Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

podróż do piekła i tydzień na mxe

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
Za wysokie przy pierwszej podróży. Minimalistyczne przy następnych.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pokój, nocna wyprawa w towarzystwie muzyki. Niezupełnie świadome szukanie "czegoś".
Wiek:
31 lat
Doświadczenie:
Cannabis, LSD, Changa, ayahuasca (samodzielnie przygotowywana), MXE, powój hawajski. Raz jakaś mieszanka ziołowa do palenia - wywaliłem po jednokrotnym spróbowaniu.

podróż do piekła i tydzień na mxe

Po przeczytaniu wielu różnych opisów wielu różnych substancji z kategorii RC zdecydowałem się na spróbowanie MXE. Pozostałe substancje, zwłaszcza stymulanty czy MDMA-podobne zastępniki jakos mnie nie interesują. MDMA mam w planach spróbować, czysty kryształ, w towarzystwie partnerki, a ponieważ takowej nie ma to i do substancji się nie spieszę.

Zamówiłem sobie pół grama, przyszedł gram. Podzieliłem sie z ziomkiem, bo czemu nie. Sam zostawiłem sobie ok 0.7g. Jak wiadomo MXE jest mocno aktywne. Z opisów wynikało, że jest podobne do ketaminy ale bardziej "syntetyczne". Także opisywano "m/hole" czyli odpowiednik "k/hole". Doszedłem do wniosku, że dysocjanty nie są dla mnie, ale uprzedzam fakty.

Po kolei. Przygotowałem sobie troche muzyki. Polizałem palce, umoczyłem w worku i to co się przykleiło wprowadziłem do ust. Zabieg powtórzyłem celowo, bo szukałem głebokiego wejścia. Po jakims czasie zacząłem czuc "nadchodzące doświadczenie". Pomyślałem sobie - "o, podobny stan jak w przypadku LSD". Tyle, że ten stan sie przedłużał. Tak jakby szczyt nie mógł nadejśc. W przypadku LSD następuje to dośc szybko - tutaj zgubiła mnie nieznajomość substancji (pierwszy kontakt, ale to chyba już sam wywnioskowałeś). Więc powtórzyłem zabieg z paluchem (tak, wiem - typowy błąd nooba). Ze trzy lub cztery razy, jak pomyślałem, "na wszelki wypadek".

Po upływie kolejnych minut, trudno określić ilu, przytłoczyło mnie. Musiałem sie położyć - ległem więc na podłogę (w tamtym czasie spałem na podłodze; od tamtej pory pozostało mi preferowanie twardych powierzchni do spania, co okazało się być zdrowym nawykiem dla układu kostnego; mysle nad zakupem kolców), przykryłem kocem i pozwoliłem sie zabrać tam gdzie substancja chciała mnie zabrać.

Na poczatku zacząłem czuć ruch wirowy Ziemi. Dokładnie tak - leząc na podłodze wirowałem z naszą wspaniałą i piekną planetą. I czułem także jej lot przez próżnię, wokół Słońca. Niesamowite doswiadczenie. NIby czujesz, że zaraz "rzuci" ale jednak masz poczucie niesamowitej stabilności w tym szybkim locie. I to w dwóch kierunkach - wirowy wokół własnej (planety) osni oraz lot wokół Słońca.

Potem zostałem zabrany na przejażdżkę po fraktalnej strukturze Wszechświata. Dosłownie widziałem jak wszystko wynika z jednego i przechodzi w jedno, jak powiela się na wielu płaszczyznach rzeczywistości, jak najmniejszy fragment stanowi odbicie całości i jak całosc powiela wszystkie drobiny. Trudno to opisać słowami, niestety, ale lot był nieziemski, niesamowity. Aczkolwiek przez cały czas towarzyszyło mi poczucie syntetyczności, pewnej sterylności. Podczas podróży z LSD mam poczucie obcowania z żywym, oddychającym organizmem, a tutaj było to czysto mechaniczne. Co ciekawe pojawiła się myśl, że jedynym, ale absolutnie JEDYNYM powodem istnienia wszystkiego jest Tarcie. Tarcie pomiędzy Złem i Dobrem jest jedynym powodem istnienia Wszystkiego, ponieważ to Tarcie zradza wszystko i wszystko rodzi się i powstaje w wyniku Tarcia. Nic więcej - żadnych "wyższych" celów, żadnej "wyższej" idei, żadnych Celów transcendentalnych - ot, czyste, mechaniczne jebanie, odarte z wszelkiej wartości.

Potem trafiłem własnie do Piekła. I spędziłem tam kilkanaście godzin.

Zanim cokolwiek sobie pomyslisz, przeczytaj.

