Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

drugi trip z apteki- mistyka, oobe i czysty chillout

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Ja 25 tabletek acodinu (każda po 15 mg DXM) a Kleofas 22
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Podejście jak zwykle piękne. Jedyne co mogło mi przeszkadzać to obecność domowników.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Mirystycyna 4 razy (w tym jeden niewypał)
THC 5 razy
Kodeina 1 raz (za mało)
DXM 1 raz (mocno klepło)

raporty żelazny_aksamit

drugi trip z apteki- mistyka, oobe i czysty chillout

>>>Tam, gdzie rodzi się pomysł<<<

Po mojej pierwszej przygodzie z acodinem nie zraziłem się i postanowiłem spróbować jeszcze raz, tym razem czyste tabletki, bez mieszania z imbirem (według mojego doświadczenia imbir wzmacnia, ba, zmienia działanie narkotyków!) I postąpiłem prawidłowo, ponieważ ten trip przebiegł bardzo pomyślnie i przyjemnie. Dekstrometorfan pokazał mi swoją sympatyczną stronę, lepsze oblicze.

29.02.2016- Nawet nie minął tydzień od pierwszej mocno porytej fazy, a ja już dałem się namówić na kolejne testowanie acodinu. Różnica w tym, że dziś nie będziemy się narkotyzować z Porfiriuszem (zmienione imię) a z Kleofasem (również zmienione). Jest to mój wierny, długoletni przyjaciel, z którym tripuje się najlepiej. On poszedł do apteki po tablety, no i o dziwo sprzedali mu bez problemu! Może przez zarościk nadający mu powagi, może przez wbudowaną charyzmę. Niemniej pani aptekarka powiedziała do niego "Ale wolałabym, żeby to nie było stosowane w celach innych niż przeciwkaszlowe". Tak, farmaceutki są dobrze poinformowane. Drugi haczyk dnia dzisiejszego polega na tym, że nie mamy zamiaru tripować na basenie, jak ostatnio, ale u mnie w domu. Modlę się w głębi ducha, aby mama dzisiaj została dłużej w pracy, a dziadek pojechał do swojej. Dziadek jest typowym konserwatystą, a na dodatek wścibskim cebulaczkiem, a że lubi bez powodu zaglądać do cudzego pokoju (ot tak- wejdzie, popatrzy się i wyjdzie) to mógłby się skapnąć, że coś jest nie halo ze mną. Tym bardziej że gdybym się zasunął z Kleofasem w jednym pokoju, mogłoby to zostać śmiesznie odebrane :D

Okey, jesteśmy u mnie w mieszkaniu, niestety dziadek nie ma dzisiaj zmiany. A chrzanić to- ryzykujemy! Wbijamy do pokoju wujka na dole, ponieważ tam będzie najspokojniej- jako że piwnica ma do tej pory 3 wykończone pomieszczenia, dziadek tam za często nie łazi. Można więc poczuć się stosunkowo wolnym od cebulackich oczu tego wścibskiego malkontenta.

Wszystkie kwestie techniczne przygotowane. Set and settngs omówiłem. Pora więc przejść do opisu działań: Łykamy więc tabletki! Ja przy wadze 85 kg biorę 25 acodinów, a Kleofas ważący jakieś 72 kg, zażywa 22. Daję Kleofasowi resztkę imbiru, ale mówię, żeby nie spodziewał się jakiegoś pierdyknięcia, bo zje go z pewnością za mało. Ja jadłem 4 dni po łyżeczce i odczułem. On zjadł niecałą łyżeczkę (tylko dnia dzisiejszego), nie wiem nawet czy wpłynęło to na jakość jego przeżyć. Stwierdzić za to mogę, że wziął w przeliczeniu na masę ciała troszkę więcej DXM niż ja. Smak tabletek jeszcze gorszy niż ostatnio, pierwszy raz od dawna zbiera mnie na pawia. Nie jest jeszcze najgorzej, ale i tak przerąbane to gryźć! Jak myślicie, całe tabsy dużo wolniej by się załadowały? Zagryzamy je słonecznikiem, ale to i tak nie pomaga. Na następny raz trzeba wziąć jakiś dobry słodki soczek. Słonecznik jest źródłem tryptofanu i to jednym z lepszych, a to właśnie z tego aminokwasu syntezowane są hormony szczęścia- wybór nie był więc przypadkowy. Lepiej mieć w sobie więcej tryptofanu, niż go nie mieć przed fazą :D Może to poprawia lekko jakość, tzn. czyni fazę przyjemną, a nie schizową? Godzina przyjęcia tabletek to 16:25. Jak zwykle na fazie włącza mi się zmysł reportera/badacza i wszystko nagrywam, relacjonuję i opisuję, bo ciężko byłoby bez tego spamiętać całą zawartość bogatych we wrażenia tripów.

>>>Tam, gdzie acodin zaczyna działać<<<

16:40- Wchodzi. Kleofas widzi na ekranie telewizora śnieg, chociaż słuchamy subtelnego chillstepu z YT i obraz jest stały, tzn. nic się tam nie porusza. Ja przekonuję go, że nie ma żadnego śniegu, on się upiera, że jestem ślepy i acodin nie mógłby tak szybko wejść. Nie, nie ma tam śniegu. Po jakimś czasie sam Kleofas zaczyna wątpić w jego istnienie i uświadamia sobie, że to DXM go kopie. Ja czuję mrowienie na policzkach i na dziąsłach, całkiem przyjemne uczucie.

