Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dzień obiecany

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
3 gramy
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Długo wyczekiwany dzień przez nas wszystkich, nastawienie jak najbardziej pozytywne
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:

Alkohol
Marihuana
Mefedron
MDMA
Amfetamina
Nikotyna
Grzyby

dzień obiecany

Ten dzień był wyczekiwany długo przez nas wszystkich, zacznę od nazewnictwa. Ja jestem K. byli ze mną D. mój dobry przyjaciel, M. tak samo dobry przyjaciel i F. mój najlepszy kuzyn. Jakoś około rok temu razem z D rozmawialiśmy o LSD, że napewno chcielibyśmy tego spróbować, ale się nam nie śpieszy. Po kilku miesiącach stwierdziliśmy, że jednak chcemy spróbować szybciej, moim podejściem na początku sterowała jedynie ciekawość, jak u każdego. D jako pierwszy zaczął więcej czytać o psychodelikach, często mi o tym opowiadał, choć nie wykazywałem większego zainteresowania, do czasu. Potem zobaczyłem kilka filmików na youtube no i oczywiście natknąłem się na neurogroove, na ogół jestem człowiekiem, który jest i otwarty i sceptyczny, po prostu analizuje informacje w miarę obiektywnym okiem. Zacząłem czytać tripraporty o substancjach psychodelicznych i strasznie się tym zaciekawiłem. Zawsze staram się dociekać, czytałem w jaki sposób to działa, analizowałem czemu właściwie występują badtripy i czy faktycznie, jest to coś co nazwałbym ćpaniem, czy może ciekawym doświadczeniem. Miałem styczność niejednokrotnie z alkoholem, MJ i stymulantami i też na chłopski rozum wiem, czemu to działa tak a nie inaczej. Psychodeliki w moich oczach to było coś po prostu niesamowitego, wszedłem w ten temat aż po uszy, przestał mnie interesować alkohol, czy MJ, bo po prostu już swoje poimprezowałem i zaczęło mnie nudzić chlanie do trupa i pierdolenie głupot, albo zjaranie się i zmuła. Z badań wynika, że filiżanka kawy jest bardziej neurotoksyczna, niż standardowa dawka grzybów psylocybinowych, Steve Jobs przyznał, że niejednokrotnie brał LSD. Konsensusem moich myśli było stwierdzenie, iż psychodeliki to narzędzie, a nie narkotyk, fascynowała mnie synestezja, wrzucenie pracy mózgu na wyższe obroty i ogólne filozoficzne rozmyślania. Byłem tym bardzo podekscytowany, ze względu na to że nieraz czytając TR'y ludzie po wysokich dawkach psylocybiny mieli rozmyślenia, które ja miałem w wieku dziecięcym, przed spróbowaniem chociażby THC. Wraz z D byliśmy tym zainteresowani w tym samym stopniu, jak i równie podekscytowani. Mieliśmy plan spróbować właśnie LSD w wakacje, myślałem że damy radę to jakoś skombinować, ale nie wyszło, potem grzyby, też nikt nie miał, pojechaliśmy nawet poszukać, ale nic nie znaleźliśmy. Potem dostaliśmy info o 'tanim kwasie' zwanym NBOME, nie byliśmy do tego zbytnio pozytywnie nastawieni, aczkolwiek jak na ten moment wręcz zdesperowani. Na szczęście lub nie okazało się, że z tym także lipa, a wakacje dobiegały już końca. Wraz z D na ostatnich dniach wakacji udało nam się skombinować piguły. Wiadomo, psychodelik to nie jest, ale stwierdziliśmy że zobaczymy jak to będzie we dwóch, bo i tak nuda. To również nadawałoby się na osobny TR, nawet kiedyś zaczęliśmy pisać, aczkolwiek nie dokończyliśmy i nie sądze żebyśmy kiedykolwiek sie tego podjeli, za to utwierdziło nas to w przekonaniu, że podróż psychodeliczna będzie czymś wartościowym. Wiele starań i wyrzeczeń, aż w końcu wąską grupą udało nam się. Końcówka listopada, każdy pewny, zaznajomiony i przygotowany. Więc nie ma co zwlekać.

