Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

weedness-day

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
Pierwszy i drugi trip- ćwierć grama zjarane dwa razy na dwóch. / trzeci trip- około 0,35 grama na czterech.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:

Takie sobie- miejsce dość obce i ryzykowne, ale oczekiwania pozytywne. Przynajmniej u mnie.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Gałka muszkatołowa
Marihuana
Kodeina
DXM
LSD

raporty żelazny_aksamit

weedness-day

••••••••••••••••••••••••••••••••••••

WSTĘP

Tak więc, opisywany trip, a raczej trzy następujące po sobie tripy będą miały miejsce w pokoju hotelowym. Obecnie jestem na wyjeździe szkolnym.

 

W wydarzeniach będą brali udział trzej istotni towarzysze. Nazwijmy ich Żołądź, Kasztan i Kokos.

 

Tak się pięknie złożyło, że siedząc 13 dzień w tym hotelu i nudząc się w chuj, miałem ochotę na potripowanie. I właśnie odłożylem książkę, pogrążając się w myślach o swoim pierwszym spotkaniu z Cannabis, kiedy usłyszeliśmy pukanie. Kokos otworzył drzwi.

 

Stał w nich Żołądź- największy wariat i pijus w hotelu, aczkolwiek o bardzo pozytywnym charakterze. Oddał mi ładowarkę, którą wcześniej mu pożyczałem, po czym rzekł podniecony:

 

-Mam dobrą wiadomość chłopaki.

-Wal.

-Wiem już kto ma dobry, czysty towar.

-Pierdolisz.

-Mogę ci przynieść nawet zaraz.

 

 

Dogadaliśmy się z Żołędziem. Cena była mocno zawyżona, ale cóż. Zamówiłem ćwierć grama, które przyniósł już 15 minut potem. Nawet mi zwinął Lolka. Usmażyłem go z fachowcem od zwijania na balkonie, bo reszta ziomków nie chciała. Po 2 minutach już czułem bombę na głowie.

 

Trip numer jeden czas zacząć...

 

Powiedziałem szybko do chłopaków:

 

-Dobra, trzy istotne sprawy! Po pierwsze nie przeszkadzać mi, bo chcę skupić na rozkminach. Po drugie- nie robić wkręty, bo jeszcze złapie bad-tripa (towar pachniał jak czysty, ale wolałem być ostrożny, bo z syntetykami nie wiadomo. Wziąłem tylko 3 słabe buchy mieszańca z tytoniem. Na szczęście było czyściutkie jak stopy Jezusa po wieczerzy z uczniami ) A po trzecie... Kurwa zapomnialem... Już siedzi!

 

 

Żołądź poszedł do siebie, a Kasztan i Kokos mieli ze mnie polewkę życia. Przede wszystkim telepałem się z podjarki i śmiałem jak mała dziewczynka. Gdy zwrócono mi na to uwagę, odrzekłem:

 

-No i o to chodzi! Wyzwól z siebie małą dziewczynkę!

 

Na początku trochę odpierdalałem i mówiłem poetycko brzmiące suchary, aby rozbawić ziomów. Potem oddałem się nurtowi ciszy i ciemności.

 

 

Spektrum mojej fazy było dość ciekawe, bo zamykając oczy miałem wrażenie, że łóżko zmienia się w przeróżne twory- raz było fotelem do masażu, innym razem... Trumną. Czułem się zamknięty w jakiejś bardzo ciasnej przestrzeni, jednak nie dotykały mnie fizyczne opoki tejże przestrzeni, a jakieś energetyczne ciepło. Było bosko.  Potem zauwazylem, że zawsze jak się mocno spizdgam i leże na łóżku, mam super przyjemne zudy dotykowe, a sam dotyk wkracza na wyższy level, jakbym mógł nagle pobierać pranę przez skórę i czuć jej słodycz.