Robi się coraz ciekawiej- obrazy z telewizji wychodzą według Kleofasa sporadycznie poza ekran i rozciągają się, czasem twarze zmieniają mimikę, chociaż obrazy dalej oglądamy stabilne. Zmieniamy chillstep na dubstep wedle życzenia Kleofasa. Ja nie mam prawie żadnych wizualnych rewelacji, poza dostrzeganiem wielu cieni kątem oka, no i rozmyciem obrazu. Mój koleżka zaczyna wymyślać barwne i emocjonalnie naładowane historyjki do obrazów, które widnieją na ekranie telewizora. Muszę przyznać, że nigdy nie miał takiej wyobraźni i klarowności twórczej, ponieważ wymyśla to wszystko w bardzo szybkim tempie. Acodin pobudza wyobraźnię- wiemy to nie od dziś! U mnie niestety nie pobudził- pewnie za mała dawka :(

Waza powoli się wkręca coraz mocniej. Czuję narastający dobry humor, ekscytację każdą rzeczą i czynnością, błogi spokój i ochotę na rozmowy.

W pewnym momencie Kleofas poprosił, abym zgasił światło i telewizor. W prawie totalnej ciemności dało się wyczuć coś magicznego, nie strasznego, jednak ekscytującego. Zauważyłem, że na aco-fazie w człowieku jest więcej emocji, więcej się przeklina (aż strach słuchać moich nagrań :D) i jest się bardziej zainspirowanym przez wszystko. Coś, co na trzeźwo nie ma znaczenia, może wydać się wspaniałe bądź okrutne. Ludzie z emocjonalnym charakterem mogą przeżywać niesamowite tripy na DXM, ale u nich ryzyko bad tripa jest zdecydowanie wyższe, bo przecież im bardziej naładujesz się emocjami, tym mocniej tobą będą szarpać. Skąd wiem? Sam właściwie należę do ludzi emocjonalnych, nadaję wielu rzeczom i stanom ładunki uczuciowe, z tym że życie nauczyło mnie kontrolować tę predyspozycję, aby nie popadać w jakąś melancholię. Staram się widzieć wszędzie coś pozytywnego. I o ile na poprzedniej nieprzyjemnej fazie to się w ogóle nie udawało, na tej łatwo było mi przypisać wszystkiemu zalety, czułem, że świat mnie jakoś tak bardziej wspiera, kocha i rozumie :) Na poprzedniej fazie zaś świat mnie nienawidził. O tak, poczułem, że jestem bogiem i mam nad tym kontrolę, że to będzie milutka faza.

Poniesieni ciekawością wyszliśmy z pokoju tripowego, do niewykończonych pomieszczeń. Ciemność i chłód, a także mini echo niosące się od gołych ścian, sprawiało, że dolne rejony mego domu wydawały się takie obce, nieznane, mroczne i jednocześnie wspaniałe. Kleofas wszedł do pokoju znajdującego się nad pokojem mojego dziadka i powiedział, że wyczuwa tam pewien rodzaj złej energii. No tak, nic dziwnego, skoro w pokoju nad nami miały miejsca dziwne, zakrawające na paranormalne zdarzenia. W ogóle mój dom to jakiś zagajnik mroku, mnóstwo przygód miałem tu, ale teraz nie będę się o nich rozpisywał. Kleofas, który kiedyś w takowe akcje z duchami nie wierzył, nawet nie wiedział, że w pokoju dziadka jest coś nie halo, a poczuł to. I to dosadnie, bo po pewnej chwili przerażony odskoczył i powiedział, że coś się na niego z rogu gapiło. Mówię mu, że to pewnie złuda spowodowana DXM, a on przystaje na taki wariant. Wracamy do pokoju właściwego.

Po bliżej nieokreślonym czasie zwykłego siedzenia i wpatrywania się w piękno świata, dyskutowania o życiu i lekkich, humorystycznych tematach, mówię Kleofasowi, żeby się położył i oglądał CEVy, to go może gdzieś "poniosą". Kleofas zwija się w kłębek i po 3 minutach nie daje mi znaku, kiedy go pytam, czy żyje.

-Ej stary, rusz ręką.
[Brak reakcji]
-Halo? Masz CEVY fajne?
-Mmmmmyyymmhhh
-Co tam bełkoczesz?
[Brak reakcji]

Upływa minuta, Kleofas zaczyna się niespokojnie wiercić.

-Co widzisz?
[Brak reakcji]
-Ej, śpisz czy co?
[Brak reakcji]
-Rusz palcem u nogi dla znaku
[Kleofasa przechodzi mocny dreszcz, całe ciało mu drygło. Uznałem to za znak]

Upływa jakieś 30 sekund, Kleofas wstaje wstrząśnięty z łóżka:

-O ku**a! Ale miałem sny! Nie wiem w sumie czy sny, może wyszedłem z ciała! Bo czułem normalnie się zupełnie świadomie, ale nie tak jak w świadomym śnie, tylko... no, tak specyficznie, no i mówię ci, chodziłem po jakichś miejscach dziwnych, których nie znam, a potem widziałem siebie śpiącego i się obudziłem, kiedy wróciłem do tego pokoju.
-Wow, a słyszałeś, co do ciebie mówiłem?
-Yyy nie, a co miałeś mówić?
-No jak mi odpowiedziałeś bełkocząc.
-Stary, ja spałem czy coś w tym stylu!