Spotkaliśmy się wszyscy około godziny 20tej u mnie w domu, w kwestii set'n'settingu nie można by było nam zarzucić niczego, kupiliśmy mase jogurtów, mleczka czekoladowe, aloesy i różne smakowite rzeczy. Specjalnie z okazji tripa kupiłem sobie wygodny koc, pod którym będe siedział, reszta również zaopatrzyła się w tym samym stopniu. Gdzieś do 23ciej spędziliśmy czas na rozmowach, bece no i na luźnych tematach. Aż w końcu, nastał moment konsumpcji, po tym całym okresie czasu, w końcu, udało się. Trzymając w rękach 3 gramy suszu już nawet sam nie wiedziałem co czuje, pewna była jedynie ekscytacja. Zjedzone, nic jeszcze nie weszło a już poczuliśmy się inaczej, można powiedzieć że tak nieznacznie, choćby to była granica jednej tysięcznej, ale jednak. Puściliśmy na moim wielkim telewizorze staranie ułożoną playliste na YT i czekamy. Poszliśmy do kuchni i poczuliśmy delikatną poprawę humoru. Pamiętam że ktoś rozkminiał, czy zwymiotowanie w tym momencie mogłoby zapobiec nadchodzącemu stanowi, ja odparłem, że nie ma po co w ogóle o tym myśleć, tyle czekaliśmy że teraz po prostu nie ma odwrotu, została mi przyznana racja. Poszedłem się wysikać i już śmiałem się sam do siebie, sprawdziłem w lustrze czy coś się dzieje, ale nic, jedynie źrenice zdążyły się rozszerzyć, aczkolwiek kolory jeszcze nawet nie zdążyły się wyostrzyć. Wracając z ubikacji wchodzę do kuchni i widze kompanów siedzących w ciszy, rozśmieszyła mnie w jakiś sposób ta sytuacja, skoro w kiblu śmieję się sam do siebie, a wchodze do towarzyszy a tam cisza. Reszta również zaczęła się z tego śmiać, także wszystko w porządku. Odpaliłem fajkę, jeszcze chwilę pogadaliśmy i wróciliśmy do pokoju, tam właśnie miały miejsce pierwsze efekty wizualne. U mnie ładowały się w prawdzie najwolniej, kiedy dopiero co zdążyły mi się wyostrzyć kolory, jeden z towarzyszy zdążył powiedzieć, że widzi moje ucho do góry nogami, aczkolwiek śmiałem się i doświadczałem razem z każdym, po prostu chujowe jest dla mnie mówienie rzeczy typu: ''Seriooooo? Mi tam jeszcze nic nie weszło, nic nie czuje'' także dałem się ponieść chwili. Jeśli ktokolwiek myśli, że po MJ ma się skłonność do śmiechu, to przy psylocybinie to jest naprawde nic. Śmialiśmy się z wszystkiego i niczego. Na stole poustawialiśmy cały nasz smakołykowy arsenał, czyli głównie soki, aloesy, mleczka itp. D spojrzał na nie i zwrócił nam uwagę, żebyśmy spojrzeli również. Każdy skierował wzrok na poustawiane wszelakie butelki, a reakcją było po prostu 'WOW!' Nie były to żadne wizualizacje, ale typowa szczegółowość z której słynie psylocybina, poustawiane obok siebie butelki wyglądały jak miasto, system, wzbudziły we mnie respekt i ciekawość. Dywan w pokoju był placem zabaw, na codzień był zwyczajnych rozmiarów, aczkolwiek tamtego dnia był przestrzenią, po której swobodnie się przemieszczaliśmy. Pomarańcz w pokoju był bardzo dosadny, wręcz nadawał mu klimat, nie wiem nawet jak go określić, po prostu pokój beki i dobrych emocji. Na telewizorze włączył się japoński opening z Dragon Balla, oglądałem jak 5cie letnie dziecko z zafascynowaniem, co tam w ogóle się wyczynia, cały czas śmiejąc się z każdej możliwej rzeczy. Stwierdziliśmy że pójdziemy do kuchni, w celu zapalenia papierosa. Ten jeden raz wyszliśmy z pokoju spokojnym chodem (do czego wrócę niedługo) Stopa postawiona w kuchni, i mógłbym