Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

podróż do źródła

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
4 gramy Cubensis B+
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Dom i własny pokój na piętrze. Na parterze rodzice, którzy spali i nie wiedzieli co będę robił. Nastawienie pozytywne. Ciekawość co się wydarzy. Chęć odpowiedzi na pytania i poznania prawdy.
Wiek:
23 lat
Doświadczenie:
Łysiczki lancetowate 3x po ok 1g, Cannabis kilka razy.

raporty kosik

podróż do źródła

 Jak opisać coś, czego opisać się nie da?

 

To pytanie chodziło mi cały czas po głowie, gdy próbowałem ująć w ramy słowne podróż, którą przeżyłem około 3 lata temu. Od tamtego momentu wiele się wydarzyło. Doświadczenia tak niezwykłego nie da się w pełni wyrazić ograniczonym, ludzkim językiem. Zrobiłem to najlepiej jak potrafiłem, lecz wiem, że żadne słowa nie oddadzą w pełni tego wszystkiego co mnie spotkało. Możliwe, że to co opisuję poniżej nie jest też do końca zgodne z prawdą a to dlatego, że ograniczony ludzki umysł nie jest w stanie zrozumieć czegoś tak nieopisanego. To można tylko poczuć a próba intelektualnego zrozumienia mija się z celem. Tak czy inaczej nie wierzcie w to co piszę, tylko sami doświadczajcie i odnajdźcie swoja własną prawdę.

 

Około godziny 23:00 siedziałem przed komputerem i popijałem nektar z czarnej porzeczki. Wcześniej czytałem, że to wzmocni i wydłuży działanie grzybków. Wiem, że stuprocentowy sok byłby lepszy ale nie mogłem znaleźć w sklepie nic lepszego, więc uznałem, że lepszy taki, niż żaden. Słuchałem muzyki i przygotowywałem się psychicznie, ponieważ dawka grzybów, którą maiłem zażyć była czterokrotnie większa niż poprzednie trzy razy. Kilka minut przed północą wyłączyłem PC-ta i poszedłem do swojego pokoju. Wyjąłem 4g grzybów i zacząłem je jeść. Po ich skonsumowaniu uświadomiłem sobie w pełni, że teraz nie ma już odwrotu. Od tego momentu zacząłem odczuwać coraz większy niepokój, który narastał coraz bardziej wraz z upływem czasu. W mojej głowie kłębiło się mnóstwo pytań, na które chciałem znać odpowiedź i wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Wziąłem kartkę papieru i zacząłem zapisywać intencje na nadchodzącą podróż, a brzmiały one tak:

 

Chcę dowiedzieć się, kim naprawdę jestem.

Chcę doświadczyć bezwarunkowej miłości i szczęścia.

Chcę spotkać się z moją jaźnią, źródłem.

Chcę dowiedzieć się, czego tak naprawdę chcę od życia i co mam z nim zrobić.

 

Przeczytałem je jeszcze kilka razy i wyryłem sobie w pamięci, po czym poszedłem do łazienki, żebym nie musiał tego robić, gdy grzybki zaczną działać. Gdy wróciłem z powrotem do pokoju, założyłem słuchawki i puściłem muzykę medytacyjną oraz relaksującą, po czym zgasiłem światło i położyłem się na łóżku, obiecując sobie, że do zakończenia podróży nie ruszę się z niego.

 

