Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

psychopatia indukowana

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
5 gramów Golden Teacher
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
wszystko opiszę w tripie
Wiek:
26 lat
Doświadczenie:
sporadycznie alkohol i papierosy

raporty chujwbitywewszystko

psychopatia indukowana

Od małego miałem problemy ze sobą, a właściwie z rodziną. Napierdalali mnie ojciec, matka, siostra, brat, i w chuj osób w szkole. Bałem się wszystkiego i wszystkich, a wystarczyło żeby ktoś krzyknął i prawie sikałem w majtki. Szukałem miłości, akceptacji i ciepła. Chciałem pomagać, a czasami jak widziałem jak komuś dzieje się krzywda czułem niemal fizyczny ból. Byłem jednym z tych gości, którym zabieraliście kanapki, podstawialiście nogę w szkole na korytarzu, laliście w pysk, wyrzucaliście rzeczy do kibla w akademiku. Pizdą.

I choćbym nie wiem jak chciał to zmienić to nic absolutnie nic!! nie pomagało. Uciekałem w świat książek, a później i gier gdzie mogłem być... nie sobą.

W wieku 23 lat zacząłem szukać pomocy farmaceutycznej (czyt. afobam, ativan). Czułem się świetnie jak nigdy w życiu. Poprawiłem się w nauce i pracach dorywczych, lepiej mi się zasypiało - bez tego czasami po 3 noce nie spałem - ale to tyle. Po znalezieniu informacji na temat withdrawals postanowiłem rzucić. Leciałem wtedy na ativanie, bo dłużej i fajniej działa (czasem afobamu dorzucałem). Około dwóch miesięcy schodziłem z dawek, a i tak było ciężko. Po wszystkim wróciłem do normy - mojej normy.

Chciałem się zabić ale jak myślałem o tym co powie moja matka i reszta rodziny robiło mi się niedobrze. Jak sobie teraz pomyślę jakim żałosnym stworzeniem byłem to mnie chuj strzela.

W sierpniu 2015 porzuciłem marzenia o ukończeniu szkoły i wyjechałem pracować do Holandii. Najpierw były zbiory - jabłka, gruszki, potem sortownia i na koniec trafiłem na magazyn, w którym robiłem przez dłuższy okres czasu. Początki były trudne ale że w byciu psem miałem czarny pas to się utrzymałem. Jakoś po pół roku trafiłem na gościa mocno oderwanego od rzeczywistości - wtedy myślałem, że jaki on jest zajebisty, bo taki wolny i niczym się nie przejmuje - i spędziliśmy sporo czasu na rozmowach - przerzucaliśmy razem towar z palety na paletę.Na imię miał K. W pierwszych minutach rozmowy dowiedziałem się, że ćpa i tego nie ukrywa. Nie heroinę, amfetaminę czy kokainę.

PSYCHODELIKI!

Kurwa jak to niesamowicie brzmiało kiedy mi opowiadał o "podróżach", pracy nad sobą, magicznym świecie tuż obok nas, asertywności, samostanowieniu. Wyszukałem więcej informacji i już wiedziałem, że zjem coś z tych medykamentów dla duszy. To było jak objawienie, jak cud, jak spełnienie marzeń. 

Jaki ja byłem głupi. Myślę, że wpadłem w to jak nie jeden inny - tutaj też kilku widziałem - kuszony obietnicą poprawy swojej osoby, odkrycia czegoś. Dodatkowo gość był miły i to w taki zwykły sposób nie to co inni. Zwykle jak z kimś rozmawiałem to czułem w nim taką niepewność jak ma się ze mną obchodzić, nadmierną delikatność. U niego tego nie było! Jak ja uwielbiałem z nim rozmawiać! Pierwszy raz szedłem do pracy z czymś co można by nazwać przyjemnością, a nie strachem. Chyba się nawet zakochałem ale bez pożądania tylko platonicznie. Chociaż nie jestem pewien czy żądza nie była obecna, bo przecież kurwa, chciałem być taki jak on. Nie chciałem otwierać czakr, medytować, czuć wszech-miłości i akcpetacji?

K. opowiedział mi też sporo o swojej psychodelicznej drodze... i zniknął. Po prostu nie pojawił się w pracy. Znów zaczęły się wewnętrzny niepokój i napięcie. Taka pewność kary kiedy widzisz jak ktoś podnosi rękę i odruchowo zamykasz oczy, podnosisz ręce i czekasz na cios. Tylko, że ja się tak całe życie czułem więc dawałem radę. Po prostu kurwa dawałem radę.

11 czerwiec 2016 był dniem mojej przemiany. Z zakupionego growkitu Golden Teacher wyszło mi 13g suszonych grzybów (zapleśniał mi po zbiorze) ale wtedy miałem już tylko (hah!) 5g, bo wcześniej próbowałem różne dawki - do 2g na raz - na przestrzeni tygodni zgodnie z tym co znalazłem w internecie - 2 tygodnie odstępu, pusty żołądek itp. Słuchałem dużo Alana Wattsa, czytałem Crowleya, Castanede, Uspieńskiego, McKenne. Słowem: dokształcałem się w związku z nadchodzącą podróżą. Słuchałem też namiętnie Shpongle (podał mi je K.). W miedzy czasie czytałem tripraporty na NG i erowidzie. Oglądałem też filmiki Koi Fresco i jakichś innych natchnionych.

