Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

mefedron czyli lek na stres

mefedron czyli lek na stres

Zaczęło się od tego, że w dniu wczorajszym miałem wielką ochotę na mefedron. Okazało się, że nie dało rady nic załatwić więc uwaliłem się Thiocodinem i piwem. Nie było źle ale nie było też dobrze. W nocy naszło mnie bardzo duże pocenie się. Może to jakaś reakcja choć nie sądzę bo ostatnio wiele rzeczy mieszam z alko.

Dziś siedziałem sobie spokojnie przed kompem, popijałem piwo, romyślałem. Nagle wpadła myś  - zadzwonię do kumpla, może coś ma. Miał. Podjechał, dał. Jest dobrze.

Po pierwszym spotkaniu z M (mefedronem) miałem wstręt do wciągania go przez nos. Przeczytaj mój TR z tego doświadczenia i wyciągnij wnioski. Krótka wycieczka po necie uświadomiła mi, że to najbardziej bolesny sposób dawkowania. Przyjąłem więc zasadę - tylko doustnie. Działanie ponoć dłuższe. Sprawdziłem raz, faktycznie, było OK.

Godzina 19:00. Dostałem towar do ręki. Zarzuciłem od razu doustnie kilka kryształków. Ropuściłem w paszczęce, rozprowadziłem po śluzówce w ustach. Gorzkie jak cholera, ale lepsze to od wciągania nosem. Łzy nie lecą, nos nie boli itd. Ogólnie spoko. Polecam taki sposób bo ma b. mało skutków ubocznych. Przynajmniej te skutki nie są od razu widoczne/dotkliwe.

Po około godzinie (20.00) zapodałem 150 mg kodeiny (Thiocodin). Taka mieszanka przez niektórych jest przeklęta, dla mnie jest OK. Kodeina daje spokój, euforię, uspokojenie. Mefedron daje pobudzenie w pozytywnym znaczeniu, empatię do ludzi i zadowolenie z drobnych spraw. Uważam, że połączenie tych dwóch rzeczy jest spoko. Jedyną wadą jest to, że następnego dnia kodeina daje niesamowite jazdy senności. Nie do opanowania. Ale spoko. 150 mg to nie jest dużo. Mozna to przetrawić. Natomiast mefedron pozostaje u mnie w organizmie bardzo długo i jeszcze następnego dnia czuję się po nim dobrze. Czuję sympatię do ludzi, wszystko jest proste, klarowne, bez niepotrzebnych problemów.

20:05 - zadzwonił do mnie sąsiad - muszę do niego udać się z wizytą. Niesamowity ćpacz. Żre wszystko, co mu w ręce wpadnie. Ma jakąś sprawę do mnie więc muszę załatwić tę sprawę bo jak znam życie, jest wagi państwowej :) Odmówić mu nie sposób bo ze wszystkich narkotyków jego osoba na mnie wpływa najbardziej pozytywnie. Taki naturalny, chodzący kubeł endorfin :))

Poza tym, chwila przerwy od komputera zawsze dobrze robi jak się ćpa :)

U sąsiada zjadłem 2 kreski mefedronu czyli około 250 mg. W tym czasie przestała działać kodeina. A szkoda bo coraz więcej rzeczy mnie zaczynało irytować. Sąsiad nie kumał najprostszych spraw, które mu tłumaczyłem więc się wkurwiałem na maxa.

00:33. Przyszedłem do domu zmęczony i poirytowany. Chwila spokoju. Mój M czeka obok więc nie ma co zwlekać. Pochłonąłem 60 mg kodeiny czyli tyle ile miałem. Zapuszczam M w dawce około 200 mg. Rozprowadzam proszek po śluzówce w ustach. Gorycz jest wstrętna ale liczę na to, że mi przejdzie wkurwienie, jakie mi zgotowała niekumatość sąsiada. Proste rzeczy mnie wykończyły. Człowiek chciał poinstalować masę softu na telefonie mając 0 MB wolnej pamięci. Godzinę mu tłumaczyłem dlaczego tak jest a on ciągle zadawał to samo pytanie. I tak kręciliśmy się jak debile wokół własnych ogonów. On zadawał pytania, ja odpowiadałem. On zadawał to samo pytanie itd... Totalna strata czasu i irytacja. Wkurwiony usiadłem przy swoim biurku w ciszy i spokoju. Dodatkowo czekaliśmy na towar, który przyjechał o 23:00 zamiast o 21:30.  Strata czasu maxymalna...

