Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

głos jak piła tarczowa

detale

raporty unknown

głos jak piła tarczowa

nazwa substancji: salvia divinorum


poziom doświadczenia: sweet mary jane, hasz, grzybki (łysiczki lancetowane i mexicany), LSA, gałka muszkatułowa, avio, DXM, tussi, xanax, SD zapodowałem po raz pierwszy.


To było jakoś rok temu, tyle, że w zimie. byłem ze znajomymi na szybkim piwku, wróciłem do domu, pokręciłem się po chacie i zrobiła się noc. a w nocy wpadają mi do głowy głupie pomysły. salvia. tak się złożyło, że pojechałem w tamte wakacje stopem do Holandii, do kupla i przywlokłem stamtąd ze sobą, między innymi (bo miałem małe las vegas parano:), 1/2 g 5x ekstraktu. szybko podjąłem decyzję, przygotowałem fajeczkę, wsypałem tak około 1/4 zawartosci fiolki, zapodałem sobie płytkę terrego rileya descending of the moonshine dervishes (nie pamiętam dokładnie tytułu) i położyłem się wygodnie na łóżku. byłem sam w pokoju, ale w mieszkaniu byli też rodzice, któży już spali.


Byłem w dobrym humorze i miałęm ochotę na trochę psychedelii, nie trapiły mnie żadne większe problemy natury psychicznej, ogólnie man fi cool. nic nie zapowiadało nagłego załamania pogody.


Zapaliłem. fffff... ciężki, gryzący dym zaczął dostawać się do moich płuc. pierwszym odruchem było: wykrztuś to, ale nie dałem się i ciągnąłem dalej. gdy już bardziej się nie dało, szybko odłożyłem fajeczke i zapalniczke na bok i położyłem się. zamknąłem oczy. Dalej trzymałem dym w płucach kiedy salvia objęła nademną panowanie. pamiętam, że na początku byłem po prostu porażony ogromem tego przeżycia. Nie było to ani złe, ani dobre. po prostu ogromne. Aż tu nagle wkręciła mi się złą baja typu: a co jak rodzice zaraz tu wejdą. Jednak natychmiast o tym zapomniałem bo zrobiło się jeszcze gorzej. muzyka zaczęła brzmieć najpierw jakby stała się piłą tarczową (muzyka nie brzmiałą jak piła. była nią). A potem zmieniła się w głos. Nie jestem pewnien co do mnie mówił. Chyba nawet go nie rozumiałem, ale ton tego głosu, jego brzmienie, było najgorszym dzwiękiem jaki w życiu słyszałem, a trzeba wam wiedzieć, że jestem fanem einsturzende neubauten i wszelakie industrialne zgrzyty i trzaski nie są mi wstrętne. Ale to było okropnie. Głos zgrzytał w taki sposób, że dało się w nim usłyszeć jakby słowa zaklęcia. Mówił jakieś koszmarne i przerażające rzeczy, przy czym nie zmienia to faktu, że w ogóle go nie rozumiałem.


W końcu udało mi się otworzyć oczy. kojarzycie taki widok, kiedy jest się w górach i z jakiegoś szczytu patrzy się w dal. wtedy inne szczyty i masywy układają się jakby po kolei, znaczy, że widzimy w miare wyraźnie góry przed sobą, za nimi troche mniej wyraźnie widzimy inne szczyty itd, a wszystko to wyląda jak w teatrze, gdzie kolejne dekoracje zasłaniają te które są za nimi. nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, ale tak właśnie widziałem mój pokój. szafki było widać najwyrażniej, następnie w olbrzymiej odległości od nich było biurko z komputerem, a już całkiem w pizdu za nimi była ściana. Jakimś kosmicznym wysiłkiem woli klepnąłem w pilota od wieży i wyłączył się riley a w raz z nim zniknął obrzydliwy głos. Włączył się izrael nabij faje i zrobiło się znacznie milej.


Niestety (wtedy dla mnie było to stety) faza miała się już ku końcowi i poza dogorywającym roztrzesieniem czułem niewiele. uspakajałem się powoli, uczucie niepokoju znikało i robiło mi się coraz lepiej, aż w końcu jakieś pół godziny później doszedłem do wniosku, że efekty salvi całkowicie ustąpiły. poczekałem jeszcze jakieś 10 minut i zapaliłem sobie mj, by się uspokoić. wróciłem do siebie.


Skąd się wziął ten bad trip? jednym z jego korzeni mogło być wcześniej wypite piwo. Głowę mam raczej mocną, ale możliwe, że pani salvia nie lubi się dzielić. Drugą przyczyną mogli być rodzice, gdyż od myśli, że zaraz wejdą do pokoju i zastaną mnie leżącego bez życia na łóżku, zaczęły się dziać złe rzeczy.


czy czegoś się nauczyłem? tego chyba tylko, że dragi to poważna sprawa i można się nieźle wkręcić. ale to doświadczenie przydało mi się z grzybami, gdyż nie skakałem na głęboką wodę (a zrobiłbym tak na pewno), tylko powoli zanurzałem się w fantastycznym świecie psilocibe.


Czy kiedyś jeszcze spróbuje? no na pewno, tym bardziej, że dalej mam reszte ekstraku. ale trochę się obawiam i mimo, że miałem już kilka okazji by w komfortowych warunkach zapodać sobie salvie, do tej pory nie zdecydowałem się. czekam aż nadejdzie odpowiednia pora.


z bożą pomocą!


abraham666

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media