przysięgnąć, że w głowie każdego z nas pojawiła się ta sama myśl, a raczej dwie, które brzmiały tak: ' O KURWA/Ale tu jest normalnie ' Scena, w której wyszliśmy z pokoju do kuchni była naprawde komiczna, tam w pokoju psychodela, pomarańcz i beka, a kuchnia wyglądała jak poczekalnia w jakiejś przychodni, każdy wybuchnął śmiechem. Usiedliśmy na ziemi i w dalszym ciągu śmialiśmy się z tej kuchni, tym samym paląc papierosa. W tej kuchni znajdowała się fototapeta z kwiatkami, D spoglądając na nią wskazał palcem i powiedział 'ale to normalnie wygląda' obok niego leżała kwadratowa pufa, po wypowiedzianej sentencji skierował na nią wzrok i zaczął się śmiać (po tripie dowiedziałem się, że zobaczył ją jako blok z minecrafta) W dalszym ciągu śmialiśmy się, że w mieszkaniu kuchnia jest swoistym lobby, powrotem do bazy. Siedząc na ziemi i omawiając występujące efekty F położył ręke na ziemi, i spytał czy się rusza, spoglądam na nią chwilę i stwierdziłem, że przesuwa nią, nie ma chuja. On mówi że nic nie robi, to ja pod wpływem emocji również położyłem ręke na ziemi, i chciałem zwizualizować jego trik, również przesuwając ręką po podłodze, co jak się okazało moja ręka leciała po podłodze jak samolot odrzutowy, a jego jak ślimak, choć po tripie przyznał że nas lekko wkręcał i delikatnie ją przesuwał. W każdym razie buchneliśmy śmiechem, rozmawialiśmy aż nagle na sekunde nastała cisza. Z pokoju naglę zaczęła się wydobywać muzyka rapera Eldo, przez co dodatkowo jebliśmy śmiechem, aż nie do wytrzymania (naprawdę szanuje rapera, żeby nie było) Wracamy do pokoju po jakimś czasie, a tam leciał Dio, muzyka bez teledysku, z obrazkiem, na którym Dio się patrzy i wskazuje palcem, ostro cisneliśmy beką, że na nas patrzy i myśli 'co oni odpierdalają?' Tutaj pojawiły się zalążki krzywej jazdy, aczkolwiek jak wiecie, podejście do psychodelików z D mieliśmy bardziej rozwojowe, aniżeli zabawowe, ja miałem właściwie wyjebane, bo beka mi się naprawde bardzo podobała, aczkolwiek D był nieco niezadowolony, że skupiamy się jedynie na niej i cały czas chciał porozmawiać, aczkolwiek ta psychodeliczna beka była wszystkim, i nie było już od niej odwrotu. Na telewizorze puścił się filmik 'Nature by numbers' zainspirowany chciałem pooglądać, D również. Oglądamy, oglądamy, na wpół poważni, choć i tak o krok od wybuchu śmiechu, Wtedy M porównał to co się dzieje na ekranie do 'Jaka to melodia?' No i chuj, znowu wybuch śmiechu i znowu beka. D w każdym bądź razie śmiał się razem z nami, ale cały czas chciał chwili spokoju i rozmowy. Poszedłem do kuchni z nim porozmawiać, ale jakoś to nie wyszło, bo sam nie umiał wydusić słowa bo się z wszystkiego śmiał. Jedyną nieodwiedzoną lokacją w mieszkaniu był mój pokój, w którym tripowałem tydzień później, o czym jest już jeden raport. Do pokoju wbiegliśmy, jak jebane zwierzęta, nie kulturalnie, jak ciekawi świata odkrywcy, ale jak małpy które się dowiedziały, że w pomieszczeniu jest 10 ton bananów. Mój pokój jest w kolorze granatowym, który jest uznawany za zimny, choć osobiście, ja nie miałem żadnych wrażeń związanych z temperaturą podczas tripa, żaden kolor na to nie działał, ani nie zdarzyło mi się marudzić że jest za gorąco, lub za zimno. Wszyscy podeszliśmy do okna i jak debile oglądaliśmy co się dzieje, z okna mam widok na park, była noc, ale jakaś grupka ludzi akurat się