Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

liście, dwa hity

detale

raporty unknown

liście, dwa hity

Nie było to moje pierwsze spotkanie z Salvią, paliłem wcześniej zarówno ekstrakt jak i liście, nie uzyskałem jednak satysfakcjonujących efektów. Tym razem się przyłożyłem, skonstruowałem wymyślny cybuch do równie wymyślnej fajki wodnej, sprawdziłem po jakim czasie palnik się wypala. Minuta, czyli w sam raz. Do dyspozycji(Thanks for dr. Zielarz) miałem 3 duże, 2 małe liście i łodygę, która podobno również zawiera Salvinorin. Pocięłem łodygę na kwałeczki, pokruszyłem liście i podzieliłem wszystko na dwie części po około 0,7g. Nabiłem więc jedną taką część, jeszcze raz wszystko dokładnie sprawdziłem, usiadłem wygodnie, odpaliłem palnik i zaczynamy...


Na początku byłem lekko zdenerwowany, ale bardzo zdecydowany. Pierwszy wielki hit... Trudno, dym bardzo gorzki i ciężki, ale dałem radę wypełnić nim całe płuca. Po kilku sekundach całkowicie się juź uspokoiłem, autentycznie czułem już działanie. Po około 15s wypuszczam dym, nabieram niewiele świeżego powietrza i zabieram się za drugiego hita, listki w cybuchu zaczęły się unosić, zauważyłem że palnik też zgasł. Trzymam dym i stwierdzam że trzeciego już chyba nie dam rady, zresztą został już i tak sam popiół i tylko niewiele dymu nazbieranego w fajeczce. I się zaczęło, niewiem czy najpierw wypuściłem dym, czy opadłem na materac. Przestałem słyszeć muzykę, całkowicie. Nie wiem czy miałem zamknięte oczy czy otwarte. Serce zaczęło mi szaleńczo łomotać, a to co widziałem jest bardzo trudne do opisania słowami... Poczułem, że wstaję, uniosłem się jednak tylo o 45 stopni. Całkowicie zmieniła się perspektywa, absolutnie straciłem świadomość ciała. Nie wiem czy oddychałem, nie czułem serca. Co więcej, zupełnie nie czułem się sobą, bardzo dziwne uczucie. Jakbym... przeszedł na drugą stronę siebie. Istniało 'ja', tyle, że inne. Zupełnie, w najmniejszym stopniu tego nie kontrolowałem, nie mogłem sobie powiedzieć "Michał, to tylko oddziałowywanie substancji chemicznej", ponieważ 'Michał' nie istniał. Jakby... wdarło się we mnie coś potężnego, co wyparło z mojej świadomości 'mnie' i w najlepsze sobie tam zamieszkało. Ale teraz do tego co widziałem...


Zobaczyłem na suficie wielką żyłe-autostradę, przepływającą przez lampion, w tym właśnie miejscu wpadał do niej dopływ. Ową żyłą szły sobie małe, czerwone ludziki, w jednym rządku, albo w dwóch :). Miałem wrażenie, że idą zdecydowanie za szybko, więc zacząłem do nich krzyczeć/mówić żeby zwolniły i zeszły na dół się ze mną pobawić. Nie jestem pewien, ale chyba rzeczywiście krzyczałem. Po jakimś czasie(co prawda czas nie istniał) lampion zamienił się w głowę jakiejś istoty, zobaczyłem też resztę ciała. Przez jego głowę nadal przepływała żyła, do tego doszły jeszcze dwie - na wysokości pasa i kolan. Wstałem żeby podać mu rękę, nie mam pojęcia czy zrobiłem to naprawdę czy tylko mi się wydawało. W każdym razie szybko się zmęczyłem i położyłem się ponownie. Widziałem jeszcze bardzo wiele, ale sporej części nie pamiętam, a jeszcze większej części nie da się opisać. I tu uwaga... po jakimś czasie stwierdziłem, że to już chyba koniec(to było chyba tylko kilka minut) i poszedłem do kuchni się napić. Tu już jestem absolutnie pewien, że rzeczywiście tam poszedłem. Jednakże, odziwo dotarłem do salonu :). Było ciemno, a ja postanowiłem zbadać co tu się dzieje. Moją uwagę zwróciły odblaski światła na ścianie, szybko jednak zamieniły się w cywilizację leśnych elfów. Chodziły sobie tu i ówdzie po mojej ścianie, sprzątały, odwiedzały sąsiadów. Wróciłem do swojego pokoju i zanim się położyłem zacząłem zbierać coś z materaca, niestety nie mam pojęcia co to było, w każdym bądź razie nie istniało realnie. Gdy się położyłem zobaczyłem(też nie wiem czy z zamkniętymi czy otwartymi oczami) gigantyczną, miłą, starszą kobietę sprzątała coś zdaję się na parapecie. Pomyślałem, iż być może smarzy naleśniki. Zaraz potem przyszło mi do głowy, że to pewnie Ona. Fajna była.


Poleżałem jeszcze chwilke i wstałem. Spojrzałem na zegarek, minęło dopiero 20 minut od momentu zapalenia! W tym momencie mogłem definitywnie stwierdzić koniec podróży, działanie jednak nadal trwało. Myślałem kompletnie nieracjonalnie. Wysnułęm na przykład teorię, że istnieje równoległy Salviowy wymiar, i że to nie my palimy Salvię, tylko ona nas. Gdy zdecyduje sobie, że chce wziąść Człowieka, wysyła odpowiednie sygnały do naszego wymiaru i dany osobnik bierze hita. Co więcej, całkowicie w tą teorię wierzyłem. Przez jeszcze jakieś 20 minut miałem uczucie, że to co przeżyłem po Salvii, jest stanem trzeźwości, natomiast całe moje życie upłynęło pod wpływem jakiegoś strasznego narkotyku. Również całkowicie w to wierzyłem. Dopiero po około 1,5h byłem zupełnie 'czysty' i potrafiłem się zdystansować do przeżycia.




Podsumowanie:


Salvia mnie zaskoczyła. Jestem człowiekiem, który prawie nigdy nie traci panowania nad sobą i rozsądku. Po Salvii mój rozsądek absolutnie zniknął, a wyobraźnia urosła do monstrualnych rozmiarów.


Uwaga! Jak widać z powyższego po Salvii nie zawsze leży się nieruchomo w jednym miejscu.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media