Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[5-meo-mipt + 5-mapb] woodstockowy rc-flipping

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Apteka:
Dawkowanie:
Ja i P.: 30mg 5-MeO-MiPT + 150mg 5-MAPB
S.: j/w + 1mg Diklazepamu
J. i M.: 150mg 5-MAPB
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pierwszy dzień po przyjeździe na woodstock, zakupy zrobione, człowiek chilluje po podróży, rozgwieżdżone niebo i mnóstwo pozytywnie nastawionych ludzi.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Ja:
Kofeina
Alkohol
Nikotyna
Marihuana
Amfetamina
BB-22
AB-FUBINACA
MXE
Pentedron
a-PVP
2C-P
3-MMC
5-MeO-MiPT
4-MMC
ETH-CAT
Psylocybina
5F-AKB-48

S.:
Kofeina
Alkohol
Nikotyna
Marihuana
BB-22
AB-FUBINACA
Pentedron
2C-P
3-MMC
ETH-CAT
5F-AKB-48

P.:
Alkohol
Nikotyna
Kofeina
Marihuana

[5-meo-mipt + 5-mapb] woodstockowy rc-flipping

Słowem wstępu pragnę rzec, że ten trip miał być jedynym w swoim rodzaju, ostrym i bez trzymanki, zabezpieczeniem było to, że na Przystanku Woodstock jest zabezpieczenie medyczne, my sami posiadaliśmy swoje, no i mieliśmy benzo w postaci Diklazepamu w razie W.

Wiek dokładnie to 18, 20, 23, 18, 19 (Ja, P., S., J., M.).

No to jedziemy...

Przyjechaliśmy około 15 do Kostrzyna, zmęczeni całonocną, opóźnioną podróżą, zrobiliśmy zakupy, dotarliśmy TAXI na pole namiotowe, rozbiliśmy się i poszliśmy wykąpać. Zaraz po tym stwierdziłem, że muszę sobie jakoś umilić czas do tripa, więc koło 17 nabiłem sobie bonio i spaliłem z J., S. i M.

Po godzinie rozkminek i śmiania się postanowiliśmy się przespać żeby przeczekać resztki upału i odpocząć przed całą nocą nie spania i podziwiania wizuali, o 20:30 obudziłem się, wykonałem telefon do matki, że dotarliśmy, że rozłożony namiot, że mamy się dobrze i, że idziemy zwiedzać wioskę, a potem odsypiać noc, żeby mieć siłę na koncerty.

21:30 odmierzam po 30mg 5-MeO-MiPT i wsypuję po kolei sobie, P. i S.