00.45. Delektuję się spokojem. Czuję, że tego było mi trzeba. Sąsiad mnie dzisiaj wkurzył swoim brakiem rozumienia jak działa telefon komórkowy, że potrzebuje pamięci itd... Nie mógł zrozumieć, że ma kartę X GB a tu raptem brakuje miejsca do instalacji nowego softu. Na szczęście to już minęło. Jutro wejdę do niego, niech stawia M na stole to możemy wyjaśniać cokolwiek tylko chce :))

00:51. Zaczynam odczuwać mieszankę M i kody. Dopijam piwem aby to powiększyć. Zapalę papierosa mentolowego aby to jeszcze zwiększyć. Czuję, jak ze mnie schodzi wkurwienie. Zaczyna się empatia od M i spokój (mały) od kody. Za mało kody. Zdecydowanie. Czuję lekki zawrót głowy. To chyba z tego wkurwienia ale też czuję narastające wyluzowanie. Zapijam piwem i mam zamiar iść na papierosa. Koniecznie mentolowego. Jeszcze troszkę M. Nie zaszkodzi tylko pomoże. Jakoś nie mogę się opanować aby szybko osiągnąć spokój. Za dużo mnie kosztowało nerwów czekanie na towar i tłumaczenie. Biorę około 100 mg. Rozprowadzam językiem po śluzówce i idę na fajkę.

1:13. Papieros wprowadził mnie w stan lekkiego oszołomienia. Ciągle nie mogę przeżyć, że znajomy sąsiada miał przyjechać z towarem o 21.30 a pojawił się grubo po 23.00 i połowy nie przywiózł. Nastawiłem się maryśkę. Nie miał. MIał 1 gram M co było ilością zdecydowanie za małą jak na 3 dużych facetów. Czułem ogarniającą mnie bezsilność wobec sąsiada, do którego nic nie docierało, wkurwienie jego bezmyślnością oraz poczucie straconego czasu. Wstawiłem sobie bób, który uwielbiam jeść. Za 20 minut powinna byc wyżerka. Myślę o następnym papierosie... Tak, to chyba dobry pomysł. To szybko działa, uspokaja i daje izolację od szarej codzienności. Gdy dodamy do tego wchodzący M i kodę, powinno byc dobrze. W miarę...

1:21.Zaczyna mnie ogarniać spokój. Nadal mnie irytują wspomnienia z pobytu u sąsiada ale już nie tak jak na początku. Zaczynam w sumie go rozumieć. Człowiek może nie wiedzieć o pewnych sprawach, zadawać te same pytania a moje wkurwienie raczej się wzięło z tego, że nie dostałem tego, co zamówiłem. Miałem jeszcze dziś ochotę na THC a nic z tego nie wyszło. Zaczyna mi się mętlić wzrok, rozmywać obraz. To znak, że wchodzi M.Czuję się coraz bardziej uspokojony ale zmęczony. Chętnie bym wziął kąpiel ale szkoda mi na to czasu. Jestem głodny i nie w humorze. Zaczynam byc senny ale nadal poirytowany. Idę na drugiego papierosa. Mentolowego, oczywiście...

1:35. Głowa jest zajęta trawieniem nikotyny. Czuję, że M robi swoje ale dużo mi brakuje do stanu normalności. Chiałbym totalego wyluzowania więc łykam kolejne 100 mg M. Brakuje ewidentnie kody i THC. Robię się senny ale nie uspokojony. Zaczyman nieco współczuć sąsiadowi. W sumie to nie jego wina, że nie rozumie na czym polega różnica pomiędzy pamięcią aparatu tel. a jego pamięcią zewnętrzną. Tak, włącza mi się empatia. Gorycz w ustach nieco przeszkadza. Piwo nie smakuje. Papierosy też nie. Obserwuję swojego kota, który mi łazi po biurku. To miły zwierzak, cichy, spokojny, lubi mnie. Wlazł w działkę M. Poczekałem jak przejdzie - nic sie nie stało. Na szczęście. Pozostaję więc ja, gotujący się bób, ostatnia działka M, papierosy i chodzący dwoimi drogami kot. Zapalę trzego papierosa...

01:50. Bób się ugotował. Wkurwienie już mi zaczyna przechodzić. Trudno, może tak właśnie było lepiej? Trzeba dokończyć M. Oczywiście przed fajką - ostatnia działka. Doustnie. Około 150 mg. Wszelkie tegp typu pomiary piszę "na oko" mając na uwadze, że całość to 1 gram. wyszłoby więc tego około 8 działek brane w różnych odstępach czasu. Czasem ta działka była większa i dlatego pisałem 150 mg. Nie mierzyłem wagą. Wszystko "na oko". Zlizuję ze stołu resztkę M (około 150 mg). Ohydny smak ale wierzę, że mi pomoże. Jestem coraz bardziej otumaniony. Ma na to wpływ wkurwienie na sąsiada (przede wszystkim), brak dostarczenia THC (głównie) oraz poczucie straty czasu (w mniejszym stopniu).

2:05. Biurko już wylizane i czyste. Teraz zamiast łapczywie palić, postaram się zrobić to wolno... Troszkę wbrew mojej naturze ale muszę osiągnąć stan równowagi a to jest możliwe tylko w poczuciu spokoju. Spokój ten osiągam m.in. poprzez wolne palenie papierosa pozwalając myślami wybiegać poza standardowe ramy. W głowie mam coraz większy mętlik ale jestem z tego zadowolony.

