Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

define qsort == [small] [] [uncons [>] split] [[swap] dip cons concat] binrec .

detale

Apteka:

raporty unknown

define qsort == [small] [] [uncons [>] split] [[swap] dip cons concat] binrec .


Doświadczenie: THC, MDMA, amfetamina, grzybki, pseudoefedryna, jakieś inhalanty z Soho i pewnie coś jeszcze ale nie pamiętam teraz


To było na dzień przed ostatnim świętem zmarłych. Zainteresowany informacjami znalezionymi (a jak) na hyperreal.pl postanowiłem przetestować te, khe khe, tabletki na kaszel, czyli DXM. Ponieważ doświadczenie z dragami mam niemałe i nieduże ;-) postanowiłem zaszaleć. Wizyta w aptece, tussiedexu nie ma ale jest accodin. Coś mi się pojebało w obliczaniu dawki i zakupiłem 4 opakowania, czyli jak się potem okazało 1800 mg. FAQ mówi, że od takiej dawki można się przekręcić, więc postanawiam zjeść tylko połowę. Na moją masę ciała wychodzi 3 plateau (kolejne wytyczne FAQ, wielkie dzięki ;-)), podobno gwarant dobrej zabawy.



Całe mieszkanie dla mnie, współlokatorzy wyjechali na święta, znajomi też gdzieś wyparowali. Około 17 zjadam obiad, kupę kartofli, buraczki i jakieś mięsko (błąd jak się potem okaże). Zajadając przeglądam sobie Internet i klikam na IRCu. Leci muzyczka, są fajki, woda, można zacząć. Nie spiesząc się wyciskam po kolei 6 listków po 10 tabletek każdy (15mg/tabsa), czyli po krótkim liczeniu 900 mg DXM bromowodorku dekstrametorfanu. W lewą łapę 30, w prawą tyle samo, szybki cios w stronę paszczy i zawartość rączek spłukana wodą wędruje do spragnionych synaps drogą układów trawiennego, krwionośnego i cholera wie jak jeszcze.



W oczekiwaniu na wejście kładę się na łóżku i oglądam w TV jakiś program o emocjach noworodków, coś gadają nawiedzeni psychologowie rozwoju o wstydzie, żalu, radości itp. Itd. a na wizji ciągle zamieszane bachorki. Po jakimś czasie zasnąłem na chwilę (nie wiem jak długo). Obudziły mnie reklamy, zawsze są głośniejsze niż reszta telewizyjnego kłamstwa ;-). Czułem się dziwnie otępiały, wydawało mi się to normalne po drzemce, jednak zauważyłem, że dziwnie się poruszam, zupełnie jak jakiś robot. Robię krótki spacer po mieszkaniu wczuwając się w nowe ruchy (uwierzcie, do pełnego efektu „chodu nie naoliwionego robota” brakowało tylko skrzypienia w stawach:) ale nie czuje się specjalnie zadowolony z osiągniętego stanu. Wracam na łóżko, czując straszliwe zimno owijam się szczelnie kołdrą, myślę o kąpieli w gorącej wodzie. Plan genialny, trzeba zrealizować.



W łazience wsłuchuję się w odgłos wody płynącej z kranu, mam dziwne myśli, że oto zaraz skończę jak Morrison, utopiony w wannie, zakrztuszony własnymi wymiocinami, po zaćpaniu się opiatami :-) No i słowo stało się ciałem :-D Cała treść żołądkowa, a było tego niemało po takim obiedzie nagle obficie zrosiła podłogę i ściany łazienki (geez, ale było potem sprzątania), cieszę się że nie narzygałem sobie do wanny. Kończę kąpiel już kompletnie … wygięty? Naćpany? Może zacodinowany ;-) Sprzątanie zostawiam sobie na następny dzień, bo jestem w takim stanie że nie ma mowy o jakiejkolwiek aktywności. Przez cały czas odlatuje za zamknięte powieki, tak jakbym śnił z pełną kontrolą swojego zachowania.