J. i M. decydują się na samo 5-MAPB, nie chcą brać żadnych halucynogenów.

Mieszamy aby wszystko się rozpuściło - no i do buzi. Trzymamy każdy po około 90-100 sekund, bo dłużej już się nie da, wypala mordę. Przełykamy, popijamy i każdy kładzie się w swoim miejscu (dużego) namiotu. Pierwsze 15 minut nic. Totalnie nic. Jedynie czas zaczął lecieć szybciej.
+ 15 min - pojawiły się lekkie mdłości, po prostu czułem się jakbym zjadł coś nieświeżego, jednak nie było to jakieś krytyczne stadium Body Loadu, rzygać mi się nie chciało. Nikt poza mną tego nie odczuł. 
+ ~30min - mnie zaczyna chwytać. Lekko zaczynam zauważać zmianę postrzegania świata, zmianę nastroju, cała reszta twierdzi, że jeszcze nic. Może to i prawda? A może po prostu nie wiedzą, bo wczesniej nie próbowali.
+ ~45min - wszyscy stwierdzają, że już coś czują, zgodnie z planem usypuję po 150 mg 5-MAPB każdemu z całej piątki, najpierw zaczynają Ci którzy MiPT'a nie brali, potem my, po kolei Ja, S. i na końcu P. 
Czuję jak to gówno wypala mi nos, mefa, wład i wszystkie stimsy się kryją przy tym. Przez parę minut żałowałem że nie zwinąłem bombki. Tylko parę minut...
+ ~60min - powoli pieczenie schodzi, a ja czuję jak euforia powoli zaczyna rozpierdalać mi łeb. Halucynacje też jakoś nagle postanowiły pierdzielnąć w tym samym momencie, kiedy to wszystko się nałożyło, to ja, wielki pan którego nic nigdy nie zgięło, stwierdziłem, że wyłażę na zewnątrz, bo mam w chuj za ciężko na łbie i nie chcę nic zarzygać we własnym namiocie. Na zewnątrz wyszli wszyscy. Pierwsze co? Reflektor z obozowiska obok. O boże. Światło. Tylko nie to. 
Przyznaję, po dwucepie, łysiczkach miałem już falowanko obrazu jakieś śmieszne wyginanie i zabawę kolorkami. Ale to co zobaczyłem po prostu mnie przerosło. Euforia rozpierdala mi łeb, jak zamykam oczy to czuję się glutkiem zawieszonym w pustej przestrzeni nie posiadającej góry ani dołu, otwierając je, widziałem... Życie? Światło? Nie. Ja widziałem namioty na trawniku, drzewko i reflektor, problem w tym, że to wszystko żyło. Ale nie w taki sposób, jak poprzednimi razami. Nieee... To było... Inne.
Po pierwsze, cały świat... migał? Wcześniej po tej trypcie miałem już efekt świata oświetlonego kogutami policyjnymi (miga czerwono-niebiesko), ale wszystko fajnie, dopóki działo się to w moim pokoju, ale co jeśli w ten sam sposób miga mi całe pole woodstocka włącznie z wszystkimi ludźmi, namiotami, trawą, drzewami i niebem? Co jeśli równy horyzont nagle staje się tatrami wysokimi, potem himalajami a na koniec doliną śmierci, żeby na koniec przeobrazić się w obraz (WTF?!) zachodzącego słońca na wybrzeżu w Rio? Nie wiem, ale zobaczyłem to wszystko i w przeciągu 3 sekund musiałem walnąć sięna trawę, bo ten widok w połączeniu z 5-MAPB które wciąż jeszcze się nakręcało po prostu mnie przygniótł.
18mg 2C-P czy 28mg 5-MeO-MiPT samo w sobie powodowało, że mogłem na spokojnie chodzić, rozmawiać, pisać, grać, robić praktycznie wszystkie normalne czynności, a to, powodowało, że nie byłem w stanie myśleć.
Położyłem się na trawniku i zamknąłem oczy. Zacząłem lecieć. Nie wiem gdzie, nie pamiętam, pamiętam tylko, że leciałem przez jakąś pustkę nie czując w zasadzie własnego ciała. Czułem je, bo wiedziałem gdzie sie znajduje, wiedziałem, że oddycham i że jak otworzę oczy to ten stan się urwie, ale nie otwierałem ich, bo wiedziałem, że tam zobaczę to co przed chwilą mnie przygniotło. Postanowiłem przejść do pozycji siedzącej po turecku. To był dobry pomysł, aczkolwiek, żeby wykonać ten manewr musiałem otworzyć oczy i spojrzeć na drzewo przed moim namiotem - było tak wielkie i majestatyczne, poruszające w moją stronę swoimi mrocznymi palcami chcąc mnie dotknąć. Ale nie! Ja uciekłem do swojego świata podparty na ręku siedząc na trawniku. Ludzie z głównego obozowiska przychodzili widząc co się dzieje (P. stał patrząc na wszystko nie wierząc własnym oczom, S. pozostał w namiocie bo wystarczająco bał się tego co