Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kiedy bierzesz coś w swe usta to bierz tylko "balla chlusta"

detale

raporty unknown

kiedy bierzesz coś w swe usta to bierz tylko "balla chlusta"


Substancja: właściwie to gałka tyle, że w formie alkoholowej nalewki



Krótka receptura :

6 świeżych, całych gałek, litr spirytusu (85 %), parę łyżek miodu (?)

zetrzeć, ewentualnie rozpuścić miód (?), trzymać razem w słoju pół roku, potrząsać co czas jakiś

następnie zrobiłem nalew na skórkach (bez allebo) z 10 dużych cytryn i pół torebki rodzynek (24h) i zmieszałem z 0.3 -0.4 litra syropu (gorącego) złożonego pierwotnie z 1.5 szklanki cukru, litra wody i soku z tych cytryn.



Doświadczenie: Piernik, sos holenderski, kuchnia włoska...



s&s: Rozbicie psycho-fizyczne, remont, chaos życiowy, koszmar... No ja po prostu musiałem się odrobinę napić...





Ab ovo, czyli od gałki zaczynając to pomysł powstał dawno temu - zrobić jakąś prostą nalewkę, żeby się przyuczyć. Wybór padł na muszkatołową. Łatwa, ale jakaś taka nudna... Dwie gałki na litr spirytusu? Z czym do ludzi... Wezmę z sześć. Jak postanowił, tak zrobił. Po pół roku otworzył... Spróbował... No tak pić się nie da... I za następne pół pewnie też się będzie nie dało (zbyt ostra, zbyt korzenna). Coś trzeba zrobić mimo remontu, wariactwa... Dla odreagowania miałem zrobić cytrynówkę na szybko, bo koledze się nie udała, choć była smaczna ja chciałem sukces smakowy powtórzyć ale przy mniejszej mętności. Ale, ale jakby dwa pomysły połączyć może wyszłoby coś ciekawego...



Hmm... Trunek wyszedł mętny (ten przeklęty sok z cytryn), ale smaczny, a już z tonikiem, naprawdę pierwszorzędny. Wypiłem początkowo dwa kieliszki. Poczułem się trochę lepiej, jak to po alku. Pomyślałem, że może się tak zrelaksuje, że zaraz się położę.



Ale wcale nie, minęło ze 30 minut a ja spostrzegłem, że czuje się coraz lepiej, weselszy, naenergetyzowany co zupełnie przysłoniło zmęczenie. Energia, która odczuwałem, była takim wewnętrznym ciepłem, promieniowaniem. Wiedziałem, że tak naprawde jestem zmęczony, ale przyjemne cielesne odczucie nie dopuszczało do głosu innych bodźców. No cóż, na pewno nie było to działanie alkoholu. Wypiłem kieliszek innej wódki. Mój stan praktycznie się nie zmienił. Czyli jednak gałka... Ale przecież ona jest całkiem przyjemna, rzekłbym rozkoszna. Wypiłem jeszcze jeden kieliszek nalewki. Położyłem się, puściłem muzykę, zacząłem czytać książkę. Bardzo mnie wciągnęła. No, cóż Irvine Welsh – hiperrealizm (nie, nie hyperreal ;]) Ocknąłem się z lektury - minęły co najmniej dwie godziny, a ja nadal czułem się wyśmienicie. Cały czas ta energia w ciele, wewnątrz jakby promieniująca ciepłem czarna przestrzeń. Po wódu dawno powinienem spać.



Hmmm... A gdyby wypił jeszcze... Zobaczymy co będzie... I zaraz potem dwa drinki z tonikiem i sokiem, żeby chociaż wypróbować optymalne smaki . Ten z tonikiem okazał się królem wieczoru – hehehe... Nazwę go dla potomności np. „balla chlust”. Już to widzę - jakiś przyszły (pewnie internetowy) Bukowski zamawia u barmana z twarzą Humpreya B.- „to co zawsze” czyli... „balla chlusty”. Po dwóch drinkach zrobiło mi się jednak sennie, ale nie do końca, odczucie cielesne nie przygasło ale stało się takie bardziej pulsujące i przez to mniej przyjemne. Znajdowałem się na granicy snu, a ciągle mi się czegoś chciało, a to poczytać, a to może gdzieś wyjść. Kiedy się czemuś chciałem przyjrzeć w półmroku to się trochę obraz zamazywał, pojawiały się jakby narysowane ołówkiem czarne kreski. W końcu sen mnie zmorzył. Obudziłem się rano dosyć wcześnie, ale stan trwał nadal, czułem moc, nawet przyjemniejszą od tej kiedy się kładłem. Zrobiłem swoje - gimnastyka – remontorobic, meblo-yoga... Błeeeeee no i jest już popołudniu i czuje się trochę wymęczony (kac podobnie jak po umiarkowanych dawkach MJ)... Ale było przyjeeeeeemnie, dużo lepiej niż po wódce... A ja jeszcze tego 0.7litra mam...



Reasumując: Wiem, że przyjąłem znikomą wobec standardowej dawkę, ale może połączenie z alko, albo jakaś korzystna reakcja sprawiły, że podziałało to, przy skrajnie przykrym samopoczuciu, nader pozytywnie.



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media