 

Od tej pory zafascynowaliśmy się możliwością wychodzenia z ciała. Kleofas co rusz kładł się i zasypiał, a po 3-5 minutach wstawał podniecony i opowiadał mi, co widział. Miał tyle tych wizji, odwiedził tyle dziwnych miejsc, że aż szczerze mu pozazdrościłem. Ja, nie dość, że nie miałem prawie żadnych CEVów, to jeszcze nie mogłem się na niczym skupić, więc zapadanie w trans podobny do Kleofasa odpada.

Około godziny 17:10 stało się coś ciekawego: Kleofas po "pobudce" znowu mi opowiedział swoje piękne przygody, a że był coraz bardziej przekonany, że to nie sny, jarał się jeszcze mocniej. Pytałem go, jak to osiągnąć, a on odpowiedział, że (tak jak mu doradzałem) trzeba dać się ponieść CEVom. Problem z tym że o poniesieniu przez wizje z zamkniętymi oczami czytałem tylko w raportach innych użytkowników DXM, a sam nigdy tak nie zostałem poniesiony. Na trzeźwo bardzo łatwo mi się wprowadzić w stan medytacyjny, mimo iż ciągle muszę o czymś myśleć, a na aco-fazie myśli stają się bardziej chaotyczne i natarczywe, do tego wręcz stopnia, że ich poniekąd nie kontroluję i nie mogę wyciszać. Stąd brak transu i brak CEVów. Kleofas chciał mi pomóc i powiedział, że może uda mu się przesłać mi CEVa telepatycznie xD A co, głupi pomysł, ale na fazie nic, co mistyczne, nie wydaje się śmieszne. A więc kazał mi zamknąć oczy i skupić się na oddechu. "Ja wiem, jak się medytuje, już mnie nie ucz :D I tak nic to nie da, mówię ci, coś mnie blokuje i zero CEVów"

Nagle jednak ujrzałem- kilka rombów. I tyle :D Pomyślałem: Ale się postarałeś, telepato od siedmiu boleści xD Mówię do niego:

-No widziałem, ale tylko kilka małych rombów.
-Takich zielono-żółtawych, co nie?
-Skąd k**wa wiesz?
-Ja całe życie mam takie CEVy, właściwie to tylko teraz, na fazie mam wyraźne obrazy, a zawsze były figury geometryczne, głównie romby.
-Nieźle, nieźle. Po której stronie je widzisz zawsze?
-Że co?
- No w sensie, po lewej, u dołu, u góry...
-Lewy górny róg.

Bez kitu! Ja widziałem właśnie w lewym górnym! Podjadałem się i uznałem to za sprzyjający znak losu, mówiącego do nas, że możemy połączyć się umysłami. O tak, chcę CEVy. Położyłem się i starałem desperacko wpaść w trans, ale oczywiście nic z tego :( Przyjaciel mój za to miał kolejnych kilka podróży, a zawsze, kiedy się budził, podekscytowanym głosem przepraszał mnie za przeszkadzanie, ale ja się nie gniewałem, no i dałem mu opowiadać. To w końcu jego pierwsza DXMowa faza, niech chłopak korzysta jak najlepiej! Ja już swoje 2:50 minut miałem poprzednio, on ze mną wtedy nie brał, więc można powiedzieć, że jestem bogatszy w doświadczenia narkotyczne od niego, ale za to on jest bogatszy w zdolności medytacyjno-telepatyczne (na mojej drugiej fazie na gałce muszkatołowej czytał mi w myślach i to konkretnie, a nawet nic nie brał! Możecie nie wierzyć, ale on serio ma coś z telepaty. Co ciekawe, ostatnio był na rezonansie i wykryli u niego zawyżoną aktywność fal mózgowych theta, czyli tych, które normalnemu człowiekowi przychodzą najrzadziej, bo tylko w transie i podczas snu :D) Tak więc Kleofas opowiadał mi o swoich przygodach i podróżach, które mu wydawały się trwać po kilkadziesiąt minut, a w mojej rzeczywistości były kilkuminutowymi okresami.

17:40- zaczynam kolejne nagranie, dobrze słychać jak bełkoczę. Kleofas opowiada o swoim wyjściu: Stoję w tym pokoju i szybko postanowiłem przejść przez drzwi. Wychodzę, a tu Warszawa! (mieszkamy w Lubelskim, Kleofas chyba tylko 2 razy był w stolicy) Pomyślałem, że ktoś mnie goni, no i nagle mnie cofnęło z powrotem przed drzwi. Wyszedłem spokojnie, znowu byłem w Warszawie, od nowa idę przez tę cholerną Warszawę, widziałem parasole stoliki takie jak w Pingwinach z Madagaskaru, a przy poboczu było kamienne wgłębienie i przeskoczyłem przez nie, a potem zobaczyłem schody w dół i jakby wszedłem do podziemnego miasta, gdzie były domy mieszkalne i place zabaw, to poszedłem na zjeżdżalnię, no i zjechałem po niej tak ładnie, ale potem chciałem zrobić salto i spadłem na kark i tak leżałem i myślę: "O ku**a, mój kark!" A potem jak już wstałem, to schodziłem po kolejnych schodach, jak pies, ciągnąłem za sobą brzozę, bo miałem przyczepioną do nogi, a na dole był mój dom, to chciałem wejść, a nagle ty się pojawiłeś na niebie i wyciągnąłeś rękę z pytaniem "Ku**a, śpisz?!"