widział w środku, nie chciał wyjść. M. ogarniał i mówił jedynie, że euforia rozpierdala mu głowę, J. stała obok mnie i twierdziła, że również ma lekkie haluny, a dokładniej takie samo drganie obrazu co ja), pytali się mnie czy wszystko w porządku. Wiem, że wtedy byłem wstanie mówić, odpowiadałem ,,Tak, tak, ale jestem naćpany jak dziwka, na razie nie jestem wstanie podnieść głowy, także sorka, nie pogadamy. Lepiej pogadaj z P. bo on chyba teraz odkrywa świat na nowo." w odpowiedzi usłyszałem tylko głośne stwierdzenie P. ,,NO KUTWA, ALE ZAJEBIŚCIE, TO WSZYSTKO SIĘ RUSZA... I PŁYWA!... I... I... I WIRUUUUJE!".
Meh. Mówię sobie. Haluny halunami, ja tutaj pływam w czasoprzestrzeni, a ten podnieca się tym, że gwiazdy mu po niebie latają zamiast stać. 
Kontynuowałem swoją podróż, bo zaczynała mniej mnie przerażać, a coraz bardziej ciekawić. Mówiłem sobie cały czas, że organizm mam silny, psychikę zdrową, substancje są czyste, a w razie za mocnego lotu jest zawsze benzo. Postanowiłem oddać się tej szczęśliwej, euforycznej psychodeli.
Widziałem kilkadziesiąt różnych obrazów na raz i wszystkie pamiętam. Jednocześnie znajdowałem się na statku kosmicznym rozmawiając z obcą cywilizacją, tańczyłem na scenie jako DJ, strzelałem do celów na strzelnicy otwartej na jakimś bliżej nieokreślonym poligonie na marsie, karmiłem dinozaury, rozcinałem wstęgę do miasta nowej ery, oddawałem klucze do bram mojego umysłu kieliszkowi z wódką i psychodelikiem i tak dalej i tak dalej, w tym wszystkim nie wiedziałem jaką właśnie przyjmuję pozycję, bo praktycznie nie odczuwałem własnych mięśni, mając jednak wciąż świadomość, że żyję i, że czuję i, że mogę to przerwać otwierajac oczy. To wszystko trwało praktycznie chwilę, po której ktoś powiedział mi, żebym wstał i powiedział mu, czy ten świat jest prawdziwy. Od razu zrozumiałem, że to P. Kto inny? Wstałem, otworzyłem oczy, zachwiałem się lekko i spojrzałem na otaczający mnie świat. Teraz było już tylko lepiej. Wszystko dalej żyło, ale teraz było tęczowe, zamazywało się, zwiększało i zmniejszało kontrast, stawało się czarno białe, później sepią, żeby na koniec wyostrzyć kolory i zacząć świecić, migać, wirować, zakręcać się, zbliżać, oddalać, skakać i falować. To było piękne i dziwaczne zarazem, jednak przez euforię która wciąż rozsadzała mi łeb, stało się pluszowe i magiczne, niepowtarzalne. Przytuliłem J. i P., po czym wszyscy oprócz mnie i M. wrócili do namiotu. Ja jeszcze na chwilę poobracałem się dookoła kontemplując to co widzę, spojrzałem na kumpla który przyszedł z obozowiska, spojrzał na mnie i spytał się mnie ,,Jak jest?".
,,Stary, widzę Cię teraz w taki sposób, w jaki Ty nigdy niczego w swym życiu nie zobaczysz. Nie zrozum mnie źle, jesteś piękny i magiczny, a zarazem obrzydliwy i mroczny. I tak nie skumasz. Wracaj chlać bo przede mną jeszcze pare godzin lotu." Po czym wróciłem do namiotu. Całość spędzona na zewnątrz wyniosła około 20-30 minut. Wchodząc do namiotu S. powiedział ,,Ej, proszę, daj mi tę tabletkę, proszę, ja już nie mogę."
,,Co Ci jest?" Spytałem.
,,JA... Ja nie wiem. Ja widzę... Nie wiem. Nikt nie opisze tego co ja widzę." Stwierdził S.
,,No i? To chyba kurwa normalne, że widzisz dziwne rzeczy po halunach. Uspokój się, zcziluj wora i oddaj się kolorkom, a nie schizujesz mi tu" Odpowiedziałem i siadłem.
+90min - Położyłem się w przejściu między główną sypialnią, a namiotem kumpla który był rozłożony w przedsionku mojego. Ogarnęła mnie extazowa pluszowość i kanapowość. Wnętrze mojego namiotu nie było już tak piękne jak to co na zewnątrz, więc postanowiłem w pozycji leżącej oddać się kontemplacji mojego umysłu, M. usiadł obok mnie, wziął swój przenośny głośnik i odpalił muzykę. Wiedziałem, że głośnik leży 30cm od mojej głowy, ale muzykę słyszałęm zewsząd. Dookoła namiotu, z głównej sceny woodstocku, z nieba i z trawy. Spytałem się innych podróżników, czyli S. i P. czy słyszą tak samo, P. potwierdził swoim ,,NO! KURWA! NO JASNE! ALE ZAJEBIŚCIE!", S. nie odpowiedział nic, poza kolejnym ,,To co ja widzę jest nie do opisania, oddaj mi tę tabletkę, proszę.". Nie chciało mi się po nią ruszać, pluszowa kanapowość i zajebistość muzyki zakazywała mi to robić.