11 czerwiec 2016. 

Wstałem około 10, pamiętam to jak dziś. Zjadłem pomidora i ząbek czosnku, a po godzinie 5g Golden Teacher. Efekty pojawiły się dosyć szybko, rozłożyło mnie w drodze na łąkę, ledwo tam dojechałem. To było o wiele mocniejsze niż te poprzednie zabawy. O wiele wiele wiele. Zacząłem się trochę bać ale utwierdziłem się w przekonaniu, że to przejdzie i będę lepszy. Silniejszy. Nie będzie pizdy. Nie będę opisywał tutaj stricte podróży, bo dużo nie pamiętam ale pamiętam przytulanie siebie z przeszłości, podtrzymywanie na duchu w trudnych sytuacjach i słowa otuchy, że kiedys się wszystko ułoży, że razem damy radę i rozjebiemy każdego komu się to nie podoba.. Pamiętam, że przez ciało przechodziły mi prądy jakby fale mrowienia/odrętwienia. Łąka była jak morze podczas sztormu - nie dało się ustać na nogach takie fale. Wydawało mi się, że wszystko mówi mi, że nie ma prawa ponad czyń wolę swoją - no kurwa wszystko, od kamieni, przez trawę, robaki do chmur, nieba, słońca. Taka uczłowieczenie wszystkiego. I głos Boga mówił to samo i odbijał się echem w mojej głowie. Roztopiłem się i wniknąłem w ziemię, płynąłem podziemną rzeką i wytrysnąłem gdzieś w górach. Ciąg run nordyckich, który owinął moje ciało - zapamiętałem tylko dwie: hagalaz i thurisaz. Były też takie, których nigdzie nie znalazłem. Pamiętam rośnięcie mocy w ciele tak, że mnie rozrywało. Ogień w środku umysłu. I w chuj różnego badziewia, któremu nie nadałem żadnego znaczenia. Po samej podróży czułem się wyśmienicie, taki lekki i spokojny, a na drugi dzień wyjebany lepiej niż po najlepszym koksie. Zgrzmocony mocarnie po kilku godzinach pojechałem do domu. Tam na afterglow zjadłem wegański schintzel i kontemplowałem. 

Dzień później do pracy przyszedł inny koleś. To samo opakowanie, nowa zawartość. Wypięta klata, spojrzenie nie zmącone strachem, równo ogolony i uczesany, wypachniony. Idący lekkim krokiem. Zaraz po mnie przyszedł mój "nemezis" jak go do tamtej pory nazywałem. Bałem się go wcześniej ale tamtego dnia, patrząc nowym okiem, ujrzałem pizdę udającą kozaka. Chudy, przechlany wrak patologicznego człowieka. W tamtym momencie nie potrafiłem sobie wyobrazić jak mogłem odczuwać lęk wobec tego czegoś. Zaczęło się od standardowej gadki co robiłem w weekend, pewnie nic, bo nie mam kolegów, pewnie waliłem cały czas konia. Odpowiedziałem mu, że jebałem jego zawszoną, zapijaczoną matkę i zaśmiałem się w twarz. Przepełniało mnie uczucie siły, pewności siebie, braku lęku . I ta konsternacja na twarzach jego psów kiedy największa pizda została samcem alfa. Po tym jak się opamiętał zaczął się pluć i wygrażać więc powiedziałem, że mogę mu wpierdolić po pracy. I to wszystko ze stoickim spokojem. Jaki byłem z siebie dumny, jaki szczęśliwy, jaki pewien tego, że robię dobrze. Oczywiście nie było żadnej walki, gość uciekł zanim zszedłem na dół. Na drugi dzień patrzył spode łba więc się zapytałem, czy może jednak chce ten wpierdol. Ustawiliśmy się po pracy i dostałem od niego i jego koleżki. Pizdy. Ale już nikt do mnie nie podskakiwał. Złapałem tego chuja jeszcze w weekend w mieście i spuściłem mu taki wpierdol i tak go nastraszyłem, że nie pokazał się więcej w pracy. Kolega odszedł jakiś tydzień później po tym jak mu ktoś nasrał do plecaka. Była tam spora rotacja pracowników, kilku stałych, a tak co około miesiąc kilku odchodziło, a innych kilku dochodziło. 

Dwa miesiące później byłem teamleaderem w moim sektorze, znany i lubiany ale i poważany. Zerwałem kontakty z toksyczną rodziną i znajomymi, z którymi tę znajomość utrzymywałem żeby nie musieć stawiać czoła całkowitej samotności. Wyrwałem za to dobrą dupcię, kurwa zajebistą nawet. Przyszła do nas do pracy jakoś pod koniec lipca. Długie nogi, długie czarne włosy, duże niebieskie oczy, blada skóra, świetna dupka, idealne piersi i małe, brązowe sutki. Ruchaliśmy się nawet w kiblu w godzinach pracy. Oczywiście nic poważnego. Dla mnie przynajmniej. Często nowe, które przychodziły pukałem w pierwszym tygodniu. Waliłem też brzydkie i grube - śmieszne jest to jak udają aktorki porno i kwiczą i jęczą haha. Zacząłem też kraść - to jest magazyn ze sprzętem elektronicznym więc było co. Rąbałem co się dało: słuchawki, głośniki, subwoofery, laptopy, monitory, telefony, zegarki. Kilka firm, które się tam znajdują: Samsung, Apple, Harman Kardon, Toshiba, Lenovo, AKG. Jak możecie się domyślić kasa gruba. Dużo poszło do żydów na miejscu ale większość na eBay. Nigdy nie byłem taki bogaty, a za zarobione talary kupowałem krypto. 