Potem Kleofas zachwycony swoim stanem zaczyna bardziej ogarniać, pyta mnie, czy jest po acodinie zejście. Ja mówię: "Nie, no i to jest najlepsze!"

Chwilę potem kolega mój pyta mnie, czy się ruszyłem, bo mu się wydawało, że widzi ruch. Ja w rzeczywistości siedziałem na łóżku i odpisywałem koleżance na wiadomość. Światło mieliśmy wtedy zgaszone, ale lampy na ulicy rzucały przez okno troszkę smug jasności, więc na ścianie widoczne były cienie, które według Kleofasa "się spóźniały". Potem toczymy rozmowę, w której Kleofas mówi, że mózg może nie dopuszczać do niego uczucia szczęścia, bo jest mu zarąbiście dobrze, ale nie potrafi się w to wczuć. Nie wiem, o co mu dokładnie chodziło.

Przypomniałem sobie coś ważnego: już na początku fazy można poczuć coś fajnego, a mianowicie: pokręćcie troszkę głową na acodinie i zobaczcie, jakie to uczucie, jak już zastopujecie nagle kręcenie :D Błędnik totalnie wariuje, choć daje to miły efekt.

Dalej na nagraniu mamy nieistotne rozmowy o tematach prywatnych. Nagle ja krzyczę: "JA PIERDOLĘ!". Kleofas pyta się, co mi jest. Odpowiadam, że laska z obrazka faktycznie wyszła z telewizora :D Widziałem ją przez krótką chwilę, jak stała obok głośnika. Kleofas ma wizje jakoś ładnie rozłożone w czasie, a ja, kiedy już mam OEVy, to nagłe i krótkie, ale i tak w większości cieniowate, bądź świetliste. Innymi słowy, nie dostrzegam tak bardzo, jak mój kompan zmian w tym, co już istnieje, nie dostrzegam płynnych przeobrażeń przedmiotów i osób, a spontaniczne pojawienia się cieni świetlistych otoczek, albo ewentualnie postaci.

Czas upływa bardzo wolno. O godzinie 17: 52 zaczynam nowe nagranie. Mówię w nim: "Dlaczego u mnie wszystkie fazy mają postać falowania?! Mam takie uczucie mistyczności i derealizacji, a za chwilę przychodzi ogarnianie i staję się przyziemny. Nie mogę się skupić na pełnej mistyce i odczuwaniu czegoś, jeżeli raz po raz okres zagubienia w tripie przeplata się ze względną trzeźwością"- trafny cytat Damianie! Należy dodać, że nie mam czegoś takiego, że przez 3 sekundy jestem nietrzeźwy, a przez 3 sekundy trzeźwy. Bardziej bym to określił jako okres 100% derealizacji i nietrzeźwości przeplatany z okresem 50% trzeźwości, czyli raz jestem kompletnie ztripowany, a potem zaraz na chwilkę zaczynam mieć ogarnięte myśli. Na tej fazie DXM okres zagubienia w fazie oszacować mogę na jakieś 40 sekund, a trzeźwości na 5 i mówię wam, że autentycznie każda moja faza to właściwie taka sinusoida, gdzie raz znajduję się pośrodku skrajności, a raz w samym jej centrum. Najgorzej było na pierwszej fazie dxm, gdzie czułem się przez jakieś 120 sekund, może znacznie więcej odrealniony i zagubiony, a na dodatek myśli w ogóle nie kontrolowałem, aby potem na 2 sekundy przeżyć olśnienie i poczuć, że jestem właściwie w dupie, bo złapała mnie totalna schiza i nie wiem, co robić. Miałem świadomość tego, że za chwilkę znowu mój umysł przykryje mgła ciemności i że mogę się zgubić, zabić, albo zwariować. Najprzyjemniej było zdecydowanie za pierwszym razem palenia maryśki, kiedy to 3 sekundowe okresy wnikania i rozpływania się w jakimś alter świecie były zmieniane 2 sekundowymi falami totalnego zgrania się ze swoim światem i wyrąbania na wszystko :D Wiecie, takie falowanie jest z jednej strony zjawiskiem ciekawym, ale z drugiej strony chciałbym chociaż raz mieć fazę stabilną, bez ciągłego miszmasz. Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś napisał w komentarzach, czy też tak macie. Być może jest to wina tego, że mam strasznie podzielną uwagę, co przypłacam słabą, wręcz skrajnie niską zdolnością koncentracji. Podobno jakość faz zależy od umysłu i naszych cech, a więc może być tak, że jak się nauczymy nowej cechy, albo wzmocnimy starą, nasze fazy przybiorą inny obrót? Co myślicie o takiej teorii? Da się zauważyć, że ludzie, eufemizując- o wąskich horyzontach myślowych, mało inteligentni, doświadczają prostszych i bardziej typowych faz, natomiast ludzie o klarownych, wydajnych umysłach mają fazy rozbudowane i doświadczają stanów niecodziennych. Ja jestem gdzieś pośrodku (ta moja skromność xD), ale jak czytałem fazy niektórych z was na neurogroove, to aż się na podziw zbiera, że macie tak mistyczne doznania. Zależy to też w dużym stopniu od substancji i ich korelacji z innymi czynnikami, ale jednak jedna substancja dwóm osobom może dać zupełnie różne stany, co ma właśnie związek z poziomem rozwinięcia umysłowego danej jednostki. Ja dążę do tego, by doskonalić mózg, no i mam nadzieję, że tripowe stany będą stawały się coraz ciekawsze :) Wy też zauważyliście takie zależności między psychą biorącego a efektem?

