Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

shroom hiking śnieżnik

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
3 g suszonych Psilocibe Cubensis
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Śnieżnik, Masyw Śnieżnika, Sudety, pierwszy pełny grzybny trip solo z tripsitterem, nastawienie pozytywne, przyrodnicze, połączenie z naturą, pierwsze spostrzeżenia
Wiek:
26 lat
Doświadczenie:
Marihuana, mdma, amfetamina

raporty snusmumriken

shroom hiking śnieżnik

 

S & S – Śnieżnik, Masyw Śnieżnika, Sudety


Bohaterowie przygody:

[Narrator] lat 26, włóczykij, entuzjasta natury, kosmosu, rocka psychodelicznego i grafiki. Od ~5 lat regularny palacz marihuaniny, doświadczenia: mdma ~5 razy, amfetamina bardzo rzadko, świadome śnienie. Wpis dot. 3g suszonych magicznych grzybów Psilocibe Cubensis,

[M] – moja tripsitterka, w dniu tripa raczyła się jedynie czeską Kofolą, wodą i owocami.

 

Słowem wstępu: od zawsze interesowały mnie tematy kosmosu i świadomości. Dotyczyło to m.in. wpływu medytacji, czarów, czy wreszcie substancji na postrzeganie rzeczywistości. Od dzieciaka prowadzę też dzienniki snów. Prawie równo rok temu miałem serię kilku niezwykle wyraźnych świadomych snów. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie – nigdy nie podejrzewałem, że można śnić aż tak. Wzmocniło to moją ciekawość – ostatni rok szukałem opisów przeżyć podobnych do moich w literaturze, interesowałem się NDE (Near Death Experience), medytacją oraz psychodelikami. Uznałem że najlepszą drogą poznania tych ostatnich będzie wyhodowanie ich samemu i stopniowe oswajanie się ze światem grzyba.  Dalej wyglądało to tak:

 

Dzień 1 – zalanie i odsączenie mojego pierwszego growkita, oczekiwanie na kosmitów,

Dzień 11 – pojawiają się pierwsze piny, pierworodnemu grzybkowi nadaję imię Ziggy,

Dzień 16 – pierwsza próba – 3 g świeżych grzybów czyli dawka mikro, nie czuję efektów może poza lekkim wytężeniem wyobraźni (~placebo),

Dzień 18 - koło 17 g świeżych grzybów - śmiechawka, delikatne zmiany kolorów (zwłaszcza jaskrawych np. pomarańczowego) i lekkie falowanie wzorzystego dywanu.

 

Pierwszy pełny trip zaczął się 22 dnia o 15:00. W drodze na Śnieżnik przysiedliśmy z [M] nad potokiem, wziąłem parę głębokich wdechów i popiłem wodą z cytryną skonsumowane właśnie ~3 g suszonych Cubensis. Maszerujemy w górę szlaku, jest słoneczna lipcowa pogoda, lekki wiatr, przyjemny cień lasu. Powoli zaczyna ogarniać mnie znajoma grzybna głupawka, niekiedy kosmicznie brzmiący skrzek ptaka wpada do ucha lub kolor oświetlonej słońcem trawy wyda się żywszy. Rozglądam się uśmiechnięty, gdy po jakichś 40 minutach wychodzimy ponad linię drzew. Wow! Sąsiednie góry falują! A więc zaczyna się. By ostudzić emocje przysiadam na pniu wypatrując co się wydarzy. Niebo jest jakby trochę głębsze, przelatujące nade mną małe chmury zniekształcają się przy krawędziach puszyście. Wykonuję ruch tancerki brzucha by pokazać [M] jak pulsują odległe pnie drzew. Wszystko zaczyna zachwycać bardziej.

