Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

bieluniowy "owoc"

detale

raporty unknown

bieluniowy "owoc"

Wszystko wydarzyło się kilka lat temu. Kumpel organizował małą imprezkę dla znajomych w swoim domu. W pewnym momencie przyniósł coś co wyglądem przypominało kasztan i rozkroił to na stole, po czym wyciągnął ze środka sporą ilość małych ziarenek. Owy owoc pochodził od rośliny rozkwitającej u niego na balkonie. Nie miałem zielonego pojęcia co to jest. Po chwili powiedział mi że owa roślina ma podobno właściwości halucynogenne i chcą to wyprobować. Zjedli 80 ziarenek bo niby tyle trzeba było. Ja zjadłem dużo mniej nie pamiętam już ile. Po niedługim czasie impreza zdechła leciała muzyka a wszyscy leżeli bezszelestnie. Mi nic nie było a jeśli chodzi o innych to pamiętam że kolega prosił mnie o przełączenie piosenki na wieży bo nie widzi przycisków na pilocie i tak kilka razy. Ponieważ miałem jechać z jednym z kumpli na drugi dzień do mnie na działke z rana opuściliśmy lokal zabierając ze sobą kilka pokaźnych bieluniowych owoców.


Po powrocie do domu zasnąłem bez żadnych problemów i nic się ze mną nie działo (jak się później okazało było to związane z małą dawką). Kiedy obudziłem się rano i załączyłem kompa okazało się że nie widzę na monitorze folderów, bo właśnie chciałem sobie przejrzeć płytkę którą pożyczyłem od kumpla zeszłego wieczoru. Fakt ten przeraził mnie. Wziąłem książkę, która leżała pod ręką i to samo – nie mogę nic przeczytać, nawet tytułu wielkimi literami nie widzłalem. Pomyślałem że nabyłem się trwałej wady wzroku. Zacząłem się zastanawiać co będzie jeśli matka poprosi mnie żebym jej coś przeczytał… no porażka. Ale ok. spakowałem się do wyjazdu wziąłem rower i poszedłem po kumpla z którym byłem w poprzedni wieczór na imprezie.


Do mojej działki mieliśmy jakieś 40 km. Kiedy byliśmy na drodze szybkiego ruchu w pewnym momencie z dużą prędkością minął nas tir. Ja gwałtownie nacisnąłem na hamulec i dre się na kumpla który jechał przede mną żeby się zatrzymał bo podmuch przejeżdzającego tira zrzucił mi z oczu lenonki. Ja szukam okularów za mną po bokach a kumpel do mnie podchodzi i patrzy się jak na idiotę. Okazuje się że cały czas mam je na łbie. No coż skończyło się na śmiechu. Na miejsce dotarliśmy już bez podobnych manewrów.


Działkę mieliśmy wolną przez całą noc i nazajutrz do południa i planowaliśmy spróbować bielunia. Pod wieczór rozpaliliśmy ognisko i smażyliśmy kiełbaski. W między czasie zjedliśmy pokaźną ilość dojrzałych ziaren bielunia. Jak rozmawialiśmy na początku tak po chwili siedzieliśmy cicho gapiąc się w ogień i jedząc kiełbasę i suchy chleb co przeradzało się z każdą minutą w coraz to większą katorgę bo suchość w ustach stawała się nie do zniesienia. Nie pomagało popijanie. Pamiętam że żułem jeden kawałek kiełbasy i chleba chyba przez 10 minut bo nie mogłem go przełknąć. Wszystkie moje ruchy były zmulone i ociężałe. Gapiłem się tylko w ogień i od czasu gwałtownie odwracałem wzrok bo myślałem że ktoś idzie z tyłu. Kumpel zaczął mi wkręcać że widzi jak na pobliskiej działce jacyś kolesie kradną jabłka z drzewa – ja nic nie widziałem. Poczułem się bardzo zmęczony i poszedłem spać do przyczepy kampingowej, która stała zaraz koło altanki. Po chwili przyszedl kumpel i też się położył. Dosyć dłogo się wierciłem i nie mogłem zasnąć. Kumpel obok mamrotał coś bez sensu jakby przez sen. Nagle pociągnął solidnie z nosa flegme i splunął gdzieś mocno. W strachu że mogę zostać opluty zebrałem się i poszedłem spać do altanki. Tam zaczęły się haluny.