>>>Tam, gdzie dekstro uderza ze szczytową siłą<<<

Dalsza część wspomnianego nagrania pozwala mi odtworzyć w pamięci ten piękny stan, który można nazwać górowaniem sinusoidy wrażeń. DXM coraz bardziej mnie rozluźnia, robię się spokojny, mam wyrąbane na problemy. Nie opuszcza mnie wrażenie, że nie jestem u siebie, a w jakimś lepszym świecie, w którym nie ma zła, w którym wszystko samo si jakoś układa. Czuję się, jakbym odbył podróż do alter wymiaru, w którym jestem cholernym panem życia i nic nie ma mi prawa popsuć humoru. Wspaniale, mogę rozkoszować się samym faktem istnienia i czerpać radość z tak prostego i oczywistego stanu jak egzystencja. Świat powoli staje się prostszy, początkowy natłok myśli zanika i miejsca ustępuje mu absolutne wyciszenie. Dostałem też od DXM zrozumienie i szacunek do świata, ludzi, rzeczy. Coraz więcej fragmentów otaczającej mnie rzeczywistości jest naładowanych pozytywnie, nie widzę w niczym wad, optymizm mój przybiera nieznane mi dotąd fantastyczne nasilenie.

Nagle mówię: O ja nie mogę, zobaczyłem krzyż!
Kleofas: - teraz?
-Yhym. Hahahah! Na ścianie gigantyczny krzyż!
-Heheh to znak, że kochasz kościół!
-Jak faza typowego katola, krzyż widzem! Hehehe!
-Ty, wyłącz znowu telewizor, kompletna ciemność.
-Ciemnię robimy?
-Tak tak tak! Nie zgwałcę cię!
-Mmmm!

Mówię do dyktafnu w telefonie, że dekst.... destko... detkro... (nie potrafiłem wymówić pełnej nazwy DXM, hehe) działa w ten sposób, że widzisz więcej powiązań. W miarę zgłębiania się w fazę, twój punkt widzenia jakby przestaje być tak wany i widzisz świat z perspektywy... świata. Patrzysz jeszcze szerzej na wszystko, nie przez pryzmat własnych odczuć, ale jednak z łatwością wychwytujesz pozytywne wibracje od świata i możesz rozkoszować się pięknem całości, którą w jakimś małym stopniu w końcu rozumiesz. Nie wiesz, jak to się dzieje, że rozumiesz świat, ale autentycznie zaczyna ci się nagle wydawać przyjazny i żywy, jakby był wielkim organizmem, a my wszyscy jego komórkami!

Kleofas mówi, że kiedy skupił wzrok na drzwiach, zaczęły falować i się wić jak robak. Wprawdzie jest ciemno, jednak nie na tyle, abyśmy czuli się ślepcami. Jakaś mała część światła nadal wpada do pokoju i pozwala nam dojść do wniosku, że mylą nam się odległości. Potem ja stwierdzam, że mój wzrok nie chce się na niczym skupiać. Teraz przejdźmy do fizyki: Nie odczuwam i nie odczuwałem bólu brzucha, mam najprawdopodobniej na tyle mocny żołądek, że bym strawił cegłę, jednak próbował nie będę. Kleofasa bolał tylko na początku, ale minęło mu szybko, chyba wtedy, kiedy pierwszy raz wpadł w trans. Chodzić potrafię jeszcze względnie dobrze, choć zadanie to jest utrudnione. Byłem na górze się wylać w ubikacji i mama, która wróciła z pracy, ani dziadek natręt się nie pokapowali, że jestem "pod wpływem". Właściwie, o dziwo miałem wyrąbane czy się pokapują, bo wiedziałem, że nie. Na gałce muszkatołowej taki niepokój przykładowo nie znikał, no i na pierwszej fazie DXM też nie. Dodać należy, że na pierwszej miałem totalnie zrobociałe ruchy, więc miałem nadzieję, że i tym razem tak będzie, bo to było całkiem śmieszne, takie chodzenie jak robot, jednak na fazie obecnej nie odczułem praktycznie żadnych cielesnych rozterek :)

Po chwili ja stwierdzam, że głos mojego zioma brzmi jakoś tak dźwięczniej i przyjemniej dla ucha. Gdybym się skupił na muzyce, może i ona byłaby lepsza jakościowo. Następnie znowu staramy się zapaść w trans. U mnie klapa, a u Kleofasa... znowu jakieś odpały :D Opowiada mi pełnym ekscytacji głosem o jakichś karuzelach, coś tam o gwiazdach, potem mówi, że jak się wybudził, widząc świat jak przy włączaniu starego telewizora (pewnie wiecie, o co chodzi, ten charakterystyczny błysk od środka do krawędzi) Następnie zaczynamy rozkminiać, dlaczego szafa się zrobiła większa i dlaczego wszystkie przedmioty wydają się ze sobą zlewać. Chwile mijają nam bardzo powoli na podziwianiu efektów faz i śmianiu się z wizji mojego przyjaciela. Raz po raz widzimy w cieniach sztuczne ognie albo poświaty wychodzące z przedmiotów. Zaczynam widzieć pierwsze CEVy, głównie geometryczne struktury. Kleofas ma jednak lepsze :D Mówi, że zaczyna widzieć straszne twarze, schizowe potworki. Klimat mroku, hehe!

