Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

w objęciach kietousza

w objęciach kietousza

Miejsce akcji:
Miasteczko w Holandii, mój dom a także moja głowa.

Czas akcji:
Czas trwania akcji obejmuje wieczór i noc podczas której spałem.

Bohaterowie:
Ja - Gryby

Komar

Antek

 

Było coś koło 22:30 kiedy wróciłem do domu. Antek i Komar trzaskali na PS4 i raczyli się jointami. Dosiadłem się, ale tylko jako widz (w kwestii jointów także). Antek wyczarował mi małe piwko, którym chętnie się zająłem i zaczęliśmy rozmawiać, jak to zwykle bywa, o drugsach. Obaj polecieli w ten weekend z dropsami (Antek też z włodkiem i alko) i nie chcieli nic wrzucać. Jestem swego rodzaju "znawcą" dragów - znam niebezpieczeństwa i ograniczenia więc sporo osób pyta mnie o zdanie na temat stuffu, mixów itp. Komar pokazał mi cennik dealera (cennik, jak w restauracji) z hasłem: ma wszystko.

Przeglądam... XTC od 180 do 250 mg... nuda... 4fmp... nuda... 2cb... hmmm ciekawe... ale nie na ich głowy w danym momencie... MDMA 20 euro/g... mmmm nieźle... no kwasów to ja tu nie widzę...

"O! Kurwa! Kieta! Tego musicie spróbować" - już w momencie kiedy to mówiłem wiedziałem, że to zrobią.

"A jak to działa?" - Komar jest w temacie dosyć nowy. Na swoim koncie ma trufle i dropsy, chyba też speed. A no i koko.

"Taki jakbyś najebany był, ale jednak nie. Wiotkie ciało, całkiem nieźle otępione. Chodzisz i ogólnie dziwnie się ruszasz" - krótki opis, na zachętę. - "A jak zajebiesz więcej to wpadasz w K-Hole (krótki opis)... no i co myślicie?" - Znam odpowiedź jeszcze zanim zadam pytanie.

"To co, ile tego trzeba? Jeden gram starczy?"

"Jeden? Do jutra będziecie to wpierdalać"

"To wezmę pół" - Komar postanawia.

Jest godzina 23:00, a ja muszę wstać o 4:15 do pracy... i już nie ćpię... no to w takim razie jedźcie po tę kietę, przyjebię z wami.

"Juhuuuu hahaha to zaraz będziemy" - wsiadają na skuter, a ja w oczekiwaniu na Special pogrywam w Just Cause. Fajna sprawa, latam spadochronem nad miastem i napierdalam do ludzi z jakiejś wyrzutni rakiet.

 

Wracają po jakiejś pół godzinie, z woreczkiem zawierającym kietkę. Bez zbędnego pierdolenia, jeszcze zanim się rozbiorą wysypuję pewną ilość na stół i kruszę. Choć nigdy nie przepadałem za "nosami" to dziabać lubię, a jakże. Już po chwili mam usypane dwie kreski.

23:35

Ziuuuuuuuu... i wciągnięta. Komar też chce, ale mówię mu żeby poczekał - nie pamiętam jakiej wielkości kreski robiłem kiedyś, a poza tym nigdy nie wiadomo co dostałeś od dealera.

23:40

Dostają przyzwolenie na wciągnięcie - czuję, że to to.

23:50

Zarzuca ładnie. Ręce powyginane, muzyka brzmi niespecjalnie inaczej, ale też nie zwracam na nią zbytniej uwagi - i tak jest pokręcona: http://bogtrottermusic.com/album/jamais-vu          http://bogtrottermusic.com/album/immersion-2       skupiam się raczej na doznaniach cielesnych.

Zaczyna się śmiechawka, gadamy głupoty. Komar głaszcze poduszkę, taką z frędzlami, a dla mnie te frędzle pływają jak na grzybach. Powiadamiam go o tym i też to zauważa, wyjemy ze śmiechu. Tańczymy, siadamy, wstajemy. Bawimy się fazą.

Nagle padam na brzuch i tylko z pomocą rąk czołgam się z salonu do kuchni. Śmieją się ze mnie, śmieszki jedne :D

Gdyb obracam głowę to dopiero po chwili rusza się też obraz. Takie opóźnienie. Antek wskakuje na Oxbord czy jak to się tam zwie i "lata".

Robię kolejne kreski, ale oni nie chcą. Probóję ich przekonać, że to dobry moment, bardzo dobry, ale dają sobie na wstrzymanie, no cóż. Dorzucam do pieca i idziemy zapalić. 

00:00

Wykręt konkretny. Ledwo chodzę, wygięty jak po MXE. Nagle wpadam z Antkiem na pomysł - mam trochę "instrumentów" kupionych na tripy - można by coś wybrzdękać. Przy wtórze dzikich wrzasków i salw śmiechu wchodzimy po schodach na górę. Muszę dopychać do nich nogi, bo te chcą odlecieć, wariatki. Znowu Komar ma odwrotnie. Już, już puszczam grzmoty z thundertuba kiedy... Ha! Jest dwunasta w nocy, nie powinniśmy tak hałasować. Schodzimy na dół i robię jeszcze dwie kreski.

 

00:15

Ja już ładnie porobiony, koledzy właśnie postanawiają dorzucić. Gadamy różne głupoty, kietowo. Fajnie, że jeszcze gadamy. Powoli przygotowuję się do pójścia spać, za cztery godziny trzeba wstać.

