Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

enteogeny - doświadczenie boskości

enteogeny - doświadczenie boskości

Chcę podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem psychodelicznym.
Obecnie w Polsce z jednej strony rząd walczy z dystrybucją substancji psychoaktywnych, a z drugiej strony bardzo liczna część społeczeństwa zażywa takie środki lub jest nimi zainteresowana.

Już w wieku 16 lat szukałem kontaktu z psychodelią (urodziłem się w 1968 roku).
Mając 18 lat poznałem środowisko dające swobodny dostęp do Marihuany.
Jeden z kolegów w naturalny sposób uprawiał konopie indyjskie i uzyskiwał tak silny „towar”, że nawet raz należało zaciągać się nim ostrożnie.

Pomiędzy 19 a 23 rokiem życia paliłem sporo – średnio wyszło by może dwa razy w tygodniu, czasami kilka razy dziennie przez tydzień, a czasami z kilkutygodniową przerwą...
Było to dla mnie wprowadzenie w "psychodelikę" - odmienne stany świadomości, magiczny wymiar rzeczywistości.
Z perspektywy widzę, że brakowało mi wtedy szamańskiego i duchowego podejścia do spożywania substancji psychoaktywnych, jakie mam teraz. Czasami nadużywałem marihuany i paliłem w zbyt mało uważny sposób.

Obecnie staram się używać wszelkich środków w jak najbardziej świadomy i święty sposób.
Mimo skutków ubocznych związanych z niewłaściwym używaniem (mocne nadwyrężenie ciała i systemu energetycznego), mam poczucie, że marihuana dużo mi pomogła w sferze psychicznej i wiele pokazała w sferze świadomości.

Gdy miałem około 21 lat, miało miejsce bardzo silne mistyczne doświadczenie psychodeliczne związane z zażyciem grzybów Psylocybe Semilanceata (http://www.erowid.org/plants/mushrooms/mushrooms.shtml). Są to bardzo powszechnie występujące w Polsce grzyby, ale wierzę też, że pokazują się magicznie...

Przebywałem na farmie Hare Kryszna w górach południowo-zachodniej Polski. Przypomniałem sobie, że słyszałem, iż właśnie te tereny są słynne z "psylocybków".
Wtedy żarliwie pragnąłem doświadczać Ducha. Postanowiłem poszukać grzybków i sprawdzić, czy mogą mi dać mistyczne doświadczenia. Wybrałem specjalnie na tą okoliczność pewną mantrę z kolekcji krysznaitów. Poszedłem w góry, usiadłem na pięknej łące i odmówiłem mantrę 1000 razy z intencją znalezienia grzybków i pozytywnego doświadczenia. Wstałem i kilka kroków przed sobą zobaczyłem jakieś grzybki. Nigdy wcześniej nikt mi nie pokazywał, jak wyglądają - jedna osoba tylko mi je opisała. Grzybki, które ujrzałem na łące, wydawały się odpowiadać opisowi. Wtedy uświadomiłem sobie, że nie wiem, ile należy ich zjeść - więc podążyłem za pierwszą myślą, że zjem 70 (później dowiedziałem się, że zaczyna się raczej od 20). Przeżułem i połknąłem więc 70 grzybków i usiadłem w medytacji. To co zaczęło się dziać po pół godzinie było ŁAŁ ŁAŁ ŁAŁ !!!!!!!

Trudno mi opisać intensywność i niezwykłość tego doświadczenia. Wszystko było świetlistą wizją. Gdy zamykałem oczy, widziałem wyraźnie świetliste, piękne, cudnie kolorowe kanały energetyczne i czakramy. Rozmaite światła wirowały i przepływały przez cały mój system energetyczny. Przy otwartych oczach świat wokół wyglądał, jak bajkowy sen. Miałem poczucie Pełni Jasnowidzenia - możliwość dokładnego zobaczenia czego tylko zapragnę. Lecz to był dopiero początek, czułem jak energia rośnie i niesie mnie coraz bardziej w górę. Zacząłem wykraczać poza ziemską egzystencję i doświadczać kosmicznych stanów umysłu. Nie będę tu opisywał stanów świadomości, które zaczęły się pojawiać.

