Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ayahuasca

detale

Natura:

raporty unknown

ayahuasca

Tekst zamieszczony niżej jest fragmentem

obszerniejszej publikacji i pochodzi z "Biblii Szamanów"

autorstwa Wojciecha Józwiaka(c);

zamieszczono go tu za zgodą autora. Tę i inne książki można

pobrać do lektury offline spod adresu
href="http://www.most.org.pl/taraka/">http://www.most.org.pl/taraka/.





Ayahuasca (czytaj: "ajałaska") rośnie

w dżungli w dorzeczu Amazonki; jest lianą, a jej nazwa w

peruwiańskim języku keczua znaczy: "pnącze duchów".

Ayahuasca, a ściślej wywar z tej rośliny, jest podstawowym (jeśli

tak można powiedzieć) "narzędziem" w rękach curanderos

, czyli tubylczych szamanów-uzdrowicieli, jakich spotyka się

w lesistych prowincjach Kolumbii, Ekwadoru i Peru.




Ale wszelkie wiadomości o ayahuasce należy

rozpocząć od informacji, iż jest to jeden z najsilniejszych

spośród znanych środków zmieniających świadomość. Podręczniki

toksykologii zaliczają "pnącze duchów" do

halucynogenów - i rzeczywiście, ludzie, którzy mieli do

czynienia z tą rośliną, opisują niewiarygodne wizje, jakich

doświadczali pod jej wpływem.




Lecz kto sprowadza działanie ayahuaski tylko

do halucynacji, ten upraszcza całe to zjawisko. Ayahuasca w

rzeczywistości jest środkiem, który uruchamia w człowieku

jego uśpione moce i pozwala czynić rzeczy, które zwykle bywają

nazywane cudami.




Godnego zaufania curandero - znawcy

ayahuaski - nie jest wcale łatwo znaleźć. W ostatnim dziesięcioleciu,

odkąd ayahuasca stała się sławna w Ameryce Północnej i w

Europie, nad Amazonka namnożyło się domorosłych, rzekomych

znawców tego ziela, którzy chętnie i za odpowiednią opłatą,

upijają spragnionych sensacji białych turystów rozmaitymi dżunglowymi

preparatami. Prawdziwi curanderos czy też ayahuasqueros

nie afiszują się swoją wiedzą. Za to są cenieni przez

rdzennych mieszkańców Iquitos i innych miast w dorzeczu

Amazonki, bowiem ci przychodzą do nich - do szamanów-znachorów

- kiedy już zawodzi oficjalna medycyna. Curanderos, których siły

wspomaga ayahuasca, są ostatnią deską ratunku w przypadkach

beznadziejnych.




Dżungle nad Amazonką, ze swoim wilgotnym i

gorącym klimatem, są siedliskiem wielu chorób, w tym takich,

które słabo do tej pory poznała zachodnia medycyna. Do

bakterii i wirusów dołączają się pasożytnicze robaki, kłujące

owady, choroby odzwierzęce. A jednak, w tej tropikalnej

cieplarni ludzie żyją i żyli od tysiącleci, i nauczyli się

radzić sobie z chorobami, wobec których bezsilne bywają współczesne

zachodnie laboratoria. Swój udział w tym dziele uzdrawiania ma

właśnie ayahuasca. Ayahuasca była bowiem od wieków

nauczycielem tubylczych, indiańskich lekarzy, ich przewodnikiem

po leczniczych właściwościach roślin amazońskiej dżungli,

źródłem wiedzy o możliwościach przeżycia w jej gęstwinach.




Jak to jest możliwe? Zamiast długich wyjaśnień,

spróbujmy sobie wyobrazić typowe użycie ayahuaski. Oto do

szamana-curandero przybywa pacjent, cierpiący na

owrzodzenie, gorączkę lub puchnięcie jakichś części ciała.

Jest ranek; szaman, przyjrzawszy się przybyszowi, zgadza się na

przeprowadzenie zabiegów, które będą miały miejsce najbliższej

nocy. Czas płynie "indiańskim rytmem" - wszyscy mają

go dużo, nikt się nie śpieszy. Curandero idzie do lasu,

gdzie wycina odpowiednią ilość magicznego pnącza, oraz liście

innych roślin, będące koniecznymi dodatkami do wywaru. Następnie

tnie pędy ayahuaski na kawałki i uciera w moździeżu, po czym

gotuje, z dużą ilością wody, aż wywar odpowiednio zgęstnieje.

