Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

towarzysz kwaszysz

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
150 mikrogramów
Rodzaj przeżycia:
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Mdma, Thc(wszystkie formy), Powój hawajski, Kofeina, 4-ho-mipt, Gaz rozweselający(N20), Amfetamina, Nikotyna, Kodeina, Alkohol,

towarzysz kwaszysz

POUCZENIE SERWISU NEUROGROOVE: OBSŁUGIWANIE POJAZDÓW LUB URZĄDZEŃ MECHANICZNYCH W STANIE NIETRZEŹWYM LUB ZMIENIONEJ ŚWIADOMOŚCI JEST SKRAJNIE NIEODPOWIEDZIALNYM ZACHOWANIEM, MOGĄCYM SPOWODOWAĆ ŚMIERĆ BĄDŹ KALECTWO POSTRONNYCH OSÓB. JEŚLI COŚ BRAŁEŚ - NIE JEDŹ. JEŚLI PRZEBYWASZ Z OSOBĄ NIETRZEŹWĄ PROWADZĄCĄ LUB PLANUJĄCĄ PROWADZIĆ SAMOCHÓD - POWSTRZYMAJ JĄ, ZANIM NASTĄPI TRAGEDIA.

Dzwoni do mnie Pan Wilo i mówi, żebym wpadał na imprezkę do niego w akademiku. „Tak”. Odpowiedziałem, wziąłem kapsułki z N2O i wyruszyłem w drogę... Było to na parę dni przed sylwestrem, ale kwalifikuję się na sylwestra, bo i tak było wystrzałowo. Wszedłem do akademika, zapukałem w drzwi i otworzyła mi ucieszona morda owego Wilo.
            20:00 W środku już byli: Ola, Cezar, Ali G, Karol i jeszcze parę innych osób. Lecieli Pink Floydzi z głośników i wszyscy już dobrze się bawili w oparach tej najlepszej marychy. Szybko dołączyłem do zabawy, gdyż czekał już na mnie skręcony joint. Mój zjarany błogostan przerwał okrzyk „patrzcie co mam” padający z ust Wila, który wyciągnął kilka kartonów Kwaśniewskiego. Szybko ten wylądował na moim języku. Ola nie mogła, bo tego dnia czekała ją jeszcze praca, Ali G miał jeszcze prowadzić samochód a Cezar, Karol i Wilo dołączyli do mnie. Reszta z niewiadomego mi powodu nie chciała. Czekałem w ekscytacji paląc sobie papierosy i rozmawiając ze wszystkimi.
            21:00 Razem z Cezarem podjęliśmy się misji odprowadzenia Oli na przystanek. W momencie, kiedy się z nią żegnałem, zacząłem już coś czuć bardziej. Ogarnął mnie bardzo dobry humor, czułem się jak dziecko które nie potrafi przestać się cieszyć nie wiadomo z czego. Weszliśmy jeszcze do sklepu po banany i chwilę później Cezar zaczął z jednego z nich mierzyć i strzelać do jakiegoś kolesia, który szedł z naprzeciwka, kiedy koło nas przechodził, okazało się, że ma dwa metry i mógłby spokojnie z zawiązanymi oczami nam obu najebać. Lekko się przestraszyliśmy i szybkim krokiem śmiejąc się z naszej głupoty, wróciliśmy do akademika. Do pokoju weszliśmy wyciągając banany spod kurtek jak w Pulp Fiction udając, że strzelamy. W środku trwała impreza w najlepsze, widziałem, że ktoś próbował pobić jakiś rekord w waleniu wiadra i zasadniczo to nikt nie wiedział co się dzieje, czyli w skrócie wszyscy się świetnie bawili. Przypomniało mi się, że zabrałem gaz rozweselający, więc wyciągnąłem kapsułki, baloniki i crackera (takie metalowe coś, co pozwalało napełnić balonik zawartością kapsułki). Ów cracker, mimo że był metalowy, wydawał się w dotyku jak by był gumowy i do tego mokry. Przerażony faktem, że mi się coś wylało, zacząłem sprawdzać plecak, jednak nic takiego się nie stało. Zacząłem wszystkich częstować balonikami szczęścia. Gdy już wszyscy byli obsłużeni ja sam sobie nabiłem balonik i zacząłem nim oddychać gazem. Początkowo nic nie czułem jednak, z każdym oddechem, czułem się coraz bardziej nie realnie. Wszystko dookoła zaczęło pulsować w rytm mojego oddechu. Z każdym oddechem czułem coraz mocniejsze działanie, tak jakbym wchodził o jeden stopień wyżej po moich narkotycznych schodach. Towarzyszyła temu świetna muzyka (Led Zeppelin - Stairway To Heaven) Tak też się złożyło, że „szczytowałem”, wtedy kiedy leciała ta najlepsza część piosenki. Szybko jednak powróciłem względnie na ziemie do swoich towarzyszy. I zauważyłem pierwsze wzorki, które pojawiły się na ścianie. Wyglądało to, tak jakby interferencja światła odbiła się na ścianie. Tylko w kolorach całej tęczy i dużo większe. Karol z Cezarem wzięli jeszcze po pół biletu i poszli w tripa gdzieś w miasto.
            23:00 zbliżała się godzina końca odwiedzin w akademiku (wiem patologia) i wszyscy zaczęli się zwijać. Zostałem tylko ja Ali G i Wilo. Szybko posprzątaliśmy dopaliliśmy jakiegoś blunta do końca i również wyszliśmy. Jak tylko pojawiliśmy się na ulicy, świat zupełnie zmienił swoje oblicze. Ulica była wygięta jak menisk wypukły, a lampy były zakrzywione do środka. Przy wszystkich krawędziach pojawiły się kontury złożone z prostych linii. Drzewa miały bardzo dużo gałęzi, które wychodziły nie wiadomo skąd, a ja jak szedłem, czułem, jakbym był trochę wykrzywiony do tyłu. Do tego wszystkiego świat wyglądał, jakbym patrzył przez obiektyw rybie oko.

