Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ja i moj kolega lech pils

detale

raporty unknown

ja i moj kolega lech pils

Kto: Ja, chlopak lat 21 jeszcze (11 września 22 urodzinki)




Substancja: alkohol (piwo + wodka)




Doświadczenie: alkohol(dosyć często), thc(dosyć często), xtc(sporadycznie), psylocybina(żadko ale sezon sie zaczął:)




set and setting: dom -> lokal





Przygode z używkami zacząłem w 7 klasie podstawówki, oczywiscie był to alkohol w postaci piwa, w naszych kręgach modne było wtedy wino najlepiej te za najmiejsze pieniądze, za którym nie przepadam do dziś, ogólnie zadnego wina nie pijam. Inne używki pojawiły się później, wiadomo ogólniak, nowi znajomi i tak to sie kręci.


Ale do rzeczy, jest piątek (26 sierpnia) wakacje dobiegają końca, wiem już co będe robił wieczorem - pił, jak zawsze. Prace tego dnia skończyłem o 15 czyli szybciej niż zwykle, wracacając do domu zajrzałem do lokalu gdzie pracuje znajomy barman i wiadomo wypiłem piwko potem jeszcze jedno, do domu dotarłem o 17. W domku obiadek, net, posiedziałem w ogrodzie i ruszam do sklepu po 3 piwka, jest godzina 20. W trakcie picia 2 piwka odczuwam, że mam ogromna ochote popić wiecej i iść do lokalu poobcować z ludźmi, pobawic się. O 21 wychodze z domu odwiedzam sklep kupuje piwko na droge po 10 min docieram na miejsce, znajomi już są, ludzi sporo jak na piątek. Troszke o lokalu - Nasz miejscowy lokal (jeden z trzech ale tylko ten trzyma poziom w porównaniu z pozostałymi) sporo miejsca do posiedzania, kanapy, boksy, tv i mozliwość potanczenia (dicho) czyli taki standardzik nic specjalnego. Oczywiście po wejściu do lokalu kierunek bar, witam się ze znajomymi i kupuje ... tak tak PIWO. Po tej dawce alkoholu już go wyraznie odczuwam w sobie - dobry humor, jestem rozmowniejszy i rosnie ochota na wiecej. Lekko po 22 gdy kończe piwo pojawia sie kumpel, który też lubi popić. Krótka gadka i uderzamy do baru - kupujemy piwko i 50 żubróweczki, chlap i zapijamy browarem 15 minut i znów 50 żubróweczki zapite tym samym piwem co poprzednia 50. W całym tym alkoholowym błogostanie przez mysl mi przemyka jutrzejszy dzień, sobota - kurde jutro na 9 do roboty to pewnie się spóznie w koncu robie na akord a nie na godziny. Ale czym ja się martwie to dopiero jutro. Stanie przy barze sie nudzi trzeba sie ruszyć stwierdzamy i idziemy sie lansowac (hehe) blizej sali tanecznej. Alkohol juz mocno daje o sobie znać, piwka gonią co raz do kibelka. Na sali stypa więc kierunek bilard, lubie grać w bilarda a po alkoholu nic nie wychodzi mimo to czekamy na swoją kolej wrzycamu 2 zl i gramy, eh i standard wiecej gadania i śmiania jak grania ktoś nas upomina zeby szybciej kończyć, z uśmiechem na twarzy mówimy że już to sie więcej nie powtórzy :) Kończymy i do baru na 50 i po nowe piwo. Przy barze kumpel dzwoni dowiedzieć się czy wpadna jeszcze znajomi. Po chwili pojawiają się, pierwszy look - kurwa poszurali (brali amfetamine) no to pijemy dzis w dwoch. Z nienacka podeszli nas inni znajomi amatorzy alkoholu i juz jest weselej. Tworzymy sztuczny tłok przy barze gadanie o pierdolach, ktos komuś cos tam może zalatwic wiecie każdy po alkoholu jest specjalistą w temacie który poruszamy. Koło 1 jestem już sromotnie zapruty alkiem ale jednoczesnie czuje się wspaniale i najlepiej jakby cały czas tak było. O wchodzeniu dzis na sale taneczną nie ma mowy, choć nie zaprzeczam lubię się pobujac przy czarniejszych rytmach. Godzina 2:30 stoimy przed lokalem pada decyzja - domek! Ide po kumpla, z którym mam po drodze do domu pytam czy idzie do domu - odp NIE. W myślach sie pukam po łbie - "Przecież bral nosy co ja sie go pytam ... ". Powrotu do domu nie do końca pamietam (a to zly znak bo juz pare razy tak miałem) odrazu kłade się spać.


Poranek sobotni godzina 7:30 budzi mnie mama - "Telefon twój szef dzwoni". Huh wstaje ide do telefonu, dzień dobry o co chodzi, i pytanie do mnie ze strony szefa - "bedziesz dziś w robocie" - kurde przecież wczoraj mu mówiłem że będe, troszke się zirytowalem ale ok spowrotem do łóżka. Wstaje o 10, czuje zjazd po alkoholu, łazienka, potem kuchnia, zimna pepsi uff zbawienie ... śniadanie zjadam bez oporów ale to chyba dlatego ze żołądek jeszcze śpi. O 11 docieram do roboty, rozkładam sprzęt i jazda. Pracuje sie okropnie i pytam sam siebie i po co to było, kasy brak i tylko zjebany jestem. Jak to mówi polskie przysłowie - NA KACA NAJLEPSZA JEST PRACA, nie zgodze się z nim lepsza jest zimna pepsi. Sniadanko w przerwie pracy już w ogóle nie wchodzi gryz bułki i starczy. Zamiast czuć się lepiej czuje się coraz gożej. 14:30 i mowie ze spadam do domu, swoje zrobiłem na dziś (w niemałych męczarniach ta praca sie odbywała).Wracając do domu zachodze do znajomego barmana i tego samego lokalu co urzędowalem zeszłej nocy. Troche wspominek z wczoraj i wypijam piwo dla kurażu - pomaga. W domu obiad juz problemem nie jest. Sobota wieczór dziś piwa nie pije, wypilem 3 drinki przez caly pobyt w lokalu, bawiłem sie duuuużo lepiej niż w piątek. Ten weekend chyba był przełomowy z postanowieniem - ograniczyc alkohol póki nie jest za późno. Widze u siebie mocne nadużywanie piwa, kiedys to tylko piatek i sobota wieczorem, a teraz piwko to codzienność - koniec z tym. Sam sobie życze powodzenia!!!

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media