Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy kontakt z magicznym ziołem

detale

raporty unknown

pierwszy kontakt z magicznym ziołem

tuż po północy położyłem się spać. jednak nie udało mi się zasnąć i... ciekawość zwyciężyła - spróbuję pierwszy raz w życiu salvii. zapaliłem lampę, przygotowałem sobie walkmana, woreczek z ususzonymi kilkoma liścmi salvii (thx, F.!) oraz lufkę (taką zgiętą do góry). ustawiłem taśmę na utwór green nuns of the revolution - "megallenic cloud" - stary, wykręcony psytrancowy kawałek, którego lubię słuchać zawsze i wszędzie (i w każdym stanie :)). trochę się bałem, bo w sumie ciężko się czułem cały dzień, byłem już na dobre zmęczony no i nie wiedziałem jak salvia na mnie podziała. usiadłem sobie na łóżku wygodnie (tak, aby jak najłatwiej było się położyć) i rozpaliłem. dym był trochę zbyt ciepły i drapał w gardło. po kilkunastu sekundach moje płuca były pełne, siedziałem i próbowałem wytrzymać jak najdłużej. wtedy zacząłem już czuć się lekko dziwnie. po jakimś czasie (raczej krócej niż pół minuty) wypuściłem dym i spróbowałem dopalić resztę, jednak prawie nic już tam nie było, ściągnąłem może 1/4 chmury. lufkę odłożyłem na bok, zgasiłem lampę, położyłem się i wcisnąłem play :) czułem się zdecydowanie inaczej, miałem wrażenie jakbym się unosił nad poduszką. muzyka się powoli rozkręcała, była wyjątkowo przestrzenna. łapałem każdy dźwięk z osobna, jednocześnie ogarniając całość. przestrzeń, różne dziwne dźwięki nagle się pojawiające, coś, czego nie potrafię opisać. były fragmenty które znam na pamięć i to były takie jakby dziury - nie sprawiały mi radochy, nie były nawet jakieś specjalne. za to wszystko inne, po prostu dźwiękowy orgazm :). utwór się skończył, ale zanim zdążyłem wyłączyć walkmana usłyszałem agresywny, monofoniczny początek następnego kawałka. miałem wtedy wrażenie jakby coś mi ściskało mózg i czułem to przez środek głowy (jakby dwie półkule były ściśnięte do siebie). pomyślałem sobie, że teraz pora na taki jeden mój stary kawałek, który bardzo lubię, bo kojarzy mi się z pozytywnymi chwilami. włączyłem przewijanie, zapaliłem światło...jeb! percepcja była trochę odmieniona, ruszałem ręką i widziałem dużą poświatę (po prostu pręciki światłoczułe były wolniejsze od mojej świadomości :)). myśli miałem dość dziwne, miałem uczucie, że większość rzeczy w życiu nie jest mi potrzebna, po co ten cały zgiełk itp. co ciekawe, myśli te były jakby dalekowzroczne i całkiem logiczne. o czymś pomyślałem i już znałem odpowiedź, której uzyskanie wymaga jednak dość długiego procesu myślenia. a tutaj wszystko było od razu. doszedłem np. do wniosku, że taka mj wcale nie jest mi do szczęścia potrzebna, że jest wręcz odwrotnie - daje przez chwilę poczucie haju (nie zawsze), a potem są tylko dość ciężkie zjazdy w postaci totalnego spowolnienia, zmulenia i syndromu amotywacyjnego. taśma się przewinęła, zapuszczam muzę. ciężko z przestrzenią, ale nigdy nie zwracałem uwagi na to, jak to koszmarnie brzmi. teraz mnie denerwowało - w lewej słuchawce zbyt głośny pogłos wprowadzający totalny zamęt między półkulami. przy tej muzyce skupić też się nie da - za szybka, za szybko się zmienia. lubię szybką muzykę, ale tylko na miasto albo jak chcę sobie wiosennie poprawić nastrój :). no ale nic, leci, a pod koniec zmiana efektu z przesterowania na modulację częstotliwości - strasznie mi się to podoba i na maxa kojarzy z przeszłością. dźwięki były bardzo - że to tak określę - głębokie (ale nie chodzi o przestrzeń tylko o brzmienie). i wtedy cofnąłem się w czasie o 2.5 roku, kiedy tego namiętnie słuchałem, przypomniała mi się pierwsza dziewczyna, czułem się dokładnie tak jak wtedy. ach! motyw ten trwał kilkanaście sekund, po czym dałem rewind i znowu play :) i tak chyba z 5 razy, całkiem fajne wizje-wspomnienia miałem, niestety za każdym razem coraz słabsze. myśli - zawsze kiedy mnie nachodzi na wspomnienia zaczynam łapać jakieś doły itp., że teraz już tak nie jest. tym razem było inaczej - myślę sobie - jestem już dorosły, powinienem spoważnieć, cieszyć się chwilą a wspomnieniami się tak nie przejmować. no nic. nie chciało mi się już słuchać muzyki, włączyłem światło, spotrzegałem jeszcze wszystko dość nietypowo :) zgasiłem światło. pełnia, światło księżyca odbija się od okien i białych ścian domu naprzeciwko i oświetla mój pokój. monitor jeszcze lekko świeci (w sumie nigdy na to nie zwracałem uwagi po wyłączeniu komputera). pokój, obrzydliwe szafy. nie podoba mi się to! zapalam światło. widzę każdy ruch cienia - np. od kabla od lampy. i widzę to tak, że percepcję obrazu statycznego mam w miarę normalną, ale każdy ruch z boku wyraźnie do mnie dociera.