W pewnym momencie przerosło to moją ówczesną zdolność pojmowania. Mocno w sobie postanowiłem „więcej nie chcę” i to zatrzymało wznoszenie. Lecz także na poziomie, na którym się zatrzymałem, czułem się zagubiony. Ponieważ wcześniej miałem bliski kontakt z wyznawcami Guru Babaji z Harakanu - w swoim umyśle wysłałem do niego prośbę o pomoc. Odpowiedź przyszła natychmiast. Przekaz, który wtedy dostałem, wciąż noszę w swoim wnętrzu. Nikomu go nie zdradziłem. Postanowiłem, że zacznę się nim dzielić, jeśli urzeczywistnię to, co zostało mi przekazane.

Uważam, że było to całkowicie czyste i pełne mocy doświadczenie mistyczne. Zapoczątkowało ono nowy etap na mojej drodze duchowej. Wiedziałem teraz bezpośrednio w jakim kierunku zmierzam. Po tym przeżyciu byłem tak szczęśliwy i naładowany pozytywną energią, że gdy wróciłem do Warszawy, gdy wchodziłem do autobusu lub tramwaju - automatycznie wszyscy szeroko uśmiechali się na mój widok. Byłem tak oczyszczony duchowo, że gdy po kilku dniach powstała we mnie pierwsza delikatnie negatywna myśl - natychmiast doświadczyłem tej negatywności na sobie.

Później jadłem magiczne grzyby jeszcze kilkanaście razy ale już mniejsze porcje (po około 30 sztuk).
Za każdym razem były to bardzo mocne przeżycia i wglądy. Wiele razy były to grupowe podróże pełne niesamowitych doświadczeń związanych ze wspólnym procesem. Pełnia kontaktu telepatycznego i empatycznego. Przeżywanie pełnego połączenia i jedności. Doświadczanie Spotkania i Wymiany w Cudowności, Czystości i Doskonałości.

Tylko jeden raz miałem złe doświadczenie, być może spowodowane zjedzeniem niewłaściwego gatunku. Czułem, że rozpadam się w samej esencji jaźni - bardzo głęboka duchowa destrukcja. Gdy udało mi się po ogromnym zmaganiu powstrzymać ten proces, pojawiło się rozregulowanie współdziałania czasu i przestrzeni. Byłem zagubiony osobno w czasie i osobno w przestrzeni. Uratowały mnie nerki, które powoli oczyściły toksynę wydalając ją z moczem. Był to trudny i powolny proces, który czułem, że bardzo osłabił moje nerki.

Miałem też jeden ciekawy epizod związany z opium. Na pielgrzymce hipisowskiej wypiłem wywar z 5 suchych makówek.
Było to ciekawe, mocne doświadczenie. Czułem dużo pozytywnych uczuć, błogostan w ciele, chęć czynienia dobra. Na tej energii zrobiłem ognisko dla całej pielgrzymki.

W 1992 roku zaczął się nowy etap w moim życiu- przez kilkanaście lat bardzo intensywnie poznawałem i praktykowałem buddyzm tybetański, uczestnicząc w wielu kursach z różnymi tybetańskimi nauczycielami. Równolegle poznawałem hinduizm, taoizm, szamanizm i różne inne ścieżki rozwoju osobistego oraz terapie naturalne. Przez te kilkanaście lat prawie całkowicie odstawiłem psychodeliki. Tylko kilka razy zapaliłem marihuanę i kilka razy zjadłem psylocybki.

W 2009 nastąpił kolejny etap w na mojej drodze psychodelicznej.

Szczególnym i symbolicznym dla mnie splotem okoliczności spotkałem się z osobą będącą w posiadaniu 40 krotnego ekstraktu Salvia Divinorum (Szałwia Wieszcza) (http://www.sagewisdom.org).

Przez trzy godziny intensywnie szukałem w sobie odpowiedzi, czy decyduje się na zażycie tej substancji. Po tym okresie poczułem wewnątrz siebie - tak. Kolega spytał, czy nabić mi lufkę słabo, średnio czy mocno. Powiedziałem: średnio. Po pół godzinie medytacji przed ołtarzem z posągiem Buddy, wziąłem jedno małe zaciągnięcie dymem ze spalenia proszku, który dostałem w lufce. Łał!!!!! Uważam, że to było mocniejsze niż podróż z 70 grzybami, którą opisałem powyżej.

