Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wakacyjna miłość i empatia zamieniona na gadkę i miekkie kolana w pracy. :)

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Apteka:
Dawkowanie:
Przez opisywane tutaj 1,5 dnia poszło pewnie z 2g, potem resztę z kolegą dokończyłem.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Set raczej pozytywny, jak zwykle, oczekiwania małe. Ta substancja po prostu nie wypierdala z butów, jest po prostu milutko. Setting mógł wydawać się do bani; Zarwana nocka, rano do pracy, wystawienie się na widok publiczny i możliwe krzywe akcje, ale ja człowiek o pozytywnym nastawieniu wiedziałem, że tego dnia sprostam wszystkiemu. :)
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Jedzone już większość substancji z każdej kategorii. Z różną częstotliwością. W momencie doświadczenia po sporej przerwie od wszystkiego co twarde. :) Choć przecież po tym jest tak miękko :D

wakacyjna miłość i empatia zamieniona na gadkę i miekkie kolana w pracy. :)

Wakacje, wakacje, przydałoby się gdzieś wyjechać, poobijać i zabawić w głównej mierze.

Termin wyjazdu zbliżał się nieubłaganie, więc człowiek który jest na trochę wyższym poziomie od zwierząt i potrafi myśleć, myślał i myślał o tym co wziąć, ile i czego, jak i za ile. W końcu jak zwykle dopadła go myśl, czy alkohol wystarczy? Może można by wziąć jeszcze coś w razie czego, a nóż widelec się przyda? Jako, że w dzisiejszych czasach ciężko o coś dobrego z klasycznych zabawek, trzeba opierać się na tym co jest w miarę dobre i udawać, że jest tak zajebiście jak kiedyś na towarze z lat 90. Dlategóż w imieniu wszystkich uczestników wyjazdu zadeklarowałem się zadbać o odpowiednie pobudzenie naszych synaps. 5G prochu powinno starczyć stwierdziłem. Na wyjazd jadą lekko-średnie ćpuny. :)

Się okazało jednak, że proch przydałby się wcześniej, bo tuż przed wyjazdem wszyscy się pokłócili i wyjazd nie wypalił. Cóż ja biedak miałem zrobić? Pocieszyć się faktem, że to ja mam cukier puder a nie oni.

To była środa, pozałatwiałem sporo spraw, pogadałem z paroma kumplami, byłem z siebie zadowolony i pełen pozytywnej energii. Było już po 18 a ja jutro na 10 miałem iść do pracy. Zadziałał tym razem mechanizm nagrody jak u typowego dziecka. Stwierdziłem, że zasłużyłem i jeszcze na dodatek mam ochotę przyjebać. Na początek poszły 2 średnie kreski, potem o 22 dorzutka 1 średnią. Miało się skończyć posiedzeniem do późna na kompie, słuchaniem muzyki i pójściem spać(są proszki na sen). Skończyło się tak jak zwykle czyli zarwaniem nocki i nic nie spaniem. Jednakże około 3-4 w nocy łyknąłem 2 tabletki estazolamu, w zamiarze przespania choć kilku godzin. Poczułem je znacznie, ale nie aż tak bym poszedł spać.

 

Rano szykując się do pracy, która w moim mniemaniu dopuszcza wykonywanie jej w stanie lekkiej nietrzeźwości, byłem pozytywnie nastawiony ciesząc się resztkami fazy. (chodzi o stanie na ochronie w sklepie w galerii handlowej). Dorzutki słabo działają, więc będzie tylko stymulacja a poza tym jestem ogarnięty po estazolamie. Ciesząc się resztkami fazy oczywiście się spóźniłem, ale po pierwsze miałem wyjebane, bo byłem naćpany :D a po drugie bo ta robota mi nie pasowała i właściwie dziś miałem mówić, że chce odejść. Przed wyjściem sieknąłem klasyczną setkę w lewą dziurkę i wyszedłem.

Byłem w ciekawym stanie. Byłem jednocześnie pobudzony i chciało mi się gadać, a jednocześnie byłem mega spokojny i wylajtowany po benzo. Wiem, że tak się nie robi, nie łyka się benzo na uspokojenie by serducho się uspokoiło a potem dowala resztę towaru, ale ja nie miałem już wyjścia.

Na przystanku, w autobusie, w empiku, każdemu miałem ochotę coś powiedzieć, coś zagaić i muszę stwierdzić, że źle człowiek na tym nie wychodzi i powinno się to robić częściej na trzeźwo bez fazy, bo praktycznie nikt nie zareagował negatywnie, a zarażanie ludzi pozytywną energią jest wg mnie ważne i dobre.

