wiecej okazji nie mialem i chyba dobrze

Ahh nie. Te co ja jadłem były kilka lat temu dostępne i znikły.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media