Cała operacja gotowania ayahuaski trwa około ośmiu godzin. Curanderos

zwykle mają osobne chatki w głębi lasu, gdzie leczniczy

ceremoniał może się odbyć w spokoju, z dala od gwaru wioski.

W takiej chatce - a może świątyni? - zjawia się o zmierzchu

wraz ze swoim pacjentem, czasem z uczniami.




Ayahuasca jest środkiem tyleż potężnym, co

niebezpiecznym. Jej zażywanie jest ujęte w karby ścisłego

ceremoniału, i może się odbywać tylko pod kierownictwem kogoś,

kto przeszedł konieczne szczeble szamańskiego wtajemniczenia.

Nieodpowiedzialni tubylcy, którzy serwują wywar turystom za

pieniądze, narażają ich na poważne niebezpieczeństwa. Jakie

to mogą być niebezpieczeństwa? Nie chodzi wcale o jakiś bezpośredni

uszczerbek na zdrowiu. Ayahuasca nie uzależnia, jak robi to tytoń,

kokaina czy produkty maku. Nie jest toksyczna, i nie słychać o

nikim, kto by się nią śmiertelnie zatruł. Niebezpieczeństwo

polega na tym, że niewtajemniczony, który poddaje się jej działaniu,

wystawia się na groźbę popadnięcia w obłęd. Tyle, że curanderos

nie mówią o obłędzie. Według ich pojęć, niebezpieczeństwo

związane z ayahuaską polega na tym, iż miejsca, gdzie się zażywa

ów środek, i ludzie, którzy się poddają jego działaniu, jak

magnes przyciągają duchy. Są wśród nich duchy dobre, te które

przychodzą pomagać w leczeniu i prowadzić terapeutę, ale również

wraz z nimi przybywają z tropikalnego lasu demony ciemne i

szkodliwe, a wśród nich astralne sobowtóry i dusze zmarłych brujos

(czytaj: "bruchos") - złych czarowników, którzy ze

szkodzenia innym uczynili swój sens istnienia.




Doświadczeni curanderos mają jednak

przeciw tym ciemnym siłom skuteczne środki zaradcze: aby

utrzymać demony w ryzach stosują okadzanie tytoniem,

szeleszczenie wachlarzami z liści, a przede wszystkim nucą icaros

- magiczne pieśni, które służą koncentracji śpiewającego,

a zarazem trzymają zdala złe duchy. Każdy curandero ma

swoje własne pieśni icaro - których uczy się wprost od

ayahuaski, kiedy jest oświecony jej wpływem.




A więc curandero zaczyna swoją ceremonię, w

której zapala się świece lub karbidowe lampy, nuci pieśni icaro,

okadza wszystkich obecnych tytoniowym dymem, a wachlarze z liści

służą do kierowania go na ciała uczestników. Kiedy ayahuasca

zacznie działać, wachlarze te będą wysyłały w przestrzeń

świetliste nici...




Wywar z ayahuaski pije się. Zazwyczaj wcześniej

należy pościć - przynajmniej od rana. Sami szamani podczas

swojego treningu miesiącami stosują specjalną dietę: spożywają

tylko ryż i pataty - plus rośliny, których działanie wypróbowują

na sobie. Napój z "liany duchów" jest odrażający w

smaku, i chyba nikt spośród biorących go nie uniknął ataku

gwałtownych wymiotów. Ale i do tego specyfiku organizm się w

końcu przyzwyczaja...




Po mniej więcej pół godzinie świat zaczyna

się zmieniać. Czarna jak węgiel nocna dżungla ożywa, zapełnia

się światłami i kolorowymi wzorami. Drzewa i krzewy zamieniają

się w świetliste postaci podobne do ludzi. Słyszysz głosy,

przemawiające do ciebie po imieniu. Jeżeli stracisz na moment

uwagę, możesz poczuć, że szybujesz w powietrzu, albo że

twoja świadomość "przesiadła" się do ciała owada

lub kolibra, i ulatuje gdzieś ku koronom drzew.




