Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

jak się wyleczyłem z lęków - dxm + thc

jak się wyleczyłem z lęków - dxm + thc

To nie jest Trip Raport a podsumowanie konsumpcji różnych środków odurzających w ciągu 2 lat. Dlaczego postanowiłem to napisać? Aby pokazać, że takie substancje mają na nas ogromny wpływ, zmieniają psychikę i prawdopodobnie powodują duże zmiany w mózgu. U mnie zadziałało to pozytywnie ale może to tylko przypadek. Piszę ten teks aby uzmysłowić Wam, jak silne działanie mają środki dostępne w aptece bez recepty, w sklepie i u dilera. Niniejszy tekst należy potraktować jako analizę jednego przypadku a nie regułę. Pamiętajcie, że to, co u mnie miało dobry efekt u innej osoby może zadziałać katastrofalnie.

Zacznę od tego, że mam skłonności do zaburzeń pod postacią silnych stanów lękowych spowodowanych prawdopodobnie dużymi ilościami spożytego alkoholu jeszcze za młodu. Imprezy zaczęły się już w podstawówce, szoła średnia to była masakra, studia już nieco mniej ale stale ów czynnik atakował wątrobę i moja głowę. Za czasów studiów kłopoty zaczęły się od klaustrofobii i ksenofobii. Źle się czułem w pomieszczeniach zamkniętych. Wydawało mi się, ściany się nachylają, bałem się jeździć windą, w supermarkecie miałem totalną dezorientację, chiałem uciekać. Psychiatra, te sprawy. Leki zwiększające poziom serotoniny spowodowały tylko jedno - przytyłem. Dodatkowo przeciwlękowo Xanax. Lęki pozostały, choć mniejsze ale zawsze mi towarzyszyły. Nietrudno się domyślić, że w społeczeństwie z powodu tych problemów miałem mnóstwo życiowych zawirowań. Z reguły były one negatywne. Traciłem pracę, nie mogłem się dogadać z ludźmi, żyłem ciągle na krawędzi. Żyłem z tym 20 lat.

2 lata temu pomyślałem, że chyba czas spróbować marihuany. Nie ukrywam, że sporo się o niej naczytałem i pomyślałem, że spróbuję tego "złotego środka na luz". Pierwszy kontakt był negatywny. Źle sie poczułem, wyrzuciłem reszte towaru do kibla i się skończyło. Po przeanalizowaniu sytuacji doszedłem do wniosku, że po prostu podszedłem do tego zbyt emocjonalnie. Zwyciężył zawsze towaszyszący mi irracjonany lęk. Spróbowałem drugi raz, poszło o wiele lepiej. Coraz więcej tego paliłem, doszło do 5 gramów dziennie. Moje wysiłki skierowane były wyłącznie na dostarczaniu swojemu organizmowi THC. Później spróbowałem DXM również z katastrofalnym skutkiem z powodu zbyt dużej dawki. Wylądowałem w psychiatryku za sprawą pogotowia. Fazę miałem wtedy niezłą. Opisałem ja w jednym z moich TR i nie zapomnę jej do końca życia. Po jednym dniu spędzonym w towarzystwie debila-lekarza i idioty-porządkowego wypisałem się na własna prośbę. Wiadomo - DXM nie działa długo. Po tych doświadczeniach zacząłem dawkować sobie THC i DXM w miarę rozsądnych dawkach. Dość długo skupiłem się na DXM bo dawał mi naprawdę fajne oderwanie od rzeczywistości. Nauczyłem się kontrolować jego dawkowanie aby było OK. Miałem kilka faz, które były schizami na maxa ale nauczyło mnie to jednego - nic się nie stanie, jeśli kontroluję dawkę. Reszta to tylko wytwór mojego mózgu. 2 lata takiej kuracji (DXM + THC) odseparowało mnie od dręczących mnie lęków i spowodowało zupełnie nowe spojrzenie na świat.

Stopniowo dawki DXM zwiększały się pomimo, że przerwy były długie (np. 1 miesiąc). To, co kiedyś wprawiało mój umysł w stan co najmniej dziwny było zbyt małe aby w ogóle cokolwiek poczuć. Skończyłem na dawce 450 mg bo uznałem, że to nie ma sensu. Marihuana działa jak zwykle, bez żadnej tolerancji. Wspomagam ją papierosem mentolowym, który zdecydowanie wzmaga fazę.