Była wpół do pierwszej, kiedy zacząłem odczuwać pierwsze efekty działania psylocybiny. Z nosa mi ciekło, zacząłem ziewać, a na twarzy pojawiał się co chwila uśmiech. Ciało było coraz bardziej rozluźnione a muzyka coraz piękniejsza. Przekręciłem się na bok i zamknąłem oczy. Przez kilka minut skupiałem się na ciemności pod powiekami i w końcu pojawiły się barwne i przepiękne fraktale - najpierw dwu, następnie trójwymiarowe. Nagle zalała mnie fala nieopisanego szczęścia i radości, przez co wybuchałem śmiechem, nad którym nie byłem w stanie zapanować. Śmiech przerodził się w chichot a ja otworzyłem oczy i położyłem się na plecach. Usłyszałem, jak ktoś wchodzi na górę po schodach. Pomyślałem, że to mogą być moi rodzice. Nie mówiłem im o tym, że eksperymentuję z psychodelikami. Uważałem, że to jest moja sprawa i nic im do tego. Poza tym bałem się ich reakcji. Bałem się odrzucenia z ich strony i tego, że mogą mnie nazwać ćpunem. Byłby więc niezły przypał, gdyby dowiedzieli się, że zażyłem substancję, która według nich i większości populacji jest narkotykiem. Jednak coś mnie nurtowało. Nie śmiałem się aż tak głośno, żeby ich obudzić. Spojrzałem na drzwi. Ze szklanych okienek prześwitywało przez nie dziwne, białe światło, a ja wyczuwałem za nimi czyjąś obecność. Zastanawiałem się, czy nie pójść zobaczyć co za nimi jest, lecz przypomniałem sobie moje postanowienie i zrezygnowałem z tego pomysłu. Znowu przekręciłem się na bok i zamknąłem oczy, ponownie wędrując wśród fraktalnych wzorów. Muzykę odczuwałem już całym sobą. Czułem, jak wibruje w ciele i jak mnie prowadzi. Mimo tego ciągle wyczuwałem kogoś na korytarzu. Co jakiś czas zerkałem na drzwi i wtedy uświadomiłem sobie, że widzę je nawet wtedy, gdy nie kieruje na nie swojego wzroku. Mój kąt widzenia szybko się zwiększał, aż w końcu osiągnął trzysta sześćdziesiąt stopni! Było to dla mnie coś niebywałego. Mogłem zobaczyć nawet to, co jest za mną bez poruszania ciałem, które odczuwałem coraz słabiej. Wyczułem kogoś i moją całą uwagę pochłonęły drzwi. Obserwowałem je, czekając w napięciu i czując ogromną ciekawość. Wiedziałem, że za chwilę stanie się coś niebywałego i tak też było. Przez drzwi przeniknęła kobieca postać. Była całkowicie naga i zbudowana wyłącznie z fraktali, które co chwilę zmieniały kolory, kształty i wzory. W życiu nie widziałem czegoś takiego. Chyba jeszcze nigdy nie byłem tak zaskoczony. Podeszła do łóżka i położyła mi swoją dłoń na czole, po czym zalała mnie fala kolorowego światła i straciłem całkowicie poczucie własnego ciała. Od tego momentu pojęcie czasu straciło dla mnie jakiekolwiek znaczenie.

 

Zacząłem przemierzać tunel, zbudowany ze światła i fraktali. Leciałem coraz szybciej, po czym wystrzeliłem w przestrzeń kosmiczną z niebywałą prędkością. Ktoś lub coś zaczęło się ze mną komunikować i przekazało mi telepatycznie, że poruszam się szybciej niż prędkość światła. Zacząłem mijać gwiazdy, następnie wyleciałem z galaktyki i nabierałem coraz większej prędkości. Zostawiałem za sobą inne galaktyki, później gromady galaktyk. Gdy dotarłem do pewnego punktu w kosmosie świadomość zaczęła się rozszerzać coraz bardziej i bardziej, aż w końcu stałem się całym wszechświatem. Straciłem jakiekolwiek poczucie siebie, swoją osobowość, swoje ego. To, kim wydawało mi się że jestem, kim myślałem że jestem i kim wyobrażałem sobie, że jestem umarło. Stałem się tym, kim jest każdy z nas. Stałem się wszechświatem. Nie było niczego, czym bym nie był. Krzysiu odszedł i objawiła się prawda, która jest poza wszelkim słowem. Będąc w tym stanie odczuwałem totalną jedność ze wszystkim, bezwarunkową miłość i pełną akceptację. Posiadałem wiedzę na każdy z możliwych tematów i nie było niczego, czego bym nie wiedział. Trwałem tak przez wieczność i byłem wiecznością, a czas nie miał żadnego znaczenia, po prostu go nie było. Istniała tylko miłość i jedność. Nirwana. Tego doświadczenia nie da się opisać oraz pojąć na ludzki rozum, i jeżeli nikt nie doświadczył czegoś podobnego to nie zrozumie o co mi chodzi. Stan ten pokazał mi w pełni, kim my tak naprawdę jesteśmy w swej prawdziwej formie. W końcu jednak i to się skończyło i "Coś" wysłało mi komunikat, że zaraz doświadczę, jak to się zaczęło. Zacząłem kurczyć się i znikać. Została tylko świadomość istnienia w pustce, wszechwiedząca i bezforemna. Mimo, że wszystko wiedziałem, było to dla mnie nudne. Postanowiłem, że doświadczę swojej wiedzy zapominając kim naprawdę jestem. Skierowałem energię do środka, tworząc nieskończenie mały punkt, po czym wybuchłem rozdzielając się na nieskończoną ilość cząstek. Wtedy świadomość przeniosła się do jednej z nich a ja leciałem ponownie przez kosmos. Dotarłem do planety Ziemia i postanowiłem doświadczyć ludzkiego życia. Wybrałem miejsce i czas mojego narodzenia, które najlepiej odzwierciedlałyby to, czego próbuję doświadczyć.