Typowe ayahuaskowe wizje roją się od zwierząt,

wśród których najwięcej jest ogromnych węży-dusicieli i

jaguarów. Wielkie, drapieżne koty otwierają paszcze, prezentują

zęby i wnętrze gardła; są o centymetry od twarzy patrzącego,

który widzi wszystkie szczegóły ich anatomii.




W relacjach z ayahuaski spotyka się jeszcze

dziwniejsze doświadczenia: zdarza się bowiem, że człowiek, który

zażył ten środek, utożsami się ze zwierzęciem. Widzi na

przykład świat oczyma węża, i czuje własne mięśnie gardła,

jak przełykają żywą żabę...




Każdy z tych, którzy tego doświadczyli, najżywiej

wspomina swoje pierwsze "wzięcie" magicznego napoju.

Michael Harner, amerykański antropolog, ujrzał mitologiczne

sceny, w których ciemne stwory podobne zarazem do węża i do

nietoperza twierdziły, iż są "panami świata" i stwórcami

życia na Ziemi. Stary indiański szaman z plemienia Conibo, któremu

Harner opowiadał swoje przeżycia, powiedział: "Nie

przejmuj się tym. One zawsze, każdemu to opowiadają. Ale są

tylko Panami Ciemności Zewnętrznej..."




Inny badacz tajemnic Amazonii, Alan Shoemaker,

w swojej pierwszej wizji ujrzał, jak drzewa zmieniają się w świetlistych

ludzi ubranych w dziwaczne szaty. Nie widział takich nigdy - a

po paru miesiącach zobaczył, tym razem naprawdę, w pewnym

muzeum, i okazało się, że były to stroje inkaskich kapłanów.




Agustin Rivas-Vasques, dziś jeden z najsławniejszych

curanderos, na początku swoich doświadczeń nie budził

się całkiem z ayahuaskowego stanu, i kiedy już za dnia wracał

do swego domu, na cmentarzu widział tłumy zmarłych. Zaś Peter

Gorman doświadczył na początku całkowitej przemiany w węża.




Innym typowym tematem ayahuaskowych doświadczeń

jest... umieranie. Nie jest to oczywiście śmierć prawdziwa;

jak wspomniano, od "pnącza duchów" się nie umiera,

za to środek ów wyświetla człowiekowi nieprzeparte wrażenie

umierania. Agustin Rivas-Vasques wspomina o mnóstwie ludzi, którzy

po pierwszym hauście wywaru prosili go o ratunek, o odtrutkę,

gdyż byli przeświadczeni, że to śmierć... Zresztą curanderos

są przekonani, że świat, w który wprowadza ayahuasca, jest

tym samym "tamtym światem", do którego odchodzą

umarli. Stąd też się wzięła nazwa tej rośliny, która może

też być rozumiana jako "pnącze nieboszczyków".




Jednakże wszystkie te wizje i halucynacje, cały

ów "inny świat", w którym zawieszony zostaje upływ

czasu i prawa fizyki, to tylko błyskotliwa powierzchnia zjawiska.

Prawdziwa wartość ayahuaski polega na czymś innym, a wizje to

tylko efekty uboczne. Przecież curandero znaczy po hiszpańsku

"uzdrowiciel", a prawdziwa wartość ayahuaski polega

na leczeniu. Otóż wywar z "pnącza duchów" jest

takim dziwnym lekarstwem , które zażywa nie tyle chory, co...

lekarz. Szamani przy pomocy tego ziela wprowadzają się w

odmienny stan świadomości, a by widzieć choroby, aby je

diagnozować, odkrywać ich przyczyny i wynajdywać środki

zaradcze. Alan Shoemaker wspomina, że kiedy został zapytany

przez swojego mistrza Don Ramona o przyczyny choroby pewnej

pacjentki, miał wrażenie, iż to nie on sam wypowiada słowa,

lecz jakaś niewiadoma siła, która nie była nim, recytuje jego

ustami pełną diagnozę: przyczyny choroby, oraz sposób

leczenia. Nie miał wątpliwości, że to przemawia przez niego

duch ayahuaski. Dodajmy, że przepisana w ten sposób kuracja

okazała się w pełni skuteczna.