Ja: -"Ejjj, kurde, ta faza jest taka milutka, ciepła, subtelna, kojąca, gładka, taka z wyczuciem, relaksująca, odprężająca..."

Następnie oddajemy się innym nieistotnym rozmowom. Postanawiamy po czasie pójść z powrotem do pomieszczenia, w którym Kleofas coś "poczuł". Tam dzieje się kolejna bardzo intrygująca rzecz, a mianowicie:

Kleofas: Tu są wszędzie jakieś cienie!
Ja: O ku**a!
-Co?
-Majndfak! Nie ważne... widzę też te cienie... ciemniejsze niż ciemność...
-Ciemniejsze niż noc!
-No właśnie.
-Zamknij oczy na chwilę i spróbuj głęboko oddychać...

Ja: Ej, znowu mam to samo!
Kleofas: - Czyli?
-Zamknąłem oczy i widziałem świat tak, jakbym miał otwarte, jak na MJ!
[Chwila ciszy]
Kleofas: -Duchu, daj nam jakiś znak.
Ja (po niecałej sekundzie): -JA PIERDOLĘ!!!
-Co?
-Woda mi spłynęła po nodze!
-Serio?
-No ku**a woda! Czułem jak woda mi płynie po łydce!

Po tym świeciłem w różne kąty pokoju, ale nie dostrzegliśmy niczego ciekawego, oprócz tego, że Kleofas miał OEVa, że widzi czaszkę. Potem jeszcze zobaczył starszą panią, jak już wychodziliśmy. To tylko OEVy? A może... buuuuu! Żart, nie traktuję tego wywoływania nazbyt poważnie. Chociaż po własnych doświadczeniach wierzę w duchy, stwierdzam, że faza to faza i więcej nam się przywidziało, aniżeli rzeczywiście ukazało :D

Około 18:50 wracamy do pokoju i zaczynają się poważne rozkminy o istocie uczuć:

Kleofas:- W sumie to szkoda mi Kazika, tych wszystkich niepełnosprawnych ludzi, którzy nie mają nikogo...
Ja: - Ale Kazik akurat ma dziewczynę. Patrz, nie trzeba być jakimś geniuszem, aby czuć miłość. Nawet Kazik, pomimo choroby, czuje miłość, taką dziecięcą i prostą...
-No, to piękne uczucie!
-I jakie uniwersalne! Miłość ma tyle form, miłość ma tyle form, że ja pierdolę! Czy to nie fantastyczne, że każdy ją czuje?
-Uwierz mi, to fantastyczne uczucie, że budzisz się obok osoby... którą k**wa kochasz! Możesz od razu po obudzeniu się przytulić...
-Ku**a mać, wzruszyłem się, piękne słowa stary! Czymże byśmy byli bez uczucia... EJ!
-Co?
-Właśnie miałem... ni to CEV, ni to OEV... takie coś... masz tak czasem, że nie widzisz oczami, ani pod powiekami, tylko ci się obraz pojawia w środku ciebie?
-Nie rozumiem.
- No tak jakby obraz w środku mózgu, jakbyś go nie oczami... a w środku głowy!
-Nie mogę się określić, bo nie do końca wiem, jak miałoby to wyglądać...
-To ja właśnie widziałem w głębi siebie taki kamień szlachetny, znaczy kawałek, który odrywa się od innego kawałka.
-Może aluzja do przeznaczenia?
-Być może... ej podaj mi tę wodę bo suszy... jezu, dopiero minęło 5 minut, odkąd o tym gadamy!

Dalej zauważam, że ruchy są jakby zautomatyzowane. Typowe dla acodinowej fazy :D No i dużo swobodniejsze, lżejsze. Moja ręka staje się płynna i żwawa.

Następnie wywiązuje się rozmowa o naszych charakterach, zdolności planowania i wyobraźni, o tym, jak możemy się poprawiać i czego sobie nawzajem zazdrościmy. Miło mi się tak szczerze rozmawia z przyjacielem, takie pogawędki to jest coś... na trzeźwo człowiek nie ma aż tak dobrej zdolności do rozkmin, szczególnie do analizy własnego "ja" i spojrzenia na siebie z perspektywy drugiej osoby. DXM ponadto mocno zawyża u nas empatię.

Kolejna czynność, jakiej się oddaję to czytanie własnych wierszy. Przeczytałem dwa i Kleofas stwierdził, że : "Ja pie**olę, ale ty zajebiście czytasz, po pierwsze, a po drugie to wczułem się w wiersz i czułem te emocje, aż moje ciało zaczęło wibrować, czułem takie ooo oooo ooo, normalnie, calusieńkie ciało mi wibrowało!"