 

Ocknąłem się na łóżku, leżąc na plecach i otworzyłem oczy. Nie rozpoznawałem żadnych mebli ani przedmiotów w pokoju. Zamiast tego widziałem jeden wielki, przepiękny kalejdoskop i śmiałem się na cały głos. Nic nie miało w tamtym momencie znaczenia, oprócz radości i szczęścia, które odczuwałem z niewyobrażalną mocą. Cały byłem oblany potem ale nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, było to coś niezwykłego. Uczucie miłości było tak silne, że aż łzy leciały mi strumieniem po policzkach. Spojrzałem wtedy na dłonie i zrozumiałem, że nie jestem człowiekiem. Przestałem czuć się jak człowiek i było to coś niesamowitego, coś, czego nie da się wyrazić w słowach. Złapałem się rękoma za głowę i zacząłem co chwilę mówić "ja pierdolę".  Tą "mantrę" przerywałem niekontrolowanym śmiechem. Muzyka, która grała w słuchawkach już mnie nie interesowała. Upłynęło tak wiele  czasu, że całkowicie o niej zapomniałem. W końcu położyłem się na boku zamykając oczy, co było bezsensowne bo i tak widziałem wszystko wokół mnie. Leżałem tak bardzo długo a przynajmniej tak mi się wydawało. Stapiałem się w jedno z łóżkiem oraz całym pokojem i co chwilę wędrowałem po falach myśli. Nudziło mnie to, więc postanowiłem przejść się po pokoju. Zacząłem wstawać z łóżka. Z wielkim trudem usiadłem, po czym bardzo opornie podnosiłem się do góry. Było to tak trudne, że musiałem wytężyć wszystkie siły. Gdy w końcu stanąłem wyprostowany zauważyłem, że coś jest nie tak. Kable ze słuchawek wnikały i przebijały moje ciało a w mojej ręce nagle pojawił się telefon, który powinien leżeć na łóżku. Zdziwiony spojrzałem na niego, a na ekranie wyświetliła się lista, której nigdy nie widziałem. "Coś" przekazało mi telepatycznie, że dzięki niemu odwiedzę inne wymiary. Pokiwałem głową ze zrozumieniem i zacząłem przeglądać listę, po czym wybrałem jedną z ikon i dotknąłem palcem, żeby ją otworzyć. I wtedy się zaczęło. Usłyszałem dziwny dźwięk i zacząłem oddalać się od mojego pokoju. To, co zobaczyłem sprawiło, że szczęka opadła mi do podłogi - setki, następnie tysiące moich pokoi, a w każdym byłem kimś innym. Później zaczęły pojawiać się inne sytuacje, których nigdy nie doświadczyłem. Było ich tak wiele, że nie potrafiłem tego zliczyć. "Coś" poinformowało mnie, że są to równoległe rzeczywistości/alternatywne wymiary i jeżeli będę chciał, to mogę po nich podróżować. Zacząłem przeglądać "matrycę" tysiąca możliwych przeznaczeń, po czym wybrałem jeden z wymiarów i przeniosłem się do niego. W tym świecie obserwowałem innego siebie z perspektywy trzeciej osoby. Byłem człowiekiem bogatym i żyłem w utopi. Miałem wszystko czego tylko dusza zapragnie i wszystko mogłem zdobyć bez najmniejszego wysiłku. Dzień spędzałem na imprezowaniu i innych rozrywkach, oraz zabawie z przyjaciółmi, poznawaniu nowych osób i seksie z pięknymi kobietami. Mimo młodego wyglądu miałem na karku kilkaset lat i mogłem żyć wiecznie. Po kilku latach obserwacji doszedłem do wniosku, że to życie jest cholernie nudne, więc oddaliłem się od tej rzeczywistości i zacząłem poszukiwać innej. Znalazłem to, co chciałem i wskoczyłem do kolejnego świata. Tym razem wskoczyłem w siebie samego i obserwowałem wszystko z perspektywy pierwszej osoby, jednak nie mogłem kontrolować swojego zachowania. Ta rzeczywistość była już bardzo bliska tej, w której żyję teraz. Chodziłem do tej samej szkoły technikum, co kilka lat temu. Wszystko było takie same jak w moim obecnym życiu oprócz jednego - ćpałem na potęgę. Brałem wszystko, co tylko mi wpadło w ręce. W obecnym życiu nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby zażywać tak szkodliwe dla organizmu substancje. Tam to nie miało dla mnie znaczenia, liczyła się tylko dobra faza i nic więcej. Nie odmawiałem sobie niczego: kokaina, heroina, amfetamina i inne gówno. Ładowałem w żyłę coraz częściej i ledwo co ukończyłem szkołę. Tak bardzo popadłem w nałóg, że wymknął mi się z pod kontroli. Kłóciłem się ze wszystkimi wokół i staczałem się coraz bardziej. W końcu stało się i przedawkowałem. Karetka zawiozła mnie do szpitala i trafiłem na oddział intensywnej terapii. Lekarze podłączyli mnie do aparatury i założyli mi maskę tlenową. Próbowali mnie ratować, jednak ich wysiłki nic nie dawały. Mój stan był krytyczny i wiedziałem, że zaraz umrę. W końcu dali za wygraną i opuścili salę, a ja zacząłem konać. Mój oddech zanikał, a ja zacząłem odczuwać coraz większy strach przed śmiercią i samotnością. I wtedy do sali wpadło dwóch moich przyjaciół. Gdy ich zobaczyłem, moje przerażenie zniknęło, a jego miejsce zajął spokój. Uśmiechnąłem się i pożegnałem z nimi, po czym oddałem ostatni oddech a moje ciało przestało funkcjonować i umarłem.

