Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwsza przygoda z amfą

detale

Chemia:

raporty unknown

pierwsza przygoda z amfą

A oto moja pierwsza przygoda z amfą:


21.00 Impreza w czasie sesji, w akademiku u znajomych. Chcę kupić LSD na

następny dzień, na imprę w klimatycznym klubie (to ma być mój pierwszy

kwas). Niestety dil nie ma kwasa, tylko spida. I tak chciałem kiedyś

spróbować, więc zgadzam się bez namysłu i staję się posiadaczem grama.

Początkowo nie chcę zażywać tego dnia. Impra toczy się więc normalnie -

browary, trawa. Wypijam jakieś 3 browce i spalam kilka lufek na spółę.


00.30 Jestem bardzo lekko wstawiony browarami i trawą. Większość ekipy udaje

się do pobliskiego klubu. Idę z nimi. W klubie zajebisty klimat - masa

ludzi, tak jak lubię. Już po niedługiej chwili dochodzę do wniosku - czas

spróbować. Początkowo bardzo nieufnie - nie chcę od razu krechy. Nabieram

nieco na czubek palca i wciągam. I tak 3 razy w kilkunastominutowych

odstępach. Pierwsze odczucie - dziwny smak i po chwili pieczenie w gardle.


Nie ma jakiejś radykalnej zmiany - przecież prawie nic nie wziąłem. Gadam z

laską, która kiedyś brała - dziwi się, że nie wciągnąłem krechy. Po

poskakaniu na parkiecie, gdy już się trochę żwawiej czuję, przychodzi czas i

na to.


01.30 Niezgrabna krecha na stole. Jak teraz myślę, to trochę za gruba.

Niezbyt długa. Nie rozdrobniłem też kilku większych kawałków proszku.

Wciągam czystą, zapasową lufką. Oj, dużo tego... Czuję paskudny smak w

gardle i odruch wymiotny. Ale to chyba naturalna reakcja... Na początku nic.

Stopniowo czuję się coraz fajniej, ale czy to już jest to, czy towar nie

jest ściemniony? Po kilkudziesięciu minutach zaczyna mi się zajebiście

chcieć pić i mam sucho w gardle. Wcześniej wypiłem w klubie jeszcze z 1

browca. Teraz idę się znowu napić. Kurde, jak przełykam tego browca, to mi

się chce rzygać. Załapuję trochę samotną fazę, siedzę i się trochę wyłączam.

Kumple stwierdzają, że mnie zajebiście wzięło. Ale to powinno dać spida, a

nie zmulenie. Całe szczęście to szybko przechodzi - muszę iść na parkiet.

Tam wkręcam się w klimat. Zaczynam odczuwać dużą energię - i taka myśl w

głowie - mógłbym się z każdym napierdalać. Potrącam jakichś ludzi idąc i nie

zwracam na to uwagi. Tańczy się zajebiście. Chciałbym teraz techno

hardcore - nie przepadam za tą muzą, ale tylko ona w tej chwili pozwoliła by

mi się wyżyć. Pozostaje to, co grają w klubie.


Słowem - naprawdę jest przypływ energii. Nie czujesz bólu - później przy

jakimś kawałku było niezłe pogo i zajebiście się zderzało z ludźmi. Dopiero

rano zacząłem odczuwać ból ramion od tych zderzeń. Najlepsza jednak faza

jest jakieś 1,5 - 2h po zażyciu. Rytm muzyki i światła dają się we znaki -

jest szczytowy moment przypływu energii. Człowiek ma też łatwiejszy kontakt

z innymi, jest po prostu bardziej otwarty, bezpośredni, odważny. Jeszcze w

międzyczasie postanowiłem zjarać sam lufkę, bo chciałem zejść z tego stanu

mega-energii, wiedząc że impra się zaraz skończy. Nie mogłem jednak spalić

całej lufki, a to co spaliłem, nic mi nie pomogło. Cały czas też zajebiste

pragnienie i suchość w ustach. Zaczynam też odczuwać lekki ból lewej nerki.

