Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

jeden cienki plasterek wieczności

jeden cienki plasterek wieczności

A tak przeglądałem NG i mi się przypomniał jeden z szałwiowych tripów.

Akcja działa się kilka lat temu, już po dziewiczym rejsie na salviorinach. Zaopatrzyłem się w ekstrakt x15, bongo i zapalniczkę żarową. I dwóch kumpli.

Poranek dnia wolnego od pracy, chęć zajrzenia za kurtynę doświadczanej na codzień rzeczywistości, choćby dotknięcia TEGO, zroszenia umysłu choćby najlżejszą mgiełką wiedzy.

No dobra, naćpać się chciałem.

Po poprzednich tripach wiedziałem, że szałwia łapie cię z nienacka, połyka głowę, a swoją wtyka ci w dupę jednocześnie przeciągając cię przez ucho igielne będące jabłkiem adama rosnącym na wannie. Dlatego sprzątnąłem salon, założyłem luźne ciuchy i zacząłem seans.

Pierwszy buch.

- Ty, a jak cię złapie jak wtedy? hehehhe - kumpel nakręca mi chorego tripa.

- Ty chuju - odpowiadam.

Siedzę po prawej stronie kanapy, wygodnie wsparty na oparciu. Wygląda na to, że nie pokle...PAŁO! Pode mną otwiera się otchłań, a ja czuję się jak zasysany przez ogromny odkurzacz - muszę trzymać się poręczy, żeby mnie nie wessało, bo co to będzie jak mnie wessie, sheeeeet! No i zeszło. Śmieję się z tego co się przed chwilą odjebało, zmieniam pozycję - tym razem kładę się wzdłuż, głowę opieram na dużej poduszce i lecimy.

Drugi buch.

No, znowu nie poklepalo :)

Wszystkie obiekty zostają delikatnie wypchane do przodu - jakby z płaszczyzny 2d zrobić 3d - i lekko się rozpływają. Wszystko wygląda jak makieta mojego życia, ba, mam świadomość tego, że oprócz tego właśnie pokoju i obecnych w nim aktorów udających moich kumpli (przejrzałem ich, bo niedpasowane mieli kostiumy, trochę odstawały) nie ma nic innego. To scena mojego umysłu, na której gramy swoje role naćpani szałwią, bo nic innego nie istnieje.

- Eeeeee i co, poklepało? - jeden z aktorów próbuje zagaić rozmowę, pewnie żeby mnie wciągnąć w bad tripa, no ale ja się nie dam.

"Znowu ten zjebany wymiar, może polecę dalej" - myślę i patrzę przed siebie udając, że jestem gdzie indziej xD

- Chyba go mocniej poklepalo. 

- No, hehehhee, ciekawe gdzie jest.

Jednak jestem ciekawskim chujem, więc odwracam głowę w ich stronę, a raczej próbuję, bo okazuje się, że to wszystko dzieje się w mojej głowie i nie mogę jej ruszyć, ponieważ mam od tyłu wbitą wtyczkę. Wtyczkę psychodelii, dysocjacji. Wtyczkę, która mnie paradoksalnie odłącza od matrixa i daje wgląd w to co nieznane, prawdziwe. 

- Oooo jest z nami! - jednak sie zorientowali (dziwne żeby nie), że jestem w ich wymiarze.

- I co, fajnie poklepało? hehehhe...

Teraz wszystko jeszcze bardziej przypomina makietę, program dla dzieci w którym aktorzy mają chujowe stroje, a wszystko jest zrobione ze słabej jakości materiałów. Zauważam, że na środku mojej głowy jest jeden bolec wtyczki, otoczony zakrwawionymi kawałkami czaszki. Drugi jest kawałek dalej, wystaje ze "ściany". Próbuję ruszyć głowę, ale nie da rady - jestem podłączony i chuj.

- ALE TO JEST ŚMIESZNE, PRAWDA?! - jeden z aktorów smyra mnie po bolcu na środku pomieszczenia i czuję jebitne łaskotki w głowie - no takiego czegoś jeszcze nie miałem. 

Uahahahah! HAHAHAHA! UAHAUSHAUHSUAHUAH!

O, i wróciłem. 

Środkowy bolec to popielniczka, ten drugi to torebka pod rowerem stojącym pod ścianą, a smyrający mnie aktor to kumpel strzepujący popiół.

