Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[al-lad] let it go

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
300mcg (2x 150mcg blotter)AL-LAD
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pogodny dzień. Miałem ochotę pozwiedzać trochę lasu.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
4-ACO-DMT
4-HO-MET
4-HO-DET
25B-NBOME
25C-NBOME
2C-P
DXM
Marihuana
Mirystycyna
Flubromazolam
Diclazepam

[al-lad] let it go

O godzinie 14:00 zarzuciłem dwa kartony z AL-LADem. Spakowałem do plecaka potrzebne materiały i wyruszyłem w podróż której celem była ambona (taka wieżyczka postawiona przez leśniczego czy tam myśliwego) z widokiem na wielką łąkę otoczoną lasem. Jedna z dróg prowadziła przez las, tę też obrałem. Wyszedłem z domu jakoś o 14:20 i wyruszyłem do lasu.

Wchodząc do lasu znalazłem truchło sarny, najwyraźniej jeszcze niezbyt stare, gdyż najpierw zobaczyłem, a później poczułem. Poszedłem stamtąd czym prędzej. Pokręciłem się jeszcze po piaskowym terenie wewnątrze lasu. Ludzie wybierają stamtąd żółty piach przez co jest tam wielki dół no i pełno żółtego piasku. Pamiętam jak często się tam bawiliśmy jak byłem dzieckiem, kiedyś nawet dno tego "jaru" wypełniała czysta woda przez co cała okolica się tam pluskała. Teraz nie jest już tam tak ładnie. Ludzie zaśmiecili zbiorniczek różnymi odpadami typu lodówki, opony itp. Poziom wody znacznie opadł i zostało już tylko niewielkie oczko. Cała okolica powoli zarasta krzakami. Lubie to miejsce, mam wiele miłych wspomnień związanych z nim.

Po zrobieniu rundki dookoła udałem się już we właściwym kierunku. Substancja zdaje się że leciutko już zmieniła moją percepcje, jednak było to działanie na granicy placebo. Podróżowałem wśród śpiewu ptaków, przez las. Czułem lekki niepokój, jak zawsze zresztą, gdy sam przemierzam las. Minąłem jakąś starowinkę szukającą grzybów i pozdrowiłem. Jakoś jej obecność dodała mi otuchy.

Minęła godzina od zarzucenia substancji, a ja dotarłem na miejsce. Widać już było działanie substancji, jednak było ono subtelne. Obawiałem się że mogę się zawieść działaniem, ale podróż przez las dostarczyła mi tyle radości, że nawet na trzeźwo nie żałowałbym przebytej drogi. Przeszedłem się wzdłuż łąki. A jest to długa łąka podejrzewam że dobre 400m długości na 50 szerokości. W oddali na słupie wysokiego napięcia usiadły jakieś ptaki. Setki ptaków ich krakanie było słychać wyraźnie pomimo sporej odległości. Alladyn skłonił mnie do refleksji. Przysiadłem na skraju łąki i rozmyślałem na różne tematy. M. in. o tym że już niebawem wyjeżdżam studiować do Warszawy. Zasmuciło mnie to żę będę tęsknił za tą bliskością do natury, która mam teraz. Przymknąłem oczy. CEVy jakieś tam były, ale nic wartego uwagi. Siedziałem i rozmyślałem dalej.

Około 15:40 postanowiłem wrócić do domu. Nie dostrzegałem żadnych większych zniekształceń obrazu, siedzenie na łące już mi się znudziło, więc skierowałem swe kroki w kierunku domu. Wtedy być może popełniłem błąd, może nawet dwa błędy. Pierwszym z nich było to że wróciłem troszkę inną drogą z łąki i lekko zbłądziłem. Wiedziałem gdzie jestem, ale nie wiedziałem którą dokładnie drogą tam przyszedłem. Postanowiłem więc iść jak najbliżej skraju lasu. Wreszcie znalazłem dróżkę która z prowadziła do domostw sąsiedniej wioski. Postanowiłem się nią udać. Okazało się że droga tylko tak dobrze wyglądała i przyszło przedzierać mi się przez zarośla. I wtedy uświadomiłem sobie swój drugi błąd. Dochodziłem już do skraju lasu, za którym miałem nadzieję zobaczyć domy. Zauważyłem że drogi przedemną nie ubywa. Dystans zdaję się wydłużać. AL-LAD pokazał ząbki. W końcu jednak dotarłem do końca i zobaczyłem domy. Było ok 16. CEVy zaczęły być bardzo interesujące, wiec postanowiłem czym prędzej udać się do domu.