W buddyzmie opisuje się trzy wymiary doświadczenia: Nirmanakaja - poziom manifestacji, Sambhogakaja - poziom czystej energii, Dharmakaja - poziom esencji. Działanie grzybów umieścił bym w sferze Nirmanakaji, natomiast szałwia dała mi doświadczenie z poziomu Sambhogakaji.

Podróż na grzybach trwa kilka godzin, a po zaciągnięciu ekstraktem szałwii główne doświadczenie trwało tylko kilka minut, lecz mimo to uważam, że było potężniejsze. Być może, że związane też było to z tym, iż po kilkunastu latach praktyki byłem gotowy wejść głębiej. Dla mnie było to ponowne duchowe odrodzenie, w świetle, czystości, świeżości. Nie będę tu opisywał co zobaczyłem i przeżyłem, lecz był to wgląd dający nowy początek i perspektywę mojej praktyce duchowej.

To doświadczenie zapoczątkowało też nowy etap w moim życiu związany z otwarciem na enteogeny i ponowne zainteresowanie szamanizmem. Szałwię zapaliłem jeszcze dwa razy - było to znów bardzo mocne i znaczące. Ostatni raz podszedłem do tego zbyt lekko i doznałem wielkiej trwogi, czy uda mi się pomyślnie przejść przez stan, w którym się znalazłem. Od tamtej pory mam wielki respekt dla Salvia Divinorum.

Później miałem kilka bardzo ciekawych doświadczeń z mieszankami do palenia, które w owym czasie były legalnie dostępne w sklepach z dopalaczami w Polsce. Byłem zaskoczony, jak pozytywne i czyste wrażenia się pojawiały. Chcę tu zaznaczyć, że te podróże psychodeliczne przynoszą dla mnie konkretne zmiany w sferze osobowości, światopoglądu i postępowania w życiu. Jeśli chodzi o marihuanę i mieszanki do palenia to szczególnie uwidaczniał się dla mnie aspekt wyzwalający.

Jako ciekawostkę podam, że kilka razy kochałem się po zapaleniu mieszanki i było to szczególne, cudowne doświadczenie.

Kolejne przełomowe doświadczenie to spożycie LSD. Wcześniej miałem obiekcje co do środków chemicznych - LSD je usunęło. Odebrałem jego działanie, jako bardzo czyste. W charakterze dość podobne do działania Psylocybe Semilanceata, a równocześnie z własnym szczególnym zabarwieniem. Ogólnie było znów mocno i pięknie, oczyszczająco i uwalniająco. Dla mnie jest to doświadczanie bezpośrednio stanu, o którym mówią Guru - mistrzowie duchowi.

Później dostałem od kolegi nasiona Argyreia nerwosa (Powój hawajski) http://www.erowid.org/plants/hbw/hbw.shtml Po poście i zrobieniu ceremonii przeżułem i połknąłem pięć nasionek. To była cudna i piękna podróż, trwająca jakieś 8 godzin. Bardzo duże oczyszczenie energetyczne, wyraźnie doświadczałem pola aury swojej i otoczenia. Czułem i widziałem gdzie jest czysta zasilająca energia, a gdzie niezdrowa. Bardzo dobry kontakt z naturalnymi energiami żywiołów i polami energii roślin. Ekstatyczny nastrój, dużo energii i chęci ruchu.
Bardzo chciałbym mieć dostęp do tych nasionek, by częściej korzystać ze wsparcia Duszy Przyjaciela Powoju.