- Nooo kurwa, ale to było pojebane, trzeba zajarać jeszcze raz. - mówię i ładuję kolejne bongo. Siadam przy tym pośrodku kanapy, co by zmienić krajobraz.

I teraz zaczyna się zabawa.

Trzeci, potężny buch. Jak zwykle nie przeszkadza mi smak, nawet go w pewien sposób lubie. Dym delikatny, właściwie to tak jakbym nic nie palił.

Wypuszczam... czy wypuściłem... ale co?

DOSŁOWNIE połowa pokoju i połowa mojej świadomości zmieniają się. Cofają się o jakieś 15 lat, z tym, że pokój zmienia się w salon mojej babci z tamtego okresu. A moja świadomość w świadomośc dziecka. Ale tylko w połowie, bo reszta jest całkowicie normalna. Po chwili niewidoczna linia dzieląca oba obrazy rodziela je i jestem skórzaną kanapą na której siedzę. Całe moje ciało jest z tego samego materiału co ona i powiem wam - gorąco w tym. Ale jednak nie, jestem w kanapie. Błąd. Jestem za kanapą, za ścianą, za pokojem, za rzeczywistością. Jedynie resztka twarzy pozostaje jeszcze w tym wymiarze, ale odsuwam się od mojego "okienka" dzięki któremu mam wgląd w ten świat i staję ZA. 

Cebula.

To chyba najlepsze słowo na określenie wielowarstwowości naszej rzeczywistości. Widzę bardzo wyraźnie warstwy materialne (skóra, mięśnie, kości, skóra kanapy, ściana), warstwy energetyczne,czas, warstwy duchowe - widzę je wszystkie, bo nie można nie gdy stoi się obok. Widzę "moją" wnękę w powłoce wszechświata i nawet próbuję się dopasować z powrotem ale już nie pasuję. I nigdy nie będę. Odsuwam się kawałek od mojego świata i widzę jak "unosi się" w bezkresnej pustce. Czerń. Nic. Dosyć chujowa opcja. Okrążam więc ten wszechświat, duży to on nie jest i wpadam na pomysł. Wracam do mojego okienka i postanawiam wcisnąć się między warstwy cebuli.

Czy zawsze tak jest, a my tego nie widzimy?

Wchodzę w scenę. Aktorzy stoją w bezruchu. Stop-klatka. Tyle, że 3D. Oglądam otoczenie pełne przesyconych kolorów - jak zwykle dominuje złoty i różowy. Niesamowite, jak wygląda nasz świat naprawdę. Zastygła w bezruchu mucha. Stwardniały dym, czy może raczej plama na obrazie. Chociaż, czy to na pewno zastygłe, nieruchome, uchwycone w tym jednym momencie? Czy to JEST moment? Jeden z niezliczonej ilości, istniejących zawsze obok siebie, warstwa przy warstwie, w nieskończoność. Ukroiłem jeden cienki plasterek wieczności.

Przenoszę świadomość do kolejnego plasterka, stop-klatki. Nie widzę różnic. Przeskakuję o wchuj. Czyżby dym lekko zmienił formę? Czy musze drgnęły skrzydełka?

Niesamowita jednolitość owego doświadczenia - czuję brak granic pomiędzy mną a otoczeniem, niczym na obrazie gdzie granice pomiędzy obiektami nie są zaznaczone. Ruchomym obrazie w 3D. Mógłbym przesunąć głowę jednego z aktorów w dół jego ciała - i tak byłoby okej. Obraz zmieniłby formę, ale istniałby nadal. To może dziać się "na porządku dziennym", bo gdy zmienimy podstawę, jak ktoś może się zorietnować, że kiedyś było inaczej, skoro kiedyś nie istnieje...

Teraz wiem.

Rozumiem.

Jedynie nasza świadomość trwa, jest. Nie istnieje ruch, a te materialne rzeczy to tylko iluzja. Nie istnieje ruch, bo tak naprawdę nasza świadomość przeskakuje przez kolejne stop-klatki rzeczywistości co daje nam złudzenie ruchu i akcji. To film. Jesteśmy widzami. Możemy w każdej chwili zmienić miejsce z którego oglądamy i stać się kumplem, butem, muchą, dymem. Ale nie musimy też oglądać wprzód, możemy cofać się w tył. Możemy rozsunąć warstwy stop-klatka cebuli i wybrać scenę, którą chcemy obejrzeć. Możemy oglądać wersje alternatywne. Wersje bardziej surrealistyczne. Całkowicie inne. A gdy film dobiegnie końca, nasza świadomość przeciągnie się. Może nawet nie zastanowi co to się odjebało, bo może to dla niej codzienność, takie filmy. Przeciągnie i podrapie po świadomościowych jajach.