Było mi mało wrażeń więc pogadałem z jednym znajomym i zrobiliśmy kilka domów. Niby fajnie ale jednak hajs się nie kalkuluje z ryzykiem. Wypierdolisz to musisz znaleźć żyda i to jeszcze po promocyjnej cenie, bo jak jakaś biżuteria to nigdzie tego nie pogonisz. Dwa razy był sejf i hehe kurwa głupie gnojki chwalą się kumplom, że rodzicie mają to i tamto i szyfr do sejfu znają. No to bierzesz gnojka w czasie kiedy rodziców nie ma w domu i otwiera sejf. A jak nie to czekasz na rodziców. 

Zrobiłem sobie dwie dziary. Cytat: "There is no law beyond do what Thou wilt" i coś jeszcze.

Jakoś w połowie maja 2017 zacząłem dilować. Brałem sprzęt od gościa, który już jakiś czas na rynku jest i można powiedzieć, że latałem dla niego . Dostałem dwa razy wpierdol ale załatwiłem to po znajomości. Postraszyłem też dwóch chłopków, którzy chcieli przejąć interes, chyba kurwa myśleli, że nikt nic nie zrobi. W tym samym czasie jednak zamawiałem spore ilości koksu z deepwebu. Mieszałem z lidokainą, mannitolem i kofeiną. W lipcu miałem już dwóch lataczy pod sobą. Zaczęli też gotować crack w wynajętej melinie. Czasem waliłem jakiś dom albo ustawiałem się z dilami i ich kroiłem. Raz zrobiłem imprezę z tymi chłopaczkami, przyprowadzili jakieś gówniary, a ja zamówiłem dziwki i sypałem wszystkim tyle koksu, że w pewnym momencie gówniary uciekły a my rżneliśmy te kurwy przez pół nocy, bo ich kamagrą nakarmiłem hahahahaha. Czasem zamawiałem sobie jakąś na weekend na zeszmacenie ale jak sypałem dobrze to wracały z chęcią. Potem chłopaczki awansowali i ktoś biega dla nich, a ja im tylko dostarczałem sprzęt.

I teraz będzie kurwa wisienka na torcie:

Tydzień temu mi w cudzysłowie zeszło. Przestałem być chojrakiem bez cienia lęku ale nie wróciłem do pizdczenia. Za to nie wiem kompletnie co mam ze sobą zrobić, zniknęło wewnętrzne poczucie siły chociaż nie całkowicie. Dlatego wszedłem tutaj żeby coś znaleźć może ktoś też tak miał ale wszyscy raczej cipieją.

Widzę też co robiłem innym ludziom. Zastraszanie, niszczenie związków, kradzieże, napady, sprzedawanie chujowego koksu, wpierdalanie w dragi. To jest przerażające co te gówno ze mną zrobiło. Po podróży w czerwcu nie przeczytałem ani jednej książki, nie zagrałem w żadną grę, nie zrobiłem choćby kroku w stronę oświecenia. Za to byłem kurwesko asertywny, uparty, bezduszny.

I chyba znowu zjem, bo nie mam zamiaru być pizdą już nigdy w życiu. Chcę żyć pełnią życia, a jeśli ktoś na tym ucierpi to chuj w niego, powinien mieć tyle oleju w głowie żeby się o siebie zatroszczyć. Kurwa zjem na pewno pomimo irracjonalnego lęku gdzieś we wnętrzu, że może tym razem pójdzie w drugą stronę i ocipieję bardziej niż wcześniej. To jest naprawdę popierdolone gówno te psychodeliki. Robią z ciebie bestię w ludzkiej skórze. Nawet jak gadałem z ludźmi, którzy są niby przebudzeni to wyczuwałem w nich to samo skrzywienie co u mnie. Własny kodeks moralny, socjo/psychopatia ukryte pod płaszczykiem altruizmu, dobroci i tym podobnych frazesów. Taki wewnętrzny głód i pustka. Tylko że oni nie mają jaj żeby robić to co ja.

Mam teraz pieniądze, o których można powiedzieć, że rosną same. Mam dom, a to co jest w środku dla przeciętnego Kowalskiego czy innego Jansena pozostanie w sferze filmowej. Jak zjem to pewnie znowu mi odjebie ale jak nie za mocno to napiszę tutaj, bo gdyby nie ten portal to nie zjadłbym pierwszych grzybów (I gdyby nie K. który mnie tym szajsem zaraził).

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Zajebisty tekst, choć trudno w to wszystko uwierzyć.

Dlaczego trudno uwierzyć? Sam znam ludzi, którzy robili podobne rzeczy. Klasyczny przykład równowagi. Najpierw nim pomiatano, a gdy poczuł siłę, to odbił to sobie dziesięciokrotnie. Jak się obudzi, to będzie wył w niebogłosy... biedny człowiek - niegłupi, a taki nieświadomy.

