Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

rozliczenie z przeszłością - bad trip lsd

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
180 ug LSD
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Dobre nastawienie, trip z ziomkami w moim własnym domu. Wakacje
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Thc
Alkohol
LSD
Psylocybina
DMT
Kokaina
Amfetamina
Mefedron
Kodeina
Alprazolam
Clonazepam
Atropina
Dekstrometorfan
Chyba tyle

rozliczenie z przeszłością - bad trip lsd

Na początku warto by było wspomnieć, że pomimo tego, że mam obecnie 19 lat to sporo przeżyłem, w ostatnich latach „tylko” depresję, próby samobójcze, szpitale psychiatryczne, bezustanne używanie substancji (wszystko co było, głównie stymulanty, alkohol, benzo, kodeina oraz oczywiście marihuana której używam właściwie codziennie od 14/15 roku życia). Przez używki i moją psychikę zacząłem łamać prawo, co ciągnie się za mną do dziś. Jednak gdy byłem młodszy (14 lat) trafiłem do szpitala na prawie tydzień pod kroplówkę ze względu na zatrucie atropiną. Już wtedy baaaardzo lubiłem używki ale ta sytuacja miała również swoje podłoże w tym, ze w gimnazjum byłem wyśmiewany, gnębiony słownie i fizycznie przez grupę starszych „kolegów”. Po przeżyciu w szpitalu, zmianie szkoły do około 16/17 roku życia byłem zajawiony na sport oraz palenie zioła, jednak wiedziałem że ten okres będę pamiętał do końca życia jako jeden z najgorszych. Piszę tu o tym dlatego, ze jest to kluczowe w opisywaniu najgorszego tripu w moim życiu.
Wakacje 2019, sierpień. Wróciłem właśnie z wakacji w Portugalii, które spędziłem bardzo przyjemnie - zwiedzanie, palenie, plaże, knajpki. Od jakiegoś czasu z ziomkami planowaliśmy przeżycie tripa na kwasie, takiego jak „za dawnych lat” (dobrze znamy się od początku 2019 roku, gdy się poznawaliśmy każdy z nas miał schorzenia psychiczne takie jak depresje, lęki itd. jednak udało nam się z tego wyjść poprzez rzucenie leków oraz świadome wykorzystywanie psychodelików).
Znaleźliśmy dobrą opcję na kartony, wzięliśmy więc od razu około 10 żeby były na inne przygody. Tego samego dnia pojechaliśmy do mojego domu, oddalonego około 20 kilometrów od pewnego dużego miasta na południu Polski. Wzięliśmy wszystkie potrzebne rzeczy, zaopatrzyliśmy się również w weed ponieważ każdy z nas jest zawodowym palaczem i na każdym naszym tripie zioło jest jak światełko w tunelu. Dla nas to jest normalne, ale znam ludzi którzy nie lubią palić podczas działania LSD. Nastawienie było dobre, po przyjeździe do mnie do domu oczywiście coś spaliliśmy i czekaliśmy na kolegę który miał dojechać do nas busem. Wyszliśmy po niego na przystanek, była już godzina 20 i po wspólnym przyjściu do domu ja oraz 3 kolegów zdecydowaliśmy się na zarzucenie kartona. Bylo nas łącznie 6 ale jeden nigdy nie próbował i na razie nie chciał a drugi miał pewne wątpliwości i wolał popatrzeć na nas z boki i w razie czego reagować. Z perspektywy czasu dla mnie jest to niewyobrażalnie szczęśliwy fakt ponieważ gdyby nie on i jego reakcja mógłbym do teraz zbierać się po bad tripie.
Po zarzuceniu kwasów (ja wziąłem całego 180 ug, reszta po pół) oglądaliśmy teledyski, ponieważ mam fajny telewizor z diodami z tylu które migają w zależności od tego co pojawia się na ekranie na różne kolory oraz zajebiste głośniki które nie dość ze są głośne to dobre jakościowo. Paliliśmy szlugi, robiliśmy coś do jedzenia i z niepokojem czekaliśmy na rozwój sytuacji. Gdy LSD zaczęło wchodzić oddaliliśmy jointa (w zasadzie kilka jointów bo było 6 osób), śmialiśmy się, ja miałem również wizualizacje spowodowane turecką lampą która zostawiała ciekawe wzory na suficie. Wszystko było fajnie, puszczaliśmy jakieś „tripowe” filmy na YouTube.
