Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

japoński ekspress

detale

Chemia:

raporty unknown

japoński ekspress


Świta sobie ranek, a ja już po imprezce. Siedzę w domu przed

kompem... i dziwnie się czuję, bardzo dziwnie...

Po amfie i 2ssi.

Ale jedźmy od początku:



Tak w ogóle to lipa, bo impra skończyła się jakoś wcześnie ale

jutro się maraton szykuje (jak się okazało, nie tylko ta

imprezzza szybko się zwinęła ale wszystkie w mieście

dzisiaj :/).Chyba organizatorzy chcieli dać ludziom odpocząć,

hehe ;D



Z tej housowej imprezki do domu wracałam na piechotę bo miałam

za dużo poweru, żeby brać taxę i w 4 min. być na chacie. Wolałam

tę energię wykorzystać idąc - ofkorz, żeby było dłużej, wybrałam

okrężną drogę:)



Od ponad 2,5 miesiąca nic nie brałam,aż do dziś. Zero fety, zero

innych dragów, nawet zero alko. Po czerwcowym "białym"

maratonie, który mnie wykończył fizycznie, psychicznie i

finansowo poczułam, że muszę odpuścić fetę na jakiś czas, bo w

przeciwnym razie będzie źle ze mną. No więc nadarzyła się

okazja - wyjechałam na ponad 2 miesiące do domku letniskowego

rodziców (mieszkam sama). Starsi zresztą też pojechali.

Oczywiście nie mają bladego pojęcia, że ich córunia ćpa.

Przyroda, praca (bo znalazłam tam fajną dodatkową pracę), zero

dragów. Szczerze - podobał mi się ten mój "prywatny detoks" :)

Ale we wrześniu wróciłam do siebie. Pierwszy dzień, pierwsza

impreza i poszło... :(

Jestem zła na siebie bo obiecywałam sobie odstawkę. Po

ch...ja!!! Chociaż tak naprawdę, to chyba czułam, że się skuszę

na krechę.



No i wczoraj po prawie 3-miesięcznej przerwie w furaniu

zapodałam sobie spida. Szłam na imprezę, byłam padnięta po całym

dniu w pracy i nieprzespanej nocy. Wcześniej (ok. 22) zjadłam 16

tablet Tussipectu, bo liczyłam, że efedrynka wystarczy, żeby

mnie ciut podstymulować. Po ich połknięciu, zanim mi się wkręcił

klimat, coś mi strzeliło do łebka i zarzuciłam jeszcze kawę

(piątą tego dnia) i wciągnęłam fetę (ok. 3 setki). Nie

wiedziałam ile wziąć po przerwie, żeby mnie nie poczesało za

bardzo ;) ale też żeby jednak coś fajnego poczuć... Z jednej

strony mój organizm się chyba odzwyczaił od procha, więc dawka

rzędu 2 sety powinna starczyć. Ale z drugiej strony zanim

przestałam wciągać, zdarzało się, że zarzucałam nawet po 8

setek. Stwierdziłam, że na początek wystarczy mniejsza ilość, a

ewentualnie później wciągnę jeszcze raz. I poszłam na party.

Oczywiście resztę białego zabrałam ze sobą. Aha, przy tym

pierwszym niuchu myślałam, że oderwie mi nos. Nigdy (nawet jak

próbowałm fety pierwszy raz) tak zajebiście mnie nie piekło. W

gardle też masakra, ale może to dlatego, że chyba jakieś

przeziębienie mnie łapie.



Po godzinie w klubie poczułam efekty podobne jak po efedrynie.

