Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

docierając do granic rzeczywistości

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
12 kartonów po 110ug każdy. Dawka końcowa 1320ug.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Mieszkanie, pokój, noc.
Cel - doświadczenie szamańskie.
Nastawienie - konkretne poszukiwanie Zrozumienia.
Wiek:
33 lat
Doświadczenie:
W sumie moja przygoda zaczęła dość późno. Z cannabis miałem do czynienia dwa razy w czasach powiedzmy okołolicealnych, ale nie ruszało mnie to. Nigdy mnie to nie ciekawiło, nigdy mnie nie ciągnęło, mimo tego, że wielu ziomków z podwórka miało styczność z różnymi substancjami - amfetamina, cannabis, nawet wąchanie kleju. To nie było dla mnie.

Urok cannabis odkryłem w wieku 26 lat i ta roślina zaczęła mi towarzyszyć. Znajomy psychonauta powiedział, że jego zdaniem każdy przynajmniej raz powinien spróbować LSD. Do spotkania z tą substancją dojrzałem po 2 latach - najpierw poczytałem o działaniu, historii, itd. Przed tą podróżą było kilka wcześniejszych - pierwsza na 2 kartonach, druga na 4, a potem kilka kolejnych na 4-5. W międzyczasie changa (taka ayahuasca do palenia), ayahuasca (samodzielnie przygotowana z roślin, które przyszły pocztą) i MXE. Całkiem niedawno także trufle psylocybinowe oraz powój hawajski, ale to już po tej wyprawie, którą opisuję.

docierając do granic rzeczywistości

Dobra, na początek kilka słów wstępu. Kontekst ma znaczenie, więc postaram się krótko i treściwie opowiedzieć o tym co najważniejsze. Od jakiegoś czasu docierają do mnie sygnały, że jestem kimś, kto w plemiennej tradycji byłby szamanem, lub w przypadku naszych Przodków - Wołchwem. Długo by opowiadać o tym jak to wszystko wyglądało i jakie doświadczenia się z tym wiążą i wiązały, ale generalnie nadal mam jeszcze jakieś opory w zaakceptowaniu tego faktu. Zawsze byłem "inny", dziwny. Ludzie zawsze przychodzili do mnie po porady, od wczesnych lat życia. Zawsze widziałem i czułem więcej. Początkowo sądziłem, że każdy tak ma, dopiero z czasem zrozumiałem, że jednak nie. Aby zrozumieć swą sytuację zaczałem czytać (co w sumie robię nadal) i zdobywać wiedzę, właściwie przekrojowo. Między innymi tematy "okultyzmu" i "wiedzy tajemnej" nie są mi obce - Tradycje Mistyczne (Różokrzyżowcy, Kabała, Gnostycyzm, Hermetyzm, Masoneria i wiele innych), prace mistyków (Gurdżijew, Manly P. Hall, Mourawiew i wielu innych). 

W skrócie - wielu by powiedziało, że jestem "wariat". Może i jestem, nie przejmuje sie opiniami innych.

W myśl delfickiej maksymy "Poznaj Siebie" często (nie tak często jakbym chciał) korzystam z przewodnictwa różnych substancji i zaglądam do swej podświadomości. Całkiem niedawno, jakiś miesiąc temu, poczytałem sobie o dawkowaniu LSD a ponieważ 12 kartonów było "w drodze" - początkowo planowałem 3 podróże na 4 każda - zapadła decyzja - idziemy głęboko.

Korzystałem z kompilacji muzyki (tej: https://www.youtube.com/playlist?list=PLn4lEz2vUZclHx1qpdnUEwc03j66-62Re ), którą polecam każdemu na wyprawy psychedeliczne.

Czas będę podawał przybliżony.

Wieczór. Łóżko pościelone. Potrzeby fizjologiczne załatwione, prysznic. Woda przygotowana, kadzidło zapalone, lampka dająca łagodne światło ustawiona. Nie ma nic gorsze od zmarznięcia na psychedeliku. Przygotowuję się w taki sposób do każdej podróży - dla mnie to forma sakramentu (wiele wskazuje na to, że tzw. "Komunia Święta" powinna mieć formę obcowania z substancjami psychedelicznymi; jeden z przekrętów jakie zrobiła nam religia).

Przygotowałem sobie trochę cannabis, na wypadek gdyby mój układ trawienny źle znosił tak dużą dawkę.

Po ok 40 minutach pierwsze symptomy. Wtedy odpalam playlistę i oglądam, ile się da. Pierwsze utwory dają fantastyczne wprowadzenie, zresztą każdy może zobaczyć samodzielnie, więc nie będę się rozpisywał.