 

A tekst zaiste świetny.

To tylko sen samoświadomości.

Mi samemu ciężko w to uwierzyć

Współczuję Ci biedny człowieku.

To tylko sen samoświadomości.

Powiem tak; Z mojej wiedzy wynika, że psychodeliki potrafią "uruchomić" chorobę psychiczną. Tzn. wg tej wiedzy, jeśli ma się predyspozycje genetyczne do chorób psychicznych to, psychodeliki mogą te choroby tak, jakby uaktywnić. To tylko moje przypuszczenie, ale wydaję mi się, ze u autora tekstu uaktywniła się jakaś skrywana choroba psychiczna, może jakieś zaburzenia prowadzące do zachowań socjopatycznych. Skoro napisałeś, że w Twojej rodzinie się nad Tobą znęcano, to nie jest to, normalne. Może po prostu, masz predyspozycje, do schorzeń psychicznych.  

 

Jeśli ktoś uważa, że moja teoria w ogóle nie ma racji bytu, to może mnie poprawić, bo może naprawdę się mylę, nie wykluczam tego.   

 

Nie piszę też tego, żeby obrażać autora. Również uważam, że tekst jest świetny.   

Marek Edelman

Z tego co znalazłem w necie to wygląda na epizod maniakalny bez objawów psychotycznych. Nie mam też depresji ale przed wszystkim byłem pizdą na sto dwa więc możliwa dwubiegunówka z długim epizodem szczęścia. Pożyjemy - zobaczymy

Oczywiście masz rację, że psychedeliki mogą wystawić na światło dzienne wszystko, co siedzi w człowieku. To są narzędzia (nie tylko) do przemiany. Tylko czy w tym przypadku jest to choroba psychiczna? Można to tak nazwać (zrzucić odpowiedzialność za czyny na barki choroby). Po prostu ofiara przemieniła się w oprawce. Ja to widzę w ten sposób, że Grybki dały mu nazwijmy to miecz do samoobrony, ale kolega z poczucia krzywdy zaczął używać go do ataku. Nieświadom tego, że za wszystko trzeba będzie zapłacić. Myślę, że gdyby go ktoś dobrze poprowadził, to nie zagalopowałby się w ten sposób. Na pewno jest problem z empatią, do którego wiele osób z otoczenia przyłożyło rękę. 

Będzie dużo płaczu i od groma pracy przed #chujwbity... 

To tylko sen samoświadomości.

Chujwbitywewszystko, szacun kurwa jebać oprawców. Miałem podobnie spierdolone życie zawsze na dnie, takie historie poniżania mam w swoim życiu że nawet ich nie opowiadam bo kurwa nikt nie uwierzy...

Ja ten power rozumiem, też go kiedyś uzyskałem i nagle zamieniłem się w Pana wszechświata, nie da sie opisać tego słowami ale byłem królem wszystkich podobnie jak ty, a jak bym zobaczył kogoś z przeszłości co mnie poniżał to bym go w kwasie utopił hehe. Ogar życia laska 10/10... no i się spierdoliło po czasie, poleciałem w "miłość" cała pewność siebie ze mnie wyleciała... bo obudziło się skrywany we mnie "brak cycka mamy"... i związek zaczął się pierdolić, a dziewczyna z którą byłem tylko utrudniała wszystko. Pewnego dnia się spakowałem i spierdoliłem z mieszkania. No i zjebałem bo poleciałem w opio i do teraz żałuję tej decyzji... tj. spróbowania opio.
Gdybym ich nie spróbował myślę że po chwili chujni zamieniłbym się spowrotem w bestię, a tak to poleciałem w spierdolony nałóg na kilka lat.

Dziękuję Ci. Po przeczytaniu tego tekstu poczułem się wykurwiście. Nic tak nie motywuje do działania człowieka ruchanego przez życie jak to że inna osoba z podobnymi przeżyciami "zajebała" swoich oprawców i radzi se pierdoląc wszystkich.
Byle tak do śmierci i pierdolić skurwysynów.

Ja ogólnie ostatnio zamieniam się w tą "bestię".... zarabiam jak nigdy, nikt mi nie podskakuje, flesze bajery szmery... ale wiem że jak dam tej bestii wyjść w całości bo potem pewnie będę cierpieć potrójnie więc trochę się hamuję, chociaż i tak już czasami ostro zagrałem, egoizm^3 i jak tylko ktoś zagraża to do parteru.

Puenta jaką zauważyłeś: "... ale wiem że jak dam tej bestii wyjść w całości bo potem pewnie będę cierpieć potrójnie..." (niegramatycznie, ale wiadomo o co be) jest kluczem. Po cholerę wyrządzać innym krzywdę, skoro odbija się to tylko na nas??? Wyrządzając komuś krzywdę, wyrządzasz ją sobie. Nie lepiej dawać wszystko, co najlepsze, skoro wiadomo, że to wróci? (Chociaż nie powinno się myśleć o zyskach, tylko o to, żeby komuś pomóc, dawać od serca...) Następny klucz, to wybaczenie. Wybaczając innym uwalniasz siebie. Twoja nienawiść, mimo iż wpłynie na cel pośrednio, trawi Ciebie. Z tego się (między innymi) rak bierze.