Skutkiem takiej "terapii" stało się całkowite wyleczenie ze stanów lękowych ale też obniżenie nastroju. Co to oznacza? Dokładnie to oznacza całkowity brak lęków ale również brak humoru, podekscytowania rzeczami fajnymi, śmiesznymi. Taka mała depresja. Są dni, kiedy czuję się podle i trudno mi się z tym pozbierać. Zaniedbuję sporo ważnych spraw, nie mam ochoty na wiele rzeczy. Jednak wolę to od irracjonalnego lęku przed "niczym". Nastrój mogę zawsze poprawić w jakiś prosty sposób (leki przeciwdepresyjne) a lęku nie dało się skutecznie opanować niczym...

Sądzę, że "terapia" DXM + THC wzmacniane mentholem spowodowała u mnie zmiany w mózgu czyli równiez w psychice. Po przeżyciu wielu tripów lęk po prostu nie ma racji bytu. Jak to kiedyś przeczytałem... "Kto ma urojone lęki zasługuje na prawdziwe". I tu jest rozwiązanie. Zdałem sobie sprawę, że wszystko jest wytworem mojego mózgu. Odpowiednio stymulowany dał radę pokonać to, z czym borykałem się przez 20 lat. Żałuję, że w Polsce mamy medycynę, która nawet nie dotknęła tych rejonów leczenia ludzi z powodu głupiego prawa. Myślę, że w odpowiednich rękach lekarzy specjalistów mielibyśmy zdrowsze społeczeństwo zamiast szpikować je lekami, które nie radzą sobie z coraz bardziej narastającymi zaburzeniami natury psychicznej.

Jestem świadomy tego, że mogłem się pogrążyć w trudne, grube tematy typu twarde narkotyki i wpadłym w spiralę bez wyjścia. Nie stało się to ale tylko dlatego, że zostałem wychowany w duchu "narkotyki to zło". Jeśli więc ktoś będzie próbować zmienić siebie poprzez stosowanie substancji odurzających, niech ma miarę i kontroluje swoje poczynania bo skutek może byc odwrotny do zamierzonego.

Dziękuję za przeczytanie mojego tekstu.

Ocena: 

Odpowiedzi

O damn... historia podobna do mojej. Mnie pomogło MDMA. Chyba czas podzielić się swoją historią. Zainspirowałeś mnie. Dzięki za tą opowieść, pozdrawiam!

Ciekawy opis, zaprawdę cielawy. Myślę, że bardzo dobrze to o Tobie świadczy, że szukasz wyjścia z trudnej sytuacji i imasz się różnych sposobów, w tym tych nietuzinkowych, by odzyskać kontrolę nad psychiką. Co więcej, zachowujesz przy tym rozsądek. Deksior to potęga, nie dziwię się, że pomaga. Mi pokał w chuj- jak bardzo świat jest plastyczny, jak wiele w nim paradoksalności, jak wiele związków i chaosu. Dzięki niemu kryzysy wiary mnie nie dotyczą. Już nie. Kiedyś pytalem o wiedzę. Teraz nie pytam, bo sam poczułem stany z pozoru niemożliwe.

 

Grzyby, LSD i mdma są z powodzeniem używane w psychoterapii i nie powodują chyba żadnych pobocznych efektów. Pacjenci z rakiem przestają się po kilku grupach bać śmierci. Coś w tym jest. Dlatego uważam, że deks odpowiednio szamany też może być terapią. Fajnie, że ktoś odkrywa jego dobre strony.

 

Z tego co mi wiadomo, deks zwiększa neuroplastyczność, więc jakbyś chciał szybszych efektów, polecam nagrania autohipnozy dostępne na yt podczas fazy. W podświadomości szybko wyryją się pozytywne schematy myślenia :)

Pozdrawiam i powodzenia w dążeniu do spełnienia :D

No i koniec :D

Tam miało być "mi pokazał w chuj" a potem  "po kilku tripach" 

Jebany telefon xd

No i koniec :D

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media