Kolejne wtajemniczenie i cudowne spotkanie to spożycie Ayahuaski. Znów „przypadkiem” dostałem w prezencie mieszankę dwóch roślin: Peganum harmala (Ruta syryjska) i Mimosa tenuiflora. Wywar z tej mieszanki (wcześniej pościłem, 5g/10g, gotowane 5 h) był smakowo trudny do przełknięcia, ale działanie okazało się dla mnie szczególnie uzdrawiające. Oceniam, że obecnie jest to najkorzystniejszy dla mnie enteogen, jaki znam. Uzdrawiający na poziomie Ciała, Duszy i Ducha. Gdybym miał swobodny dostęp do roślin i odpowiednie okoliczności do ceremonialnego spożycia, to chciałbym przyjmować ten wywar co 10 dni przez kilka miesięcy. Do tej pory wypiłem cztery razy i za każdym razem byłem bardzo wdzięczny za kontakt ze Świętością. Czułem, jak odzyskuję poczucie świętości ciała, miłosnej relacji z Ziemią, oczyszczam karmę rodową. Błogostan :-) !!!!!!!

Grzyby i LSD działają, jak dla mnie, bardziej na czakrę korony a Aya mocno uzdrawia serce.

Znów „przypadkiem” wszedłem w posiadanie czterech nowych dla mnie substancji chemicznych: MDMA (http://www.erowid.org/chemicals/mdma), 2C-B (http://www.erowid.org/chemicals/2cb/2cb.shtml), TMA 2 (http://www.erowid.org/chemicals/tma2/tma2.shtml) oraz DOB (http://www.erowid.org/chemicals/dob/dob.shtml).

MDMA – zażyłem raz 100mg - bardzo leczące, przyjemne działanie odnośnie ciała emocjonalnego i uczuciowego, otwierająca na pełnię Empatii. Chętnie bym powtórzył, ale trudno dostępne w czystej postaci.

2CB – zażyłem raz - łagodniejszy od grzybów efekt psychodeliczny (może związany z małą dawką 10 mg) z pozytywnym akcentem empatycznym. Potwierdziło się to, co czytałem o jego zastosowaniu w psychoterapii.

TMA 2 - jeden raz 30mg - mocna psychodeliczno-empatyczna podróż, uwrażliwienie zmysłów, dużo wglądów, przekraczanie ograniczających wzorców - też w mojej ocenie dobry środek terapeutyczny.

DOB - jeden raz 1mg – bardzo mocne doznania z energią Kundalini i czakrą Ajna - po tym doświadczeniu zmieniłem imię na Ananda – Boska Błogość, Radość, Szczęście.

Chcę tu wspomnieć o chemiku - Alexander Shulgin (http://pl.wikipedia.org/wiki/Alexander_Shulgin), który przez kilkadziesiąt lat pracy wynalazł, przetestował i opisał kilka tysięcy substancji psychoaktywnych (3 z powyższych).

Tak to z grubsza opisałem moją historię psychodeliczną.

Ogólnie uważam, że decyzja o spożyciu jakiejkolwiek substancji powinna być jak najbardziej świadoma. Bardzo ważne są odpowiedni czas, okoliczności, nastawienie, wiedza i przygotowanie.
Decydujące znaczenie może mieć obecność uzdrowiciela lub przewodnika duchowego.
Dobrze jest traktować Ciało jako Świątynię Ducha i traktować je z jak największym szacunkiem.
I ogólnie Życie z Szacunkiem, Miłością i Świętością.

Osobiście czuję chęć działania dla rozwijania świadomości społecznej dotyczącej Enteogenów oraz odrodzenia szamańskich praktyk w Europie.
Powstała we mnie nawet myśl, że może warto spróbować zarejestrować Kościół Enteogenów, którego członkowie mogli by je zażywać w sposób prawnie chroniony.

Ogólnie popieram wizję, w której osoby zainteresowane mogły by legalnie posiadać i spożywać Enteogeny, oraz mieć legalny dostęp do rzetelnej wiedzy o nich.

Jeśli chodzi o wiedzę na temat działania i stosowania enteogenów, bardzo polecam książki Stanislava Grofa (kilka wydanych po polsku).
Właśnie dostałem też wiadomość, że wydawnictwo Okultura, wydało książkę „Ayahuaska”.

Osoby zainteresowane rozwijaniem w Polsce świadomości Enteogenów zapraszam do kontaktu. Myślę, że można by zorganizować jakieś publiczne dyskusje na ten temat.