tam przechadzała, ja się zastanawiałem czy serio tam ktoś idzie, czy nie. Przy czym gdy każdy to obserwował D dodał od siebie 'to zwierzęta' i znowu śmiechy. Spojrzałem się na swoje łóżko, które znajdowało się za mną. W mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl, żadna inna w tym momencie nie istniała. "Muszę się na nie wpierdolić!" Tak też zrobiłem, ale nie spodziewałem się, że w tym samym momencie co ja zrobi to reszta. I to dosłownie w tym samym, nawet nie widziałem żeby się nim zainteresowali, a wskoczyli w równym momencie co ja. Ktoś poleciał po jajko niespodzianke, żeby otworzyć i sprawdzić co jest w środku, otwieramy, jajka z jakiegoś powodu nikt nie chciał zjeść, ale to co znaleźliśmy w środku było tak ironiczne do sytuacji i komiczne, że oprócz śmiechu zacząłem się zastanawiać co się w ogóle kurwa dzieje?! XD Był tam papierek podzielny na 4 części, stwierdziliśmy że są to kwasy, no ogólnie to straszna beka nas dopadła. Z D zaczynało się robić coraz gorzej, po czasie w jego głowie zaczął się dziać istny rozpierdol, z jednej strony rozumiałem go, przez co sam potem w ten rozpierdol popadłem, a z drugiej niektóre zachowania były komiczne. np. chodził z mlekiem czekoladowym i doszedł do wniosku, że zaczyna wiele rzeczy w życiu i ich nie kończy, ze względu na to że z nim chodzi i się go nie napił. (nie wyśmiewam go, opisuje, że dla mnie to wyglądało komicznie) F potem też wszedł na gorszą część tripa. Ja sam z siebie nie miałem żadnego problemu, ale dołowało mnie to, że oni mają, przez co sam się wciągnałem w rozpierdol. Psychodela zaczynała być męcząca, M jako jedyny zachował spokój i ogarnął mojego kuzyna F, który jak się okazało, miał najgorzej z nas wszystkich, o czym opowiedział dopiero mi po skończonym tripie (chęć wyskoczenia z okna mi nie przeszła nawet przez myśl) Ja miałem w głowie po prostu rozpierdol, którego po prostu nie umiałem zrozumieć, co mnie irytowało, też momentami współtowarzysze, gdy poszedłem położyć się na łóżko do swojego pokoju, oni też tam przyszli i zaczęli marudzić na zimne kolory, a zarazem namawiać mnie żebyśmy 'stąd poszli' aczkolwiek to też nic osobistego. Skończyło się tak, że w głównym pokoju był M i F, a u mnie ja i D. Zaczęliśmy rozmawiać, i stwierdziliśmy, że puścimy sobie muzyke, którą przygotowaliśmy na badtripa, żeby po prostu posłuchać. Po przesłuchaniu uspokoiliśmy się, ale zarazem nabraliśmy pokory, dużo rozmawialiśmy, aż udaliśmy się do głównego pokoju, gdzie przebywali M i F. Okazało się, że jesteśmy już na afterglowie. Rozmowom nie było końca, ja samemu miałem więcej rozkmin po tripie, niż w trakcie, spoglądałem na codzienne życie i zaczynało mi nie pasować wiele rzeczy, ogólny stan po tripie nazwaliśmy 'dałnem' Dalej się śmialiśmy (kontrolowanie) ale w środku nic nas nie śmieszyło. Oczekiwania były całkowicie inne, aczkolwiek na tamten moment byłem w stanie nazwać to najgorszym i najlepszym doświadczeniem życiowym w jednym (po tripie który odbył się tydzień później zmieniłem nieco zdanie)

Czy chcę powtórzyć? Tak. To był pierwszy raz, minął dopiero miesiąc, ale już zdaje sobię sprawę że do niektórych rzeczy żeby dobrze podejść, trzeba po prostu je poznać, aczkolwiek nie mam już megabarwnej wizji o psychodelikach, choć kto wie co przyniesie przyszłość.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media