Cofam w tył. Wciągam dym i wdmuchuję w bongo. Bongo wydmuchuje ogień na zapalniczkę. Mówię. Oni mówią. Siedzę. Wciągam dym. 

Cofam jeszcze bardziej. Jestem na imprezie u znajomych, w innym mieście. Najedzony tabletami odkręcam jointa. Leżymy na podłodze i się odtulamy.

Jeszcze bardziej, jeszcze dalej. Jestem w Polsce. Mam dziesięć lat i odtulam mojego psa w zimę, obłoki pary wlatują do moich ust.

Czas start. Spaceruję z psem. Odprowadzam go do domu. Rozbieram przemoknięte ciuchy, mama robi kanapki ze smażoną cebulą i ketchupem. Wskakuję na kanapę i oglądam spider-mana. 

Przeskakuję. Nie oglądam spider-mana, uczę się grać na pianinie. Służąca sprząta burdel, który zrobiłem. Rodziców nie ma.

Przeskakuję w różne scenariusze. Zmieniam je jak kanały w tv. W przód - w tył. Zmieniam parametry swojego ciała, usuwam mojemu psu guzy i przedłużam jego życie o wiele lat. Samochody latają. Rzeka płynie powoli, ludzie po niej spacerują.

Obejrzałem setki, tysiące kanałów. Nie straciłem pamięci tego co się dzieje, ponieważ czas to ułuda naszego filmu.

Postanawiam wrócić do siebie co nie przysporzyło problemów. Fyk-myk i jestem w mojej rzeczywistości. W mojej stop-klatce. Zastanawiam się czy coś zmienić, ale postanawiam obejrzeć ten film do końca.

"Przyspieszam" i zaczynam zauważać ruch. Przyspieszam jeszcze bardziej, nie żeby sprawiało to jakąkolwiek trudność, po prostu się dzieje. 

Skrzydełka powoli jak w melasie wykonują swój ruch.

Szara plama na obrazie to jednak dym.

Powieki aktora zsuwają się po gałkach ocznych.

Przyspieszam.

Bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz

Dym unosi się pod sufit.

Mrugnięcie.

Jeszcze na chwilę stopuję, delektuję się TYM. Chciałoby się powiedzieć, że jestem Kronosem. Jednak Kronos to wymysł reżysera tego filmu, a ja jestem widzem. Czymś więcej.

Przyspieszam.

Świat wskakuje na swoje zwykłe obroty.

Mucha odlatuje.

Dym rozwiewa się.

- Chyba mocno mu weszło co? - pyta jeden z kumpli drugiego.

- Aż cały zastygł w bezruchu - pada odpowiedź.

Chciałbym im powiedzieć. Przekazać co wiem. Tylko czy jest sens psuć im zabawę? To jak wyjawić zakończenie filmu już na samym jego początku. Wiedzę zachowuję dla siebie, a im przekazuję tylko skrawki. 

Po chwili nie ma już prawie żadnych efektów psychicznych. Jest mi gorąco, oblałem się potem jakbym biegał w upalny dzień. Nie ruszam się. I nic nie mówię. Nie dlatego, że rozmyślam czy coś, po prostu nie mogę. Zero władzy nad ciałem.

Po tym tripie też nieźle mi się poprzestawiało w głowie, ale co by nie mówić - było zajebiście.

Arrrr!

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Czytając trip raporty tutaj, zawsze się zastanawiam na ile zgodne z prawdziwym stanem i odczuciami tripowicza są te piękne opisy, a na ile to po prostu proza literacka, ubarwiona zgodnie z wymogami czytelników, bo kto chciałby czytać nudne rzeczy.  Tak czy inaczej, mam nadzieję, że w Twoim sugestywnym, pięknym opisie było jak najwięcej odbicia w rzeczywistości, a jak najmniej zniekształconego przez umysł wspomnienia, przez co i ja kiedyś będę mógł przeżyć coś tak niepojętego. Dobry raporcik ;)

Hehe, widocznie wszystko przed Tobą. 

