Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kolejny zastrzyk amfetaminy

detale

Chemia:

raporty unknown

kolejny zastrzyk amfetaminy

Nie będzie to opis pojedynczego tripu, bo wszystkie były podobne. Tak to już jest z amfetaminą. Pierwszy raz to jak lot w chmurach. Każdy następny to powolne opadanie na ziemię…


Doświadczenia: przez około 2 lata z przerwami - klej. Później zioło, dość dużo, ale nie przesadnie, benzodiazepiny, thioridazin, raz LSD (nic kompletnie mi nie było, chyba wałek), dwa razy extasy, ostatnio efedryna i kodeina.




To czekanie zawsze jest najgorsze. I te pytania czy zwałuje czy nie… I kiedy on nareszcie to przyniesie! Jest! Ok. Mam worek. Wracam do domu. Najpierw 15 minut na przystanek a później autobusem. Czasami nie wytrzymuję i idę w ustronne miejsce władować sobie tak szybko jak to tylko możliwe, ale dzisiaj nie. Zrobię to w spokoju u mnie w łazience. Znowu to czekanie na autobus i długa droga do domu. Wreszcie jestem. Wpadam do pokoju, rzucam kilka słów i szybko idę do łazienki. Wyciągam saszetkę uszytą z materiału przez moją babcię… gdyby tylko wiedziała, do czego ona posłuży. Wyjmuję z niej po kolei strzykawkę 5ml, igłę 0,5mm, czasami tak zużytą, że trudno się wkłuć, wężyk zrobiony z koszulki od kabla antenowego z pętlą na końcu i pojemnik po filmie do aparatu. Sprawdzona metoda. Już trzęsą się ręce i serce mocniej bije, bo wiem, że za chwilę znów to poczuję… Nabieram do strzykawki 5ml ciepłej wody z kranu i wlewam ją do pojemnika po filmie. Wsypuję tam też zawartość woreczka: gram amfetaminy. Mniejsze ilości już na mnie nie działają. Zamykam, i długo potrząsam aż się rozpuści. Trudno to zrobić nawet w ciepłej wodzie. Wreszcie się udało. Nabieram płyn do strzykawki. Jakieś resztki zostały na dnie.. Nalewam wody i wypijam. Nic się nie zmarnuje. Zakładam igłę na strzykawkę i wypompowuję ostrożnie powietrze. Chłodzę trochę pod zimną wodą, żeby nie dostać szoku termicznego. Już coraz bliżej… zdejmuję bluzę, zakładam wężyk na ramię, owijam dwa razy i koniec zagryzam w zębach. Żyły już napęczniały. Powoli więc, wkłuwam się do jednej i zasysam krew… jest? Nie, nie trafiłem, powietrze… jeszcze raz: wypuszczam powietrze i wkłuwam się… jest! Powoli wstrzykuję. Już czuję jak drętwieje mi podniebienie… kocham to uczucie. Weszło wszystko, bez problemu. Rozluźniam wężyk i czekam kilka sekund… Zaraz się zacznie.

Nagle moje ciało przeszywa znajomy dreszcz, włosy jeżą się na głowie, serce zaczyna pędzić jak oszalałe, myśli wirują… nareszcie. Tak długo na to czekałem. Kładę się na podłodze i rozkoszuję się tym błogostanem. Wydobywa się ze mnie jęk, westchnienie rozkoszy… po ramieniu powoli spływa kropla krwi. Cudownie… Zaraz! Muszę umyć sprzęt, bo jeśli krew zaschnie w igle to będzie do wyrzucenia… nabieram wody do strzykawki i wypuszczam kilka razy. W pośpiechu, próbując opanować drżenie całego ciała, chowam wszystko do saszetki i wychodzę. Jestem szczęśliwy, tylko tego potrzebowałem. Jest mi po prostu dobrze… Oddaję się przyjemności. Zabieram gitarę i już chce mi się śpiewać. Znowu spędzę na tym cały wieczór i noc. A jutro? Nie myślę o tym. Ważne jest tu i teraz. Tylko ja i moja kochana amfa…




Dziś już nie biorę. Wyszedłem z tego po roku. Jakoś się udało. Ale nie do końca. Pisząc ten raport wysyłam sms do kolegi: Przyjdź do mnie jak będziesz miał czas… Po co? Bo przypomniałem sobie tę rozkosz i chcę przeżyć to jeszcze raz…

Uważajcie ze Speedem. Nauczcie się siebie kontrolować. To jest piękne, ale niebezpieczne.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media