 

A teraz Chacken powiedz mi: jakich oprawców? Co mu zrobiły te biedne prostytutki, że trzeba te bądź, co bądź kobiety zeszmacić? Co zrobili mu ludzie, do których domów się włamywał? I te dzieciaki? Za to, że mi robiono krzywdę, to ja ją będę robił innym? To jest absolutne zero zrozumienia. A prędzej, czy później trafi kosa na kamień. Niesie wilk razy kilka, to i poniosą wilka... Współczuję z całego serca takiemu tokowi myślenia. Takiego sposobu życia. Myślisz, że pokazujesz siłę, a tak naprawdę okazujesz niesamowitą słabość (to do Chujwbity...). Będzie bardziej bolało, niż myślisz. Pracuj nad sobą. 

To tylko sen samoświadomości.

Nie opisałem tutaj wszystkiego, ponieśli i mnie kilka razy, bywa. 

Uważam, że jeśli ktoś daje się wykorzystywać, jebać, szmacić i ogólnie łykać całe gówno jakie mu wypłynie przed mordę to na to zasługuje. Gdyby te dziwki miały do siebie szacunek to nie dawałyby się poniżać i upokarzać za kilka kresek koksu. I nie myśl, że ja je z nienacka brałem - wszystko ustalone drogą telefoniczną chociaż w amoku zdarzało się przegiąć pałkę.

Jak dajesz się jebać w dupę to nie miej potem pretensji do jebiącego, że wykorzystał okazję, a jedynie do siebie.

Czyli, jak ludzie Cię gnębili, to na to zasługiwałeś tylko dlatego, że nie umiałeś się przeciwstawić, tak?

Ja wolę pokazać takiemu człowiekowi, który daje się jebać w dupę, że wcale tak być nie musi, a nie go wyjebać i jeszcze bardziej upodlić... Nie chciałbym żyć w Twoim świecie. 

To tylko sen samoświadomości.

Oczywiście, że tak. To ja dawałem się poniżać i wyzywać. Mogłem się postawić, dostać wpierdol, znowu postawić i znowu dostać wpierdol i znowu postawić i w końcu nie dostać wpierdolu ale wolałem być pizdą i myśleć, że jeśli będę dobrym gościem i nie będę się wychylał to ominę większość niewygód w życiu. Chuj z tym, że nie działało. I nie powinno to nikogo dziwić - tak samo jak biały wejdzie na czarną dzielnicę nie powinien się dziwić jak go zajebią. Taki jest świat - silni żyją na słabych i tak będzie zawsze, bo taka jest natura.

W naturze wszystko się zmienia, kręci się i cechuje ją równowaga. Im wyżej, tym niżej. Im niżej, tym wyżej. Fala. Sinusoida. Spirala. Spójrz szerzej na obrazek. Pomyśl o konsekwencjach... 

To tylko sen samoświadomości.

Chodziło mi o zwykłą, a nie metafizyczną naturę. Silniejsi zjadają słabszych i nie ma wyjątków, a to, że twierdzisz, że równowaga - czy nie byłem przez ponad 20 lat nisko? Nie zasłużyłem na wysoko? Czy to nie jest konsekwencją przeszłości? 

Tak naprawdę to nie ma podstaw aby wierzyć w te czarymary i trutututu. Jebać to, żyć, ruchać, walczyć i umierać! Wikingowie to byli goście.

Nic nie dzieje się przypadkiem, więc "zasłużyłeś" na wysoko. Pytanie czemu po tej stronie mocy... Na swój sposób Cię podziwiam wojowniku, bądź tylko świadom, że po wysoko znów jest nisko i oby tej siły starczyło na przetrwanie. Informacja nie ginie.

W tej "zwykłej" naturze nie zawsze silniejszy zjada słabszego. Symbioza? Synergia? Gdyby nie było równowagi, to silni zjedliby wszystkich słabych, a potem pozabijaliby siebie. Planeta by umarła.

Wzbudzać strach to nie sztuka - wzbudzać szacunek to inna liga. Jako gatunek mamy dużo większe możliwości, aniżeli napinanie muskuł. Spójrz czego dokonał Mahatma Gandhi biernym oporem. 

A świat... jest taki, jaki wierzysz, że jest. Ja wolę spotykać się z jedną kobietą, która jest świadoma i piękna, niż z dziesiątkami tanich kobiet dla wszystkich. No ale "nie ma innego prawa, niż czynić swoją wolę". 

I wolę indian od wikingów.

Ach i są rzeczy nie na sprzedaż - te najcenniejsze.

To tylko sen samoświadomości.

To i ja swoje czy grosze wtrącę, cytatem tym razem, który myślę, że pasuje jak ulał do tej wymiany zdań:

"- Lubiła powtarzać, że ludzie dzielą się na owce i wilki - wspomniałem tęsknie na puchnące za oknem chmury. - Kim ja jestem, Hari?

- A pamiętasz, co ja zawsze mówiłem? Że na świecie są dwa rodzaje ludzi: pierwsi powtarzają, że na świecie są dwa rodzaje ludzi, a drudzy uważają, że ci pierwsi gówno wiedzą.

...