 

Potem słuchałem muzyki i gwarantuję, że nigdy w życiu nie szło mi lepiej odgadywanie przekazu. Wręcz mogę powiedzieć, że przekazów było po kilka na raz. 

 

Jakby tego było malo- doznalem synestezji i wyczuwałem kształt dźwięków, ich krawędzie i kontury, a nawet niekiedy czułem je w postaci pulsujących fal energii wypełniających przestrzeń! Głos wykonawcy i podkład dzieliły się na dwa zupełnie odrębne twory.

 

 

I nagle mnie olśniło- coś mniej więcej takiego samego miałem po DXM, jednakowoż w tamtym wypadku było to strasznie niewygodne. A Maria... pokazuje świat w miły i wygodny sposób. I już wiiem w czym szkopuł. Roślina ma uczucia. Chemia bezlitośnie spycha cię w taki rewir, jak sama chce. Nie daje wolnej woli. Wręcz ją zabiera. Jest to ciekawe, ale bywa i straszne. Z kolei konopia nie jest nachalnym kaznodzieją, a raczej opiekunem, który trzyma cię za rękę i prowadzi w dziwne miejsca. Czujesz się panem i bogiem, ale też wiesz, że Indica jest na równi. A dekstro to tylko martwa chemia, z którą radzisz sobie sam.

 

Więc tak- na DXM było skojarzeń od chuja i tworzyły tak niespójną całość, że nie wiedziałem co się odpierdala. A tu- ledwie kilka skojarzeń, ale każde ostre i wyraźne, każde spójne i logiczne. I przesycone takim... Oświeceniem. Oświeceniem w stylu "Kurwa jakie to piękne, kocham was! Pomimo że wy mnie nie musicie kochać."

 

Na DXM źródłem miłości jest świat. Ten chemiczny rozkurwiacz łączy z absolutem. A absolut nie zawsze pieści. Czasem lecą pięści. Na naturalnym THC źródłem miłości jest twoje wnętrze.

 

Pamiętam, że przypomniałem sobie trzy wykurwiste sny z dzieciństwa- w jednym gonił mnie fioletowy cyklop, w drugim latałem pomiędzy liczbami, a najwięcej tam było jedynek (moja ulubiona cyfra, chyba od dawna). A w trzecim był dom podzielony na 7 dziwnych pokoi i szukałem zaginionego chłopca. Śmiesznie.

 

Potem miałem ostre CEVy, dużo lepsze niż daje mi mój drugi ulubiony zamiatacz- dekstro.  Zdarzyły się nawet dwa wkręty przy otwartych oczach, bo widziałem obraz z Maryją na ścianie i jakieś okręgi. He He He!

 

Faza mijała powoli i kontrolowanie. O pierwszej trzydzieści sprawdziłem swój kapsel dnia w aplikacji Tymbarka.  Było napisane "Dzisiaj tylko my dwoje." Tak. Dzisiaj tylko ja i cannabis- namiastka miłości. A może jej inna forma?

 

••••••••••••••••••••••••••••••••••••••

Trip 2:


Zasnąłem. Potem pobudka. Miałem praktyki do godziny 14, potem przyszedł Żołądź i zapytał, czy nie chcę spalić resztki Lolka ze wczoraj. Spaliłem, ale walnęło bardzo cienko. Tylko rozkminki miałem lepsze. I napisałem dwa dobre wiersze. Trip był bardzo lekki i przyjemny. Ale zawsze coś.

 

•••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••

Trip 3:


Tu zaczęła się potężna jazda. Sklepaliśmy się na zielsko i Żołądź zwinął takiego blanciora, że aż me serce przyśpieszyło i zaczęło nucić odę do radości.

 

Tym razem warunki w hotelu były trudniejsze, więc poszliśmy w pobliskie krzaki raczyć się gigantem. Kasztan wziął bodajże 4 porcje dymu do układu oddechowego, ja 5, twórca blanta 5 i Kokos 4, ale on nie umiał sie zaciągać.                                

