Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

role się odwróciły - ja i stary przyjaciel ako

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Apteka:
Dawkowanie:
przyjęte substancje - śladowo THC i nikotyna, 450 DXM podbitego blokerem cytochromów (soku grejpfrutowy).
Rodzaj przeżycia:
Doświadczenie:
Doświadczenie wtedy: tetrahydrokanabinol, dekstrometorfan, atropina, amfetamina, etanol, kodeina, dimenhydrynat, benzydamina, kofeina, efedryna, pseudoefedryna, propan, butan, kanabinole , fluoksetyna, mefedron, mirystycyna, miksy powyższych

role się odwróciły - ja i stary przyjaciel ako

18 lat, 70 kg

Dawno niczego nie pisałem. No bo też dawno nie miałem o czym. Palenie na działce, czy ćpanie przed snem nie jest niczym na tyle porywającym, żeby ktoś naprawdę chciał o tym czytać. Nic się nie dzieje, połowy rzeczy nie pamiętam lub nie umiem nazwać.

Tym razem napiszę o jakże już oklepanym temacie Jego Przeciwkaszlowości Bromowodorku Dekstrometorfanu. Przyznam, że choć jest relatywnie tani i dostępny, no i jednorazowo mało szkodliwy, podchodziłem do niego z szacunkiem. Czułem, że duży potencjał DXM, przy sprzyjających warunkach, aż ryczy i skowycze, prosząc się o przełknięcie. Wreszcie uległem, bo mogłem się wyrwać z domu i to nie na całonocny melanż, na którym nie słychać własnych myśli, hehehe.

To jest mój dziesiąty raz z tym specyfikiem. Tyle że wice-najlepszy, bo zachwycił mnie bardziej niż wszystkie inne razem wzięte, nawet bardziej niż wiele różnych innych używek, które pożerałem i popalałem. Czemu? Tym razem to narkotyk był ode mnie silniejszy, bo to on się mną bawił, nie ja nim. Wziął za rękę i zaczął pokazywać, nie musiałem się prosić. Zaskoczyła mnie także siła, z jaką mi to pokazywał - dotąd nie wierzyłem w moc jednej paczki aco.

20.11.2010

Byłem gdzie indziej, niż w domu. Miałem swój pokój. Drzwi naprzeciwko okna, łóżko z szafą naprzeciwko barku i biurka. Nieważne, bo i tak później rzadko otwierałem oczy. Nie miałem ze sobą wszechobecnej dotąd kartki papieru, tak pomocnej przy późniejszym odtwarzaniu "gdzie to się było".

ok.20:30 - wypijam pół litra soku grejpfrutowego, potem idę na kolację.

ok.21:30 - atmosfera cichnie, a ja z miną człowieka któremu widocznie coś nie smakuje wyjadam bielutki specyfik. Popijam grejpfrutową fortuną. Po takimż to aperitifie idę pod prysznic, wracam, opalam lufkę po wczoraj.

ok.22:30 T=0 - zauważalne nasilające się zmiany w konsystencji otaczającego świata. Świat stał się lżejszy i bardziej przyjazny, natomiast ja odczuwałem na sobie jakieś ciążenie - wzrastało napięcie mięśniowe. Drżała mi szczęka i niektóre mięśnie twarzy. Zaczynało mi się robić niedobrze i co gorsza wiedziałem że jak się bezczelnie zerzygam, to mi przejdzie.

T+10 pisanie smsów zaczyna sprawiać mi trudność. Muszę używać do tego więcej siły. czytam i piszę trochę wolniej, niż normalnie. Popatrzyłem na słomiankę wiszącą na ścianie, wszystkie powierzchnie pokryły się teksturą słomianki. Linie zaczynają się wyginać (inaczej niż po deliriantach, rzeczy się nie poruszały). Wtedy jeszcze byłem w stanie się zdziwić, co też natychmiast zrobiłem. Odwróciłem się na bok, aby zmienić piosenkę (przez cały czas towarzyszył mi bardzo cicho puszczony Hip Hop - K44, PFK, WYP3). Spojarzałem na koc - jego powierzchnia wydłużyła się i utopiła w nieskończonej dali, przecinając szafę wpół. Zauważyłem, że machając np komórką, światło zostawia smugi, aczkolwiek wiedziałem że w jakiś sposób były inne od tych na benzydaminie. Na pewno były słabsze. Przeszkadza mi to że mam ochotę zwrócić to, co zjadłem. Naturalnie, nie mogłem sobie na to pozwolić!

>23:01 wysyłam ostatniego smsa i ...

T +?? dziura w filmie [dziś nazywam to dysocjacją, którążto lepiej poznałem po 2 razy większej dawce 2 i pół miesiąca później]

jakiś czas później znalazłem się w bardzo dziwnym miejscu. Było to jedyne możliwe miejsce, nic innego nie miało prawa istnieć, czułem to. Moja osobowość i ciało zostały w małym ciemnym pokoju w południowej Polsce, kołysane przez Magika. Trafiłem w otchłań, która była bardzo małym światem.
Ostatecznym bytem, ja sam nie byłem ani niczym, ani nikim. Nie-ja przyglądałem się temu z boku. Bardziej-już-ja leżałem na dolnym planie tego, co widziałem, za mną majaczył jakiś mostek do czegoś innego, podłużnego. Ten ja, który leżał nie posiadał wyglądu. Był i tyle. Nic się nie zmieniało, chwila zapętlała się w wieczność.

Nie było żadnych relacji pomiędzy czymkolwiek, żadnych słów, myśli.Ten wymiar zdawał się być punktem wyjściowym dla wszystkiego, co wogóle jest. Po chwili która nie minęła, mostek, czy co to było wydłużył się, natomiast obraz pojaśniał.