 

Ponownie powróciłem do miejsca, z którego obserwowałem "matrycę". "Coś" tłumaczyło mi, że wszystkie te wydarzenia i sytuacje istnieją w jednym, wiecznym teraz, i że mogę być kimkolwiek zechcę, że wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Zacząłem zastanawiać się, czy mógłbym już nie wracać do starego wymiaru, tylko po prostu przenieść się na stałe do rzeczywistości, która mi najbardziej odpowiada i tam zostać. Zamiast odpowiedzi dostałem pytanie: "Czy właśnie tego chcesz?" Analizowałem to przez chwilę i doszedłem do wniosku, że nie. Pójście na łatwiznę nie jest tym, czego pragnę. To zahamowało by mój rozwój. Przyglądając się "matrycy" wiele rozumiałem. Widziałem, że życie jest czymś w rodzaju komputerowej symulacji i że wyobraźnia oraz myśli tworzą rzeczywistość. Zadałem jeszcze jedno pytanie: "Co mam zrobić z życiem? Jaką scieżkę obrać?" Odpowiedź była prosta: "Rób co chcesz".

 

Uznałem, że pora wracać jednak nie było to już takie proste. Błądziłem po wielu innych wymiarach, których nie pamiętam. Nie wiedziałem jak mam wrócić do mojej rzeczywistości. Trwało to bardzo długo jednak w końcu udało się i ponownie stałem w moim pokoju. Przez chwilę nie mogłem uwierzyć w to, co się stało i w to, co przeżyłem. To jednak nie był koniec podróży. Postanowiłem, że przyjrzę się bliżej mojemu obecnemu życiu. Położyłem się na łóżku i wtedy zaczęło się prawdziwe piekło. Doświadczałem najgorszych sytuacji z całego mojego życia. Przeżywałem je ponownie ze świadomością, że mogłem w tych sytuacjach postępować inaczej. Zobaczyłem całe zło, które wyrządziłem i jak wielkim jestem dupkiem. Cała naga prawda o mnie. Nie mogłem uciec od tego i wydawało mi się, że trwa to już wieczność. Zapętliłem się i grzyby nie chciały mnie puścić, dopóki tego nie przerobię. Było to tak intensywne, że zacząłem płakać z rozpaczy. Poczułem na sobie konsekwencje każdego swojego negatywnego zachowania i działania, każdego negatywnego słowa, które wypowiedziałem. Jednak nie to było najgorsze. Doświadczyłem na sobie skutków wszystkich negatywnych myśli, które przewinęły się przez umysł. Istne piekło, którego nie da się opisać. Zerwałem słuchawki z uszu - muzyka teraz bardziej mi przeszkadzała, niż pomagała. Starałem skupić się na czymś pozytywnym, lecz nie udawało mi się to. Piekielna machina mojego umysłu mieliła mnie i raz po raz przeżywałem cały negatywizm, który stworzyłem, oraz jego konsekwencje dla mnie i dla ludzi z którymi miałem styczność. Nie mogłem nigdzie od tego uciec, więc popełniłem samobójstwo. To