Po dwóch pierwszych utworach przychodzi moment, w którym wyłączam monitor, gaszę lampkę i kłądę się do łóżka, przykrywam kołdrą i pozwalam się muzyce zabrać tam, gdzie chce mnie zabrać (słuchawki).

Pojawiają się fraktale, wirują, hipnotyzują.

Jakiś czas później układ trawienny zaczyna wariować - wspomagam się przygotowaną konopią i wracam do łóżka.

Wizuale są bardzo silne i wyraźne. Właściwie z otwartymi oczami i przy jakimkolwiek oświetleniu cięzko ujrzeć "rzeczywistość". Ale spokojnie się da - wyprawa do wc, trzeba opróżnić pęcherz.

Wpadam w Pustkę i lecę. Po drodze mijam bardzo wiele różnych ciekawych zjawisk, ale nie są one istotne. Zresztą, ciężko to opisać językiem. Docieram do punktu, w którym rzeczywistość zaczyna być widoczna jako konstrukt z klocków. Czuję, że za nimi jest "coś" co na mnie czeka i ma dla mnie ważną wiadomość. Klocki się chwieją, wydając z siebie charakterystyczne "woob woob woob" tylko z 10 razy szybciej niż teraz w głowie Ci zabrzmiało. I już wiem, że nie rozpadną się, wiem, że jest za płytko.

Widzę siebie nurkującego w głębi, w niesamowitych odmętach, jakby w przepastnym oceanie, w kompletnej czerni i pustce, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że pływam zaledwie pod powierzchnią. Za płytko aby dotrzeć tam, gdzie mnie "woła" od lat. Myśle sobie "Kurwa! No chuj, przde mna jeszcze długa podróż, trzeba z tego wyłuskac jak najwięcej."

I pojawiają się Przodki. Stoją w grupie, starożytni Słowianie, o których my tutaj już bardzo dawno zapomnieliśmy (nie dziwota, Noc Svaroga skończyła się w 2012 roku, a trwa ok 13 000 lat; teraz trwa Świt Svaroga, a po nim przyjdzie Dzień - poszukajcie sobie informacji na ten temat). Właściwie, z naszej perspektywy to "bogowie". Słowiańskie przywitanie brzmi "Cześć i Chwała!" a odezwa "Bogom, Przodkom naszym!". To Ród nasz i nasza Rodzina. I oni postanowili właśnie się stawić na spotkanie ze mną.

Wzięli mnie sobie tak jakby "na stół" i zaczęli się mi przyglądać, rozebrali moje życie na poszczególne elementy i każdemu z nich przyglądali się z wielkim zainteresowaniem i coraz bardziej rosnącym zdumieniem. Mozna powiedzieć, że "rozebrali mnie fachowo jak rzeźnik prosiaka" ale zrobili to z uczuciem i w bardzo OK sposób. Nic dziwnego - Rodzina, nie?

Najpierw moje ciało. Tu bulgoce, tam sie przelewa. Przyglądają się z niesmakiem i jeden mówi "A to jeden ze zdrowszych." Jakby nie patrzeć dbam o siebie. Nie przesadnie, ale uważam na to co jem i co piję, staram się ruszać i nie pozwalam sobie na to, aby być w stanie podobnym do teg, w jakim jest większość moich rówieśników (właściwie inwalidzi). I nagle jeden wypada i rzuca "TO ma być zdrowe?! TO?? Co sie tam KURWA dzieje!!!". I nagle uświadamiam sobie, że oni nie byli świadomi tego co sie tutaj na tej planecie wyrabia. A teraz ja jestem ich Świadkiem. Teraz dowiedzą się wszystkiego.

I przyglądają się mojemu życiu i światu jaki obserwuję mymi oczami. Zaczynają debatować co z tym zrobić. Bo powiedzieć, że członka Rodziny w chlewie znaleźli to mało. Z ich perspektywy tutaj jest taki gnój, że właściwie ciężko sobie wyobrazić gorszą sytuację. Najgorszy i najczarniejszy ze scenariuszy wydaje się być pełnym nadziei i pomyślności. Pojawiają sie głosy, że "trzeba to zostawić tak jak jest, niech wygnije do końca, potem sie użyje jak nawozu." Ale pojawiają się głosy sprzeciwu - wszak Rodziny się nie zostawia, nieważne w jak chujowej sytuacji by nie była.

Zaczyna się wyprawa po innych aspektach mego życia. Relacje międzyludzkie, ludzie z jakimi się zetknąłem, kobiety, które pojawiły się w moim życiu, te na krótko i na dłużej, i tak dalej. Wszystko co tylko się dało, dogłębnie i bardzo dokładnie. A ja zrozumiałem, że teraz pokazuję im to wszystko aby nie mieli wymówki, że "nie wiedzieli". Wielogodzinna analiza, wieloaspektowa, z wielu perspektyw. Nie umiem tego opisać.