- Dychotomie są do niczego w zderzeniu z rzeczywistością. Prawda i fałsz, dobro i zło... To dobre dla matematyków i filozofów. I teologów. Ale tutaj, w prawdziwym świecie? Zgoda, są wilki i są owce, ale są jeszcze pasterze.

- Pasterze...

- Otóż to. - Hari pokiwał głową. - Może twoje zadanie polega na tym, żeby chronić takich jak oni... - ruchem głowy wskazał świat za oknem - ...przed takimi jak ja.

   Przemyślałem jego słowa - i spodobało mi się, jak brzmią.

...

- Jest jeszcze druga strona medalu - zauważyłem. - Kto będzie chronił takich jak ty?

- Wilki nie potrzebują ochrony. Wystarczy nam otwarta przestrzeń, bez płotów, bez betonu... Sami się o siebie zatroszczymy.

- Owce, wilki, pasterze... - mruknąłem.

...

- Muszą też być mrówki i orły, drzewa, kwiaty, ryby... Każde ma swoją naturę. Im jest ich więcej, tym piękniejszy staje się świat.

- I rzeźnicy, i piekarze, i krawcy, i świecarze - prychnął Caine - To zwykła przenośnia, do diabła. Nie katuj jej tak."

 

No i zjadłem wyraz :C "...wspomniałem PATRZĄC tęsknie..."

Buhahahaha! Gościu! Też to czytałem, co prawda parę lat temu ale seria zrobiła monstrualne wrażenie. Traktowałem ją jak swojego rodzaju Biblię i w niej znalazłem Crowleya i swoją dziarę. Hahahah idealne

To przeca karma jest! Te dzieci i prostytutki i wszyscy, którym dojebalem sami tego chcieli, bo: "Inniejszy... otóż wszystko co Cię spotyka, to odbicie tego, co sam dajesz. Jeśli będziesz szczerze dzielił się z innymi, to w Twoim otoczeniu pojawią się równie hojni ludzie. Tak działa Kosmos. To jedna z podstawowych prawd. Świat jest doskonały. Jeśli myślisz, że coś z nim jest nie tak, spotykają Cię niemiłe sytuacje itd., to problem tkwi w Tobie, a nie na zewnątrz."

Szaman nawet nie wyobrażasz sobie jak mnie bawisz. Z chęcią pokazał bym ci doskonałość świata i hojność kosmosu gdybyśmy się spotkali hahahaha

 

 

O chuj, dawno tutaj nie wchodziłem.

Na swoim podwórku pewnie byś pokazał. Na moim pewnie byś płakał. Wolę jednak ogrody od bagna (nawet, jak się bagno złotem świeci), a Ty raczej po ogrodach nie chadzasz. Śmiej się, śmiej. Naiwnie jest sądzić, że nie poniesiemy konsekwencji swoich czynów.

"Gwałtownych uciech koniec gwałtowny".

 

Zjadłeś te Grybki?

To tylko sen samoświadomości.

Spotkajmy  się w takim razie w grudniu gdzieś na "neutralnym podwórku". Może Florencja? Lubię Włochy więc wolałbym tam ale w sumie możesz wybrać kraj. I bez kolegów, bo ja się tak nie bawię. I bez brata. Kupię ci nawet bilet jeśli cię nie stać.

Uwielbiam te twoje pompatyczne pierdolenie i wymysły na temat innych, zaślepiony swoim ego chujku. 

A grzyby jadłem dwa razy i nic ciekawego. Za to meskalina pokazała pazur i jeśli się to utrzyma to pewnie opiszę tutaj.

Nic nie zrozumiałeś. Nie zamierzam się z nikim napierdalać. Wyrosłem z tego kilka ładnych lat temu. Płakałbyś nad samym sobą, a nie dlatego, że bym Ci dojebał xD Mówiąc o podwórku miałem na myśli stan Umysłu, a nie lokalizację. Taki wiesz, wewnętrzny świat, wibracje itp.

Czy Ty naprawdę myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty, niż jechać w chuj kilometrów tylko po to, żeby się napierdalać? Czy Ty myślisz, że jestem jakimś kibolem, czy innym takim? Heh... Rozjebałeś mnie.

To tylko sen samoświadomości.

Ale ty jesteś kurwa głupi hahahaha

Ja cię zapraszam na wakacje do Florencji albo gdziekolwiek chcesz, a ty mi o jakimś napierdalaniu piszesz. To ty nic nie zrozumiałeś o ja pierdole hahzhzhzhzzhhaaah uhuhuhuuuuuu jesteś wspaniały! 

Długo nad tym myślałeś? To co to niby miało znaczyć: "I bez kolegów, bo ja się tak nie bawię. I bez brata."? Dziwny masz sposób na zapraszanie ludzi na wakacje. 

To tylko sen samoświadomości.

Dokładnie to co miało znaczyć. Że masz przyjechać sam, a nie z obstawą, bo to ma być na luzie, a nie jakieś poprztykanki. No i wszystkim nie będę sponsorował sodomy. 

Widziałeś kiedyś laskę, która błagał cię żebyś jej przyjebał? Żebyś ją gwałcił, gasił jej pety na plecach i bił paskiem? Bagno prawda? Ale to jest jej katharsis.

Te twoje wpisy wyglądają jakbyś uważał, że świat jest czarno-biały i to ja jestem po tej ciemnej stronie. Ale tak nie jest. Nie ma dobra i zła jest tylko punkt widzenia. Dla ciebie mój świat to bagno, jesteś lordem farquaadem, a ja shrekiem.