+100min - P. leży rozwalony w namiocie i kręci głową patrząc w sufit. Widać, że naćpany jak dzida. 
,,Ej. P. Jest zajebiście w chuj, co nie? Wszystko sie kurwa rusza i faluje. A muzyka jakby zzewnątrz." Pytam.
,,No, stary, kurwa. Noooo... Nooooo W CHUJ!"
Spoglądam na S. Jest źle. Nie wiem czemu, ale jest źle. Siedzi z podwiniętymi kolanami jak sierota w rogu namiotu i się trzęsie. Pytam się i jego - ,,Ej. Jak jest S.?"
Usłyszałem głos roztrzęsionego dziecka (a facet ma 23 lata) ,,Nie wiem, widzę świat w 53 wymiarach, boję się go, daj mi proszę te tabletki.".
Tym razem widząc co siez nim dzieje postanowiłem sięgnąć do plecaka po moje cukierki ratunku. Nie powiem, że nie z żalem, bo akurat na S. liczyłem najbardziej, On razem ze mną 17mg 2C-P przeżył bez większych sensacji, a teraz ta słaba tryptaminka w połączeniu z euforykiem dała mu tak tragicznego bada? Ehh, no cóż, lepiej, żeby go wyłączyć, niż żeby zostawiło mu rysy na mózgu. Mówię do siebie wyciągając pigułki. Daję mu puszkę z resztką piwa i pigułkę, połyka, zapija i kładzie się obok J. i P., a ja wracam do leżenia w przejściu między namiotami i kontemplowania własnego mózgu.
Kiedy zamykałem oczy, czułem, jak moje własne istnienie tańczy w rytm muzyki, widziałem różne obrazy, wizualizacje, to już nie były konkretne sytuacje, to były fraktale rozrastające się w rytm klubowej muzyki, to były figury geometryczne, a nawet różne znane mi z życia kształty (jakie, tego już teraz nie powiem), w kolorach tęczy, świecące i pulsujące. Odkryłem, że teraz już na prawdę nie czuję własnego ciała ani dotyku, zacząłem myśleć, że unoszę się w jakiejś niezbadanej przestrzeni i tak też się stało, był tylko mój umysł, kolory i muzyka, która nie posiadała swojego źródła (mimo, że było 30cm od mojej głowy i było małym przenośnym głośniczkiem do telefonu) tylko otaczała mnie zewsząd. Utrzymywałem się w tym stanie pływając w mojej własnej, osobistej przestrzeni kolorów i muzyki aż do momentu kiedy M. postanowił wstać zrzucając moją głowę ze swojej dłoni i wyrywając mnie ze stanu otępienia. Rzucił ,,Dobra, wyłazimy, ide połazić po woodzie bo mam dość już tej kanapówy, idzie kto ze mną?". Nie chciało mi sie. Powiedziałem ,,Za 5 minut stary, chce jeszcze tu poleżeć i popodziwiać to co widzę." Pobeształ mnie trochę od hipisowskich ćpunów (what?) po czym siadł i z powrotem puścił muzykę. Ale wrócić już nie mogłem. Poleciał jakiś taneczny kawałek to wstałem i zacząłem tańczyć na siedząco, P. dołączył się do mnie, a J. zaczęła się z nas śmiać. Pytam się P. po raz 3ci czy 4ty tego wieczora ,,Ej, P. Jest dobrze w chuj, co nie?" No i po raz kolejny usłyszałem ,,NOOOOO!... KURWAAAAAAA... NOOOO... JEST... ZAJEBIIIIIIŚCIEEEE!" Co zakończyło naszą rozmowę, gdyż P. powrócił do leżenia i kontemplowania sufitu mojego namiotu (ot biała tkanina) który rzekomo pływał, zaciskał się i przybierał kolory tęczy. Wciąż nie chciało mi się nigdzie ruszać, ale stwierdziłem, że co jak co, ale woodstock po takim miksie na żywo zobaczyć muszę.
Pytam sie ludzi ,,Idziecie?"
P.: ,,Gdzie?"
Ja: ,,No na Wooda."
P.: ,,Jesteśmy na Woodzie."
Ja: ,,Kurwa, no ale na wioskę"
P.: ,,No ale jesteśmy na wiosce."
Ja: ,,Kurwa, wiesz o co mi chodzi, idziesz czy nie?"
P.: ,,Gdzie?"
Ja: ,,Mówiłem przed chwilą deklu"
P.: ,,Gdzie?"
Machnąłem ręką i spojrzałem na J., odpowiedziała, że zostanie z S. któremu benzo, lub placebo benzo musiało jużsiąść, bo leżał z błogostanem na ryju i nawet nic nie odpowiedział. Wstałem, ubrałem trampki i wyszedłem. Świat nic się nie zmienił, dalej falował, był kolorowy i piękny. Tyle, że tym razem już mnie nie przytłaczał. Już go znałem. Już byłem jego panem, bo poznałem jego podstawy, mogłem iść go eksplorować.