Zauważyłem, że naprawdę miło jest leżeć z zamkniętymi oczami, więc wlokąc się (ciągle jak robot tylko teraz wlokący się a nie nie naoliwiony! ;-) Wracam pod kołdrę. Włączyłem sobie na chybił trafił muzykę (boże, ale trudno było skupić wzrok, właściwie to się nie dało tego w ogóle zrobić) w WinAmp i pogrążam się w swoich wyobrażeniach. Odwiedzam moje rodzinne miasto, moich znajomych, latam gdzieś ponad tłumem ludzi, pływam jakąś łódką podczas sztormu a nawet biorę udział w odcinku Futuramy jako Bender i szukam pierścienia, by wszystkimi rządzić. Wszystko jest takie realne, niemal namacalne i jakby na moją komendę. Na chwilę stałem się panem swoich snów.



Otwieram oczy, czując się strasznie sam w swoim mieszkaniu łapie telefon i dzwonię do koleżanki. Rozmowa układa się nawet spoko, tylko ja co chwilę zapominam o czym właściwie rozmawiamy. Po jakimś czasie M. stwierdza: brałeś coś (a może to było pytanie, nie mogę teraz stwierdzić tego z całkowitą pewnością). Przyznaje jej rację, przez chwilę zachwalam zalety DXMu i polecam jazdę próbną, poczym mówimy sobie papa i odkładam słuchawkę.



Otwarcie oczu momentalnie przywraca mnie do rzeczywistości, jest tak jakby powieki były barierą pomiędzy światem marzeń a rzeczywistością, która wygląda zupełnie zwyczajnie, żadnych wizuali nie stwierdzam. Jednak dużo fajniejsze było leżenie w tej drugiej rzeczywistości, więc po krótkim raportowaniu się na telefon (tak na pamiątkę, krótki filmik o moim obecnym stanie) znowu leżę pogrążony w sennym wymiarze za zamkniętymi oczami. Znowu robię wszystko, pilotuje samolot, oglądam galaktykę z zewnątrz, szukam obcych i tak dalej.



Nagle wydarzyło się coś dziwnego, tak sugestywnego, dosłownego wygięcia nigdy nie przeżyłem. Mianowicie punkt, w którym miałem stopy nagle znalazło się jakieś 5 cm za moją potylicą, gdzie powinna być poduszka. Przerażony otwieram oczy żeby stwierdzi! ć, że jednak wszystko jest OK. Więc spowrotem wracam śnić. Wizje pojawiają się od razu po zamknięciu oczu, po czasie znowu wraca dziwne zagięcie przestrzeni, tym razem zawijam się dosłownie na supeł, jednak postanawiam trwać w tym i czekać co dalej. Przez jakiś czas ciało moje wykręca się na najróżniejsze sposoby, mam wrażenie, że dół jest o góry, góra gdzieś z boku, a boku nie ma wcale, ani lewego ani prawego :-)



Mógłbym tak pisać i pisać, jednak szczęśliwie dla tego TR jazda jakoś koło 1 w nocy się skończyła, pozostało takie lekkie uczucie afterglow poamfetaminowego, zgrzytanie zębami i trudność z zaśnięciem.



Dzień następny uważam za najlepsze co może się trafić fanowi środków psychoaktywnych, który trochę zaszalał wieczoru poprzedniego, ponieważ nijak nie mogę powiedzieć że czułem się normalnie, ale w tej nienormalności było coś nieodparcie pociągającego. Chodziłem po cmentarzu chowając się przed słońcem, które raziło strasznie mnie w oczy i zagadywałem napotkane osoby, ot tak.



Gdyby nie wymioty na początku, uznałbym to za bardzo interesujący klucz do bram percepcji ;-)



Zresztą sami spróbujcie. (Tylko najpierw przeczytajcie FAQ na hyperrealu lub erowid.org, niech Freya ma Was w swojej opiece! Redaktorka)) Aha, kumpla napadło swędzenie skóry po dawce o połowę mniejszej i podobno Tobie może się tez coś takiego przytrafić, podobno skutecznie uprzykrza jazdę. Cóż, ja tylko rzygam ;-)

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media