Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

nigdy nie mów nigdy... od tego są grzyby :)

nigdy nie mów nigdy... od tego są grzyby :)

Doświadczenie: marihuana, łysiczka lancetowata

S&S: las,miasto / rano,południe

Dawkowanie: wywar z cytrynami z 50-ciu największych łysic z kolekcji ;)

--------------------------------------------------------------------------

Sobota 9:00 - kawka, papierosek, na zewnątrz słoneczko - bardzo przyjemnie :)

Ehh, mówię sobie... który to już trip tej jesieni? Nooo... nic nowego się nie wydarzy, z resztą to tylko 50. Dobra jadę! Mega pozytywne nastawienie, przygoda, pierwszy raz sam ze sobą w plenerze, będzie super!

Zdechły autobus dojechał do celu. Ucieszony opuszczam pojazd, patrze i... ja pierdolę! zajebiście! jest zajebiście! Słoneczko pięknie oświetlało puste pola biednych rolników, drzewa były bardziej zielone niż zawsze ale zaraz zaraz, wywar wypiłem zaledwie 10 minut temu. Aha no tak jesień, polska, złota...

Przed wejściem do lasu postanawiam wygrzać twarz do słońca i wypalić dużą lufkę mocnej sativy spirit. Pale pyk pyk pyk, wchodzę do lasu, palę fajkę i idę zobaczyć na polanki grzybowe. Leśne dróżki blade, błoto i kałuże. Drzewa pół-nagie, połamane czasem, powyginane częściej. Promienie słońca pięknie przebijają się przez marne korony drzew, powietrze powoli przybiera wartość bytu.

Dochodzę na polanę, jest 25 minut po załadowaniu wywaru, sativa dobrze się wkręciła i odzywa się we mnie druga osoba, filozof jak go nazwałem stworzony przez grzybki i sativę. Wtedy po krótkiej konwersacji na temat zaśmiecania lasu przełączam się w tryb 'searching' kucam i jadę z grzybkami. Kuca się jakoś niewygodnie, trawa oddycha moim widokiem, nic nie mogę znaleźć (po minucie wkurwiony) myślę sobie kurwa! te grzyby na pewno tu są tylko ich nie widzę.

"Przecież to tylko 50 sztuk, nie może być tak źle" pomyślałem... i to był mój błąd... Udowodniły mi (grzyby) że jest inaczej niż myślę...

Wstaję i co widzę? Słońca nie ma, drzewa się wyginają w lewo i w prawo do przodu i do tyłu, na polanie widzę falę takie same jak w Sopocie żem widział, tylko te zbudowane są z sitowia i pływają szybciej. Zanim zdążyłem pomyśleć odzywa się mój filozof i mówi: "co kolego, taki twardy byłeś" i w tej samej chwili słyszę okrutny i przerażający, bardzo głośny śmiech dobiegający z głębi lasu. Tak realny i żywy że zanim mój ogłupiony mózg to przeanalizował, sam od siebie wiedziałem że to drwal, zły. Spierdalam z tąd.

Nie pamiętając całej 10 minutowej drogi na drugą polane oto jestem. Na drugiej polanie. Prowadzi tam dłuuuga prooosta droooga, na jej końcu rosną łysiczki. Kucam przy diabelsko wyglądającym owocniku, zrywam. Jako że słońca nie było wszystko wyglądało okropnie, klimat ku bad-tripowi się skłaniał. Znowu coś słyszę, tym razem to prawdziwe dźwięki nawet filozof potwierdził. Spanikowany wstaję odwracam się i nic, nikogo, niczego nie ma. Chwila... zza chmur wyszło życiodajne słońce. Dziękuję.

Mój punkt widzenia w tym momencie znacznie się zmienił. Uczucie "istnienia czegoś" zniknęło. Każdy nieprzyjemny bodziec spłyną ze mnie w ziemię.

Miałem prosty cel! Grzybek do pojemniczka, powoli do przodu zbierałem choć nie było łatwo. W jednej kępce trawy widziałem królestwo kropel wody, w drugiej królestwo grzybów, obok sterta bobków sarny i euforia. Filozof i Ja staliśmy się jedną osobą, nie mną, nie filozofem tylko nową kreaturą. Podziwiałem fioletowe korony całkowicie nagich brzózek przechodzące w blado białą deseń ku ziemi. Polana w słońcu mieniła się i była zbudowana z jednego sitowia skopiowanego i wklejonego obok setki razy. Wszystko takie samo - ale mi się wtedy pojebało wszystko. Generalnie bardzo pozytywnie się czułem. Korzystałem z halucynacji bo sam je wywołałem, choć nie pamiętałem nic jak się tu znalazłem, jak przyszedłem, którą drogą?

Dobra to już około 2 godziny jazdy, powoli się uspokaja wszystko, sklonowane drzewa i jeżyki poszły sobie na kawkę chyba, o łysiczka! pyk do pojemniczka. No i znowu bez ostrzeżenia niepokojący dźwięk zakłócił mój spokój. Podnoszę łeb, kurwa nie! pitbull biegnie! ja pierdole! Wstałem, podbiega, patrze, ja jebie! to nie pitbull tylko jakiś kundel ale podobny. W myślach powiedziałem żeby "skurwiał" i tak zrobił.