 

Dalej szlak poprowadził nas nieco bardziej stromym przejściem przez cienisty las. Perspektywa dynamicznie się zmienia, szlak bywa krótszy, węższy, głębszy, raz prostuje się przede mną, raz wraca figlarnie do normy jakby chciał powiedzieć „upsik przepraszam już wracam”. Podobny efekt daje spoglądanie na swoje blisko-dalekie buty. W tym oto lasku doznałem wyostrzenia zmysłów. Zależnie od tonu zapachów i muzyki wiatru kolory otoczenia przyjmowały inne odcienie. Dotykam dłonią pnia i w zdumieniu obserwuję jak małe części kory nachylają się w kierunku palców wolnym ruchem mimozy. Intensywność chwili zmusiła mnie do zrobienia przystanku by móc w całości oddać się obserwacji. Usiadłem na kamieniu. Im mocniej się wyciszałem i oddawałem wizji tym były one ciekawsze, jakby to sam grzyb w mojej głowie podpowiadał mi którędy prowadzić fazę, za co byłem bardzo wdzięczny. Falujący obraz od czasu do czasu łapał większą wyrazistość i na moment ‘zastygał’ w zupełnie nowy widok nie do opisania - ścieżka i korzenie formowały rzeźbę przypominającą kulturę Azteków, niewielki zagajnik stawał się miniaturowym Lothlorien. Po chwili zebrałem w sobie energię i zacząłem relacjonować wszystko [M]. Rozmowa uspokoiła wizuale i ruszyliśmy dalej, mijając od czasu do czasu turystę o dziwnym grymasie twarzy i nieco gnomim głosie. Ludzi starałem się raczej jednak unikać.  

 

Szczyt tripu przypadł koło godziny 18:00 (3 h od zjedzenia grzybów) przy schronisku na Śnieżniku. Położyliśmy się wśród krzewów, zapaliłem jointa i oddałem się medytacji. Palenie pięknie komponuję się z grzybem, wzmaga spokój. Leniwie słuchałem bzyczenia łąki i dalekich skrzacich odgłosów ludzi. Nagle przelatuje nade mną pociesznie bzyczący samolot. Leci trochę jakby bokiem, jego skrzydła uginają się. W tle niebo miało też nieopisywalną głębię. Gdy robiło mi się zimniej kolory otoczenia stawały się turkusowe. Obserwowałem jak na podmuch powietrza reaguje moja skóra jakbym patrzył na nią przez lupę – włosy na rękach tworzyły miniaturową puszczę, wśród której oddychała i zmieniała barwę skóra. W tamtej chwili zapisałem w dzienniku: „Patrzenie w czyste niebo mnie pochłania – jest czyste, a ma morfującą się strukturę. Wow. Inna rzecz – czucie przestrzeni. Momentalnie zmieniają się drobne tkanki na skórze jak wiatr zawieje czy coś. Zmienia się głębia non stop. Wow. Dałbym radę pisać normalnie, ale jestem podekscytowany hehe”.

 

Czułem się już też trochę zmęczony trasą i wrażeniami także uzupełniliśmy wodę w schronisku i ruszyliśmy w dół. Faza już powoli się uspokajała i powrót minął mi głównie na rozmyślaniu o tym co widziałem i rozmowie z [M]. Nostalgiczny spacer w blasku zachodzącego słońca.

 

II TURA

Wieczorem (21:40, 6 h 40 min), po przyjęciu zupy i prysznicu czułem się już dość normalnie. Uznałem, że w ramach eksperymentu dobrze będzie dojeść na oko ~1,5 g i oglądać gwiazdy.  Ostatecznie stwierdzam, że był to średni pomysł. Po spaleniu jointa gwieździste niebo pochłaniało mnie i w zmęczeniu bywało to momentami przytłaczające, dało mi jakieś wyobrażenie ciemnej strony tripa. Wciąż piękne, ale szybko wróciłem do pokoju by zapaść w przyjemny sen i odpocząć. Jeszcze zasypiając dźwięki dobiegające zza okna czy z sąsiednich pokoi brzmiały nieco kosmicznie.

 

Nazajutrz fizycznie czułem się bardzo dobrze. Psychicznie dość wyczerpany, zupełnie jakbym pracował do późna przy komputerze. Zrobiliśmy jeszcze jedną krótszą trasę po okolicy, oraz drzemkę nad potokiem po której czułem się jak nowo narodzony.

 

Piszę to dnia 27 i wciąż rozkminiam co działo się w mojej głowie.

Pamiętajcie aby idąc grzybić w górach mieć ze sobą zapas wody, smile

 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media