Nagle ktoś poprosił mnie o szluga, zorientowałem się ze jakimś cudem są one na pietrze w moim pokoju. Poszedłem tam bardzo szczęśliwy, ale gdy przekroczyłem próg ciemnego pokoju zaczęły mi się przypominać stare historie z czasów gdy miałem 14 lat. Myśli były bardzo głębokie i przygnębiające, nie wiedziałem czemu mi się uruchomiły ponieważ kiedyś miałem inny pokój i wyglądał on zupełnie inaczej. Może chwilowe uczucie samotności przypomniało mi o bezustannej samotności którą czulem 5 lat temu? Trochę zdezorientowany wróciłem do kolegów. Po chwili zapomniałem o tym co czułem i chciałem zrobić pierogi. Pamietam to tak jakbym na chwile stracił świadomość, z tego co mówili mi „trzeźwi” po tripie chodziłem przez dłuższa chwile między czajnikiem a garnkiem. Odzyskałem świadomość i zobaczyłem durszlak z surowymi pierogami, leżący na garnku z Lodowatą wodą. Następnie pamietam, że któryś z kolegów zaśmiał się z tego co robię (wyobraźcie sobie chłopa na kwasie który zapomniał jak robić pierogi XD). Po tym mam znowu urwany film, atmosfera zmieniła się gdy jeden z ziomków po chwilowym wyłączeniu muzyki, gdy zastała cisza zaczął pytać przerażony: „co się dzieje? Gdzie jesteśmy? Co chcecie mi zrobić?”, a dodatkowo ten jeden ziomek który nie brał nigdy kartonów siedział od kilkudziesięciu minut przy laptopie wciągnięty w grę i nie reagował na nic.
Co było dalej nie pamietam do momentu gdy wszyscy usiedliśmy w salonie na kanapie i fotelach a ja zacząłem mieć niepokoje i paranoje. Wydawało mi się ze od początku tripa coś narastało i zaraz nastąpi kulminacja. Zacząłem zadawać podobne pytania co poschizowany kolega jakiś czas wcześniej. Reakcje kolegów mimo tego ze z pozoru mówili na spokojnie (wziąłeś kwasa, wziąłeś narkotyk, jesteś z nami i jest dobrze, nic się nie dzieje, możesz nam ufać itd.) dla mnie zadziałały jak płachta na byka i wprowadziły w coraz większy niepokój. I nagle mnie oświeciło! Tak na prawdę ci ludzie przez te kilka lat jak ich nie znałem byli ze mną od początku, od początku moich problemów, wydawało mi się że jest to kulminacyjny moment w moim życiu. Ze ci ludzie pojawili się gdzieś 5 lat temu gdy trafiłem do szpitala i czekali na moment żebym zaczął ćpać żeby się ujawnili. To miało jakiś sens ponieważ 3 z nich poznałem w liceum gdy na nowo zacząłem się odurzać a pozostała dwójka pojawiła się na początku końca problemów z depresja podczas pierwszych wspólnych tripów. Podczas gdy znajomi mnie uspokajali mi wydawało się że po prostu nie chcą mnie przerazić, ale ktoś zesłał ich do mojego życia jak jakieś istoty żeby w tym momencie pokazali mi żebym zmienił swoje życie i że ćpanie kończy się w tragiczny sposób. (Ciężko to jest opisać ale staram się jak mogę). Oliwy do ognia dodawał fakt ze byliśmy w domu w którym zaliczałem moje pierwsze upadki związane z narkotykami. Spanikowałem, przez co musieli podać mi neuroleptyka który całe szczęście szybko zaczął działać i czułem się coraz lepiej. Zacząłem dochodzić do siebie, cały czas z nimi rozmawiałem i to poprawiało moje samopoczucie. Dalej bylem lekko nieufny ale joint skutecznie poprawił mój stan. Znajomi poszli wszyscy spać, ja nie mogłem zasnąć, zjadłem coś i czekałem aż się obudzą. Z każdą minutą było coraz lepiej.
Rano odwiozłem ich do domu jednak nawet kilka tygodni po fakcie bałem się być samemu w domu, nie chciałem więcej tripów spędzać z nimi, czułem się jakbym miał znowu depresje. Po jakimś czasie zdobyłem się na odwagę i zarzuciłem polowe kwasa (również 180 ug czyli wziąłem 90) byłem wtedy samemu w domu, wszystko sobie przygotowałem i przeżyłem jednego z najlepszych tripów w życiu (może go kiedyś opiszę?). Dzięki niemu nastawiłem się bardzo dobrze co do przyszłości, czerpię z tego korzyści do teraz i ciagle się rozkręcam.
Był to mój pierwszy trip report mam nadzieje ze nie było źle.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media