Wracam w trawsko, coś mi mignęło czerwonego, przecież las szaro-żółto-zielony, skąd ta czerwień... Patrze, patrze no i nie mogę uwierzyć. Nie mogę! Ratownicy GOPR w tych czerwonych kaftanach, byli dobre 200m ode mnie a ja i tak widziałem te pierdolone plakietki z napisem GOPR. Widziałem też że to 'koleś' i 'babka'. Odbiłem w inną stronę mocno zdezorientowany, kątem oka obcinam zbliżających się ratowników i zbieram grzybki. Gdy byli wystarczająco blisko okazało się że to nie ratownicy tylko 2 babuszki "idą w pole", odjebane w jakieś jebliwe czerwone łachy. Z daleka widziałem że pokazują na mnie palcami i obgadują: "co on tam robi, naćpany?", a co z tego że byłem odwrócony plecami, jak ja to widziałem? Sam nie wiem.

Po tym napiętym i psychodelicznym epizodzie z pitbulem i babuszkami zaszło słońce, uciekłem z tej polany, znowu mroczny klimat, pale fajkę i wchodzę w "ślepe zarośla", gdy stwierdziłem że są nie do przejścia poczułem coś w ustach. Włożyłem palce i wyciągnąłem kurwa pająka. Prawdziwy był i złapałem mega paranoje, zaatakowało mnie wtedy chmara much, łaziły po mnie jakieś robale, wszędzie pajęczyna - oczywiście już nie prawdziwe ale nie mogłem pojąć tego pająka... Uciekając przed nimi wpadłem jedną nogą do wody, mokry but i skarpeta... Poczułem się jak szmata, czyli nie zbyt dobrze.

Jak się okazało to była ostatnia fala psychodeli, z minuty na minutę było coraz niżej, słabiej, mniej. Wracałem na autobus. Normalnie bym szedł 20 minut, szedłem godzinę. Nie wiem o co chodzi. Idąc przez las słoneczko wróciło, promienie głaskały moją główkę przerobioną. Wracając czułem że coś zostawiłem w tym lesie, żaden przedmiot - raczej swoje drugie ja, trochę strachu i ego ale to jest sprytne i samo do mnie wróciło.

Nie ukrywałem przed sobą 'fazy', byłem jeszcze pod wpływem grzybków, ale odczuwałem to wyostrzonym zmysłem węchu, smaku i słuchu choć były pomieszane. Czułem kolory drzew jak pachną, widziałem zapachy itd. Zdecydowanie otępiały byłem ale bardzo szczęśliwy nie wiem z czego pfff, może te pastelowe drzewa mnie tak "udziecinniły" Beztroska sielanka.

Rozrzucając myśli na lewo i prawo dochodzę na przystanek...

Na przystanku palę ostatniego papierosa i jednak... mam jeszcze przerobiony czerep a autobus nadjeżdża. Jest coraz bliżej a ja czuję coraz większą presję i wzrok ludzi z autobusu. Wsiadam... podbijam do kierowcy mówię: "bilet", patrze na kolesia twarz a gość kurwa jak buldog spuchnięty grubas, dowartościował mnie hehe, był spocony jak szmata, lało się z niego a wcale nie było gorąco. Myślę sobie spoko! Wyrywam mu bilet z ręki i przedzieram się spojrzeniem przez każdą twarz wiezioną przez nieszczęsnego grubasa. Byli wystraszeni, o co z tym chodzi? Nigdy chyba nie rozkminie...

Psycho, wysiadam po 20 minutach w mieście - nie mam fajek więc kupuje w kiosku - babcia mówi że będzie bez pięciu groszy bo nie ma wydać, dobra dzięki. Idę z buta do domu paląc fajkę za fajką bo jak myślałem: "jak palę to wyglądam normalnie", jak nie paliłem to każdy na mnie patrzył. Coś nie tak z moją psychiką jest. Doszedłem do domu w końcu, czułem się dobrze, faza trwała 4 godziny więc byłem trochę zmęczony ale to nic, warto było. Nawet kilka garści grzybków przytargałem do domu.

Podsumowując, nie sądziłem że mogą mnie tak grzybki zaskoczyć. A jeśli myślisz że nic Cię nie zaskoczy a jednak zaskoczy to masz przejebane. Można osiągać 5 poziom i się "bawić fazą", może wydaję wam się że znacie grzybki ale nie należy lekceważyć mocy grzyba nigdy! Nigdy nie mów nigdy :) Nigdy, nigdy, nigdy, zakazany owoc smakuje najlepiej. Pozdrawiam! Do przeczytania.

Ocena: 

Odpowiedzi

substancja jest twoim partnerem podczas tripu i sama tez potrafi zdecydowac jak bardzo będzie gorąco. Wielokrotnie się o tym przekonałem kiedy brałem coś niby tyko dla lekkiego relaksu a kończyło się grubo. I zawsze musiałem przyznawać przed sobą że nie jestem do końca panem fazy.
pozdro

Fajny, szybki z dobrymi przemysleniami.
Heh, sam pare razy wjebalem sie do kaluzy i wiem jakie to niefajne uczucie podczas tripu.
Odemnie też szacuken za samoty trip. Ja dontlajk alon

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media