Nieważne...


04:00 Koniec impry. A ja chcę dalej się bawić. Ludzie wracają do akademika.

Ja mieszkam parę dzielnic dalej. Początkowo idziemy do jednego pokoju, ale

jego lokatorzy chcą iść spać, więc ewakuuję się jeszcze z jedną dziewczyną

nie mieszkającą w akademiku na korytarz. Cały czas męczy pragnienie, a nie

mam co pić. Nie chcę też tykać alkoholu. Chodzę bez sensu po akademiku, na

10 piętro i na dół i jeszcze raz. Jest mi gorąco - wychodzę na dwór się

ochłodzić. Strasznie mnie wkurza, że prawie wszyscy już śpią.


05:45 Opuszczamy akademik. Zupełnie na około wracam do domu. Mam też pomysły

na różne rzeczy i wogóle chce mi się gadać. Chyba nawet mądrze gadam. Przed

7 jestem w domu. Mówię "cześć" mamie i do wyra. I teraz zaczyna się

najgorsze. Chcę się wyspać. W końcu wieczorem kolejna impra. Ale tak jak

słyszałem - nie mogę zasnąć. To takie uczucie, jakby organizm był zmęczony i

chciał spać, ale mózg nie chciał odpocząć. Leżę tak do 11. Zaczyna mnie

lekko piec przełyk - chyba od tego proszku - on naprawdę jest niesmaczny. A

poza tym chce mi się rzygać, też dość lekko (nie tak, jak po alkoholu). Ale

nie mogę się wyrzygać, po prostu nic nie jadłem. A wogóle to raczej pamiątka

tego odruchu wymiotnego od proszku, a nie autentyczna potrzeba rzygania. Tak

więc dalej leżę i gapię się w sufit, prawie cały dzień. Dzwonię do kumpla,

że nie będzie mnie wieczorem w klubie - nie mam teraz na to najmniejszej

ochoty. Dopiero późnym popołudniem, gdy jem pierwszy porządny posiłek,

przestaje mnie mdlić. Wieczorem czuję się już całkiem spoko - tylko

zmęczony, niewyspany, trochę jak na kacu po alkoholu (w końcu nie śpię już

36h i wypiłem sporo jak na mnie - ok. 5 browców). Późnym wieczorem już

zajebiście żaluję, że nie idę do klubu, ale nie chce mi się zmieniać zdania.

Tej nocy wreszcie zasypiam, ale też nie bez problemów, dopiero po jakichś 2

godzinach leżenia.





Podsumowanie: W dzień po imprze obiecałem sobie, że nie wezmę co najmniej 3

tygodnie. Chyba tego dotrzymam. Ale teraz myślę, że jeszcze nie raz

spróbuję. Bo uczucie było zajebiste. Tylko musi być spełnionych kilka

warunków:


1. nie będę pił alkoholu, albo mało


2. będe dużo pił napojów bezalkoholowych (teraz prawie nic nie piłem)


3. raczej nie będę palił równocześnie zioła


4. koniecznie muszę mieć zapewnione zajęcie na kilkanaście godzin po

zażyciu, a najlepiej na całą dobę. Teraz już 6 godzin po zażyciu byłem w

domu. Włodek jest zdecydowanie najlepszy na jakieś długie impry w stylu Love

Parade, Parady Wolności, a nawet Woodstock. I pewnie na nich go spróbuję.

Choć wcześniej pewnie też :)


5. Nie rozumiem, jak ludzie mogą na spidzie uczyć się/iść na egzamin. Bo

bezsenność to nie wszystko do nauki. Trzeba mieć jeszcze ogólnie dobre

samopoczucie.


6. Trzeba zażywać z innymi ludźmi - bo samemu tylko się wkurzasz, że inni

już są zmęczeni i nie chcą się bawić.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media