Po pewnej chwili znowu oddajemy się rozmowie o nas, wspominam, jaki byłem kiedyś i jak się pozmieniałem, mówię sobie, że mogę jeszcze w życiu tyle mieć... coś wspaniałego, przyszłość jawi się w świetlanych kolorach! Rozmawiamy też o swoich przeżytych fazach i porównujemy je do fazy obecnie przechodzonej. Stwierdzam, że żadna moja faza nie była taka sama, ba, nawet w 50% podobnych faz nie miałem, ponieważ cały czas coś nowego mnie zaskakuje- nie ważne, czy to marycha, czy może gałka muszkatołowa- zawsze coś innego, w pewien sposób inne postrzeganie świata i zupełnie odseparowane wrażenia.

19:52- Ja: "Dobra, to słuchaj tego: mi się wydaje, że ciebie nie ma! Takie schizowe uczucie mam, że niby tylko ja istnieję, ale jednocześnie nie mam pewności, czy to prawda, bo mi się wydaje, że jestem wytworem twojego umysłu, ale to stoi w sprzeczności z tym że ty też nie istniejesz. Tak jakby każdy był wytworem każdego umysłu... nie ma sensu, prawda?"
Kleofas: -Nie, hahaha!

>>>Tam, gdzie DXM odpuszcza<<<

20:19 Resztę fazy spędziliśmy, na przemian filozofując i wpadając w trans. Kleofas mówił, że widział w wizji prymitywne autoboty, jakieś wirujące bomby, a wcześniej jeszcze był w blenderze... ło panie, ja też muszę sobie strzelić wyższą dawkę kiedyś :D

Słuchając nagrania i zauważając, że nagrywa się dopiero od kilku minut, a nam się wydawało, że to od godziny do 90 minut, jesteśmy w istnym szoku i krzyczymy z radości, że się wrzuciliśmy ponad czas, hurrra ^^\

Kleofas stwierdza, że CEVy robią się coraz bardziej czarno białe, a wcześniej miał kolorowe. Obu nas bierze już niemała senność.

W pewnym momencie zaczynam mocno żałować, że nie kupiłem piłeczek ping-pongowych do deprywacji sensorycznej. Nie zaszkodzi jednak włączyć sobie biały szum na słuchawkach. Kleofas zapada w kolejny trans, ja nawet jednego CEVa nie miałem :(

W pewnej chwili kolega budzi mnie z półsnu szturchnięciem i rozanielonym wręcz głosem mówi: "Wyszedłem z ciała! Wyszedłem z ciała! Sto procent pewności, wyszedłem z ciała!" -Opowiadaj!

"Byłem w tym półśnie, no i nagle stoję tu w pokoju. Myślę: co jest? Ale dobra, idę zobaczyć, co się kryje za drzwiami. Wychodzę, a tu targ, na którym jest pełno ludzi! Nie wiem czego, ale chciałem się koniecznie zobaczyć [imię jego dziewczyny] i jej o tym powiedzieć i byłem święcie przekonany, że ona jest na targu, to ją wołałem, ale obracały się tylko takie stare babki mohery i się na mnie dziwnie patrzyły! Najlepsze było to, że ja nie chodziłem, tylko latałem. Jak zdałem sobie z tego sprawę, to pomyślałem, że wyszedłem z ciał i trzeba wracać. To znalazłem z powrotem drzwi i wszedłem do pokoju, ale latałem nad sufitem i widziałem ciebie jak się przekręcasz i wydajesz jakiś dźwięk ustami, a potem stanąłem koło śpiącego siebie i widziałem z dwóch perspektyw- przez moje zamknięte oczy widziałem sufit i przez oczy ducha widziałem ku**a swoje leżące ciało i wystarczyło pomyśleć: szybko, obudź się, no i się obudziłem!"

-Łoooo. Ty, ja faktycznie coś powiedziałem, a mianowicie nie coś, tylko zakląłem na te słuchawki i raz chrząknąłem potem. Ale się nie przekręcałem, bo cały czas leżałem na plecach!
-A nie wiłeś się jakoś? K**wa, musiałeś się przekręcić, bo przecież pod kołdrą widziałem ruch... ku**a nie wiem już...
-No wić to się wiłem, no i kolano miałem zgięte.
-To mogło być to!
-Mimo wszystko wolałbym, żebyś jeszcze raz wyszedł i powiedział mi, co robi mama w kuchni, a potem pójdziemy sprawdzić :D
-Oooo ty, nie wierzysz mi, hhehe?
-Wierzę, ale dowody to dowody.
-Dobra

Nie minęło dwie minuty i Kleofas budzi się z transu i mówi mi, że moja mama myje naczynia, a siostra siedzi w swoim pokoju na podłodze i chyba puzzle układa.

Poszliśmy sprawdzić.... mama ogląda tv a siostra pisze z kimś na fejsie xD

Mówię do Kleofasa: Synu, musisz się jeszcze wiele nauczyć!

 

Około godziny 22 po Kleofasa przyjechała mama, był w stanie się z nią dogadać, mimo iż trochę go jeszcze trzymało. Ja już prawie kompletnie wytrzeźwiałem. Szybko poszedłem spać, Kleofas również. Obaj mieliśmy ciekawe sny.\

Podsumowanie tej fazy:

Efekt główny: 9/10
Nieprzyjemne skutki uboczne: 10/10 (kompletny brak takowych)
Niecodzienność przeżytego stanu 8/10
Kontrola 10/10
Przyjemność 10/10
Łatwość konsumpcji 3/10
Łatwość nabycia 9/10
Cena 9/10
Czy doświadczenie mnie zmieniło: Zdecydowanie, chyba najbardziej ze wszystkich tripów. To było coś takiego, co nie dało mi tylko chwili uniesienia, ale i pewien szerszy wzgląd na świat. Po prostu zacząłem jeszcze pozytywniej postrzegać pewne aspekty świata.