02:10. Zauważyłem, że po M czas biegnie zupełnie inaczej niż po maryśce. 5 minut na M to 15 minut w rzeczywistości. 5 minut na THC to minuta na zegarze... Szkoda... Bo dobre kończy się szybciej, niż tego bym chciał. Oczy mi rozmywają obraz. Ledwo widzę, co pokazuje monitor. Czas chwilę odpocząć... Idę na fajkę. Mentol oczywiście, podbijający każdą z faz, jakie przeżyłem do tej pory (poczytaj moje TR).

02:20 Kręci mi się w głowie po 2 rzeczach - fajkach i po M. Po fajkach zawrót głowy mija w kilka minut. Po M utrzymuje się. Tak więc czysta logika wskazuje, że M działa. Na razie niezbyt dobrze ale może się rozkręci :)) Na pewno czuję się lekko opanowany, mniej zdenerwowany, nieco empatyczny i trochę śpiący. ALE przecież został mi świeżo ugotowany BÓB! Tego nie odpuszczę choć w gębie mam ohydny smak M.

Papieros w połączeniu z resztką M daje mieszankę ohydną. Czuć chemię M i mentol, który to potęguje. Wstrętna sprawa. Zapijam piwem i idę po mój ulubiony bób. Tu smak jest niezmienny, oczywisty, da się to jeść. Mam więc niezły bałagan w głowie, niesmak w ustach, zawroty głowy i wkurwienie na sąsiada. Tak, potrzebna jest chwila przerwy... Wykorzystuję ją na bób.

2:25.Czuję dzałanie M. Coraz bardziej Podoba mi się to, co się stało. Zaczynam sobie tłumaczyć, że to po prostu zbieg okoliczności . Za bardzo egoistycznie podchodzę do spraw. Tak, to moja wada. Bób jest dobry. Oczywiście chętnie bym połknął kolejną działkę M ale jużnie mam. Czuje sie lekko oszołomiony i w sumie zadowolony. Przypominam sobie dzień, w którym pierwszy raz miałem kontakt z M. Przez połowę następnego dnia odczuwałem spokój i radość z kontaktów z ludźmi. Dlaczego teraz tak by nie mogłoby być? W sumie to wszelkie ograniczenia powstają w mojej głowie. Jeśli je pokonam, dam M zielone światło. Tak też muszę zrobić...

2:50. Zapalam kolejnego papierosa. Mam nadzieję, że tym razem nie poczuję chemii M. (sporo bobu zjadłem). Potrzebuję zawrotów głowy, nieogaru, wesołości, endorfin. To wszystko powinny mi dać rzeczy, które albo zjadłem abo wypaliłem. Na razie dostałem od natury połowę z nich. Jeśli nawet tylko połowa z nich będzie udana - ja będę zadowolony. Potrzebuję po prostu oderwania się od tej rzeczywistości. Nie szarej ale rzeczywistości dziwacznej...

3:00. Papieros wypalony. Sporo się dzieje w mojej głowie. Pomieszanie z poplątaniem...Jeszcze jeden papieros nie zaszkodzi a tylko pomoże. M działa jak należy, kody nieco za malo ale nastąpił spokój... Czy o to mi chodziło? Raczej nie. Siadając dziś do biurka nie miałem w planach tyle h czekania i niespodziwany powrót do trzeźwości. Teraz to nadrobiłem lub staram sie to zrobić :) Zaraz idę na kolejnego papierosa...

Wnioski:

Mam nadzieję, że jutro a w zasadzie dzisiaj nie będę przysypiać na stojąco. W sumie nie ma po czym... M nie usypia. koda tak. Ale wzięta wcześnie, około 19 nie powinna zaszkodzić. M daje w zamian za jego cenę dobre samopoczucie do połowy następnego dnia. Ponieważ mamy późną porę, mam nadzieję, że jego wpływ utrzyma się do około 15-16. Przeżyłem to już raz i mam nadzieję, że teraz też tak będzie. Nie mam wyrobionej tolerancji na M. Wziąłem go w sumie 3 razy po 1 gramie. Co innego z kodeiną ale tu tolerancja nie wzasta tak gwałtownie. Owszem, były dni, że koda na mnie w ogóle nie działała ale po krótkich okresach "abstynencji" wszystko wracało do normy. Uważam więc, że sporo zależy od S&S, co potwierdzane było wielokrotnie. Takie "wypadki" jak dzisiaj zdarzają się niezmiernie rzadko. Z reguły jest spokój, cisza i relaks. Ja tego dziś nie doświadczyłem ale przetestowałem M z kodą w warunkach "bojowych". Co z tego wyszło? Wyszło kiepsko. Gdyby kolega sąsiada przywiózł THC, czułbym sie szczęśliwy. Tego zabrakło ewidentnie. Zabrakło luzu, który daje THC a zastąpione sostało wkurwieniem na sąsiada. Nie tędy droga... Tak więc, jeśli masz ochotę na dobre spędzenie czasu, zadbaj o S&S bo inaczej cała para może pójść w gwizdek...

Do usłyszenia :)

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Fajny raport :)

Czarna owca

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media