 

Mówi się, że energia którą emanujemy w danym momencie jest nam z powrotem oddawana. Emanujemy nią na pewno na jakimś wyższym poziomie na odległość. Piszę to ponieważ przez cały dzień w pracy miałem takie wrażenie. Zwykle rzadko kto mówi ochroniarzowi „Dzień dobry” i „Do widzenia”, wtedy każdy mówił i każdy się uśmiechał, czyż nie powinna być za to premia hehe? Był to niestety albo stety ostatni dzień pracy tam, nie wynikający oczywiście z mej niekompetencji, bo wtedy byłem ultra-trzeźwy i kompetentny, leczy wynikający z mojej samodzielnej świadomej decyzji o zakończeniu tam pracy. Tak się akurat złożyło no popatrz :D Był to jeden z tych lepszych dni. Przez pierwsze 3h było spoko, ja byłem. Nie przebierałem nóżkami nadmiernie przy bramce, nie mieliłem zbytnio szczęką, byłem cool, zagadywałem do klientów, gadka się kleiła ze wszystkimi, wszyscy się uśmiechali. Po 3h na przerwie walnąłem dorzutkę, mówię walnę trochę mniejszą żeby mnie za mocno nie wyjebało, choć co tam, przecież dorzutki u tej substancji działają słabo mówiłem. Po dorzutce zmieniłem zdanie w tym temacie. W domu na początku tak nie miałem a tutaj taki plask w pysk. Wracam na bramkę, Stoję parę minut. Nagle jeb.

Wzrok się rozmazuje, nogi jak i wszystko inne robi się mięciutkie, percepcja dźwięku jakaś taka przyśpieszona. Mówię do siebie, o kurwa trochę nie ogarniam, co to będzie co to będzie, czemu jest tak zajebiście jest akurat teraz a nie wcześniej? Czy widać to po mnie? Co będzie jak zobaczy mnie dyrektorka sklepu? Oczywiście znam już siebie trochę by spokojnie być ogarniętym i ładnie witać klientów i oczywiście patrzeć czy nikt nic nie wynosi. Mówię do siebie, ale jest zajebiście, choć jestem w pracy :D Empatia i chęć rozmowy a jednocześnie spokój i opanowanie. W takim w głównej mierze stanie spędziłem swój ostatni i najprzyjemniejszy dzień w pracy jako ochroniarz. Jak już mówiłem, tego dnia wszyscy się do mnie uśmiechali(pewnie trochę przez oczy :D) mówili „Dzień dobry”, „Do widzenia”, nikt niczego nie ukradł, ruch był mały a pod koniec uciąłem sobie filozoficzno-religijną pogawędkę przez radio z ochroniarzem z góry, który też jak widać chłopina łebski a marnuje się stojąc tutaj. 10 Godzin zleciało bardzo szybko a i pod koniec nie czuć było żadnych oznak zmęczenia. Czy wyniosłem coś z tego doświadczenia? Z każdego staram się wynosić choć trochę. Bądź otwarty, okazuj otwarcie uczucia i emocje, bądź miły, grzeczny, uśmiechnięty a to zapewne wróci do ciebie w postaci pozytywnych reakcji innych ludzi do ciebie. (choć pewnie nie zawsze :D) Nic odkrywczego, ale to uczucie tej wszechobecnej empatii, którą prawdopodobnie ty rozsiewasz, niesamowite. W ogóle dziwne było to, że było tak dobrze. Jakaś wyższa siła tym kieruje zapewne, nie możliwe, żeby to był przypadek. Dyrektorka sklepu prawie zawsze wpada a wtedy jej nie było.

Można by zakładać, że to szczeniacka, nieodpowiedzialna akcja która skończy się katastrofą, lecz tak się nie stało. Czy to mnie zachęciło to kolejnych takich akcji? Nie. Patrząc na charakter mojej pracy i oceniając swoje możliwości stwierdziłem, że mogę sobie na to pozwolić i wyszło bardzo pozytywnie. :)

Gdyby ten charakter był inny, bardziej odpowiedzialny, ja jako istota samoświadoma i dojrzała nie pokusiłbym się o takiego tripa. Po powrocie do domu stwierdziłem, że kolejne dorzutki już nie działają i nie da się na tym robić ciągów. Padłem spać. Następnego kontynuowałem małą batalię o skończenie woreczka, i batalię tą wygrałem jeszcze na szczęście dzieląc się radością wieczorem z kumplem. Niestety w piątek odczułem te kilkudniowe harce na gospodarce serotoninowej i byłem w lekkim dołku. Pamiętajcie więc, stymulanty są dobre na jedną noc i nie za często, mają wtedy jakieś działanie terapeutyczne i można z nich wynieść trochę pozytywów. W ciągach wydaje mi się, że głównie niszczą i więcej po nich złego niż dobrego. Sama substancja, jak nie ma niczego lepszego pod ręką to się nada, warto czasem zarzucić w oczekiwaniu na lepsze czasy. Elo!

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Chociaż co do tego myślenia i zwierząt. Na pewno też w jakiś sposób myślą, choć na pewno w inny niż ludzie. Wydaje mi się, że wszystko na świecie ma różne rozdzielczości świadomości. 

Let it go, free your mind ;)

A mnie nie wydaje się żeby myślały inaczej niż my (no bo niby czemu?), ale właśnie że myślą z "niższą rozdzielczością".

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media