 

Wróciliśmy do pokoju. Tam rozpętała się piękna burza z piorunami w kształcie wszechświata.                  

 

Nie wiem dlaczego, ale słowo wszechświat napawa mnie wielkim szacunkiem, stanowi tajemnicę i dosłownie czuję cały czas jego potęgę. Może to kwestia mojego zamiłowania do tajemnic astronomii, które przejawiało się już od komunii, kiedy to dostałem jako prezent full pakiet cyfrowego Polsatu wraz z kanałem Discovery Science. I oglądałem Morgana Freemana z pasją i przerażeniem, dziwiąc się, jakie to wszystko jest trudne w objęciu umysłem.                    

   I pewnie dlatego tak miłuję możliwości psychodelikow- łączą z całością. Absolutem. Potęgą uniwersum.            

 

Tym razem nawet bez zamykania oczu miałem kolosalne wariacje cielesności.Czułem, że wtapiam się w łóżko. Zamknąłem oczy i to się nasiliło. Do tego wszystko obok mnie "zanikało", tak, jakbym zdawał sobie sprawę, że to jest, ale nie mógł tego odczuć.            

 

Kokos cały czas narzekał, że go nie klepło. Pocieszalem go, że zaraz może nadejdzie i kazałem nie myśleć, albo wpatrywać się w jeden punkt, to szybciej zauważy różnicę. Niestety nie dane mu było potripować.                                          

 

  A Kasztan? Zaczął dyszeć i zachwycać się, że powieki drgają mu w rytm wentylatora w kiblu. Mocno go rozłożyło. Powiedział, że nie może ruszyć ręką, bo mu się coś w środku przemieszcza i to boli. Potem mówił, że jego twarz przykrywa skała. Zauważyłem, że jest teraz w podobnej sytuacji do mnie- może sobie wyobrazić co chce i odczuć to dotykowo. Tak więc poradziłem mu wyobrazić sobie coś... kogoś, kogo brakuje zarówno jemu, jak i mnie- kobietę.                                                                                                                  

     Od tej pory Kasztan leżał z bananem na ryju i mówił, że to jest zajebiste. Po chwili rzekł: " O kurwa, ona miała mi robić laskę, a wsadziła mi palec w dupę i poczułem go aż w gardle! Kuuurwa, nieeeeeeee!"

Ech ta męskosć- zawsze znajdzie sposób, żeby ci dopiec, jeśli wcześniej śmiałeś się z homo :D.                                                                                                                                                      

   Potem ziomal z fazą włączył filmy z gatunku "To o czym marzysz, ale nie będziesz mieć, dopóki nie zamienisz się ciałem z łysym z Brazzers". I miał zaciesz jak dziecko. W pewnej chwili krzyknął:

"Kurwa, sam mi staje!".                        

 

A co, wcześniej musiałeś mu pomagać?~ zaśmiałem się w myślach.                  

                                                                              Następnie włączył sobie muzykę na słuchawkach, i tripował w najlepsze. I znowu dojebał tekst mistrzowski:    

 "Dlaczego widzę teraz każdego kutasa, którego... yyyy...".                        

My z drugim koleżką w śmiech. Kasztan się tłumaczy =D.    

 

 °°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°   A Kokos dalej narzeka. Szkoda mi go, bo dla niego także miała być to pierwsza przygoda z konopią. Kasztan osiągnął szczyt (tylko metaforycznie) swoich możliwości, a ten, który nie zaznał fazy, miał rozczarowana minę.            

                     

         "No cóż, to nie jego czas. Zajmij się sobą glupcze, bo trip ci przeleci w mgnieniu oka" ~ pomyślałem.   

