Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

piękny grzybowy dzień

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
50 łysiczek
5g MJ
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Grzybowy dzień
Grzybowa pogoda
Grzybowe miejsce
Grzybowy czas
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Marihuana (codziennie)
Alkohol (sporadycznie)
Metaamfetamina (kilka razy)
Amfetamina (kilka razy)
Grzyby (kilka sesji)
LSD (raz)
MDMA (raz)

raporty harabarbar

piękny grzybowy dzień

"Usiądź wygodnie i się odpręż"

Powtarzam sobie to po raz ostatni dzisiejszego dnia. Śmiałe reperkusje dochodzą do mnie jeszcze ale zostawiam to wszystko. Ide, lecę.. Przestrzeń...

 

Wszystko zaczęło sie w czwartek. Piekny czwartek. Plan rysował się przejrzyście, piona palenia i małe grzybobranko po drodze...

 

T:16:00

Grasujemy wspólnie po łące, w tle ogarnia się weed. Dostajemy telefon że za 30 min możemy być u niego. Mamy już trochę grzybów, jedziemy dalej. Płacimy za MJ i dojadamy ostatnie kęsy. Lekko muli i ciężko wchodzi, ale wiemy na co się pisaliśmy.

 

T:17:00

Zabudowania poniemieckie. Jakieś pozostałości bunkrów, cmentarz, milczący las... Czuję lekkie ssanie i wewnętrzne bulgotanie, zlewające się z bulgotaniem bonga. Zaprowadzili mnie tu. Zamykam oczy. Chaos w tle, w środku loading. Ciarki na ciele, cichy uśmiech. Lekka niestrawność-tak już jest, sobie powtarzam. Wszystko się dzieje obok mnie a ja zajęty jestem chłonięciem energii, mającej źródło w moim żołądku. Po kilku bongach, lufach, buchach w płucach, wracamy do auta. Leśna droga chodź ciemna i mało widoczna daje mi tyle radości. Ręką ocieram różne liście, czuję jak emanują czymś w moją stronę, do mnie, specjalnie dla mnie. Czuję się jak leśny ninja, zielony samuraj, jak mały dzieciak zachwycony tym, że potrafi podskakiwać.

 

T:19:00

Jedziemy pełnym autem na przygodę mamy weed, dwóch grzybiarzy i dobry basik w aucie. Ściśnięty w kącie auta, wkleiłem się w szybę bełkocząc coś o tym co widzę. Oczywiście nic na ten temat nie udało mi się powiedzieć. Zaplątałem się. Spoglądam na ziomka mówiąc mu że ma dużą glowę, uznał to za komplement. Wszystko zmieniało kolory gdy zamknąłem oczy. Buduje coś pięknego, jestem częścią planu, nie mogę się wycofać już. Otwieram oczy i polecam zamknięcie swoich kumplowi. Sprzeczamy się kto ma lepsze i dlaczego tak jest. Po tej dziwnej dyskusji została nam jedna odpowiedź i żadnego pytania do niej. Normalnie w świecie tak się nie zdarza, ale jesteśmy zgrzybieni. Jestem zgrzybiony -to nasza odpowiedź. No to nie mam pytań -odpowiadam. Sens tego był taki uniwersalny, piękny i śmieszny że płakaliśmy ze szczęścia przez dobry moment naszego grzybowego życia.

 

T +/-20:00

Stoimy w centrum miasta. Dwóch z nas poszło po gasterko, miałem całe tyły dla siebie. Przyklejony do zaparowanej szyby szukam wizuali. Patrzę się na lampę przymocowaną do budynku. Szukam dalej.. Skupienie. Lampa się mieni ale to chyba jeszcze nie to. Dopiero po chwili zauważyłem że budynek przymmocowany do tej lampy cały czas się ruszał i tańczył w nienaturalnych barwach. Sytuacja znów zmusiła mnie do łez. Gdy skończyłem łzawić śmiechem, odkleiłem się od szyby.  Wygodnie i karykaturalnie zagospodarowałem pod siebie całe wolne miejsce. Chwyciłem lufkę w rękę i zacząłem nią coś kreślić w powietrzu. Po chwili mój dziwny pędzel powędrował na tapicerkę. Zacząłem malować swoimi myslami sufit w aucie. Każda myśl to jeden ruch ręki, jedna linia, która zmieniała cały obraz. Malowałem dopóki nie wrócili. Chciałem im pokazać, nie czuli, nie widzieli.

 

T:22:00

Przed wyjazdem zamieniliśmy się miejscami w aucie, żeby zasięgnąć nowych perspektyw. Zostawiłeś tu coś -mówi drugi grzybiarz, aktualnie przyklejający się do zaparowanej szyby. Ja czerpię radość z tego że mogę popatrzeć na drogę. Wszystko takie inne niż wcześniej. A zmieniłem swoje położenie tylko o jedno miejsce w lewo. Dojechaliśmy na parking na obrzeżach miasta. Palimy ostatniego lolka, dalej ciężko mi powiedzieć cokolwiek zrozumiałego, cokolwiek co bym powiedzieć teraz chciał jakoś nie chce się skleić. Próbuje coś dać od siebie i natychmiastowo ogarnia mnie niestrawność. Jakby grzyby broniły swoich tajemnic i nie pozwalały na ich uzewnętrznienie. Rzucam hasłami mającymi związek i sens zamiast budować jakieś tam zdania. Zdanie? A weź tu coś powiedz -podsumowuje swoje niezgrabne wypowiedzi... I znowu płacz zmieszany z euforią.

 

T:23:00

Wysiadam z auta. Czuję że zeszło. Wnioski zostały, myśli się kotłują, nad głową gwiazdy, wracam do domu. Wszystko było w porządku dopóki okna w moim domu nie zaczęły się wydłużać i rozszeżać. Wtedy wiedziałem doskonale że to jeszcze nie koniec.

 

T>24:00

Sprzątam pokój. Czuję się dobrze gdy dobrze robię. Ssanie w środku zneutralizowała pyszna gruszka. Chodzę po pokoju powtarzając sobie-głuszka to życie. Koniec tego cyrku, czas się przespać w końcu, czuję się wyczerpany. Ale jednak coś nie daje mi zasnąć. "Usiądź wygodnie i się odpręż"

Powtarzam sobie to po raz ostatni dzisiejszego dnia. Śmiałe reperkusje dochodzą do mnie jeszcze, ale zostawiam to wszystko. Ide, lecę.. Przestrzeń...

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media