jednak nic nie dało. Zabiłem się więc jeszcze raz jednak ponownie wróciłem do punktu wyjścia. Zabiłem się setki lub tysiące razy i zawsze wszystko kończyło się tak samo. Miałem już dość i totalnie oszalałem, miotając się przez miliony lat po całym wszechświecie. W końcu szaleństwo mi się znudziło i postanowiłem, że wrócę do normalności. Zacząłem szukać rozwiązania i wyjścia z tego stanu i gdy już myślałem, że nie ma dla mnie ratunku i wybawienia, pojawiło się wspaniałe wspomnienie zachodzącego słońca. Przyszli do mnie moi przyjaciele i poczułem miłość. Wtedy zrozumiałem, że to właśnie miłość jest rozwiązaniem i że to ona usuwa wszelkie przeszkody, które spotykamy na swojej drodze w życiu. Cały zalany łzami usiadłem na łóżku i skupiłem się z całą mocą na tym kole ratunkowym. Zacisnąłem pięści i powiedziałem do siebie: "Warto kurwa było przechodzić przez ten cały syf. Dla tych kilku wspaniałych chwil. Dla tych wschodów i zachodów słońca. Dla tego wspaniałego nieba nade mną. I dla moich przyjaciół i bliskich". Wstałem z łóżka i stanąłem na środku pokoju, zdeterminowany i gotowy na wszystko. Wtedy przez sufit wleciała ogromna kula światła. Przekazała mi telepatycznie, że jest mną, duszą, źródłem, wyższym ja, bogiem. Wysłała w moim kierunku energię bezgranicznej i bezwarunkowej miłości. Była ona tak silna, że nie mogłem tego wytrzymać i padłem na kolana poddając się jej. Emocje, których wtedy doznawałem były tak potężne, że zacząłem ponownie płakać. Zrozumiałem wtedy, że źródło kocha mnie bezwarunkowo i nic, co bym zrobił nie było w stanie tego zmienić. Byłem w szoku i trudno było mi uwierzyć, że jakaś istota może mnie obdarzać miłością tak doskonałą. Zacząłem ponownie przeżywać moje dotychczasowe życie, ale już nie z mojej perspektywy, a z perspektywy źródła. Nasze świadomości stopiły się w jedną i obserwowałem jak przychodzę na świat i jak dorastam. Dusza przez cały ten czas "obserwowała" mnie i czuła do mnie wyłącznie przeogromną i bezwarunkową miłość. Nieważne było to, czy postępuję źle czy dobrze, liczyło się tylko zdobyte doświadczenie i nauka. Będąc w tym stanie odczuwałem tylko miłość, radość i szczęście. Nie było tutaj miejsca na negatywne emocje. Zobaczyłem, że wszystko co zrobiłem i co zrobiono mnie jest doskonałe. Tak miało być. To wszystko służyło mojemu najwyższemu dobru i rozwojowi. Wybaczyłem wszystkim i wybaczyłem też sobie, po czym otrzymałem wizję. Byłem w niej mnichem buddyjskim. Medytowałem w górach, wśród śniegu. Miałem na sobie czerwoną szatę i byłem ogolony na łyso.