      No i tak też zrobilem. To co poczułem, było fenomenem. Mianowicie-Widziałem na CEVach atomy, które tworzą nas. I czułem się kurwa atomami. W stopniu niemalże królewskim zsynchronizowalem dotyk, z czymś, czego nie znałem. Z czuciem energii. Byłem jakby tą energią i atomem, sobą i układanką na raz. Łzy szczęścia napłynęły do oczu.

Potem te atomy zaczęły tworzyć cały świat, a jak świat był kompletny, stał się atomem. I ten atom łączył się z innymi, tworząc wszechświat! A wszechświat był atomem. I tak dalej.Cały czas podczas tworzenia się tych struktur, słyszałem boską muzykę. Nazwałem ją "muzyką uniwersum" bo grała w rytm łączenia się elementów.

 

 A kiedy załączyłem własną nutę ze sluchawek,  nadal oszołomiony tym, co się dzieje z moim odczuwaniem, doznalem kolejnej ekstazy- muzyka wszechsiwta jest w każdej innej muzyce, ale ukryta. Wszystkiemu nadaje rytm ta jedna, wyjątkowa czysta fala dźwięku. I wtedy rozkminka- jesteśmy w cholerę ogromną bazą danych. Na praktykach tworzyłem prostą bazę danych w programie MO Access, ale i tak było ciężko. A nasza baza danych, czyli my sami, czyli światy, atomy, umysły i doświadczenia...  To dopiero pokurwiony system wiązań!

 

Znowu skojarzyło mi się to z DXM, bo na tripie z kaszlakiem czułem powiązania. Ale nie takie. Były losowe i niemalże wredne- wybiegały w umysł jak talib z plecakiem, tylko po to, by wybuchać. 

Konopia znów górą- ona pozwoliła mi nie tylko poczuć ogromne zależności, ale także je zrozumieć.Zrozumiałem w pełni, co to znaczy być... Jakbym na chwile się zresetował i został czystą świadomością, łączącą się z czymś, o czym zapomniała. 

 

To było po prostu cudem. Wrażliwy umysł jest czasem moim przekleństwem, bo idąc przez życie muszę chować się pod skorupą twardości i wkładać energię w bycie nienaruszoną skałą. Trochę uwagi codziennie mi umyka, bo muszę upominać się, że jesteśmy fraszką i wszystko i tak jest nieważne. Walczę ze sobą, by czuć dystans, nie brać życia na serio.     

   Ale wtedy podatność na uczuciowe gierki mojej psychiki, lata przemyśleń o sprawach stokroć większych od boga, cała ta emocjonalna papka, którą jestem, okazała się schodami do raju.

Kurwa mać, byłem nasycony jak Magda Gesler we własnej restauracji.Przepelniała mnie duma, że jestem częścią tak wspaniałego układu. I miłość do każdego dzieła naszego świata. 

 

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

Takie same palce jak we śnie.

Takie same klatki, to tamte!

Metafory wołają "weź mnie

A ja z nimi tańczę.

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

 

Spleciony w jakiejś nierealnej rzeczywistości, w której wszystko było tak piękne... Mimo tego, tak pewny, że jestem czym jestem.

 

Moje natchnienie zgasło, kiedy przypomniałem sobie, że w powłoce fizycznosci moje ciało leży na łóżku i chce mu się lać. Poszedłem więc do klopa. W lustrze nad umywalką zauważyłem twarz tak obcą, jakbym stał się na chwilę innym mną.

Wyglądałem, cytuję "Jak młody, pełen życia i jednocześnie pełen żalu gitarzysta, który zamknął się w pokoju i wyraża ból po utracie miłości przez łzy spadające na kartkę z tekstem smętnej piosenki."

To dziwne. Poprzednim razem, czyli około godziny 1:00 tej środy, kiedy byłem mniej spizdgany, widziałem siebie jako "Chuligana z klasą, który pomimo swojej bardzo zdystansowanej postawy przyciąga do siebie kobiety, bo czują w nim ogromną charyzmę i luz".