Fajnie się tańczyło, gadało, łapy trzęsące się ale w sumie najs

klimat. Do północy nieziemsko mi się dłużył czas, chociaż po

fecie zawsze mi bardzo szybko leci. Co parę minut zerkałam na

zegarek, a tu tylko kilka minut minęło. Ponieważ chciałam

zajebistą mocną jazdę (taką typową po białku), nie wahałam się

wciągnąć jeszcze 2 razy na imprezie po setce. W sumie poszło

jakieś 5 setek, może 6. Dopiero po zarzuceniu tych dwóch setek

na imprezie, poczułam "TO", tzn. zajebistą chęć do balowania,

nieludzką energię, świetne "czucie" muzy, super humor i

napieprzanie serducha (uwielbiam tę akcję z szybkim waleniem

serca, chociaż niektórzy są innego zdania). Po drugiej kresce na

imprezce tańczyłam non stop jakieś 4-5 godzin. I mogłabym dalej,

tylko że sie impra skończyła, buuuuu... Aha, zajebiście spocone

dłonie, jak jeszcze nigdy nie miałam po fecie. Zupełnie jakbym

dopiero co wyjęła spod kranu. Mocno zgrzane czoło, kark (jak po

XTC ), tułów też. Zero zmęczenia (mimo, że drugą dobę jestem na

nogach bez snu). Jedyne minusy to bardzo suche usta i gęsta,

ohydna ślina w ich kącikach (tego nie cierpię!!!). Ale kolejne

gumy (chociaż zaraz się robią jak woda, bleee), pomadka

nawilżająca i 2 czy 3 szklanki mineralnej pomagają. Na chwilę,

ofkorz :(

Naprawdę fajna jazda, nie jest za mocna, ale ma coś w sobie :P.

Na 7 albo i 8 w skali 10-punktowej. Nie tak zajebista jak po

pierwszych zapodaniach fety (10 pkt.), ale o niebo lepszą niż

np. po kolejnym zapodaniu w ciągu (1 pkt.).



Aha, spotykam kumpla mojego kumpla, jak sie okazuje. Koleś pyta

czy go pamiętam, a ja nic a nic nie kojarzę. Czyżby feta wyżarła

mi już wszystkie szare komórki??:P Ofkorz, pytanie nr 1 jakie mi

zadaje: "Czemu masz takie rozjebane oczy?" Pytanie retoryczne.

Tak czy inaczej, jestem jeszcze pełna wigoru, a tu impreza się

kończy:(. Piję jeszcze wodę z cytrusami. Mam wrażenie, że

barmani - moi znajomi patrzą na mnie i myślą sobie: "A ty znowu

na prochach..." A na dodatek pytam czy nie mają jakichś

landrynek, ale ofkorz w barze nie ma cukierków :( Szkoda, bo

mimo, że mam całą paczkę gum do żucia już nie mogę na nie

patrzeć. A tymczasem szczęka lata, przydałyby się jakieś "ice-

freshe" albo cokolwiek innego. W sumie mogłam kupić cuksy przed

wejściem na party, ale póki co muszę się zadowolić gumą, która

już za parę sekund zrobi się wstrętna i wyżuta. Biorę w końcu

następną drażetkę "orbitek". Muszę, inaczej odgryzę sobie

jezyk!! ;(



A teraz kierunek - dom. Po drodzę mijam kilka innych klubów

(niestety tam też już po imprezach). W sumie już późno (a raczej

wcześnie... ;). Planuje nawet iść (na piechotę) na drugi koniec

miasta, na trzeci i kolejne, żeby oblukać czy tam coś fajnego

się nie dzieje. W sumie mogę taxą jechać, ale mam wielką ochotę

na spacer. Zresztą, zagadałabym biednego taksiarza na śmierć! :P

Nagle przychodzi mi do głowy myśl, że przecież i tak jutro czeka

mnie maraton techno to zdążę pobalować, a teraz idę na chatę i

spróbuję napisać trip report :)



Przed jednym z klubów siedzi paru ziomów, niedobitków po

imprezie;). Zaczynamy gadać, jakoś tak naturalnie to wychodzi,

jakbyśmy się dobrze znali. Pytają mnie dokąd idę, a ja ich czy

nie wiedzą czegoś o jeszcze otwartych klubach. Jeden kolo mówi,

że wyglądam "zajebiście rześko" jak na te porę nocy i wnika czy

to "zasługa" prochów. Nie ukrywam, że tak, zresztą źrenice mam

tak rozjebane, jak już dawno nie miałam. No i czuję się

rzeczywiście pełna werwy. Goście za to wyglądają na mocno

zjaranych i lekko spitych. W każdym razie nie idziemy nigdzie

razem, oni zostają przed klubem a ja idę na chatę. Papa. Aha,

jeszcze mówią, żebym zobaczyła te wielkie źrenice i mój

sprężysty chód. No fakt, zasuwam jak japoński express :P



W końcu docieram do domu. Idę trasą, którą normalnie nie chodzę

i jakieś lewe jazdy mi się wkręcają, np. że 3 ziomów stoi przed

pubem. Okazuje się, że to nie goście tylko cienie drzew :D Albo,

że nie ma asfaltu na ulicy. A przecież jest... Przecież po nim

przeszłam :/



Jeszcze tylko winda, klucze i już siadam przed kompem. Miałam

najpierw iść pod prysznic ale czuję zajebistą chęć pisania. No

więc piszę :P

Jak już wspomniałam, mam kosmicznie duże źrenice, praktycznie

jest tylko cieniutka obwódka tęczówki wokół nich. Najgorsze jest

to, że czuję kłucie po lewej stronie brzucha. chyba

przedobrzyłam z tymi 16 Tussimi :( Poza tym mam lodowate ręce,

na szczęście już się tak nie pocą. Stopy też zimne, więc pakuję

je w skarpety ale nic to nie daje :( Piszę jakoś dziwnie - na

początku wciskam klawisze bardzo powoli, później zasuwam bardzo

szybko. Co jakiś czas mam kłopoty ze znalezieniem danej litery.