Zanim będę kontynuował, dodam tylko, że nasze obozowisko znajdowało się na wzgórzu w ciemnym miejscu, a jedynym źródłem światła była wioska woodstocka w dole oraz reflektor z naszego obozowiska.

+130-140min a dokładniej, to północ - Zeszliśmy w dół i ruszyliśmy głównym asfaltowym deptakiem w stronę sceny głównej. Było tu jasno. Świetliście. Tyle ludzi. Tyle lamp. Tyle... 
,, Ej stary, kurwa, musze se kupić taki LASER jak wrócimy."
... laserów.
No kurwa. Każdy, kto brał kiedyś jakieś halucki musi wiedzieć, że co jak co, ale na ćpuna światło działa jak na muchę. A jak na ćpuna działa masa lampek, latarek, świecących pałek i laserów? Ze sceny, od ludzi, zewsząd. To co zobaczyłem jak się odwróciłem było w zasadzie nie do opisania.
Woodstocku ty głupia kurwo. Ty wiesz czego trzeba żeby zlasować mi mózg, nie? Że niby stop narkotykom, tsa, jasne. To dlatego każdy tu łazi zjarany albo naćpany, a wy w środku nocy 2 dni przed koncertami puszczacie wszędzie lasery i światełka. Debile. Kocham Was.
Tak. To właśnie był Brudstok. Teraz go już czułem. Te setki ludzi, z którymi przybijałem sobie piątki przechodząc, pokazywałem im kciuki w góre, chodziłem po miękkim jak puch asfalcie i podziwiałem tą grę świateł. Uśmiechałem się do ludzi, oddychałem czystym powietrzem i cieszyłem się życiem. No ale Woodstock znowu postanowił mnie dobić. Nie no, laserki i światełka to za mało. Dobijmy skurwysyna, a co, chciał walić psychodeliki, niech ma.
Kiedy wyszliśmy przed scenę główną, okazało się, że właśnie robią próbę świateł.
Ekrany po bokach sceny były "wygaszone", nie pokazywały żadnego sensownego obrazu, wypełnione za to były takimi o kwadratami, jak ten tu na zdjęciu http://edu.i-lo.tarnow.pl/inf/utils/011_2011/images/0115_09.jpg . Mało tego, na scenie wszystkie reflektory (a kto widział scenę woodstockową na żywo, wie, że jest ich fkurwę dużo i mają dużą moc) migały układając się w różne wzory, zmieniając kolory, falując, migając stroboskopowo, znikając, by znów rozświetlić się pełną parą. A do tego wszystkiego jeszcze lasery. Nie. To było już po prostu przesadą. Spytałem się kumpla dla pewności ,,Ej stary, jestem tak fkurwę naćpany czy oni mi właśnie puścili tęczowe ekrany i próbę świateł na scenie?". Ktoś z boku odpowiedział ,,Tak ziom, jesteś naćpany, ale to prawda, że puścili Ci tęczowe ekrany i robią próbę świateł".
Podeszliśmy pod scenę i siedliśmy na przeciwko. Euforia była już tylko na umiarkowanym poziomie, haluny powoli zaczęły schodzić. Wiedziałem to, bo gdyby nie, to pewnie miałbym straszliwy rozpiździel w głowie, a tak to tylko było mi przyjemnie na to patrzeć. W drodze powrotnej prawie mi już zeszło, kiedy mialiśmy małą scenę okazało się, że tam też robią próby więc na chwilę psychodela wróciła. Mijając strefę gastro (szereg dużych białych namiotów oswietlonych mocnymi reflektorami) wydawało mi się, że wchodzimy na lotnisko na którym stoją olbrzymie samoloty. Ale na tym w zasadzie był już koniec.
+200min - wracamy do namiotu, kanapowość dalej mi się udziela, więc pierwsze co robię to idę się położyć, ale P., J. i S. dalej tam leżą. Kurwa, to mój namiot. Wypierdalać mi stąd, ja idę leżeć. ,,Nie chcę być nie miły, bo bardzo Was kocham i wgl i wgl, ale teraz Wasza kolej na trip po woodstocku, bo ja chcę się legnąć."
P.: ,,Muszę?"
Ja: ,,Tak"
P.: ,,Ale mi sie nie chce"
Ja: ,,Ale to mój namiot, wstawaj"
P.: ,,Ok."
Podniósł się lekko po czym opadł spowrotem i zaczął na nowo podziwiać sufit namiotu. S. zdążył się w tym czasie już obudzić, ale powiedział, ze też nie chce iść.
Odpowiedziałem mu: ,,Stary, kurwa i tak już dostałeś Rescue Piksa, więc zostawiaj dokumenty i telefon i wykurwiaj z mojego namiotu, bo ja chcę sobie poleżeć, a ty wciąż jesteś jeszcze lekko naćpany i wykorzystaj to, leć w woodstocka!"
Przyznał mi rację, wstał, ubrał buty, a raczej moje klapki i stwierdził, że teraz poniesie go woodstock. Stanął przed namiotem i stwierdził, że wszystko mu faluje. Łał. Wstałbyś 3 godziny temu to by na Ciebie niebo spadło i by Cię pożarły demony piekieł, teraz to se możesz co najwyżej temu falowaniu obciągnąć.
No. Ale trzeba jeszcze wywalić P.
Ja: ,,P. Wstawaj kurwa, miałeś iść."
P.: ,,Gdzie?"
Ja: ,,No na woodstock. Wiesz jak dojść do sceny głównej, nie?"
P.: ,,No tak."
Ja: ,,To idź."
P.: ,,Ok."
Lekko się podniósł, opadł i znów zaczął kontemplować namiot.

J. do mnie: ,,P. ma pamięć trzysekundową już od jakiejś godziny. Mówisz mu coś, a ten po 2 sekundach już tego nie pamięta" Fajnie kurwa, mam teraz puścić gościa który jest naćpany na trzeźwo (S.) i gościa który nic nie pamięta co 2 sekundy w woodstock? A chuj z nimi, niech idą, życie im pokaże drogę do światłości.

Ja: ,,No dawaj P. wstawaj, miałeś iść" 
P.: ,,Ja? Nie."
Ja: ,,Kurwa, dawaj wychodź"
P.: ,,Ok."
(teraz już skopiuję to co wcześniej napisałem, bo powtarzać mi sięnie chce)
~Lekko się podniósł, opadł i znów zaczął kontemplować namiot.~

Ja: ,,Kurwa, P. wstawaj do jasnej cholery"
P.: ,,Ok." 
~Lekko się podniósł, opadł i znów zaczął kontemplować namiot.~

Po tym jak sytuacja powtórzyła się kolejne 3 razy, wkurzyłem się i wyciągnąłem do niego rękę, wstał, ubrał buty, zdjął je, znów ubrał, aż w końcu wypchnąłem go z namiotu i wyszedł przed niego. Rozejrzał się po świecie z miną szczęśliwego naćpanego człowieka dziecka, przeszedł dwa metry i znów stanął. S. patrzy się na niego wyczekująco, my z namiotu też, lecą sekundy, minuta, jedna, druga...