 

Gdy to wszystko się skończyło ponownie stałem na środku pokoju i byłem oniemiały z wrażenia. Czy to stało się naprawdę? Raz po raz zadawałem sobie to pytanie i trudno mi było w to uwierzyć. Oświeciłem w pokoju światło i usiadłem na łóżku. Zacząłem mówić do siebie. "Jak ludzie mogą o tym nie wiedzieć? Jak mogą przeżyć całe życie i nie doznać czegoś tak wspaniałego? Jak mogą nie wiedzieć, że życie jest tylko matrixem, iluzją stworzoną przez nas samych?" Te i inne pytania cały czas przychodziły mi do głowy. Zacząłem rozumieć, że nawet gdyby się o tym dowiedzieli, to i tak by najprawdopodobniej nie uwierzyli i by to odrzucili, ponieważ ich umysły są już za bardzo zabetonowane i nie są gotowi. Poczułem ból w okolicach brzucha i postanowiłem, że przejdę się do łazienki. Otworzyłem drzwi do pokoju i zamiast wyjść na korytarz, to cofnęło mnie z powrotem do mojego pokoju. Wpadłem w pętlę i próby wyjścia nic nie dawały. Po którymś set razie w końcu powiedziałem "Dość, chcę się znaleźć w łazience" i wtedy pojawiłem się tam natychmiast. Zaskoczony z efektu usiadłem na sedesie i zdałem sobie sprawę, że na zewnątrz nie ma nic oprócz ciemności. Moja percepcja zmieniła się i przez chwilę byłem całym pomieszczeniem. Zacząłem to analizować i doszedłem do wniosku, że istnieje tylko to, co potrafię zaobserwować. Powróciłem do siebie i skupiłem się na brzuchu, który dalej mnie bolał. Zrozumiałem, że ból jest spowodowany negatywną energią, która nagromadziła się poprzez wiele lat niezdrowego odżywiania i nadużywaniem słodyczy i mięsa. Postanowiłem, że zmienię swoje nawyki żywieniowe. Wstałem i znalazłem się na schodach. Wszedłem na górę do pokoju. Nie wiedziałem za bardzo co ze sobą zrobić, więc wziąłem banana i go zjadłem. Chciałem sprawdzić, czy inaczej podziała mój zmysł smaku, jednak był w normalnym stanie. Zacząłem myśleć o moim życiu i pracy, którą wykonuję a której nie lubię, i wtedy na chwilę straciłem kontakt z rzeczywistością i znalazłem się w pracy na hali. Huk maszyn był ogłuszający, a ja nie chciałem tu być i już po chwili stałem w przepięknym miejscu oglądając wspaniały zachód słońca. Stałem na pagórku obok wielkiego dęba a wokół rozciągał się las skąpany w kolorowych liściach i pomarańczowych promieniach słońca. Pomyślałem, że mógłbym obserwować to przez wieczność. Piękna, złota polska jesień. Powróciłem w końcu do pokoju, wyczerpany i zmęczony stałem oparty o komodę. "Coś" telepatycznie przekazywało mi, żebym położył się do łóżka i wtedy podróż się zakończy a ja narodzę się na nowo. Przekaz był coraz bardziej natarczywy, więc zgasiłem światło i położyłem się, zamykając oczy. Ponownie wędrowałem przez fraktalne wzory. Do głowy przychodziły mi różne myśli typu: "A jeżeli zostanie mi to na zawsze? Co, jeśli nie wrócę?" Odrzucałem je wszystkie, wiedziałem, że podróż w końcu dobiegnie końca. Fraktale zniknęły i pojawiła się ciemność i pustka, która zaczęła mnie dosłownie zgniatać i miażdżyć. Czułem, jak ogromna siła upycha mnie w coś gęstego. Poddałem się temu uczuciu i gdy się skończyło otworzyłem oczy. Leżałem na swoim łóżku. Zamknąłem oczy lecz nic się nie pojawiało. Podróż skończyła się na dobre a ja czułem się świeżo. Spojrzałem na zegarek i było po 4:10. Wstałem i podszedłem do okna. Było już widno a słońce powoli wstawało. Poszedłem do łazienki zobaczyć swoje oczy. Źrenice dalej były wielkie, lecz nie miało to już na mnie wpływu. Wpatrywałem się w swoje odbicie i kręciłem głową nie mogąc uwierzyć. Takie doświadczenie i tak wielka nauka i to nie ruszając się ze swojego pokoju! Gdyby ludzie o tym wiedzieli...

