Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

half an hour of thing

half an hour of thing

Set & Setting: dom, potem podłoga u kolegi w domu, potem działka

Doświadczenie wtedy: Doświadczenie: THC, DXM, atropina, amfetamina, alkohol, kodeina, dimenhydrynat, benzydamina, kofeina, efedryna, pseudoefedryna, propan, kanabinole, miksy powyższych

Wiek: 17 lat, 70 kilogramów.

Dzień wcześniej pisałem na GG z K. Odezwał się z bardzo kuszącą propozycją wolnej chaty, do tego w godzinach szkolnych. Nie zastanawiałem się nad tym długo. Wszystko miało się zacząć o 11.

Jako że zeszedłem z komputera dopiero koło 3 w nocy, wstałem o 10. Przeglądałem NG, żeby znaleźć kogoś kto załadował 600 mg kodeiny , i obudził się dnia następnego.

Dzwoni K. Mówi że wróci do domu dopiero koło 13. Nie było mi to za bardzo na rękę, bo nie wiedziałem o której wraca mój stary. Z prędkością karabinu maszynowego wyłuskuję 2 magazynki Antka na kartkę, zawijam i z fanatycznym uśmiechem tłukę to tłuczkiem. Cedzę, piję. To samo robię z kolejnymi dwoma opakowaniami Antka. Chwilę przed wypiciem 2 szklanki, czuję ciepło i lekkie uspokojenie ruchów.

Myję za sobą sprzęt, rozdmuchuję resztki białego pyłu po podłodze, idę do pokoju i bezwładnie padam na łóżko. Przypomniałem sobie moje słowa z poprzednich razów z kodą, że leżenie to jedna z lepszych rzeczy jakie można robić w tym stanie.

Minęła dłuższa chwila. Nagle ktoś szarpie za klamkę. W popłochu zbieram 4 opakowania po Antku i wrzucam je do skrzynki w pokoju. Otwieram ojcu drzwi.

Myślę sobie - "Kurde, co tak wcześnie?"

Zaskoczyło mnie pytanie, którego się spodziewałem - "co ty, nie w szkole?" - "za 15 minut mam autobus" - "przecież powinieneś wyjechać 2 godziny wcześniej"

Wymyśliłem jakąś ściemę o rozgrywkach siatkarzy. K dalej się nie odzywa. Wychodzę z domu z plecakiem. Zejście po klatce schodowej było dość miękkie, ale wymuszone. Niezbyt chciało mi się chodzić.

Dzwonię do K, wychodząc z klatki. Jest już na przystanku. Idzie się wspaniale. Żadna myśl nie jest za ciężka, wszyscy się do mnie uśmiechają, świeci słońce, wieje lekki waitr. Idę wolnym krokiem.

Spotykam K. Zawracamy i idziemy do niego. K pędzi przed siebie, mi nie chce się iść tak szybko. Nie byłem zbyt rozmowny. Przy wchodzeniu na IV piętro dostałem zadyszki. Padam na ziemię.

Za chwilę wychodzimy na taras i sypię do fajki trochę mieszanki Smoke TNG. Biorę 3 buchy. Trzymam je niewiarygodnie długo. Wogóle, oddychałem bardzo wolno i płytko. Wracamy do mieszkania.

W drzwiach zadałem mu pytanie (nie pamiętam o co) które zaczynało się logicznie, a potem zmieniło się w pozbawiony sensu ćpuński bełkot.

Kładę się w kącie, zwijam się i odlatuję. Za 5 minut przypominam sobie o muzyce. Zaczołgałem się do plecaka, wyjmuję psp. Uznałem że Björk będzie najlepszym wyborem.

Uraczyłem K jeszcze kilkoma bezsensownymi zdaniami i wsłuchałem się w głębię muzyki.

Rzeczywiście, po chwili odleciałem na najwyższy znany mi poziom bycia odurzonym [pisałem to zanim spróbowałem halucynogennych fenetyloamin, tryptamin, LSA i dziewięćsetki deksa, ale i tak było nieźle] Nie pamiętam co widziałem na początku. Później powtórzył się motyw z niebem.

Teraz nie umiem tego opisać, tak mało miało to wspólnego ze świadomością. Przytoczę to co pisałem na GG do K w ten dzień po wszystkim - jeszcze trochę to wtedy czułem

ja bylem w niebie

ale to jest czesty motyw

trzeci czy czwarty raz mialem

najpierw nie jestes pewien

czujesz ze umierasz i przestajesz cokolwiek realnego czuc

potem widzisz ogien i myslisz ze estes w piekle

i ciagnie cie w dol

ale mnie potem ciaglo do gory i zaczelo robic sie przyjemnie i juz sie nie boisz

Tak właśnie było. W momencie gdy widziałem ogień, coś zaczęło mnie ciągnąć do góry. Tam było pięknie, niesssamowicie i finezyjnie i majestatycznie. Lepiej tego nie opiszę.