Ja: ,,P. Gdzie ty miałeś iść?"
P.: ,,Ja?"
Ja: ,,No Ty. Miałeś iść z S. gdzieś."
P.: ,,Z kim?"
S.: ,,No ze mną."
P.: ,,A kim Ty do cholery jesteś?"
W tym momencie już nie umiałem wytrzymać i parsknąłem śmiechem, położyłem się w namiocie i zwątpiłem w życie. Wrzasnąłem jeszcze że mają iść pod główną scenę, ruszyli gdzieś, a ja połozyłem się z M. (który razem ze mną namiot zajmował) i J. (której wyjątkowo pozwoliłem zostać, przecież nic nie brała psychodelicznego, a przynajmniej ma pluszowo jak ja, to możemy se pogadać) i zaczęliśmy rozkminiać co działo się pod nieobecność moją i M. 
Okazało się, że P. stracił kontrolę nad czasem i przestrzenią i z miną szczęśliwego naćpanego człowieka dziecka  wpatrywał się non stop w mój sufit nie kontaktując ze światem. S. natomiast zszedł całkowicie bad, ponoć miał resztki halunów, euforia mu została, a najbardziej ze wszystkiego przebijała się... Afrodyzjakalność. Wiedziałem, że trypty są afrodyzjakalne, a szczególnie ta, jednak to co widziałem i czułem nie pozwalało mi nawet myśleć o stosunku. Jak się okazało, po wzięciu benzo, S. zostało już praktycznie tylko to, a co gorsza, został praktycznie sam (nie licząc P. który i tak był w innym świecie) z J. w namiocie, co skończyło się na obmacywaniu, ślinieniu się jak pies i non stop gadaniu ruchaniu, kobietach, ruchaniu, kobietach i ruchaniu. To musiało być straszne przeżycie.
Parę sekund później zorientowaliśmy się, że nasi wielcy podróżnicy (P. i S.) zamiast pójść na woodstock łazili dookoła naszego namiotu podziwiając gwiazdy. W końcu wrzasnąłem do nich, że są strasznymi ciulami. Wstałem, wyszedłem z namiotu i spojrzałem na nich. Siedzieli z tyłu namiotu i gapili się w gwiazdy. Kazałem im wstać i pójść. Wróciłem. 2 Minuty za mną wrócił S. meldując, że P. poszedł do głównego obozowiska, a jemu na razie nigdzie sie nie chce iść, bo nie trafi sam.

Na tym ten TR powinien się zakończyć. Moja psychodela w zasadzie się skończyła, zostało tylko nicniechciejstwo i leciusieńka euforia XTCowa... Ale na tym ten TR się nie skończy. Ja i M. stwierdziliśmy, że jesteśmy na woodzie i nie możemy siedzieć i zamulać, jest pierwsza noc, a S. nie widział jeszcze wielkiej sceny. Wyciągneliśmy 3-MMC, usypaliśmy kilka linii, walnęliśmy każdy po sniffie, poczekaliśmy aż spływ zejdzie, ubraliśmy się, gdyż zaczynało powoli być chłodno. W międzyczasie usłyszeliśmy jakieś wrzaski i bieganie zzewnątrz. Wyszliśmy i poszliśmy chodzić po woodstocku. Teraz już nie było nic magicznego i psychodelicznego, ale empatia z 5-MAPB i 3-MMC dała nam przyjemność z samego chodzenia, przybijania piątek, gadania i pokazywania S. magii woodstocku. kiedy dotarliśmy pod dużą scenę spotkaliśmy miłą panią z Pokojowego Patrolu, która przyszła donas, gdyż myślała iż jesteśmy innym patrolem (M. chodził z moją latarką, podwodną, która ma zasięg prawie że szperacza, tak jak latarki patroli Pokojowców). Pogadaliśmy z nią, duża scena w tle wciąż przykuwała uwagę moją i S. mimo iż braliśmy aktywny udział w rozmowie, czasem się odłączałem, gdyż zaczynała drgać mi szczęka.
Kiedy rozmowa zeszła na temat narkotyków, a ja usłyszałem, że kobiecina nigdy nie widziała tutaj nikogo przesadnie narąbanego, a co tym bardziej upalonego marihuaną, nie wspominając już nawet o ludziach na ćpanych myślałem że zacznę się tarzać po ziemii ze śmiechu.
Kobieto! Z księżyca spadłaś czy co. Ludzie tu ganiają z krzakami gandzi, nad koncertami unosi się dym z gandzi, a masa ludzi lata z rozbieganymi oczami wygadując rzeczy nie z tej ziemii lub telepie sie i skacze jak pojebańcy. Tak. To na pewno trzeźwi ludzie.