Pozdrawiam w Duchu Świętym ;-)

Ananda

Świdwin 2011.01.06

Ocena: 

Odpowiedzi

"...oraz odrodzenia szamańskich praktyk w Europie.." Mógłbyś podesłać jakies ciekawe materiał na ten temat na e-mail sdik32@gmail.com ? Z góry dzięki

Właśnie jestem pod działaniem powoju (Ipomoea Violacea). Myślę, że to doświadczenie pozwala mi lepiej rozumieć sens Twojego przekazu, który bardzo mnie zaintrygował. Jeśli będę mógł jakoś pomóc, to znajdziesz mnie pod tym adresem: morkenmannen[at]gmail.com

Free yourself, from yourself...

Hmm.. Może czas teraz na DXM ? Gdybyś doznał obe to na pewno Ci się spodoba ;D

London5

rozważę...poczytam...

Ananda 

Miałem OBE (bądź też OOBE, różnie piszą) wielokrotnie. Coś niesamowitego. Uczucie zupełnej wolności i niezależności od ciała fizycznego jest stanem nie do opisania. Chciałbym, aby każdy człowiek tego doznał choć raz w życiu. :)

Free yourself, from yourself...

dobry pomysł ale ja bym radził dawkę minimum 900mg, mniejsze nie będą raczej w twoim stylu ;)

Nudne, naiwne.

Why so serious, son?

zapraszam na skype (yeshedzogchen)-chciałbym zobaczyć jaki Ty jesteś ciekawy...

Ananda 

Niby oświecony, a odebrał to tak personalnie - czyżby jednak ego dalej pracowało jak należy? Ja skomentowałem Twój TR, a nie Ciebie jako człowieka. I tym bardziej nie dotyczy to mojej osoby, więc uważam za bezcelowe dalsze polemizowanie.

Why so serious, son?

Fajnie, że wkręciłeś się w te klimaty i weszło to na stałe do twojej listy zainteresowań, ale co ten tekst robi na ng to ja nie mam pojęcia.

a ja jestem ciekaw o co Ci chodzi...

Ananda 

Zazdroszczę CI :) Nie tylko tripów, ale także klimatów, w których się obracasz. Też jestem za stworzeniem Kościoła Enteogennego i chętnie Ci w tym pomogę.

Psychedelic :)

na mojej stronie są dane kontaktowe- odezwij się...

Ananda 

Przyłąnczam się do rozmowy ;-) jeśli mozesz to wyślij mi jakieś materiały na  lestat23@o2.pl   , też chciałbym pomóc w utworzeniu takiego miejsca ;D

widze ze znaczna większość osób wchodzących w narkotyki, zwłaszcza psychodeliki zaczyna czuć ducha hinduistycznych czy buddyjskich wpływów (wybaczcie ignorancje, nie  znam się na tym). Wiec spytam z mojego punktu widzenia - czy ktoś tutaj łączy wiarę katolicką z używaniem psychodelików? Jestem wierzącym człowiekiem i całe szczęście, nigdy po narkotykach nie udzieliła mi się awersja do wiary w Boga chrześcijańskiego czy też do jego wyznawców, w końcu każdy jest grzesznikiem. Probowałem prawie wszystkiego co w powyższym artykule z wyjątkiem 2cb i dmt. Jednak często u mnie zażywanie wiąże się z poczuciem moralnego upadku, degradacji i odchodzenia w świat zła, nie raz przez to przeżyłem koszmarnego badtripa, ale ostatecznie uznaję wszystko za kształcące doświadczenie. Nie chciałbym odchodzić od swojej religii, więc czy da się ostatecznie połączyć wiarę katolicką z psychodelikami? Czy też może moje osobiste przeżycia są jedynym wyzwalaczem tego typu doznań? Ciekaw jestem co czują inni katoliccy psychodeliści :) i jak radzą sobie z tymi dwoma światami.

To wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Ja po doświadczeniach psychodelicznych zacząłem dopiero rozumieć wiarę w jakiegokolwiek Boga. Jeżeli będziesz myślał, zastanawiał się to powinieneś pogłębić swoją wiarę, chociaż jeżeli chodzi o KK to raczej ci się nie spodoba ;)

- Czego się najbardziej boisz?
- Siebie

Zapytaj llabxa na talk

zapytaj proboszcza w "kościele".

