Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ktos nam wylaczyl baterie

detale

Apteka:

raporty unknown

ktos nam wylaczyl baterie

Substancja: CHLORPROTHIXEN SPOFA


Doswiadczenie: alkochol, ganja, kwasy, feta, efedryna, dxm, tabaka + wiele wynalazkow z apteki


Dawka: 4 x 50mg





Kolejny nudny dzien wakacji jakies 2 lata temu. Siedzimy z kumplem B. na laweczce i kombinujemy

co tu przyczesac zeby nude zabic :) (czyli standard). B. dostal naglego przeblysku, przeciez

wczoraj po raz kolejny sprawdzal apteczke mamuski i znalazl cos "nowego" (na twarzach zaraz

zagoscily BANANY :)). Galopem do domu i wraca szybciej od swiatla z opakowaniem

CHLORPROTHIXEN'u. Szybki look na opakowanie - "JEST WYKRZYKNIK!!!" (czyt. znaczy ze mocne i pewnie kopie). Zabieramy sie za ulotke... lek produkcji czeskiej. No tak, niemrawe pepiki to

pewnie light bedzie. Ale CHWILA!!! Na ulotce jest ze to przeciwdepresant :) Pare dni wczesnej

nawijalem z nasza znajoma pielegniarka na sieci i wspominala ze ciagle lyka antydepresanty.


Mowila o efektach "takie jak po piwie, ale na drugi dzien nie masz kaca". No, moglo byc lepiej

ale lepszy rydz niz nic :D

Na ulotce bylo napisale ze leczy schizofrenie itd. (oczywiscie kto by sie tam dokladnie

wczytywal) wiec pewnie "cos tam bedzie czuc".


"Leczenie zaczynac od 1 tabletki", no to my po dwie, zawsze HARDCORE!! Popilismy jakas cola i

smigamy na miasto. Lazimy, drepczemy, chodzimy...20 minut mija i nic!!! Po godzinie juz niezle

wpienieni na kolezanke pigule. Ale CHWILA!!! Cos zaczyna nas mulic. Czyzby pierwsze efekty jak

po chmielu??? Dla pewnosci dowalamy kolejne 2 tabletki :) No, i tu sie nasze BANANY zaczely

konczyc. W drodze powrotnej kazdy krok zaczal sie robic coraz ciezszy.


Zaczynamy sie snuc na

maxa. Doszlismy do parku niedaleko naszego osiedla i klepnelismy na lawce. Rozwaleni jak 2

emerytow po kolejnej wizycie listonosza.


Siedzielismy tak jakies 5 min. Mowie do kumpla ze mimo to nadal czuje ze trace sily i jezeli

sie nie podniesiemy w przeciagu 2 minut to moge juz nie wstac. B. wpadl na pomysl zeby zrobic

maly spacerek dookola osiedla to moze sie "rozruszamy" (naiwny jak ja ;). Oczywiscie w 1/4

spacerku stwierdzilismy ze trzeba wracac bo zaczynamy sie niezle zataczac. Teraz zaczela sie

prawdziwa masakra, wejscie po schodach na 4 pietro. Nie wiem ile mi to zajelo, ale bylo CIEZKIE

I BOLESNE!!! Po wejsciu, kiedy juz stanalem pod drzwiami to dyszalem jak po maratonie. Resztkami

sil otworzylem drzwi i z mysla o tym zeby jak najszybciej sie polozyc. Nagle wolanie ojca zebym

smieci wyniosl. Ja "OK" ale i tak ledwo bo ledwo ale czlapie do pokoju. Za chwile mamuska

"Wynies smieci!!!". "Jaaasssnneee!!!!" (resztkami sil). Kiedy wpadlem do pokoju to padlem na

wyro jak kloda. Nawet nie podpieralem sie rekami (lecac mialem je przy ciele). I tak wbity morda

w tapczan zastanawialem sie dlaczego nie moge ruszyc zadna czescia ciala!!!!????!!!!. Szczerze mowiac to chyba dotarlem do pokoju w ostatniej

chwili, inaczej lezal bym gdzies pod jakims krzakiem na dworze.


No i tak w tej pozycji jakos udalo mi sie usnac (oczywiscie w pelnym ubraniu, butach itd. :).

Przebudzilem sie ok. 5 i stwierdzilem ze moge jakos ruszac konczynami. Zwloklem sie i kleczac

poscielilem wyrko + zrzucilem ciuchy. Wtargalem sie spowrotem i probowalem usnac. OCZYWISCIE NIE

MOGLEM!!!! TO co wtedy przezywalem bylo podobne do wczesniejszego lykania jakis tabsow (nie

pamietam nazwy :) tylko ze 100 razy mocniejsze!!! Po prostu...CHCIALEM UMRZEC!!!! Czulem POTWORNY

dyskomfort psychiczny. Jak bym nie lezal zawsze bylo zle...POTWORNIE SIE CZULEM!!! Meczylem sie

tak ze 2 godz. zanim nie przywalilem kimy. TO naprawde bylo wybawienie.


Budzac sie na 2 dzien ok 14 nadal ledwo lazilem. Najgorsze bylo to ze czulem "niedowlad" miesni

twarzy. Jak gadalem to gorna wara mi wisiala, dolna tez. Ogolnie strasznie ciezko sie mowilo, chodzilo itd.


Kumpel wpadl do mnie ok. 18. Zeby bylo ciekawiej opowiadal ze musial wstac o 6 rano!!!! Ojciec

obudzil go do pracy!!! Do lazienki smigal na czworaka :D Zobaczyl ojca i probowal wstac. Szedl

chwiejnym krokiem, mowil ze dopoki myslal i mocno koncentrowal sie na chodzeniu to jakos szlo.

Ojciec o cos zapytal i kumpel gleba. Zostal podniesiony z ziemi, oparty o sciane i zachwile z niej "zjechal".





Podsumowanie: Ogolnie nie polecam, chyba ze chcecie kogos skutecznie unieruchomic :D

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media