Wracając uliczkami wioski mijałem przedszkole. Dźwięki wydawane przez dzieci były jakoś inaczej przeze mnie odbierane. Tak jakby były wraz ze mną w wielkim pokoju. Kolory wydawały się głębsze i pełniejsze. Podróż powrotna była zdecydowanie ciekawsza. Chmury na niebie kłębiły się i falowały, widok pierzastych, śnieżnobiałych chmur otoczonych świetlistymi promieniami słońca zapierał dech w piersiach. W końcu dotarłem do domu.

Usiadłem na kanapie, aby chwilę odpocząć. Przymknąłem oczy i przyglądałem się pięknym CEVom. Były to błyszczące wzory geometryczne, koloru błękitnego. Tło było lekko ziarniste i trochę ciemniejsze. Postanowiłem posłuchać Shpongle. Włączyłem album "Tales of the Inexpressible" i dałem pochłonąc się muzyce i wizualizacjom. Jednak umysł pobudzony substancją powodował, że łatwo się rozkojarzałem. Myśli zbiegały na inne tematy, nie mogłem się skupić na muzyce, a wrozki znikały. Postanowiłem medytować, aby tego uniknąć. Przez medytację rozumiem wyciszenie umysłu, tak, aby myśli swobodnie przepływały, nie dawać się porwać żadnej z nich. Przyszło mi to łatwo, a efekty aż mnie zadziwiły. Skupiając się na oddechu i muzyce, obserwowałem CEVy, które jakby ewoluowały. Ze statycznych obrazów przemieniły się w jakby film 3D wyraźnie czuć było głębie. Poza tym wizualizacje różniły się od innych substancji swoją groteskowością. Czasem wyobrażenie niektórych przedmiotów nie były piękne z chrakterem psychodelicznym. Czasem niektóre rzeczy przypominały jakby było zrobione techniką kolażu, albo jak słaby photoshop.

Po przesłuchaniu albumu zrobiłem sobie przerwę. Wyszedłem na balkon, przyglądałem się chmurom które mocno się morfowały, jeszcze chyba nie widziałem żeby coś tak zmieniało kształty tylko pod wpływem mojego umysłu. Postanowiłem włączyć kolejny album Shpongle "Museum of Consciousness". Podczas słuchania tego albumu, wyobraźnia była na tyle pobudzona że byłem w stanie wykreować sobie jakąś scene w mózgu. Przypominało to świadomy sen. Nie były to zwykłe obrazy, a raczej wizje. Rozumiem teraz co mógł widzieć t.ryzdzyk w raporcie "Escher was here"(swoją drogą polecam, jak ktoś jescze nie czytał, to chyba mój ulubiony TR) opisując wizje na aftershine. Nie pamiętam dokłanie tego co widziałem, ale przypominam sobie człowieka z dziwną wykrzywioną twarzą. Jechał na deskorolce przez miasto po zatłoczonym chodniku. Nagle jakby wszedłem w jego ciało i jechałem przez krótką chwilę deskorolką, lawirując wśród przechodniów i ławeczek.

Peak trwał jeszcze tak do 20. Udało mi się osiągnąć psychiczny orgazm, co prawda bez moczenia bielizny, jednak serce zaczęło bić jak szalone na krótką chwilę. Być może trip był by jeszcze ciekawszy, gdybym postanowił zostać na łące, jednak nie byłem zawiedziony, lubie przeżywać tripy samemu, leżąc z zamkniętymi oczami ze słuchawkami na uszach. Podsumowując: substancja warta pieniędzy i czasu, nigdy nie brałem kwasu, ale myśle że może działać bardzo podobnie. Jeśli ktoś się wacha to z całego serca polecam. To podróż inna niż po grzybach, czy innych tryptaminach, warta przeżycia. Jeśli chodzi o BL to być może lekka wazokonstrykcja, żadnych nudności, ani przyspieszonej pracy serca nie doświadczyłem, lekka dla ciała substancja.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media