Jeszcze dziwniejsze. Nie mam wszak zbyt dobrej charyzmy, ani śmiałości w relacjach z płcią przeciwną. Luzu też nie mam. Jedynie dystans. I może jakiś szaleńczy, przepełniony głębią błysk w oku...

 

 

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

Eskapnsja czegoś jak miłość, ale

Lepszego, bo świat kocha doskonale.

Nie lada talent przejawia w swej chwale

Ogromna sieć danych... Czuję fraktale!

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

 

Samo-powtarzalność tego naszego zagajnika istnienia mnie jara. Czułem (Nie, nie tylko widziałem) składające się na nas fale. Nadchodziły na siebie idealnie. Szum na zewnątrz, glosy z pokoju obok, obraz bionicznego muchomora pod moimi powiekami, kołdra dotykająca mojego ciała, każdy odech i ten cholerny puls na szyi- scalone. Zagrane. Tworzące jeden piękny sens. 

Wczesniej bałem się nadmiaru bodźców, ale do niego dążyłem jak ciekawskie dziecko. Teraz wiem, że to nie nadmiar tworzy szum. To brak harmonii i taktu.

Królewskie ziele jeszcze raz przoduje nad deksem- ma tyle stylu, że nic nie jest przypadkowe. Teatr we wnętrzu głowy i cząstki THC jako aktorzy mnie rozumieją i dają to, czego najbardziej chcę- ład.Niesamowity ład. Nie wiem ile razy płakałem ze szczęścia, ale pewnie sporo.  

 

Kasztan jawił mi się jako Leonardo Di Caprio. Kokos jako typowy Alfons. Takie miałem śmieszne wkręty. Czas mijał, faza schodziła.

 

Rozkminiałem z coraz większym trudem, więc postanowiłem po prostu słuchać muzyki. Relaks pełną gębą A propos- gastro dokuczało mi nie zbyt mocno, ponieważ ojebałem "ledwie" pół paczki nerkowców solonych, z 20 orzechów brazylijskich,  wypilem 3 kartony soku owocowego, no i jeszcze chciałem wysłać ziomów do sklepu :D

 

Czas minął. Nadeszło zejście. Trip się zacierał gumką niepamięci, walcząc z ołówkiem zapisującym w mózgu to, co miało miejsce w mojej rzeczywistości.

 

Zrozumienie zaś zostało. Wspomnienie wspaniałości jest gdzieś we mnie i cieszy duszę.

 

 [INFO- pisalem tekst na komórce, więc ewentualne zmiany w słowach to autokorekta. Starałem się to robić szybko, bo tutaj z netem jest jedna wielka niewiadoma, a chcę to już opublikować.]

 

Tak więc, dzięki za czytanie, pozdrawiam i życzę wszystkim po prostu dobra w najczystszej postaci :) 

Ocena: 

Odpowiedzi

Tak sobie czytam te Twoje raporty...

Jak za dwa czy tam trzy lata będziesz dalej tu wrzucał, wciąż będziesz miał 18 lat, czy pozostaniesz konsekwentny?

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Nie bardzo rozumiem pytanie :D 

No i koniec :D

Gówniana sprawa z tym wiekiem. Rubryka tyczy się wieku w momencie doświadczenia. Jeśli wrzucam retrospekcję z pierwszego palenia nie mogę wpisać mniej niż 18. To już wolę nic nie wpisywać niż bzdury. Za jakiś czas będę chciał wrzucić raport z narkozy którą miałem w wieku 14 lat - i znowu lipa. Śmieszne ograniczenie, uderza nie tam, gdzie powinno. Znalazło by się jeszcze pare takich niedociągnięć.

; )

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Też musiałem w pierwszych tripach zaznaczać "18" bo nie dało się inaczej :v Ale wiesz, strona ta jest, przynajmniej oficjalnie, dla pełnoletnich i odpowiedzialnych ludzi :)

No i koniec :D

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media