 

Teraz już wiem, że z grzybami nie ma żartów. Jeżeli ktoś uważa, że są one po to, żeby się naćpać to niech lepiej przemyśli sprawę zanim je zażyje. Dla mnie są one świętą medycyną, narzędziem, które poszerza świadomość Chociaż nigdy nie podchodziłem do nich w ten sposób, to teraz darzę je o wiele większym szacunkiem, niż kiedykolwiek wcześniej. Najważniejsza w tym wszystkim jest dla mnie nauka, którą wyniosłem z tej podróży. Wiele się o sobie nauczyłem a największą  naukę wyniosłem z "bad tripa". Trochę mnie to zmieniło. Podchodzę do wszystkiego z większym dystansem i spokojem bo wiem, że życie to tylko krótka przejażdżka i ciągła zmiana. Wciąż mam jeszcze wiele pytań i ciągle szukam. Nie wiem, dokąd doprowadzi mnie ta ścieżka i życie, lecz czuję podekscytowanie myśląc o tym. A ty? Czym będzie twoje doświadczenie psychodeliczne?

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

świetny raport jak i trip, mialem dokladnie ta sama wizje jakie ty przezycie ze staniem sie wszechswiatem, a ta matryca mi sie skojarzyla ze scena z interstellar gdy wlecial w czarna dziure. 

Cudowne.

Prędkość ponadświetlna po samych grzybkach? Hmmm... Ciekaw jestem jaki to gatunek (wspaniała opiekunka podróży), bo chyba nie były to łysiczki lancetowate, sądząc chociażby po dawkowaniu. Btw kawał psychonauty z Ciebie. Pozdrawiam.

Jeden z najlepszych polskojęzycznych raportów jakie dane mi było czytać! PanSzaman, przecież wyraźnie jest napisane, że Cubensisy.

t.rydzyk, czas wstawić na główną!

@misspill Rzeczywiście, jakoś umknęła mi tabelka... To przez to, że poruszam się po necie na telefonie i od razu środkuje tekst.

 

Z innej beczki, pomyślałem sobie, że może warto by zrobić podział substancji na psychodeliki, stymulanty, depresanty i opiaty pod obowiązującym podziałem na naturę, chemię i aptekę. Można by dodać podgrupy nawet, jak delirianty, dysocjanty itp. Wydaje mi się, że byłoby to czytelniejsze dla nowicjuszy, szukających konkretnych informacji. Wszak chodzi o działanie substancji, a to gdzie ją można zdobyć, to już sprawa drugorzędna. Przynajmniej moim zdaniem.

 

Wracając jeszcze do TR, to uważam, że do enteogenów jedyne słuszne podejście jest właśnie takie, jak Kosika. Nauka, a nie bania.

Tak? A otagujesz wszystkie stare raporty tym nowym tagiem? :D

Informatyk ze mnie żaden, ale nie powiesz mi chyba, że te raporty trzeba tagować ręcznie. Wystarczy zapewne jakiś prosty algorytm, który doda tag #psychodelik# do #LSD# itd. i po sprawie. Na dłuższą metę znam kilku informatyków, którzy zrobią to w mgnieniu oka. Tak, czy inaczej rzuciłem luźną koncepcję, która moim zdaniem poprawi czytelność strony, a przecież dla chcącego nic trudnego;-)

Fajnie napisane, przyjemnie się czyta. Dość mocne doznania, uczące. Takie właśnie lubię najbardziej. Moja ostatnia przygoda z cubensisami podbitymi porzeczką i DXMem skończyła się przykro. Grzybów nie wolno nie doceniać. Zwłaszcza, że cubensisy to troszkę inna śpiewka niż łysice.

Optymista wierzy, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawdą.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media