Fragment czasu się rozpętlił, czas mnie przeżuł i wypluł do jego-mnie ciała. Czułem się, jakbym się właśnie urodził. Przynajmniej dostałem ciało i osobowość. Szaro-popielate kratki z koca znowu zalały nieskończoność przestrzeni.

Dotarło do mnie jak bardzo uwiera mnie to ciało, czułem że całe sztywniało, dziwne uczucie. Byłem już zmęczony tym miejscem i wizją, ale nawet nie wiem ile to trwało! To tylko początek, błysk iskry, taki krótki, ulotny.

Kolejna wizja, coś pamiętam, że znowu chyba wróciłem do tamtej rzeczywistości, czułem że ktoś mnie woła. Dziura w filmie.

Z CEVów wyrwała mnie zmieniająca się piosenka. W następnej wizji byłem cegłą w ścianie, do przechodzących ludzi zwrócony tyłem, Uśmiechałem się, było jasno. Najbardziej cieszyłem się z tego, że jestem cegłą w murze.

Następna wizja - siedzę przy stole, stół to sam blat, który jest krzywy. Dookoła siedzą twarze, czarno-zielone, ich relacje są bezdźwięczne. One rozmawiały.

Następna, znowu twarze, tym razem mówią do mnie.

Udało mi się otworzyć oczy w prawdziwym świecie, a nawet poruszyć się. Po chwili odkryłem się, wstałem, wpadłem na ścianę i włączyłem światło. Ten stan nazywał się "Bania", ta nazwa do niego pasuje.

Gasząc za sobą światło poszedłem długim korytarzem do kibla. Miałęm strasznie sztywny krok, pewnie to jest ten ich sławny roboci chód, pomyślałem. Ja po prostu nie umiałem chodzić inaczej!. Nie mogłem zgiąć nóg w kolanie i stawałem na piętach, a co dopiero ogarnąć większych wyzwań, Nawet prosto szedłem.

Z pamiątkowego zdjęcia z 01:22 widać było kontrastowe rumieńce na części twarzy i źrenice jak talerze. Ćpun i tyle. Nachylając się w dość dziwny sposób, odlałem się i zastygłem w bezruchu planując powrót. Dalej było mi niedobrze.

Wróciłem i zacząłem tańczyć acodinowy taniec na ugiętych nogach. Powtarzająca się choreografia przyprawiła mnie o mdłości - dosłownie. Po chwili położyłem się na skrzypiącym łóżku. Potem znowu byłem w kiblu, bardziej dla wyzwania niż za potrzebą.

W końcu ustawiłem timer na odtwarzaczu i odwróciłem się na drugi bok, do ściany.

Pobudka o 7:00. Ja dalej byłem zaczarowany. Ogarniałem, ale ciężko mi było poukładać rzeczywistość, po tym jak ktoś był w otchłani. Na śniadanie okazało się że wogóle nie jestem głodny.

Powoli wracałem do siebie.

Jakiś czas później znów uległem wyzwaniu. To co wyżej opisałem nie jest nawet marnym szkicem potęgi deksa, marzeniem o czystym obojętnym wyczesanym z emocji szczęściu, a za takie coś miałem wydarzenie z listopada. Oto jakim ignorantem jestem. No więc już w styczniu nowego roku 2011 podwoiłem dawkę do 900 mg i spędziłem kilka błogich godzin leżąc na dywanie i podróżując świetlistą windą w dół i w górę, nie ruszając się fizycznie doświadczyć jakbym ja i cały świat falował w ferworze orgazmu przy nieprzejednanym spokoju duszy, zupełnym oderwaniu od ego. Gdy otwierałem oczy, sufit i lampa zdawały mi się mniej prawdziwymi bytami niż moje zdysocjowane CEVy.
Jeśli już wstawałem to moje ruchy cechowały się "turborównowagą" - chodziłem nie jak robot ale jak goryl. A co do akotańca to tu oto mam nagranie mnie i moich pląsów http://www.youtube.com/watch?v=0ObCiXCQOwo . tańczyłem trochę dłużej ale przerwało nagrywanie. To było już PO peaku.
Klimatu dopełniał fakt że podróżowałem w mieszkaniu które pamiętałem z pierwszego kwasowego tripa.

Ignorancja? Pfff! I przyszedł czas, że myślałem że widziałem już wszystko. Póki pewnego dnia w marcu 2011 nie połączyłem deksa z 2C-E. TR pewnie nosiłby nazwę "podróż życia", ale nie napiszę o tym, bo nie umiem pisać o takich rzeczach. Niezwykle głębokie przeżycia, CEVY, fraktale, dysocjacja, synestezja, zobojętnienie emocjonalne, lot wierzchem na jastrzębiu, pobyt w innych wymiarach, synestetyczny orgazm, i niewyobrażalnie zarzygana łazienka to te z rzeczy które noszą nazwę, a z którymi miałem do czynienia.
Dzięki za lekturę TRa ;]

Ocena: 

Odpowiedzi

Mimo że temat DXM jest już zdeczka oklepany to jednak TR mi się podobał. Może dlatego że przeżyłem coś bardzo podobnego zwłaszcza motyw z byciem cegłą w ścianie przy czym miałem wkręta że jestem jedną z wielu cegiełek w całej budowli - rzeczywistości i beze mnie mogła by się cała ta budowla zawalić xD Otchłań też zwiedziłem. Przy okazji masz racje... Przy śniadaniu ciężko się pozbierać ;P

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media