Później, faza się zmieniła. Nie pamiętam co widziałem. Nie jestem w stanie określić ile czasu to trwało. Potem do K zadzwoniła komórka. Wyrwało mnie to z filmów.

K rozmawiał chyba z matką. Dowiedział się że jego siostra może być w tej chwili w domu. On jednak uparcie twierdził, że powinna być teraz na uczelni, czy gdzieśtam. Rozłączył się i pyta mnie - "co ja mówiłem"

Na ile mogłem to mu opowiedziałem, a on dla pewności zaczął wołać siostrę, czy przypadkiem nie ma jej w domu. Nie było.

Położyłem się, ale to już nie było to samo, może 60% ze szczytu. Przeżycia nie były już takie głębokie i zacząłem zwracać uwagę na otoczenie. Smoke TNG jest niesamowicie mocny, tylko krótko działa.

Próbowałem wstać, ale złapałem framugę i zjechałem po niej na kolana. Wygrzebałem z kurtki czekoladę. Pożarłem ją niemal błyskawicznie. Zaczął męczyć suchar. Wstałem i zacząłem błagać K o jeszcze 1 buch. K zbiera mnie z ziemi, prowadzi do łazienki przed lustro.

Doszedłem tam krótkim, sztywnym krokiem z rękami sztywno wzdłuż tułowia. W lustrze zobaczyłem odbicie kogoś kto ma bladą twarz, z kontrastującymi sinymi smugami pod oczami, do tego ma kurz we włosach i na ubraniu, ale to K mógł u siebie odkurzyć a nie ugaszczać mnie w takim syfie.

K chce jechać na angielski. Nie chce żebym zamykał oczy bo znowu odlecę. Jemu widać już zeszło.

Wieczorem pisał do mnie na GG, że :

K - ale faza mocna [była]

a teraz już nic (...)

było tyle kody brać? -

[moja odpowiedź] - ej jak tobie bylo dobrze to pomysl gdzie ja bylem

K - ano

ale bez przypału jest? [no bo wieczorem obczaił mnie stary, że jestem nietrzeźwy, ale to potem]

[moja odpowiedź] eee kij tam

nie zalezy mi

jestem wyprany z uczuć teraz (...)

ja się spełniłęm w 100%

K - dla mnie 9/10

i to zatracenie czasu...

piękne

myślisz sobie minęła godzina a tu 1min

troche się poduczyłęm tańczyć

bo stwierdziłem że mi się przyda

no i wyższy byłem troche wtedy

jak otwierałem oczy to takie: co ja przed chwilą robiłem

i jeszcze dobry był motyw z gumą

żułem gume i ja non-stop czułem

że coś żuje

ale ona była taka wielka

zresztą moja szczęka też

i to było takie dziwne

ale to było zajebiste uczucie

kiedyś jak pojade na wakacje to se to wezme

bo w sumie to nie jest faza tupu turlasz się po ziemi itp.

tylko kładziesz się i tak jakbyś spał

nawet nic nie muwisz

[moja odpowiedź] - to jest w tym najlepsze

Potem poszliśmy do kuchni. Wymamrotałem że jestem głodny, drżącą ręką wskazując na słoik z nutellą. Idę do pokoju, siadamnależąco na fotelu. Powieki same mi opadają.

Za chwilę przychodzi K, daje mi kanapki. Pożeram je natychmiast. K wrzuca mi klucze i konsolę do plecaka, wątpiąc w moje możliwości. Ja je wyciągam i kładę sobie po kieszeniach.

Resztkę mieszanki wsadzam do portfela. W plecaku znajduję jeszcze jedną czekoladę. Uśmiecham się pod nosem.

Wychodzimy, ja idę na działkę, jakiś zmysł kazał mi rano wziąć klucze. Po drodze patrzyłem się w ziemię - najpierw w chodnik, później w trawę. Już kiedyś odkryłem, że taki widok jest mocno psychodeliczny.

Otwieram działkę, ładuję trochę mieszanki do fajki i biorę 2 duże buchy. Jeden buch trzymałem długo, i w momencie kiedy brzuchem zaczynają już targać spazmy, ja poczułem tylko dziwne uczucie, żadnych spazmów.

W końcu wypuściłem dym, z myślą że muszę oddychać bo jeszcze całkiem zejdę. Zakładam słuchawki i lecę. Peak ocenię jako 85% tego co spotkało mnie na podłodze wcześniejszej lokacji.