W nagłym przypływie dobroci serca chciałem ci pokazać świat, czym jest życie ale się trochę pospieszyłem. Może jak już dorośniesz.

Gdybyś miał czyste intencje, to do głowy by Ci nie przyszło, że mógłbym przyjechać z obstawą. Po co miałaby mi być potrzebna obstawa, hę? Brakowało tylko, żebyś dodał: "i bez sprzętu, bo ja się tak nie bawię", a później, że to chodzi o to, że nie będziesz za mój nadbagaż płacił, jakbym kamerę chciał wziąć. Skąd pomysł, że musiałbyś mi za cokolwiek płacić? Myślisz, że nie umiem o siebie zadbać? Swoją drogą też lubię Italię (byłem tam bezdomnym 18-latkiem).

Różne formy patologii dane mi było zobaczyć, ale na szczęście nie widziałem laski, która błaga, by jej przyjebać i przypalać jej plecy petami. Nie kręci mnie sado-maso. Wolę delikatność i promienny uśmiech. Wolę z kobietą o sztuce porozmawiać, niż... ją gwałcić.

Każdy ma w sobie białego i czarnego wilka. Świat nie jest czarno-biały - ma różne kolory i odcienie. Piękne i odrażające. Sam nie jestem święty. Swoje nabroiłem, bo wychowała mnie ulica. Wiele lat zajęło mi wyjście na plus i wiem, że ten kierunek jest właściwy, chociaż chwile zwątpienia się zdarzają. To normalne.

Moim zdaniem jesteś strasznie zagubiony. Mocy masz więcej ode mnie i to jest fakt, ale faktem jest też, że karmisz czarnego wilka. 

Chciałeś mi pokazać czym jest życie w bagnie (tak, bo dla mnie to bagno, gdzie każdy Twój ruch jeszcze bardziej Cię w to wciąga, aż w końcu utoniesz). A pod tą maską skurwiela kryje się ten mały chłopiec, któremu brakło miłości... I odwrotnie kolego - w tej bajce to ja jestem Shrekiem, a Ty Farquadem. Bo to bagno to też nie miejsce. Choćbyś i zamek złoty tam postawił. 

W moim świecie ludzie darzą się szacunkiem. Robią sobie prezenty. Każdy coś przynosi z myślą o innych. Łapiemy za instrumenty i gramy. Znasz takie uczucie? Uczucie tworzenia, a nie niszczenia? To zobaczyłbyś w moim ogrodzie. Tylko o ogród trzeba dbać. Łatwo z niego zrobić bagno. Trudniej z bagna zrobić ogród.

Świat... Dla Ciebie świat jest walką. Dla mnie też. Dla Ciebie to walka z innymi (słabszymi), a dla mnie z moimi słabościami i z nikim innym.

Przeczytaj sobie ten raporcik:

https://neurogroove.info/trip/wszech-wiat-i-wieczno-na-wyci-gni-cie-r-ki...

Może coś zrozumiesz.

To tylko sen samoświadomości.

Wtrącę się żeby dodać, że cała filozofia, ideologia czy jak to tam jeszcze można nazwać, jaką przedstawiasz w swoich raportach i komentarzach jest naprawdę bardzo ciekawa i daje do myślenia. Może też kiedyś dorosnę do tego żeby zrozumieć iż wszechświat jest idealny i zachowana jest w nim równowaga. Chciałbym tego bardzo, ale życie póki co nie pomogło mi tego zrozumieć. Większość życia przebywając wśród ludzi, którzy bezczelnie wykorzystywali tę moją cholerną dobroć, ciężko jest uświadomić sobie, że może jednak ta równowaga jest.