miałem jeszcze kilka ciekawych "wizji". pierwsza była przy otwartych oczach, po ciemku, miałem świadomość że jestem w sześciennym pokoju, w takiej kostce. i że takich kostek jest dużo. myśli o ircu, taka nowoczesna forma kontaktu, jakby wyjście z tej kostki i spotkanie się z ludźmi z innych kostek, jednak wciąż w niej bedąc.

druga wizja, przy zamkniętych oczach...myślałem o nikotynie i jej działaniu na mózg. widziałem jakiś taki okrąg przełączników - były to receptory, dynamicznie włączane i wyłączane przez acetylcholinę. to wszystko było chaotyczne. myślałem o nikotynie i jej działaniu - nagle część receptorów się przełączyła na dobre. tak jakby wszystko się spowolniło. receptory powoli powracały w stan wyłączenia, jednak były już spowolnione i nie reagowały tak żwawo na acetylcholinę...i to był neuro-obraz uzależnienia fizycznego od nikotyny :). w sumie trochę wcześniej na spacerze też o tym myślałem, ale nie miałem aż takiej wizualizacji i, jakby to powiedzieć - genialności myśli.

działo się jeszcze trochę ciekawych rzeczy, jednak teraz nie jestem już sobie w stanie ich przypomnieć.

po spróbowaniu tej jakże niewielkiej ilości salvii wiem, dlaczego salvia pochodzi od słowa \'mędrzec\'. w końcu rozumiem też co to znaczy prawdziwy psychodelik. utwierdziłem się w przekonaniu, że dxm takową substancją nie jest (a przynajmniej stricte psychodeliczną). tak samo trawa - niby tak, ale to jakby tylko muśnięcie, otarcie się o brzeg psychodelicznej krainy. myślałem też trochę o dragach, co tak naprawdę warto zażywać. i powiem jedno - salvię zdecydowanie WARTO. jeśli chcecie czegoś spróbować...zapomnijcie o aptece, o fecie, o pigułach. pomyślcie za to o salvii, bo to jest naprawdę magiczna roślina która prawdę Wam powie :). pomyślcie tylko o dobrej, koniecznie *przestrzennej* muzyce, przy której po prostu lubicie odlatywać. plastik w każdej formie odpada.


--
s.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media