Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

salvia report

detale

raporty unknown

salvia report


0:00


Nabijam faję. Trudno podjąć decyzję -- czy zapalić? Kilka razy

uruchamiam zapalniczkę, gaszę, uruchamiam... W końcu szybka decyzja:

niech się dzieje co chce! Pierwszy mach trzymam około 30 sekund. Nic

nie czuję, ale nie czas na zastanawianie się -- biorę drugi, zaczynam

liczyć. I nagle uczucie, jakby dym uciekał z płuc do głowy! Zrobiłem

już wydech? Jeszcze nie? Trzymać jeszcze ten cholerny dym, czy w

ogóle go tam nie ma? Ile czasu minęło? A co ja się w ogóle przejmuję

tym dymem! Zaczęło się! Zaraz zaraz... PRZECIEŻ JA TU JUŻ BYŁEM!!!

Próbuję sobie przypomnieć, kiedy w życiu paliłem Panią Szałwię, ale

bezskutecznie :) Jestem w jakimś innym świecie, gdzieś na ulicy -- i

to przy otwartych oczach i zapalonym świetle -- jakieś arkady,

sklepienia łukowe nade mną. Łuki zaczynają się poruszać: powoli, z

wyraźnym rytmem, kolorowe łuki wizji (nie wizje, że są łuki, tylko

geometryczne i roślinne wizje w postaci łuków, które poruszają się

wokół mnie, jakbym był jądrem atomu, a zamiast orbit elektronów --

wizje). Trwa to krótko, za krótko. Niepotrzebnie wpadłem na pomysł,

żeby odnieść to, co się ze mną dzieje, do otaczającej rzeczywistości.

Muszę wyglądać idiotycznie: pewnie zamarłem w bezruchu, pochylony na

bok, próbując odłożyć fajkę :))) Żałuję, że nie mam pod ręką lustra --

oczywiście całe szczęście, że nie miałem. Wstaję, próbuję przejść się

parę kroków: ALBO PODŁOGA JEST Z GUMY, ALBO UNOSZĘ SIĘ PARĘ

CENTYMETRÓW NAD NIĄ! Biorę bęben, nie wiem dlaczego chciałem wziąć

dwa -- z jednym ledwie sobie poradzę... Siadam z powrotem.



0:03


Wizje złagodniały, przeważają wzorki, głównie przy zamkniętych

oczach. Na przemian bębnię, zamykam oczy, próbuję medytacji -- za

lekki trip, żeby stało się coś nadzwyczajnego, za mocny, żeby zabrać

się za coś innego.



0:10


Wypalam to, co zostało w fajce, ale to już nie to. Nie chce mi się

nabijać po raz drugi. Nie chce mi się też wstawać, żeby to wszystko

zapisać. Co najważniejsze, to zapamiętam.



0:30


Nie wiem, jak minęło ostatnie 20 minut, ale nie wydarzyło się nic

szczególnego. Dopiero teraz wpadam na pomysł, żeby zgasić światło.

Gaszę, siadam, wpatruję się w to, co miało być ciemnością, zaczynam

rozpoznawać kształty mebli. Moje ciało czuje, że chce się położyć.

Robię miejsce na tapczanie, kładę się i zamykam oczy. Nie wiem, jak

usnąłem.



P.S. Dopiero teraz (w południe następnego dnia) przypomniałem sobie,

że przez te 20 minut próbowałem coś nucić, śpiewać, gwizdać. Ciekawe,

co jeszcze sobie przypomnę :))))))



4:20


Obudziłem się, jest jasno za oknem. W ustach ciągle czuję smak

Szałwii, trudno mi zebrać myśli, ale funkcjonuję prawidłowo:

przebieram się, nastawiam budzik i ścielę łóżko. Jeszcze bierze mnie

na przeczytanie fragmentów Salvia FAQ i Pharmakopoei. Rano przesypiam

budzik, wstaję trochę zmęczony.



=====================



Jak palić szałwię -- moje spostrzeżenia




Potrzebna będzie wysoka temperatura, więc najlepsza jest fajka metalowa,

kamienna, ceramiczna lub szklana, z dużym kociołkiem. Może być wodna.

Dla największego efektu warto zastosować zapalniczkę "na wiatr", czyli

niegasnącą z taką spiralką u wylotu. Zrobić wydech i nie gasząc

zapalniczki zaciągać się, rozpalając jednocześnie materiał na całej

powierzchni. Dym będzie coraz gorętszy, dlatego w przypadku zwykłej

fajki (ja mam drewnianą, którą specjalnie przenaczyłem tylko na Szałwię,

z kamiennym kociołkiem) można ułożyć język tak, aby stanowił przeszkodę

dla dymu, który w ten sposób nieco ochłodzi się. Zapalniczkę zgasić

dopiero po pełnym wdechu. Następnie zamknąć krtań i szybkim ruchem

przepony przepchnąć dym do górnej części płuc (warto wcześniej to

przećwiczyć). Policzyć do 30 (sekund). Wydychać dym (jeżeli jeszcze

coś z niego zostało) na raty, silnymi dmuchnięciami przez wąską

szczelinę zrobioną z ust. Można teraz wziąć nieco świeżego powietrza

i jak najszybciej zabrać się za drugi mach. Jak dobrze pójdzie,

trzeciego nie trzeba będzie robić, ale to wedle uznania.




Uwaga! Przepychanie dymu przeponą do górnej części płuc może być

przyczyną odmy, jeśli nie zostanie prawidłowo wykonane. Spaliny z

zapalniczki zawierają trujące związki, a przy długim trzymaniu dymu w

płucach osadza się smoła i inne syfy -- nie na tyle, żeby zmieniło to

jakość podróży -- ale osoby, którym szczególnie zależy na zdrowiu,

powinny rozważyć żucie świeżych liści lub użycie ekstraktu zamiast

palenia.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media