Jest ciężko. Zwłaszcza, gdy Umysł atakuje pokusa, żądza... Wiesz, ze mną to było tak, że byłem niezłym skurwielem. Nie chcę tego opisywać, bo to aż wstyd, co wyprawiałem i dumny z tego nie jestem. Nigdy nie dawałem sobie w kaszę dmuchać i myślałem, że mi się wszystko należy. Myślałem, jaki to ja nie jestem pokrzywdzony, a w rzeczywistości to ja krzywdziłem. Sądziłem, że jestem pępkiem świata, bo taki ynteligiętny itp. Jak coś komuś dałem, to miał paść na kolana dziękując i pamiętać do 10 pokoleń, jaką to łaskę zrobiłem. Jak się obudziłem, to... nie płakałem... wyłem, jak pies! Tak wyłem, że myślałem, że się uduszę. Serce miałem ściśnięte i podchodziło mi do gardła, gdy się zorientowałem co ja czynię. Musiałem otrzeć się o śmierć, mentalnie umrzeć i dwa razy wszystko stracić, żeby się obudzić. Brzydziłem się sobą. Nienawidziłem siebie za to wszystko. Pytałem siebie co mogę zrobić. Co mogę zrobić, żeby wyjść z tego piekła. Poszedłem na odosobnienie, bo nie chciałem nikomu zatruwać powietrza swoją osobą. Zacząłem wszystko dawać, co miałem w sobie najlepszego (niewiele wtedy tego było). Zdążyłem się też nieźle sparzyć przez swoją otwartość. Ludzie zaczęli się inaczej zachowywać. Przestali się mnie bać. Niektórzy zaczęli żądać ode mnie więcej, niż mogłem dać. Stawali się aroganccy i wyniośli. Zacząłem odsuwać się od większości patologicznych znajomych. Nie dawałem nic, jeśli ktoś żądał. Dawałem w chuj tym, którzy nawet nie mieli śmiałości prosić. Po latach całkowicie zmieniło się moje towarzystwo. Dzisiaj już wiem, że to ja kształtuję swój świat. Znam wielu wspaniałych ludzi, którzy dali mi szansę być człowiekiem. W ogóle to gdyby nie pomoc mojego przyjaciela, to chyba bym się zabił. Przez w chuj lat miałem poczucie winy. Widziałem tylko swoje słabości, które wydawały mi się nie do przezwyciężenia. Ostatnia podróż na kaktusach z Panem Mescalito pokazała mi, że w końcu wyszedłem na plus (opisałem tę podróż tydzień temu, teraz czeka, aż ją Rydzyk wrzuci). Dzisiaj wiele osób o mnie pamięta. Przyjeżdżają z różnych stron świata, żeby się ze mną zobaczyć. To jest wspaniałe. Zdarzają mi się dni smutku, bo jestem samotny. Ale nie lękam się. Wiem, że jeszcze w chuj pracy przede mną, ale wiem też, że idę w końcu w dobrym kierunku. Jak popatrzę wstecz, to widzę jak nisko byłem. Myślałem, że mam przed sobą wysoką górę do pokonania, a teraz widzę, że to mały pagórek był. I dalej się wspinam. Mam poczucie misji, chociaż zdarza się wątpić. W końcu jak raz zwątpisz, to już zawsze będziesz wątpił. Słucham serca. Sram na pieniądze - to nie mój bóg. Pomagam ludziom, jak umiem. Więc najtrudniej jest zacząć. Później trzeba tylko w tym wytrwać mimo wątpliwości. Dziś już mnie nie dziwi, że przypadkowe osoby dają mi tyle od siebie, choć nie muszą, a ja nie mam śmiałości prosić. Dzieje się tak dlatego, że sam tak robię i widzę tę zależność. Zostało mi coś takiego, że widzę ludzi, ich intencje itd. A to dlatego, że poznałem dobro i zło, bo i to i to siedzi we mnie. Ale pielęgnuję dobro, jak piękny kwiat, a zła czynić już nie chcę. Zbyt wiele cierpienia zadałem i sam po czasie przez to w chuj cierpiałem. Zbyt wiele cierpienia widziałem. Dzisiaj świadomie kieruję swoim życiem. Nie boję się zmian, te są nieuniknione. W dupie mam też co sobie ludzie pomyślą. Nie jestem odpowiedzialny za ich myśli. A często widzą malutki kawałeczek i na tej podstawie oceniają. Śmieszy mnie to. Dzisiaj już wiem, że nie ma nic piękniejszego od tworzenia. Dlatego śpiewam sobie, chociaż często wtedy ten mój stary ból wychodzi (generalnie technicznie jestem cienki, jak dupa węża, ale ludzie mówią, że niesamowicie oddaję emocje). Stukam w bębenek. No nie znam lepszej formy spędzania czasu... Po czasie pewne rzeczy stają się oczywiste. Nie rezonuję już z niskimi wibracjami. Staram się być, jak tylko mogę wysoko. Mentalnie, a nie materialnie. I nikomu przy tym nie szkodząc, a może jeszcze uda mi się komuś pomóc, by zobaczył... Wszystko w tym świecie jest iluzją. Pustką. Tę pustkę możesz wypełnić czym tylko chcesz.

To tylko sen samoświadomości.

Ja cierpiałem już od dzieciaka bo nawet moja rodzina niespecjalnie mnie akceptowała. Tak, dziecko z przypadku, pęknięta gumka i te sprawy. I to się za mną ciągnie cały czas. Przez to była lawina nieszczęść bo jak człowiek sam siebie nie zaakceptuje, to na próżno szukać tej akceptacji u innych. No i od przedszkola aż do końca gimbazy byłem popychadłem. Żyłem tak po prostu, bez celu, ambicji, złotej myśli, czegokolwiek. Czyli przekładając na prosty język - marnowałem tlen. No a potem jeszcze wypadek, pijany kierowca we mnie przyjebał gdy zmierzałem do pracy w wakacje (miałem 16 lat, a pracować trzeba było bo bieda jak skurwysyn) - ledwo przeżyłem, lekarz określił to mianem 'cudu'. Po wyjściu ze szpitala miałem myśli samobójcze, nie rozumiałem 'Dlaczego to wszystko akurat mi się przydarza?'. Ostatecznie jednak wybrałem się na terapię, którą opisałem tu na stronie i ona pomogła mi przede wszystkim zaakceptować samego siebie. Teraz naprawdę jest już z górki, w porównaniu z tym co miałem, ale nadal nie rozumiem jednej rzeczy, może mi na nią spróbujesz odpowiedzieć. Dlaczego ludzie nie mają równego startu w życiu? Dlaczego jeden rodzi się w bogatej, kochającej rodzinie, a inny w wyniku wpadki?

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media