00:30

Panowie zrobieni jeszcze bardziej, a ja co chwilę wstaję z hasłem "Idę spać" po czym siadam z powrotem. Zbieram myśli, co wcale do najłatwiejszych nie należy: "gdzie klucze... budzik, tak budzik, tego potrzebuję... coś jeszcze?... no tak, budzik muszę...chyba budzik ustawić miałem..." Po jakichś dziesięciu minutach wstawania i siadania wyruszam na piętro, oddać się w objęcia Morfeusza. Albo Kietousza jak się miało okazać. Lub może Salvio-kietusza. Kto to wie.

00:50+

Przewracam się, zrywam z siebie ubrania, po kilka razy sprawdzam budzik i czy telefon podłączony do ładowarki. Przemyślenia całkiem niezłe, ale karrrrrwa, zasnąć nie mogę.

    Leżąc na plecach czuję, że gumowa podłoga pode mną zaczyna się wyginać w dół (jak deska gdy ustaniemy na środku) i po chwili otwiera się w dół jak dwuskrzydłowa klapa, a ja spadam w bezkres bieli. Osiągam całkiem niezła prędkość, a malejący kwadrat "klapy" już prawie znika z "pola widzenia", gdy otwiera się kolejna klapa i wszystko się powtarza. Po kilku chwilach takiego lotu miejsce akcji zmienia się: teraz zaczynam spadać z niesamowicie wysokiej góry, twarzą w dół, wprost w buchającą dziką zielenią dolinę. Zbocze początkowo strome, wraz z postępem upadku staje się coraz bardziej łagodne - pojawia się myśl, że zaraz wyjebię w ziemię. Wyginam więc ciało w łuk, rozkładam ręce i wyrywam dziób do góry - dzięki temu już po chwili szybuję z niesamowitą prędkością między drzewami owej dolinki.

Gdzieś w tych rejonach musiałem usnąć, ponieważ wszystko co się działo było "realne".

Idę z dziewczyną za rękę przez jakiś tunel oświetlony nieruchomymi pochodniami, rozmawiamy. W pewnym momencie gdy patrzę na nią, jej twarz zaczyna lekko bulgotać (jak ser na kanapce w mikrofalówce) i spływać, a jej wzrok i uśmiech zamieniają się w iście szatańskie. Zaciska dłoń na mojej z siłą imadłą i słowami: nadal cię mamy.

Kurwa! Z odmętów pamięci wynurza się szałwiowy terror kiedy to byłem pewien, że cała rzeczywistość to wałek, a ONI się mną bawią.

Z mroku wyłaniają się jeszcze cztery demoniczne twarze, tym razem szpecząc wprost do mojej głowy: Już nie uciekniesz.

Shiiiiiit...

Zmiana miejsca i czasu akcji.

Idę z Antkiem przez niesmowity park rozrywki - płynne karuzele, kolorowe bańki mydlane wielkości ciężarówek , pokrzywione budki z pokrzywionymi frykasami, kwiatoliny (wielkie kwiaty na których można skakać jak na trampolinie) i inne, nieostre rzeczy.

"Ty, wiesz co..." - mówi Antek.

"No?"

"Już nie uciekniesz" - gdy to mówi jego twarz spływa jak wcześniej jej i nagle każdy obecny w parku rozrywki patrzy na mnie "w ten sposób". Czuję się osaczony i bezbronny, chcę podjąć walkę i znowu zmiana akcji.

 

    Patrzę na wysypaną piaskiem arenę. Wokól kręgi niby-kamiennych stopni/ławek, a na nich przeróżne postacie. Od uczniów japońskiej szkoły, przez kucharki i policjantów, do dziwnego brodacza w podartych skórach. Na szczycie po prawej widzę niepasujący do surowego i cokolwiek prymitywnego otoczenia nowoczesny bar i gości, którzy wyglądają na typowych bywalców takich miejsc.

Na arenie odziane w zwiewne szaty postacie wykonują powolny taniec z ogniem, któremu też wyraźnie się nie spieszy. Ich śpiew przypomina ten wielorybi - głęboki, niespieszny, pełen melancholii. Stwierdzam, że nie będę tak stał na wejściu i usadawiam się za grupką azjatyckich dziewcznynek, na samej górze, na wprost od wejścia, zaraz pod nieruchomą pochodnią. Zaczynam odczuwać lęk związany z "NIMI" i budzę się wylać wodę z suszarki do ubrań.

 

Jadę na taśmie produkcyjnej, sam korpus i głowa. Zbudowane z fraktali i jakichś kolorowych blaszek. Mechaniczne ramiona dodają coraz to nowe części a "ONI" powiadamiają mnie, że robią mnie na nowo. Jako innego człowieka. Nic nie mogę zrobić.

Po tym były inne sny, ale nie pamiętam jakie.

Wielokrotnie miałem świadomość ciała (tego realnego) i choć chciałem to nie mogłem się ruszyć.

 

 

    Wstałem na czas, poszedłem do pracy i wróciłem, cokolwiek zmęczony.

Spotykam Antka i Komara.

"I jak tam kieciarze?" - pytam zaczepnie.

"Już kurwa żadnej kety nie biore, pojebało cię" - Komar.

"Hahahaha co, za mocno?" - drwię.

"No kurwa w brzuchu tak dziwnie jakoś"

"To było dorzucić"

 

 

 

 

No więc to tyle.

Ahoj!

 

 

 

 

 

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Dobre! Z jajem! Czy tak wygląda k-hole? Fajna aluzja do szałwii, zapraszam do swojego raporciku.

Nie wydaje mi sie ze to k-hole - po prostu umysl platal figle po dysocjancie. Te "czary" dzialy sie juz po peaku.

Nie wydaje mi sie ze to k-hole - po prostu umysl platal figle po dysocjancie. Te "czary" dzialy sie juz po peaku.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media