Kiedy już odeszliśmy od tej przemiłej i niewinnej kobiety, która z powołania dołączyła do pokojowego patrolu, aby zapewniać bezpieczeństwo i dobrą zabawę, postanowiliśmy powolnym krokiem udać się do namiotu, paląc po drodze papierosy. Kiedy przechodziliśmy obok wioski Krysznowców naszą uwagę przykuła postać wijąca się w rowie pod płotem. Podeszliśmy. Naszym oczom ukazał się P, leżący na plecach i machający rękami jak gdyby chciał płynąć metodą na pieska. Kiedy na niego poświeciliśmy przeturlał się, położył na plecach, rozpostarł ręce i wrzasnął ,,KURWAAAAAAAA... ALLEEEEE JESTEEEEEEM NAAAAĆPAAAAAANYYYYYYY!!!!!". Whooops. Patrol czerwonych którzy stoją 3 metry od nas zapewne to słyszał. Lepiej, żeby nie wiedzieli, że to nasz kolega. Wrócę tu z jego znajomymi i go przytaszczymy do obozu. Toteż zrobiłem. Zostawiłem swoje rzeczy w namiocie, poszedłem obudzić znajomych P. aby poszli ze mną i mi pomogli. Dowiedziałem się tylko, że kiedy P. poszedł od nas, zaczął z nimi PIĆ   (tym którzy nie wiedzą, co w tym takiego strasznego, powiem tylko, że po zmieszaniu samego 5-MAPB z alko urywa się film, a co dopiero po walnięciu wcześniej końskiej dawki psychodelika i paleniu maczanek?). No. To ładnie. Zeszliśmy na dół, poszliśmy do kibla udając, że nie szukamy tu wcale naćpanego kolegi, wracając z kibla przeszliśmy obok miejsca, gdzie wczesniej leżał. Teraz było jeszcze gorzej. 
P. leżał przyciśnięty do ziemii już nie przez członków Pokojowego Patrolu, a przez członków Patrolu. Czyli - służbę bezpieczeńśtwa, która od aktów przemocy sobie nie stroniła. Mało tego, że leżał. Był cały ponapinany, leciała mu piana z mordy, wyrzucał z siebie losowe słowa (jak się potem okazało wcale nie losowe, gdyż jego znajomi gdy z nimi pił, bawiąc się z nim widząc, że jest naćpany nawkręcali mu jakichś ideologii o bogu światła) w stylu ,,KRRÓÓÓÓÓJ MNIEEEE!!!, TAAAAK!!! KRÓÓÓÓJ MNIE!!! DAJ MI ŚWIATŁO, DAJ MI ŚWIATŁO, GDZIE MOJE ŚWIATŁO, KTO JE ZABRAŁ, ŚWIATŁO ŚWIATŁO ŚWIATŁO ŚWIATŁO *dłuuuuugi syk i szczękanie zębami, znów długi syk, a potem znowu coś o świetle*"
Jak teraz podejdziemy i się spytamy, czy możemy zabrać kolegę, to raczej nie powiedzą nam ,,Proszę bardzo, my tylko umilaliśmy mu czas podczas gdy pijany się do nas przytulał!" co nie? 
Jak gdyby głos z moich myśli, jeden z kumpli P. rzucił ,,Ja pierdole. Co mu jest?! On wygląda jakby go szatan opętał. Teraz to i tak już musimy go tu zostawić, lepiej choćmy do obozowiska przypał pochować jakby on sie miał rozjebać, czy coś."
Miał rację. Teraz już i tak mu nic nie pomoże. A mówiłem skurwysynowi, nie śmiesz pić alko. Nie śmiesz pić alko idioto! A jak Ci będzie źle, to powiedz, pigułkę dostaniesz... ehh... idioci. Ja tam miałem ino RC-ki czyli substancje legalne, chować nic nie musiałem, ale niektórzy w namiotach mieli zielsko, więc musieli się pozwijać. Wróciłem się na górę, uspokoiłem wszystkich, że jest cholernie źle i, że P. prawdopodobnie nie wróci przez przynajmniej 24h i że nie muszą się bać niczego poza ewentualnym najazdem patrolowców. Heh. Ale ze mnie skurwiały śmieszek...
Kiedy wróciłem do własnego namiotu M. stwierdził, że przejdzie się ze mną jeszcze raz zobaczyć co tam ciekawego się dzieje na dole. Słyszeliśmy, że podjeżdża quad (na woodstocku - karetka). No to pięknie. Fkurwę pięknie. Myślę sobie. M. mówi do mnie, żebym przykucnął za namiotem, bo świecili po nas, przypałowo by było tak gapić się na to co się dzieje. Słychać było jakieś akcje, wrzaski. Poszliśmy dookoła, pod prysznice. Postanowiliśmy, że z racji braku kolejki (no, a co, miała być kolejka do prysznicy o 4 nad ranem?) pójdziemy potem się wykąpać. Wracając doszliśmy na miejsce, gdzie wczesniej leżał P. - teraz już go tam nie było. Krzątało się za to mnóstwo ludzi z niebieskiego patrolu, z czerwonego oraz z medycznego, stał pusty Quad Karetka, a jeden z niebieskich gadał przez krótkofalówkę ,,Ten naćpaniec co się rzucał zwiał, biega teraz gdzieś po woodstocku, szukamy go."
Zajebiście, hahahaha. Umierał, a teraz im zwiał, cudownie. 
No nic teraz już na prawdę nic nie mogliśmy zrobić. Tylko czekać. Może go złapią, może i nie. Wróciliśmy do namiotów i na chwilę się położyliśmy, opowiedzieliśmy wszystkim co się dzieje, odpoczęliśmy i około 5 czy 6 nad ranem gdy było już jasno poszliśmy wziąć prysznic. Ja, J. i M.
S. został pilnować namiotów. Kiedy wróciliśmy, już mieliśmy zamieniać się rolami i S. miał iść się umyć, kiedy nagle ktoś krzyknął ,,Ej, kurwa, patrzcie kto wraca! Hahahaha"
Wstaję. Patrzę. Widzę P.
Jest cały brudny, ubłocony, rozczochrany, podrapany, posiniaczony. Widać, że go bili, że leżał w chuj długo na ziemii.
Spoglądam za jego plecy, nie goni go 40stu niebieskich. Zaczynam bić brawo. Wszyscy biją brawo. P. siada przy moim namiocie.
Ja.: ,,Ej, P. Gdzie Ty kurwa byłeś i coś Ty odpierdolił?" 
P.: ,,Co kurwa? Przecież spałem całą noc u Ciebie."