POUCZENIE SERWISU NEUROGROOVE: OBSŁUGIWANIE POJAZDÓW LUB URZĄDZEŃ MECHANICZNYCH W STANIE NIETRZEŹWYM LUB ZMIENIONEJ ŚWIADOMOŚCI JEST SKRAJNIE NIEODPOWIEDZIALNYM ZACHOWANIEM, MOGĄCYM SPOWODOWAĆ ŚMIERĆ BĄDŹ KALECTWO POSTRONNYCH OSÓB. JEŚLI COŚ BRAŁEŚ - NIE JEDŹ. JEŚLI PRZEBYWASZ Z OSOBĄ NIETRZEŹWĄ PROWADZĄCĄ LUB PLANUJĄCĄ PROWADZIĆ SAMOCHÓD - POWSTRZYMAJ JĄ, ZANIM NASTĄPI TRAGEDIA.

Wsiedliśmy do samochodu I zaczęliśmy dywagować, gdzie teraz jedziemy. Chcieliśmy gdzieś jechać, ale nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie. Przez parę minut nasza rozmowa wyglądała, mniej więcej wyglądała tak:
Ja: Dobra jedziemy czy tak będziemy tu siedzieć.
Wilo: No jedziemy, jedziemy.
Ali G: Ale gdzie?
Wilo: No jak gdzie? No jedziemy.
Ja: Dobra, jedzmy już, a nie stoimy.
Ali G: No dobra, tylko gdzie?
Ja: Kurwa nie wiem. Jedźmy już.
Wilo: No właśnie jedźmy.
Ali G: Kurwa mać. GDZIE?! XD
I tak Dobrą chwilę, kiedy w końcu ustaliliśmy, że jedziemy na parkin do lasu.
Kiedy ruszyliśmy, świat wyglądał, jakbym pędził przez drogę umiejscowioną gdzieś w kosmosie. A nasz samochód był rakietą. Drogę widziałem na jakieś 20-30 metrów gdzie wychodziła ona z pustki pod nami. Na każdym rondzie czułem się jakbym wpadał na chwilę w wir czarnej dziury, która wyrzucała mnie z siebie z powrotem na niekończącą się kosmiczną trasę.
            24:00 Dotarliśmy na miejsce I zadzwonił do mnie Kapitan Skieta (mój brat) i mówi, że spotkał w barze dwóch Niemców, którzy kupią 5 palenia za każdą cenę. Możliwość szybkiego zarobku bardzo nas ucieszyła i uradowani od razu chcieliśmy się wybrać po owe palenie, jednak złapała nas schiza czy by to przypadkiem nie byli tajniacy. Dwóch Niemców o północy w barze chce kupić 5 marychy za każdą cenę. Trochę za dobrze to brzmi. Stwierdziliśmy, że nigdzie się nie ruszamy i sami sobie skręciliśmy bata. Po spaleniu spojrzałem na gwiazdy. Wszystkie były ułożone w piękne matematyczne figury, do tego gwiazdy były połączone cieniutkimi białymi kreskami, niczym zaznaczone na niebie geometryczne konstelacje. Chwilę później poszedłem się odlać i gdy zrobiłem, co trzeba, zorientowałem się, że nie jestem na ziemi tylko na obcej mi planecie. Wyglądało to, jak umierająca wyschnięta puszcza nie z tej ziemi, a raczej jej pozostałości i do tego wszędzie były kratery. Zostaliśmy tam, do godziny 3:00 rozmawiając w samochodzie i paląc zioło, kiedy Ali G