Nie ma wiary "katolickiej", "prawosławnej", "żydowskiej", "mahometańskiej" - wiara to wiara, Absolut to Absolut, a dogmaty pochodzą od ludzi.

Miej Wiarę i nastaw się na Doświadczenie, nie na rytuały.

i jest wielu bogów i niestety ale ich nie lubię bardziej skłaniam się ku satanizmowi i poganiźmie ale i tak w samolubny sposób wykożystanie alchemi i magii dla własnych kożyści... pozdrawiam złych...

jeśli nie mam na celu zgłębiania swojej wiary, tylko zgłębianie zakamarków swoich umyśłów to powinienem próbować? (przy małym doświadczeniu)

Mind shot into space!

To Bogowie nie lubia Ciebie Evangelion! :D Mowili mi wczoraj, mialam przekazac.

Świetnie napisany tekst. Każdy widzi substancje odurzające inaczej. Jedni chcą zaszaleć, inni jak Ty zrozumieć siebie i widzą w tym głębszy sens. Gdzie znajdujesz informacje o jakiś marszach hipisowkich? Albo jakiś paradach, pielgrzymkach? Znasz jakieś ciekawe miejsca do odwiedzenia w Polsce? Napisz na mój email: spalonalola@spoko.pl

Hrrr...

rainbowforum.net

Ananda 

Trochę dużo tych "przypadkowych" spotkań z kolejnymi halucynogenami. Jak wiele razy musisz jeszcze brać, by zrozumieć to, co już dawno wiesz? Może po prostu jest to uzależnienie od psychodelików, sprytnie tłumaczone kolejnymi wglądami? Myślałeś o tym?

Witam,

bardzo ciekawy opis psychodelicznych doświadczeń. Napisałeś, że zacząłeś praktykować buddyzm tybetański. Jak sobie tłumaczyłeś używanie psychodelików pomimo wyraźnego zakazu ze strony filozofii buddyjskiej? Czy dalej go praktykujesz i czy psychodeliki nie kłócą Ci się z buddyjską wizją oczyszczenia umysłu?

Pozdrawiam

Przez 10 lat intensywnej praktyki buddyzmu tybetańskiego byłem w prawie całkowitej abstynencji psychodelicznej... Do czasu gdy na kursie buddyjskim spotkałem osobę, która poczęstowała mnie Salvia Divinorum.... To doświadczenie sprawiło,  iż znów otwartym się na korzystanie z Entheogenów... A później cudowne doświadczenia z Ayahuaską utwierdziły mnie w ich docenianiu... Teraz kieruję się braniem  osobistej odpowiedzialności za swoje decyzje a nie słuchaniu jakichś nakazów lub zakazów.... 

Ananda 

Wszystko świetnie opisane, trzeba dziekowac Bogu, że dał nam możliwość obcowania z takimi substancjami, które leczą duszę i zbliżają nas do niego :)

 

 ... znam Drogę górską nad aśramem w Czarnowie. Mieszkałem i tam i w Czartaku. Ostatni raz z przyjacielem szedłem górskim leśnym duktem i zrozumiałem Drogę, a było to we wrzesniu 1989. Do dziś pamiętam Moc i Mądrość tej podróży.

dla mnie psylocyby to stan esencji "swabhawikakaja" no i czysta radość "detong" tak piszę bo życiorysy mamy podobne jak widzę ;)

Jak po kilku latach, jest Kościół? 

Chętnie się wymienię słowem i doświadczeniem na piv.  napisz do mnie kosztknn@gmail.com 

pozdrawiam BeeMan 

Śmiesznie się czyta takie wzniosłe opisy otwierania czakr i przepływania energii, gdy wie się, że typ po prostu miał tymczasową psychozę indukowaną narkotykiem.

Widzisz, dla typa jest jeszcze nadzieja, kiedy pokapuje się, że czakry i przepływ energii są wynikiem działania narkotyku. Za to dla całej masy obywateli, którzy zupełnie bez substancji wspomagających, wpadli w psychozę tak zwanego "Boga" nadziei raczej nie ma. Niestety...

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media