Tylko jak zaczniesz oczekiwać niewiadomo czego to wiele substancji potrafi zawieść, a potem pojawiają się gówno wpisy że stuff nie działała a obiecywali kreskówkę :P

Jak chacken napisał - oczekiwania zepsują przyjemność.

A tutaj opisałem tylko niewielką część doświadczenia, bo większość rzeczy jest po prostu nieopisywalna. Tak jak to "miejsce" za naszą rzeczywistością - z jednej strony tak jakby ciemność, a z drugiej heh no nie wiem, nocne niebo pełne gwiazd ale w takich niesłychanie dziwnych kolorach i formach, że nieopisywalnych. Dlatego wolałem napisać, że jest pustka. Bo była i jednocześnie nie była. 

Tak i ze zmianą rzeczywistości - tak jak byś wgrywał update do gry - po prostu się dokonuje i nikt z gry nie zauważy zmiany, bo dla niego jej nie było.

I zapomniałem też sporą część, a te skrawki, które gdzieś mi świtają mogą być zbyt zafałszowane żeby je tutaj wpisać.

Poza tym to tylko skutek spalonego narkotyku xd

Dodałbym jeszcze jako ciekawostkę, że palona Szałwia tuż przed snem daje nieprawdopodobne sny. Takie a'la fraktalne i cholernie kolorowe wstęgi w pustej przestrzeni. Działa też zdecydowanie dłużej w fazie śnienia, niż w przypadku czuwania. Podobny efekt daje palona na kwasie, ale takiego miksu to nawet zaawansowanym graczom nie polecam.

To tylko sen samoświadomości.

Żucie przed snem lepsze niż palenie wg. mnie.

U mnie zazwyczaj bardzo kolorowe sny po prostu, oczywiście konkretnie pojebane.

"Jedynie nasza świadomość trwa, jest. Nie istnieje ruch, a te materialne rzeczy to tylko iluzja. Nie istnieje ruch, bo tak naprawdę nasza świadomość przeskakuje przez kolejne stop-klatki rzeczywistości co daje nam złudzenie ruchu i akcji. To film. Jesteśmy widzami. Możemy w każdej chwili zmienić miejsce z którego oglądamy i stać się kumplem, butem, muchą, dymem. Ale nie musimy też oglądać wprzód, możemy cofać się w tył. Możemy rozsunąć warstwy stop-klatka cebuli i wybrać scenę, którą chcemy obejrzeć. Możemy oglądać wersje alternatywne. Wersje bardziej surrealistyczne. Całkowicie inne. A gdy film dobiegnie końca, nasza świadomość przeciągnie się. Może nawet nie zastanowi co to się odjebało, bo może to dla niej codzienność, takie filmy. Przeciągnie i podrapie po świadomościowych jajach."

...wypuszczam ten dym za Ciebie, bo przecież ktoś musiał. Przyglądam się przecierając gały z niedowierzaniem raportowi: to ja napisałem?? ja czy on? Rewelacja... ale przecież to wszyscy wiedzą, lecz siedzą cicho, takie tabu.

Świetna grafika! Nie spodziewałem się, że "trafi na główną"

 

No nie mogłem się oprzeć, żeby nie przykleić - świetny opis, rzadko zdarza się, żeby ktoś potrafił o tak głębokich doświadczeniach opowiedzieć tak zgrabnie i z dystansem. Co do wątpliwości, na temat "ubarwiania", które ktoś wyrażał - ja nie mam żadnych. Zbyt dobrze pamiętam ten moment, kiedy po zapaleniu SD uznałem, że no tak, te ostatnie 20 lat mojego życia to przecież tylko bardzo skomplikowana myśl, która pojawiła się w mojej głowie 5-latka, kiedy na chwilę się zamyśliłem patrząc w okno  ;)

Myślę, że czas "zaleczył rany", bo w tamtym okresie miałem niezły bajzel w głowie od tych wszystkich magiczności. 

No i taaaaak... niezbadane są ścieżki salvii. Kiedyś jak paliłem salvio-jointy przed pracą to przeholowałem trochę z częstotliwością buchów i całkowicie pewien słuszności swoich działań poszedłem odwracać buty tyłem na przód heh.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media