Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

hard core

detale

raporty unknown

hard core

No karwa hydrogen komplet. Niezłe kompendium wiedzy o bieluniu żeś zebrał:) chcę dodać parę info mimo że nie ruszałem tego czegoś, i nie wiem czy spróbuję. Wyjaśniam od razu, że ten przypadek jest szczególny. Bielunia brał mój przyjaciel. Wiem wiec wszystko o tym tripie i nie ma w tym, żadnego ściemniania.


Przyrządzanie - liście suszone w ciemnym, przewiewnym, w miarę chłodnym pomieszczeniu, rozdrobnione do konsystencji herbaty liściastej sprzedawanej w sklepach. Łyżeczka tego suszu zalana wodą o temperaturze ok. 96 stopni tak jak większość herbat, przykryta i pozostawiona na 5 minut.


Tia... i tu tkwi zapewne sedno sprawy. Kolo brał te liście od punka znajomego. Poszli po normalne drugsy ale kolo miał tylko to i oferował im za darmo w ramach przyjacielskiej przysługi. Nie dziwcie się że mówię tu o kasie ale oni nie wiedzieli co to w ogóle za roślina a jak ci ktoś jakieś dragi za darmo daje to nie chce ci się za bardzo wierzyć. Ale dobra, jako że byli z lekka zbakani popierdolilo im się to co najważniejsze: dawkowanie.


Kolo wytłumaczył im że trzeba troszkę tych liści zalać pół litrem wrzątku [na dwóch], a oni zrozumieli żeby pół litra liści zalać tym wrzątkiem...ja..ja..oka:) Zalali piją. Chujowe w smaku i nic nie działa. Przypałętał się trzeci i chciał też ale dali mu tylko parę łyków bo mieli hehe mało. Pół godzinki: nic. Denerwują się lekko, nie wierząc już w jakieś efekty. Godzinka: lekkie zawirowania troszq wesoło. Godzinka dziesięć: paraliż :). Leżą na wyrach i nie mogą się ruszać a raczej nie mają siły się ruszać. Medytują. Zamykają i otwierają oczy itp. itd. Sytuacje w stylu: co to kurwa jest?!?!?!. Siedzieli u kumpla w chacie, stara w pracy więc w miarę bezpiecznie.


Tu przerywam bo nie chcę ściemniać że wszystko pamiętam z tego co mi na drugi dzień opowiadał. Wybiorę co smaczniejsze kąski. czyli:



  • Zero kontroli nad swoimi odruchami i potrzebami, np kolega zsikał się na swoją własną wersalkę, ale nie że popuścił. Po prostu stał koło niej, wyjął pisiora i ze spokojem ją olał.

  • Haloony, i tu podeprę się cytatem:


    Przez następne godziny upłynęły na odjazdach typu: palenie nieistniejących papierosów, oglądanie nieistniejących książek, filmów. Jasne. Ten kolo miał dokładnie tak samo. Mówi że w nocy odpalał z pięć fajek. Każda po jakimś czasie po prostu znikała. Podejrzewał że może upuścił go na/za łóżko. Przekopał kołdrę, odstawiał wersalkę, nic. Dodał bym do tego rozmawianie z nieistniejącymi osobami, np. ze mną rozmawiał parę razy a nawet ode mnie brał te fajki :). blou świetnie pisze o tym że sie człowiek niczemu nie dziwi. Podkreślam, nie brałem ale to się zgadza dokładnie z tym co on mi mówił. Wniosek jest taki że jak wezmę to też się mogę tego spodziewać ale jeszcze to przemyśle:)


    W środę wziąłem bielunia z kolegą...no właśnie ile tego było? Przeliczjąc na łyżki do herbaty - jakieś 2, może trochę więcej. Ha, znowu potwierdzenie, że pół słoika to przegiecie:) W sumie kilka halucynacji podczas jazdy pokrywały się u nas - czyżby telepatia? :)). Trochę przyspieszone bicie serca i OKROPNA suchość w ryju - to było nie do zniesienia, aż się dusiłem. Tak więc bardzo ważne jest żeby mieć ze sobą na tripa jakąś wodę. Tu wszystko się zgadza. Nie wiem czy to telepatia ale po prostu zgodność jazd jest dla mnie fascynująca. Co do suchości i innych objawow - 100%. Przypomniało - nie zdziwcie się gdy będą po was chodzić jakieś robaczki typu larwa, albo pająk - niech sobie połażą, przecież to one bardziej się boją, niż wy :)))



    A teraz finał. Oczywiście przypomniało mi się jak się dowiedziałem o robaczkach:) Tych dwóch kolesi po tym pół litrze bielunia czuło się w miarę bezpiecznie zapierdalając coś takiego u siebie w chacie, ale oczywiście poczucie czasu stało się dla nich pojęciem na tyle obcym, że nie zauważyli nawet kiedy weszła stara. W sumie to nawet gdyby zauważyli watpie czy zrobiłoby im to jakąś różnicę. Pamiętacie tego trzeciego co wziął tylko łyka? Od razu spierdolił:) A teraz co się ukazało oczom starej mojego kumpla, gdy jak zwykle o 21 wróciła z pracy:) Brat kola: panika na max. Biega ze ścierami próbując posprzątać to co brat z kolesiem narozrabiali.


    Kolo1 - mój kumpel: w samych gaciach obszczanych latał po przedpokoju, co jakiś czas wyjmując kutasa i celując nim w mamusie:) Kolo2 - też w samych gaciach łazi skupiony po dużym pokoju i zbiera ze ścian kurz a z podłogi malutkie pajączki. Obydwaj zero kumacji. Totalne zero. Drugi kolo jak już zabrali go starzy, w nocy chciał zjeść żarówkę. Musieli mu wynieść z pokoju wszystkie okrągłe rzeczy bo chciał od razu wpierdalać:)


    Dotarłem do domu, była gdzieś 4 nad ranem. Chyba, bo miałem trudności z odczytaniem z zegarka, bo obraz po bieluniu jest strasznie zamazany. Przez tydzien nie wiedział jakie fajki pali. No i ludzi tez nie poznawał z daleka. Nigdy więcej nie próbowali choć zdają sobie sprawę że przegięli z ilościa. Ten mój kolo to przez tydzień rownież nie chciał z nami palić grasu. Nie wiem dlaczego;)


    ps: sorki że tak długo, ale to jedna z najciekawszych historii tego typu jakie usłyszałem w życiu.


Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media