Zjadam czekoladę. Powieki same opadają. Oddychałem bardzo wolno, nieraz wstrzymywałem oddech i musiałem go świadomie przywrócić. Czułem się tak, jakbym ciągle był na granicy między letargiem a jawą. Jakbym cały czas zasypiał.

Większość CEVów nie dotyczyła niczego konkretnego. I tak nie jestem sobie w stanie przypomnieć o czym śniłem. Björk ze Shponglami robi swoje. Odpalam fajkę jeszcze raz. Było pięknie, tylko każde słowo jest zbyt konkretne do opisu.

Słońce wyszło spod liści i zaczęło bić mi po oczach. Jakoś o 18:30 wyszedłem z działki. Zrobiłem drogę naokoło, i poszedłem do piwnicy.

W piwnicy stała jeszcze woda. Zamoczyłem szmatkę w tej wodzie i przetarłem sobie ubłocone buty. Cieszyłem się bardzo z mojego geniuszu.

Idę na górę, i oczywiście czułem się chyba bardziej trzeźwo niż wyglądałem, co też zauważył mój stary. Siadam przed telewizorem, skaczę po programach, wszystko było za ciężkie żeby to oglądać.

W końcu trafiłem na Tom & Jerry. Jednak nie docierało do mnie po co oni cały czas biegają tam i z powrotem. Powieki same spadały, a gdy siłowałem się z nimi, żeby je otworzyć, oczy mi się nie schodziły.

Musiałem się trochę wysilić żeby nie zasnąć - już było za słabo na odlot. W kuchni napiłem się mały łyk wody i mało co nie zrzygałem się na podłogę.

Za godzinę muszę iść na angielski. Nie chce mi się jak chuj. Schodzę po schodach, i robi mi się niedobrze. Obraz przed oczami się zamazuje, oczy źle się schodzą. Idę za winkiel za krzakami i wyrzygałem pierwszą czekoladę.

Na angielskim nie miałem jakoś problemów z komunikacją, ale powieki same mi opadały. Gościu wypuścił nas wcześniej. Wychodzę, przeszedłem 20 metrów i znowu wizja mi się zamazuje.

Idę za inny winkiel i zwróciłem drugą czekoladę. Tym razem pozbyłem się całkowicie balastu na żołądku. Gastro po kanabinolach widocznie przegrało z depresantami.

Idę do domu. Wypiłem trochę wody, na kolację zjadłem kilka kostek Mamby. Wchodzę pod prysznic, ciepła woda była źródłem niezwykłej, statycznej przyjemności.

Nie zależy mi na niczym. Wszystko było mi jakoś oczywisto-obojętne. Patrzę w lustro. Moje źrenice są bardzo małe, sine smugi po oczami, opadłe powieki, wypada się ogolić. Koniec koncertu życzeń. Idę spać. Zakładam słuchawki. Ścięło mnie chyba dość szybko. Spałem jak dzieci z Sarajewa*.

Gdy się obudziłem, było już ciemno. Leżałem w tej samej pozycji, muzyka dalej grała. Trochę mnie suszyło ale nie chciało mi się wstawać. Była druga w nocy. Gaszę muzykę, i zasypiam na drugim boku.

Wstaję przed 9. pierwsza myśl - Jest OK. Czuję dziwne uczucie na oczach, dalej jestem spowolniony, ale nie przytrzymany. Przy wpatrywaniu się w jeden punkt, oczy się nie schodzą.

Jakoś zjadłem śniadanie. Nie byłem specjalnie głodny.

Ludzie piszą, że od kodeiny można się uzależnić. Ja brałem to teraz czwarty raz (i trafiło mnie najlepiej), ale temat miałem w domu już od miesiąca. Nie czuję potrzeby powtórki, ale to na pewno nie ostatni raz.

Co do Smoke TNG to mogę powiedzieć, że jest o wiele mocniejsze od marihuany, działa bardzo podobnie (nie umiem wyjaśnić różnicy) tylko krócej, bo dobra jazda trwa pół godziny.

Czas i tak się dłuży, więc nie jest aż tak przykro że krótko trzyma. Po 2 godzinach jest się z z powrotem trzeźwym.

Zdziwiło mnie, że po takiej dawce kodeiny, nic mnie nie swędziało. Wracając z działki, trochę swędział mnie nos, ale poza tym zero nieprzyjemności z histaminą.

*wiecie jak śpią dzieci z Sarajewa? jak zabite

***Dziękuje za lekturę TR***

Ocena: 

Odpowiedzi

100% true. Bardzo dobry trip raport. Niedawno poznałem działanie kodeiny (pierwszy raz) i teraz zacieram ręce na kolejny. Możesz obczaić mój TR na ten temat, jest bardzo zbieżny z twoim jeżeli chodzi o działanie kodeiny, pzdr

Jestem panem swojego JA

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media