Jestem zdania, że "piekło" to nie jakieś miejsce, jak twierdzą rózne religie. To raczej stan w jakim człowiek może się znaleźć. Stan ten przybiera kształt inny dla każdej jednostki. Bo to co dla jednego jest niebem, dla innego może być piekłem. Przykładowo - kiedy pierwsi misjonarze trafili do Eskimosów i opowiadali im o pełnym ognia piekle, ci pytali "jak tam trafić". I nie dziwota - żyli na wiecznej zmarzlinie.

Wyobraź sobie porzucony budynek. Stary, zniszczony. Pomalowany beżową farbą olejną, tak jak kiedyś w podstawówkach się malowało. Łuszczącą się i odpadającą z tynkiem. Czyli walający się wszędzie gruz, pył itd. Piwnica takiego budynku, dobrze widoczna bo budynek zniszczony. I ja leżę w tej piwnicy. Wokół mnie nie ma nikogo. Zero jakiegokolwiek życia - zero roslin, zero woadów, zero gryzoni, zero zwierząt. Tylko ta piwnica. A ja nie moge sie ruszać. Jedyne co mogłem to przewalać się z boku na plecy. I niezaleznie od tego czy oczy otwarte czy zamkniete ciagle ta sama ściana, w tej samej piwnicy. Przez cały ten czas czułem swe ciało jako worek błota ze szkieletem. Czułem wyraźnie swe wszystkie kości, czułem ich obecność, czułem otaczające je błoto. Czułem ich ruch, zgrzytanie stawów przy tej niewielkiej ilości ruchu jaką czyniłem.

Kilkanaście godzin, sekunda po sekundzie.

Nie mam w swoim słowniku lepszego określenia na to doświadczenie. To było Piekło.

Kiedy w końcu, po odespaniu kolejnej nocy, wróciłem "do siebie" nie miałem ochoty tam wracać. Ale jednak coś mi podpowiedziało i postanowiłem zrobić eksperyment.

Przez cały tydzień funkcjonowałem pod wpływem niedużych dawek MXE. Polizany koniuszek palca i to co sie przykleiło. Tyle aby czuć "obecnośc" czy też "szurnięcie". Praca, zakupy, obowiązki domowe i wieczorna medytacja. To było bardzo ciekawe doświadczenie, wiele rzeczy zrozumiałem w trakcie tej "tułaczki po swym wnętrzu". Przykładowo - dlaczego kiedy "myśle" swoje myśli brzmia one w mojej głowie nie moim głosem? Jeśli ja myślę swoje myśli to kto je słyszy? Wpadłem też wtedy na pomysł urządzania sobie "pierdolnietych popołudni". Ot bierzesz kogoś ze sobą, idziesz nad rzeke, jezioro, do lasu, na trawnik, gdziekolwiek, pierdolniecie się na glebę i ze wzrokiem wbitym w niebo pierdolicie sobie do woli. Czyli rozmawiacie na wszystkie tematy na które macie ochotę rozmawiać. O Bogu, o religii, o przyrodzie, o świecie, o ludziach, orelacjach międzyludzkich, o czymkolwiek. Co slina na język przyniesie. Bo przecież każdy ma swoje przemyslenia na takie i wiele innych tematów. Więc czasemw arto sie spotkać i sobie popierdolić. A jak ktoś skwituje "ale pierdolicie!" no to chyba właśnie o to chodzi! I zapraszasz kogo chcesz do takiego pierdolenia. Na luzie, z dystansem, ale jednocześnie bardzo poważnie. Bo zawsze coś w Tobie z takiego pierdolenia zostanie. A może zmienisz zdanie na jakiś temat? A może spojrzysz na coś z innej strony? Co Ci szkodzi spróbować? Zachęcam więc. Sam praktykuje, w miarę możliwości, ale fajnie byłoby zobaczyć kiedyś na trawniku kila pierdolących sobie osób. Chetnie bym się przyłączył :)

Podsumowując - nie powiem żebym żałował tego doswiadczenia. Nie powiem też, że jestem zadowolony, iż się pojawiło. Nie mogę też polecić MXE, ale summa summarum nie żałuję, że spotkałem tę substancję. Chociażby po to, aby zrozumieć, że dysocjanty nie są dla mnie :)

Trzymaj się w Zdrowiu i Szczęściu. Wszystkiego dobrego!

Ocena: 

Odpowiedzi

"A jak ktoś skwituje 'ale pierdolicie!' no to chyba właśnie o to chodzi!". Podoba mi się to stwierdzenie.

Ostatecznie - musiało to być zaprawdę ciekawe przeżycie. Po tej wizji piekła przypomina mi się takie zdjęcie krążące po Internecie - nagrobek z napisem "Now I know something you don't."

"perhaps It’s futile to speak when everyone is online
alone with a couple hundreds of friends
and a couple hundreds of pills"

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media