Coś mi każe poprawiać wszystkie błędy, np. brak ogonków liter.

Strasznie dokładnie sprawdzam, wracam po parę razy do jednego

wyrazu, aż się nie poznaję :P



Znowu luk w lustro. Źrenice bez zmian. Trochę boli mnie gardło.

Nie wiem czy to będzie przeziębienie czy to wina fety. Albo

jedno i drugie. Mam lekki katar i przy opróżnianiu nosa wydaje

mi się, że czuję amfetaminę, jakieś nierozdrobnione okruszki.

Dziwne, bo rozdrobniłam ją bardzo dokładnie przed wciągnięciem.

Na szczęście nie ma jeszcze krwawienia z nosa, bo od kiedy

zaczęłam niuchać mam wrak a nie śluzówkę.



Wstrętna guma, wyrzucam ją. Na razie nie biorę kolejnej

drażetki, ale ciężko będzie wytrzymać bo szczęka nadal lata,

język mi zasuwa po zębach, po podniebieniu, oblizuję tę okropną,

białą ślinę - znacie to pewnie? Bolą mnie plecy i barki -

pewnie dlatego, że od prawie 2 godzin siedzę w jednej pozycji i

klepię w klawiaturę. Często po fecie mam trochę sine palce u rąk

i paznokcie (stopień zsinienia zależy od okresu brania i ilości

fety). Dziś to samo. O trzęsących się delikatnie dłoniach nie

muszę chyba wspominać.



Zawsze po imprezowej fecie mam tak, że przychodzę do mieszkania

i zapuszczam muzę (zwykle taką, jaka była na imprezie ale to nie

reguła) i - nie śmiejcie się - często sobie jeszcze kicam w

domu. Ofkorz, sąsiedzi (z dołu szczególnie) mają przewalone

kiedy o 5 rano 50-kilogramowe ciało skaka im nad głową ;) Już

pewnie niejedną miotłę połamali stukając w sufit, hehehe :D No

dobra, mogę trochę ściszyć :P



To by z grubsza było na tyle. Teraz pod prysznic, a potem ciąg

dalszy mojego domowego "after-party", hihi :) W sumie mogłam

zaprosić znajomych ale wtedy raczej nie napisałabym trip

reportu :D



Ostatni luk w lustro, teraz z większej odległości. Ja mam nie

tylko duże źrenice. Całe moje oczy są olbrzymie, bardzo szeroko

rozwarte, niemal na pół twarzy :) Tęczówki wydają się dziwnie

małe. A raczej to białko oka jest jakby powiększone. Przypomina

mi się tekst z "Epoki Lodowcowej": "Ależ ty masz oczyska!!" :P

Jestem zaskoczona, bo zawsze dopiero przy schodzeniu fazy

powiększały mi się źrenice.

I najgorsze bez wątpienia jest to, że feta niezbyt korzystnie

odbija się na mojej cerze. Nie mówię o syfach, choć po dłuższym

okresie furania i one się pojawiają (a właśnie, pewnie coś mi

się pojawi niedługo np. na czole, na które dziś chyba wystąpił

pot podczas ostrego skakania :( ). Chodzi mi o to, że cera robi

się taka zmęczona, szara, niezdrowa, nie promienieje, cienie pod

oczami :(

A jutro mogę zapomnieć o spaniu, cały dzień praca :( A wieczorem

maraton...



Fukanie... cóż, mój głupi wybór. Ale, qrde, lubię ten

klimat "po" białku. Chciałabym na początek zmniejszyć fukanie do

1 raz w miesiącu. A tymczasem, jutro czeka mnie maraton

techniczny... Moja muza :) To będzie chyba 3 czy 4 noc

nieprzespana :( I dylemat znowu: wziąć wspomagacza czy nie?

Odpowiedź wydaje się oczywista: nie! Trzymajcie kciuki!

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media