Ten sam uczeń szamana, Shoemaker, wyleczył

swoją matkę z zaawansowanego stadium raka wątroby. "Wieczorem,

podczas sesji ayahuaski, wyraźnie zobaczyłem moją matkę, jak

bierze lekarstwo obniżające poziom cholesterolu. Wiedziałem,

że to lekarstwo stało się przyczyna jej raka. Następnie

zobaczyłem butelkę z wypisanymi nazwami pewnych roślin rosnących

w tutejszej dżungli; były to lekarstwa na jej chorobę. Wiedziałem

też , że należy sporządzić wodny wyciąg z tych ziół - nie

alkoholowy, gdyż alkohol zniszczyłby jej wątrobę."

Shoemaker podawał swojej matce owe zioła, które ujrzał w

ayahuaskowej wizji. Lekarze twierdzili, że są one bez wartości.

Jednak kiedy nadszedł dzień operacji, okazało się, że:

"Chirurg który operował moją matkę, stwierdził, że

nowotwór wątroby skurczył się do szczątkowych rozmiarów i

cały był otorbiony." I tu nastąpiła typowa reakcja

lekarza-naukowca, który jest świadkiem czegoś, co może być

tylko wynikiem działania cudu - albo medycyny naturalnej: Lekarz

przyznał mianowicie, że: "na pewno popełniono jakiś błąd

podczas badań" - czyli - w jego mniemaniu - raka po prostu

nigdy nie było...




Według Agostina Rivas-Vasques ayahuasca jest

wielkim nauczycielem, który uczy ludzi żyć w zgodzie z innymi,

z własną naturą i w harmonii ze światem przyrody. "Chciałbym"

powiada, "zaprosić do swojego ośrodka prezydentów, przywódców

partii i dowódców wojsk z całego świata. U mnie, pod wpływem

ayahuaski, wyzbyliby się lęku przed życiem, tego samego lęku,

który każe im się zbroić i szykować do walki. Ayahuasca mogłaby

zaprowadzić pokój na ziemi."





Czy tylko ayahuasca?




Ayahuasca, występująca w Amazonii, jest rośliną,

której używają szamani, aby wspomóc swoją intuicję i siły

psychiczne potrzebne w sztuce uzdrawiania. Czy ayahuasca jest

jedyna rośliną o takich właściwościach?




Otóż nie! Takie "rośliny mocy" używane

w ceremoniach leczniczych, magicznych i religijnych znane są w

wielu okolicach świata. Indianie mieszkający w Meksyku i na

zachodzie Stanów Zjednoczonych używają halucynogennego kaktusa

- pejotlu. Również w Meksyku rosną inni dawcy odmiennych stanów

świadomości: powój (Ipomoea) oraz bieluń (datura). Bieluń

jako chwast spotykany jest także w Polsce, choć ze względu na

jego toksyczne właściwości naprawdę nie warto go próbować.

W Peru - ale w suchej, pustynnej części tego kraju, rośnie roślina

stosowana przez szamanów w podobny sposób jak ayahuasca -

kaktus zwany San Pedro. W Afryce najsłynniejszymi halucynogenami

są drzewa yohimbe i iboga, oba skłaniające także do

rytmicznych tańców i silnie pobudzające seksualnie.




A bliżej nas? W całej strefie umiarkowanej i

chłodnej północnej półkuli rośnie potężny halucynogen -

wszystkim znany, poczciwy... muchomor czerwony. Dawniej jego moc

znana była szamanom, czarownikom i druidom od Szkocji po

Kamczatkę. Podobno soma - magiczny napój starożytnych

Ariów, przodków Hindusów - sporządzana była z tego grzyba.

Ale sztuka spożytkowania muchomora dla celów pożytecznych

ludziom, już jak się wydaje zanikła - nawet na Syberii...




(c)Wojciech Jóźwiak










Źródło: Taraka";




Tekst dostarczył: bujnos


Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media