W tym momencie na prawdę opadłem już z sił i zwątpiłem w to, że życie pozaziemskie kiedykolwiek się do nas odezwie, skoro jesteśmy tak prymitywni. Spytałem się go jeszcze parę razy gdzie był, po czym, czy pamięta co się z nim działo. Opowiedziałem nawet co widzieli prawie wszyscy z obozowiska, że latał jak popierdzielony i się darł (stąd wrzaski przed wyjściem które słyszeliśmy z namiotu), że sie tarzał i wydzierał, że jest naćpany, że go bili, reanimowali i im zwiał. Wypierał się i mówił, że nic nie pamięta. Przez cały dzień miał stany lękowe, dopiero 2 dni później przypomniało mu się jedynie, że obudził się z kilometr poza woodstockiem na poboczu drogi skąd wstał, otrzepał się i przyszedł do nas.

Z perspektywy dnia dzisiejszego stwierdzam, że przeżycie (dla mnie) było jak najbardziej pozytywne. Pozostali również twierdzili, że im się podobało, o dziwo... Ja polecam tylko ludziom o naprawdę mocnej głowie do tego typu wynalazków, gdyż, jak wczesniej wspominałem, 18mg 2C-P czy 28mg 5-MeO-MiPTa nie robiło mnei jakoś tragicznie, a ta mieszanka przygięła mnie do ziemii i zapewniła mi lot jakich mało, a pozostałych współtripowiczów doprowadziła do stanów w których mało kto chciałby się znaleźć.

Polecam i pozdrawiam
MrPriOriify 

Ocena: 

Odpowiedzi

Taksówką na pole jeżdżą, burżuje jebane :D

p.s. Piękne Woodstock Parano. Ja niestety poza zielskiem zjebałem bo wziąłem pół kartonika 25c i to o pół kartonika za mało.

Skurwialy smieszek z Ciebie, ale i ja sie usmialam. Moze na nastepny Wood wezcie ze soba jakas matke, wyglada na to ze jestescie wysoce nieogarnialni.

moge pozyczyc moja, sprawdza sie w takich sytuacjach. Ja wood spedzilam w psychiartyku, ale tez bylo wesolo. :) 

Ja tam jestem ogarnialny, jeszcze nie było sytuacji w której KTOŚ musiałby MNIE ogarniać. No ale... niestety prawie zawsze jest tak, że trzeba kogoś z okolicy ogarniać :/

Optymista wierzy, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawdą.

Ja niestety też zaliczyłam małego bad tripa na wodzie. Ale udało mi sie ogarnąć prawie o własnych siłach. :p a co do ludzi biegajacych z krążkami Marysi to może byłam to nawet ja. Hah :D

Chyba się zgubiłam.

Widze nie tylko ja z kumplem rc flipping robiliśmy na woodzie :D. U nas 1mg 25C-NBOMe + 140mg 5-MAPB. Kosmos był, może opiszę kiedyś cały trip Kwaśnych Podróżników.

Miciek

No ja zdecydowanie w przyszłym roku (o ile nowelizacja drug-ustawy w polsce nie wejdzie) na wooda biorę Nbumki zamiast tryptamin. 
Poznałem je później i żałuję, bo są na prawdę si :) 

Optymista wierzy, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawdą.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media