Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dysocjanty

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
450 mg dekstrometorfanu, 3 dawki metoksetaminy po około 30mg każda
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Sam w pustym domu, własny pokój. Pełen komfort psychiczny
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
Powiedzmy, że spore. Każda grupa substancji mniej więcej chronologicznie:

PSYCHODELIKI
- marihuana
- muchomor czerwony
- DXM
- gałka muszkatołowa
- grzyby psylocybinowe
- MXE
- ho-met
- LSD
- aco-dmt
- 25d-nbome
- 2cp
- 25c-nbome
- AM-2201
- UR-144
- JWH-307
- DOC
- 25i-nbmd
- 3-meo-pcp
- Etketamina
- AKB-48
- BB-22
- 4-ho-mipt
- 25i-nbome
- Difenidyna
- Metoksyfenidyna

DEPRESANTY
- alkohol
- GBL
- kodeina
- opium
- tramadol
- glistnik
- buprenorfina
- PST
- Clonazepam
- Alprazolam
- fentanyl
- Etizolam
- Zolpidem
- baclofen
- Zopiclon
- estazolam
- w-15
- diclazepam
- hydroksyzyna

STYMLUNATY
- Kofeina
- Nikotyna
- Bufedron
- Amfetamina
- Metkat
- 2-fa
- 3-fa
- alfa-pvp
- 3,4-mmc
- Etylofenidat


Inne
- Afrykański korzeń snów
- Jedna próba z ronsonem
- Tatarak

dysocjanty

 

Słowem wstepu

Dość już dawno nie udało mi się naćpać dysocjantami. Lubię tą grupę narkotyków, ale ostatnimi czasy potrzebuję do pełnego zdysocjowania się dobrych warunków. Warunki w końcu się znalazły, znalazła się i paczka acodinu. Zazwyczaj wsuwam sobie 2, ale tym razem postanowiłem uskutecznić wzmacnianie dysocjantu dysocjantem. Testowałem już ten miks, jednak w zbyt dużych dawkach - totalna amnezja. Miałem nadzieję, żetym razem stosunek faza/pamięć będzie nieco lepszy.

TR jest klacznym, zwyczajnym opisem acodinowej fazy. Nie mam w nim nic nowego, ani specjalnie odkrywczego. Ot ćpanie  leku na kaszel - świętego Graala gimnazjalistów.

Faza początkowa

Wsuwanie tabsów rozpocząłem nieco przed 11. Do acodinu wrzuciłem tabsa hydroksyzyny – raz że  antyhistaminy mają wzmacniać działanie kaszlaka, dwa że działa nieco przeciwwymiotnie.

No dobra tabsy zjedzone, wypadałoby poczekać na torsje i na wstęp do fazy. Pierwszą część czekania (żołądek jeszcze cicho) spędziłem w pozycji półleżacej na podłodze chłonąc randomowe animacje z laptopa. Druga część polegała zwyczajowo na zastanwianiu się nad tym jak bardzo chce mi się rzygać. Mówiąc szczerze nieco zmusiłem się do wyrzucenia zawartości żołądka. Teoretycznie może tym razem dałbym radę się nie zbełtać, ale dla świętego spokoju …

Metoksa została podzielona na 3 dawki po 30mg. Wiedziałem, że potem takie manipulacje mogą już nie być w mojej władności więc cóż. Dociągam pierwszą dawkę, kladę się na łóżko, odpalam psybient. Zaczyna się

Pierwsza kreska metoksy

Dysocjuję coraz mocniej. Odczuwam relatywnie przyjemne wibrację. Wciąż wiem kim jestem ale związek ze swoim własnym ciałem/osobą jest już nieco osłabiony. Pojawia się motyw podróżowania przez tunele. Towarzyszy mi od kilkunastu dysocjacyjnych faz. Czuję się ambasadorem realnego świata w dysocjacji, albo jest zupełnie odwrotnie. Wrażenie jest bardzo mocne. Co chwila wypadam z dysocjacyjnego wiru i powrotem znajduje się na swoim łożku. Muzyka brzmi naprawdę cudownie.

 

Druga kreska metoksy

Ambasador przypomina sobie o 2 kreskach metoksy przygotowanych na biurku. Leżą na wadze. Ambasador wpada najpierw jednak na niebanalny pomysł odlania się. Jego rozumowanie jest zadziwiająco logiczne „no bo jak teraz nie pójdę do kibla to potem mogę nie dać rady”. Bezsprzecznie ma rację.

Do łazienki dotarłem idąc przy ścianie (trzymając się ściany), na szeroko rozstawionych nogach, jak groteskowa naćpana żaba. Ropuch. Po powrocie wciągam drugą kreskę. Kładę się na łóżku. Z tego co pamiętam, coraz mniejszą uwagę przywiązuję do muzyki. Ogólnie jest mnie coraz mniej. Widzę przed sobą wielkie fraktalne powierzchnie. Niektóre wyglądaja w dużym przybliżeniu jak stary ruski dywan , inne jak coś pomiędzy kosmkami jelitowymi, a mgławicami.