powiedział, że jest zmęczony i pojechałby już do domu spać. Wilo stwierdził, że też by poszedł już spać (nie wiem jakim cudem chciało mu się spać), ale ja chchiałem jeszcze poimprezować więc zadzwoniłem do kapitana skiety z zapytaniem gdzie on imprezuje. Ali G bezpiecznie mnie przeprowadził przez galaktykę i wylądowaliśmy w samym centrum miasta. Podziękowałem za miłą podróż i pognałem w swoją stronę. Wszedłem na domówkę, gdzie byli: Krecik, jego dziewczyna Natalala, Dredd Man i Maksiu. Tam totalnie nie mogłem się wpasować w rozmowę, tak jakbyśmy nadawali na innych falach i rozmawiali ze sobą w zupełnie obcych językach. Więc stwierdziłem, że nie ma co na nich liczyć i wyciągnąłem telefon, żeby pooglądać jakieś ruszające się obrazki w internecie. Nie mogłem odróżnić czy coś się rusza, bo ma się ruszać, czy to mi się rusza więc pytałem Krecika, czy to gif, czy nie. Przeważnie była odpowiedź, że jestem pojebany i nic się tu nie rusza.
            4:00 Wyszliśmy z Kapitanem, Maksiem i Dredd Manem. Pech chciał, że natrafiliśmy na jakichś obcokrajowców, z którymi pijana ekipa chciała się napić i powygłupiać. Niestety nie mogli znaleźć wspólnego języka, więc zaczęli wymachiwać łapami, próbując tak, dogadać się na migi. Wyglądali trochę jak stado małp. Jedni jeździli na desce i uczyli się nawzajem, drudzy siłowali się na rękę. Trwało to tak godzinę. A ja spokojnie przyglądałem się moim ostatnim wizualom, jakie mi pozostały. Patrzyłem sobie trochę na gwiazdy I trochę też w dal na skrzyżowanie, które trochę przypominało tą niekończącą się kosmiczną autostradę.
            W końcu o Godzinie 5:00 wsiadłem razem ze skietą do taksówki, ale niestety nie pędziłem już przez autostradę po kosmosie tylko tutaj, po ziemi.
Spać położyłem się około 6:00. 

Ps: Zapraszam do komentowania, gdyż najgorsze co może dla autora być, to brak informacji zwrotnej ;)

Ocena: 

Odpowiedzi

Korzystając z przywileju moderatora, pierwszy koment:

Kierowcy, który w trakcie tripa LSD siada za kierownicą życzę, kiedy już się zabije, aby nie zabrał nikogo ze sobą. Gratuluję popierdolenia.

Kierowca nie brał kwsa... Napisałem to

Zostałem tylko ja Ali G i Wilo. Szybko posprzątaliśmy dopaliliśmy jakiegoś blunta do końca i również wyszliśmy. 

Śmy, śmy, śmy. Jakoś z tego nie wynika, że kierowca był trzeźwy...

Ale nie był na kwasie

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media