Nad ranem sen, wstałem ok południa. Silny afterglow, bardzo pozytywne nastawienie, bardzo dobry humor i jasność w oczach.

Czas Zmian nadchodzi.

Dziękuję za to, że przeczytaliście mój nieudolny opis. Jeśli macie pytania - śmiało. Postaram sie odpisać na każde najlepiej jak umiem.

Trzymajcie się i Wszystkiego Dobrego! Możesz nie pamietać o swoim Rodzie, ale on o Tobie nie zapomniał.

Ocena: 

Odpowiedzi

Fajny, choć za krótki. I pomimo tego, że nie jestem zabobonny, to jestem zdania, że społeczeństwa powinny wyznawać religie, które ewoluowały z nimi przez wieki. A tak btw - widziałeś grafiki Zofii Stryjeńskiej ze słowiańskimi bóstwami? Opisywałem je tu: https://neurogroove.info/trip/powrot-dziewczyny-o-kalejdoskopowych-oczach

Ja sądze, że religii nie powinno być w ogóle. To co uważa się za "wiarę słowian" religią nie było. Religie powstały po to, aby żerować na ludziach. Każdy człowiek ma w sobie wewnętrzne, głebiej lub płycej ukryte, poczucie, że "jest coś więcej". Religie to broń stworzona do żerowania na tym poczuciu, broń wymierzona w ludzkie serca. Dlatego lepiej sięgać do nauk stojących za religiami, do korzeni. Bo one same to warstwa egzoteryczna, przeznacozna dla "mas" dla "niegodnych Prawdy", stworzona po to, aby zwodzić.

Grafik nie widziałem, ale chętnie popatrzę. Od siebie polecam pracę doktorką: http://www.akademicka.pl/index.php?detale=1&a=1&id=125581 Poszukaj w formie elektronicznej.

Aloha!

Chętnie dowiedziałabym się więcej o Twoim szamanizmie

Coś konkretnie czy tak ogólnie?

Szaman to pewnego rodzaju uproszczenie, dokładnie do wołchw. Obecnie tworzę pieczęci indywidualne. Zaopatrzyłem się w wypalarkę do drewna i dogaduję się z runami oraz głagolicą ;)

ALOHA!

Podobnie miałem z tą granicą, tylko z moim przypadku na wszystko zostało pocięte w puzzle, które falowały i ledo się ze sobą trzymały pozostawiając szpary midzy sobą :)

Fortune favours the bold

Kolejny Twój report, który muszę pochwalić ;) Skłania do myślenia, no i ogólnie ładnie oddaje przeżycia, choć wiem, że to nawet nie jeden procent tego, co Ty czułeś. Widzę, że masz podobnie: Jesteś świr i z deka szaman, jak ja :D Chociaż ja jeszcze strasznie młody wiekiem, ale przecież każdy kiedyś zaczynał ;)

Tam wyżej pisałeś o religii- z tym również się zgadzam! Odszedłem od kościoła stosunkowo niedawno, a już czuję się w ciul lepiej. Czasem myślę, że jestem nienormalny, bo mam liczne prorocze sny, czasem mi się zdarza widzieć duchy (ale większość sobie tłumaczę jako nagłe i spontaniczne cienie pochodzące z mojej zrytej kopuły :D), czasami po prostu doświadczam rzeczy mistycznych. No i jestem bardzo dziwny, ale to dobrze ^^

Mam pytanko do Ciebie: Próbowałeś może OOBE, medytacji, świadomych snów albo stymulacji czakr? Jakbyś mógł, odpowiedz na email :)

No i koniec :D

OOBE - kilkanaście doświadczeń; mega zajebista rzecz, ale wymaga trochę wysiłku i pracy. Warto. Jak angielski nie stanowi bariery to wypróbuj Hemi-Synch a konkretnie Gateway Experience.

Medytacja - świetne narzędzie do poznania Siebie, ale poszukaj metody któa najlepiej zadziała dla Ciebie. Polecam medytację pod wpływem cannabis, ciekawe rezultaty.

Czakry - jak zaczniesz poznawać siebie to same zaczną się normować.

Maila sprawdzę, na tęchwilę - pisania tych słów - jeszcze tego nie zrobiłem.

ALOHA!

OK maila nie znalazłem, sprawdziłem skrzynkę. Napisz może raz jeszcze czy coś.

Kurde nie zrozumieliśmy się- chodzióło mi o to, żebyś Ty odpisał w formie emaila :D Moja wina, źle to napisałem. Ale mniejsza o to ;D Postaram się sprawdzić tę metodę Hemi-Synch ;) Pozadrawiam!

No i koniec :D

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media