Chce sprawdzić w jakim stanie jest mój umysł. Staram się rozpisać w głowie równanie redukcji wodoru – wyświetlający się, niewyraźny obraz bąbelków i dwóch elektrod nie pomaga w tym jakoś znacząco. Wiem, że powinien wyjśc mi gaz ale wychodzą wciąż jakieś falujące bąble. Chrzanić to

Następuje ciekawa wizja. Jadę wagonem towarowym jakiejś kompanii górniczej. Jestem raczej na innej niż ziemia planecie, na której odbywa się wydobycie jakiegoś cudacznego minerału. Wagon wypełniony jest przygaszonym zielonym światłem które emanuje z wielkiego kryształu znajdującego się na stole. Orientuje się że nie jestem sam. W rogu siedzi humanoid, którego twarz przykryta jest kapturem. Dobrze wiem kim jest. To Jaszczur. Jeden z tych Jaszczurów które dają C(Z)IPY. Nie mam pojęcia czy istota jest  świadoma mojej obecności tak jak ja jestem świadom jej bytowania w wagonie. Czuję pobożny szacunek. Czuję się trochę jak katolickie dziecko zerkające ukradkiem na hostie trzymaną przez kapłana. Pobożny szacunek do cholernego Jaszczura w kapturze.

Wizja stopniowo się rozmywa. Odzyskuje odrobinę własnej osobowości. Ostatni zanika kryształ. Zanika – zbyt duże słowo – kryształ przemienia się w coraz mniejszą rozetę wirujących zielonych kamieni i finalnie gaśnie.

Trzecia kreska metoksy

Jestem w pozycji raczej pionowej, w miejscu które jest raczej moim pokojem. Podążam do biurka. Odległość jest kosmiczna, mimo tego, że pomieszczenie wydaje mi się raczej bardzo małe. Oto dotarłem. Zwinięcie czegokolwiek co mogłoby posłużyć do wciągania narkotyku zdaje mi się totalnie głupie. Zlizuje MXE z błogim (debilnym) wyrazem twarzy i siadam sobie na podłodze. Kolor wykładziny natychmiast sugeruje mi, że znajduje się niedaleko aktywnego wulkanu. Popiół, pył i bazaltowe bloki. Nie ma nic więcej.

Ambasador dysocjacji informuje mnie uprzejmie, że jeśli w ciągu kilku minut nie dotransportuje się do łóżka to reszta fazy odbędzie się na podłodze. Nie rozumiałem co w tym niby złego, ale zniecierpliwiony ton głosu Ambasadora w końcu wywołuje zamierzony efekt.  Doczołguje się do legowiska i wpółświadomie oczekuje wejścia ostatniej dawki dysocjantu.

Pamięć postanowiła pójść się pierdolić – dziwne, że funkcjonowała tak długo. Momentów w których odzyskuje samoświadomośc i wracam do ciała jest teraz niewiele. Widzę samopowtarzalne obiekty o rozmaitych kształtach i rozmiarach. Udaje mi się zapamiętać cos na kształt celtyckich krzyży i egipskich hieroglifów które wirują po okręgach różnej wielkości.

Próba dotarcia do tego kim właściwie jestem i co tu się odpierdala skutkuje kolejna wizją. Planeta bez życia i atmosfery. Przybliżenie. Szaro, chujowo, dużo skał. Przybliżenie. Jaskinia w zboczu góry (może to była na wpół zawalona świątynia a nie żadna góra ?) Przybliżenie. W jednym z korytarzy jest sarkofag. Stary pokryty i nieczytelnymi runami. Zrozumiałem że jestem mumią w sarkofagu na wymarłej planecie – jedynym co zostało po wspaniałej ongiś cywilizacji. Mumią w której – wbrew wszystkiemu – zaczęła budzić się świadomość. Wyjaśnienie które wyprodukował mój naćpany mózg jest w pełni satysfakcjonujące.

Jedyny punkt czasowy do którego mogę się odnieść to moment w którym wpadł mi w ręce telefon. 3:30 – hm, chyba trochę za szybko wciągałem metoksę. Zastanawiam się nad tym kto był w pokoju. Jestem absolutnie pewien, że ktoś tu był i wdał się ze mną w jakąś interakcję. Mimo tego, że jestem sam w domu, wrażenie utrzymuje się jeszcze dość długo. Zawsze tak mam po dysocjantach. Postanwiam iść spać. Ciężko mi stwierdzić, czy usnałem na chwilę, straciłem przytomność czy po prostu dalej fazowałem, a mózg wyłączył rejestrowanie.

Epilog poranny

Ocknąłem się o 6. Naspałem się jak jasna cholera. Czucie w tułowiu i kończynach postanowiło się włączyć. Jest mi niewygodnie, zdrętwiała mi ręka i totalnie nie mogę zogniskować wzroku. Przy głowie znajduję latarkę i święcę nią namiętnie po całej dostępnej przestrzeni. Wszystko faluje, jestem naprawdę zmęczony i chce mi się pić. Obok łóżka znajduje 2 kubki z wodą – nie mam pojęcia skąd tam się wzięły. Jeden naturalnie jest przewrócony, a jego zawartość znajduje się na podłodze. Istotniejszy jest drugi – ten w którym jest woda. Wypijam łapczywie zawartość. Okay opracujmy plan działania.

Ambasador dysocjantów postanowił zjeść jeszcze hydroksyzyny i otworzyć znajdującą się w niedalekiej okolicy butelkę  z winem. Po dwóch szklankach nadeszło zobojętnienie. Halucynacje wciąż jeszcze występowały w sporych ilościach, ale Ambasadora wypełniło cudowne uczucie znane jako „chuj mnie to”. W końcu udało mu się usnąć.

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Nawet niezłe. Potraw literówki, zwłaszcza początek.

Masz fajny styl pisania. Czekam na kolejny raport.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media