Mimo iż faza była w głównej mierze spokojna i nie niosła za sobą godnych opowiadania odpałów, pozwoliła mi wejrzeć w głąb siebie i poczuć taki luz, jakiego nie czułem nawet na największej dawce zioła.

Plany na jutro: Przeżyłem już mocną fazę acodinową zabarwioną głównie pesymistycznie, ale z ciekawymi i godnymi uwagi schizowymi stanami, no i tę opisaną wyżej, spokojną i dającą wiele relaksu. Pierwsza była na imbirze, druga nie. Na jutro planujemy z Kleofasem wziąć po mniej więcej 15 tabsów. Acodin ostatnio podrożał moi drodzy, są nowe przepisy i teraz to sprzedają w opakowaniach po 10 sztuk, za cenę 10zł, czyli wychodzi 3 razy drożej!

Ale mam nadzieję, że sok z grejpfruta wzmocni wchłanialność DXM na tyle, że odczuję to tak, jak przy 25 tabletkach. Do tego od dwóch tygodni jem imbir, powinno być ciekawie ^^ Ten trip raport kończę serdecznymi pozdrowieniami dla tych, którzy doczytali do momentu serdecznych pozdrowień :D Trzymajcie za mnie kciuki, bo jeżeli jutro wszystko pójdzie zgodnie z planem, niebawem napiszę kolejny trip raport :)

Ocena: 

Odpowiedzi

Raporcik zawalisty,dobrze  sie go czyta mimo że dłuuuuuuugi :D Być może imbir pobudził/podkręcił faze :D Zawiera też mirystycyny/safrolu tylko mnie niż gałka z tego co pamiętam trzeba odnieść się do źródeł :D Jak możesz - wrzuć nagrania bo się ciekawie ich słucha zwłaszcza pod automatyzacją ruchów i opóźnieniem myślenia a wypowiedzenia słowa :D 

Raporcik zawalisty,dobrze  sie go czyta mimo że dłuuuuuuugi :D Być może imbir pobudził/podkręcił faze :D Zawiera też mirystycyny/safrolu tylko mnie niż gałka z tego co pamiętam trzeba odnieść się do źródeł :D Jak możesz - wrzuć nagrania bo się ciekawie ich słucha zwłaszcza pod automatyzacją ruchów i opóźnieniem myślenia a wypowiedzenia słowa :D 

No dobra, za dużo ciekawych momentów na nagraniu nie mam, ale wrzucę :D

http://www53.zippyshare.com/v/QsoSA6YU/file.html
http://www53.zippyshare.com/v/zEmwIsm6/file.html
http://www53.zippyshare.com/v/0fzAcUER/file.html

 

Fragmenty są źle podpisane w zasadzie, bo fr. 1 dzieje się mniej więcej na środku fazy, fr 2 prawie na końcu, a 3 przy początku =D Nie miałem jakiejś zbyt dużej automatyzacji, może momentami nieogara i zamulenie, bo faza była dość spokojna, ale przy moim 3 raporcie wrzuciłem nagrania z tejże fazy i już bardziej słychać, że jestem naćpieny =] Więc jak chcesz to obczaj również tamte nagrania.

Do kolegi niżej: Ja brałem acodin, ale nie wiem czy wiesz, został on niejako zdemonizowany i teraz sprzedaje się go po 10 tabletek w paczce za 10 zł, a kiedyś był po 30 tabletek w paczce i też za 10 zł, także teraz trochę nieopłacalny. Na moją masę trzeba by z 30 tabsów aby już czegoś konkretnego doznać, plus oczywiście imbir, albo można ewentualnie wziąć 20 tabletek, do tego imbir i sok z grejpfruta (bo grejpfrut wzmacnia wchłanianie DXM) i w ogole leków. Także teraz jak ważę 87 kg to musiałbym się sporo najeść tego... ale jest podobno wygodniejsza opcja- Tussidex. Jeden użytkownik mi o nim napisał i po zapoznaniu się z ulotką, stwierdzam, że to nawet lepsza alternatywa dla Acodinu, bo jest w kapsułkach żelowych, czyli nie trzeba przegryzać a i tak się wchłonie szybciutko. Tussidex ma w paczce 15 kapsułek o łącznej zawartości DXM 450mg, czyli tyle samo, co 30 tabsów acodinu, a kupisz go za cenę 7 zł ;) Tylko wiesz, to chemia jest, więc na każdego zadziała inaczej. Dobre S&S to oczywiście podstawa, ale też pamiętaj o próbie uczuleniowej- na początek strzel niską dawkę, aby sprawdzić, czy nie jesteś uczulony na dextrusia, bo niektórzy są i mają lipę jak wezmą więcej na spontana. No, mam nadzieję, że pomogłem :D 

No i koniec :D

Już jakiś czas myślę o tym aby spróbować DXM, ale ciągle się waham. Możesz doradzić konkretny produkt, jaki warto nabyć?

Fajny raport, trochę brakowało mi stabilnego kontaktu z Duchem i wejrzenia we Wnętrze, ale i tak bardzo ciekawy.

ALOHA!

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media