Leżąc na wyrku patrzałem na segment i dostrzegłem siedzącą na półce wiewiórkę, która patrzała się na mnie jak by chciała na mnie zaraz skoczyć i pogryźć. Delikatnie podniosłem się i zapaliłem światło i ku mojemu zdziwieniu po wiewiórce ani śladu. Potem zauważam jakiegoś gościa stojącego koło drzwi – po przypatrzeniu się z bliższa okazało się że to zwisająca zasłona. Zachciało mi się siku więc wstałem zapaliłem światło i zmierzałem w stronę ubikacji. Przechodząc koło kuchni dostrzegam moją matkę, która stoi sobie jak nigdy nic i robi kanapki. Pyta mnie czy nie jestem głodny i czy nie zrobić mi jednej, a ja na to nie dzięki mamo nie jestem głodny. Gdy odwróciłem się po chwili po zorientowaniu że nie powinno jej tu być już jej tam nie było. Po załatwieniu spraw fizjologicznych wróciłem z powrotem do łóżka. Nie mija kilka minut a ja widzę przez dziurke w ścianie do której byłem odwrócony twarzą że jacyś goście chodzą mi po działce i mierzą coś metrem. Myślę sobie że wyjdę i spytam się jakim prawem tu łażą o tej godzinie i dlaczego w ogóle łażą. Chcąc się jeszcze upewnić poszukuje owej dziurki, ale bezskutecznie bo uświadamiam sobie że gapię się w litą ścianę. Jakby nigdy nic poszedłem spać i zasnąłem w końcu, nie wiem która wtedy była.


Rano budzi mnie kumpel i mówi że przed chwilą byli moi rodzice, i widzieli jak ja leże na łóżku z wywiniętymi oczami. Rozmawiał z nimi i powiedział że mieliśmy małą imprezkę a oni na to że będę miał przerąbane. Nie chciałem w to wierzyć bo mieli przyjechać dopiero po południu a po drugie byłem już na tyle trzeźwy żeby się domyslić że to jego haluny. Jednak jego argumenty były tak przekonywujące, że nie wiedziałem już w co mam wierzyć. Moi rodzice pojechali tylko po coś do sklepu i mieli zaraz wrócić jak wynikało z jego wypowiedzi. W popłochu pobiegliśmy do miejsca w którym mieliśmy schowane resztki bielunia i wszystko wyrzuciliśmy gdzieś w krzaki. Na szczęście okazało się że to były jego haluny, ale gdybym się z nim założył z nim o głowę to pewnie już by jej nie miał. Mi od rana już nic nie dolegało czułem się może trochę słabo. Kumpel leżał na leżaku i się opalał. Ja byłem nieopodal i nagle słysze jak coś gada ale nie do mnie tylko do naszego wspólnego kumpla którego tam nie było o jakiś płytach?. Kiedy do niego podszedłem i spytałem co i z kim on nawija popatrzył na mnie jak na łosia zaprzeczył że coś mówił. W końcu przybyli moi rodzice. Czekałem tylko co powiedzą, jaka będzie ich reakcja bo a nóż kumpel mówił prawde. Ale nic normalka. Jeszcze aby się upewnić pamiętam że próbowałem się dowiedzieć w sposób dyskretny i nie bezpośredni czy tu byli wcześniej. To też przyniosło pozytywną dla mnie odpowiedź. Kumpel był w szoku kiedy w końcu uświadomił sobie że to były halucynacje.




Na tym skończyła się moja przygoda z bieluniem pierwsza i ostatnia zarazem, bo już nigdy więcej nie spróbuję. Za bardzo przejąłem się faktem że mogę nie widzieć. Z drugiej strony nie długo po tym wydarzeniu trafiłem do szpitala z ostrym zapaleniem wątroby z którą mam niejakie problemy do dziś i nie wykluczone że to przez to!!. Pamiętam, że lekarz na wizycie pytał mnie czy brałem jakieś dragi. Nie polecam tego naprawdę - lepiej zapalić trawke i mieć spokój. Pozdrawiam

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media