Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dałam się zaskoczyć psylocybinie.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
4g na 60 kg masy
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie pozytywne z chęcią do przeżycia czegoś nowego, pouczającego. Poprzednie tripy zawsze pozostawiały niedosyt, więc liczyłam na coś wyjątkowego.
Wiek:
24 lat
Doświadczenie:
4 razy grzybki w odstępie pół rocznym. MJ często, regularnie. Wielokrotnie różne nosy. Raz trafił się groszek.

dałam się zaskoczyć psylocybinie.

Zaczęliśmy razem z chłopakiem o 18:00. Znajomy chłopaka raz/dwa razy w roku ma dostawę, tym razem wypadła w połowie listopada. Przypominam sobie, że moje pierwsze bliskie spotkanie z kapeluszami odbyło się dwa lata wcześniej w podobnym czasie. "To nie może być przypadek!"- myślę i żuję każdego grzybka z osobna - dokładnie jak za pierwszym razem, kiedy żołądek nie poradził sobie i część tripa wisiałam na toalecie. Przy kolejnych razach do spożycia potrzebowałam jakiejś przegryzki. Poszatkowane nadzieniem do tosta lub posypka na bułce + kleks z  ketchupu, który skutecznie zabija smak. 

Jednak było coś istotniejszego od smaku. Chciałam wyciągnąć z dzisiejszego wieczoru jak najwięcej, więc żułam każdego grzybka z osobna jak za pierwszym razem, tyle że niczym nie zapijałam (nie chciałam, żeby mi napuchły w żołądku). Cały dzień nic nie jadłam, żeby wyciągnąć z nich wszystko co najlepsze. 

Po dosłownie 20 min od spożycia zaczęłam odczuwać pierwsze efekty (przy poprzednich przygodach czekałam nawet około godziny). Kolory wyostrzyły się, nabrały intensywności, komórki ciała tańczyły a przy tym przyjemnie smyrały. Wszystko zaczęło się wydłużać (czas, chłopak, rzeczy, pokoje). Zalało mnie ciepło, które sprawiło, że poczułam się bardzo przyjemnie. Humorek dopisywał i bawiły mnie coraz to bardziej absurdalne rzeczy, które na daną chwilę miały bardzo głęboki i przezabawny sens. Każdy problem, który przychodził mi do głowy i który mnie na codzień męczył w tej chwili wydawał się  beznadziejnie prosty nie warty nawet chwili zastanawiania nad nim a wręcz nielogiczny. Dosłownie w jednej chwili zrozumiałam, że wszystkie moje dotychczasowe kłopoty sama sobie tworzę i powinnam z przyjemnością je pokonywać, bo to one mnie budują. Pomyślałam, że mając problem podświadomie chce o nim nie myśleć, ale walcząc z nim walczę z samą sobą. Teraz może to brzmieć dla kogoś nieco dziwnie, ale wczoraj miało to dla mnie znaczenie wielkie, jakbym odkryła tajemnice świata.

Chwilę później puściliśmy chillową muzyczkę na youtubie. Zaczęłam przyglądać się zdjęciu, które wyświetliło się na ekranie, tj. wielkie miasto, same luksusowe auta i pośrodku nieco zniszczony, żółty garbus. Zaczęłam utożsamiać się z tym garbuskiem. Bogactwo zaczęłam utożsamiać ze złem, na które mało kto jest gotowy i które jest piękne tylko na pokaz a wewnątrz niszczy nas wszystkich. W jednej chwili zrozumiałam, że pieniądz staje się sensem naszego życia w dniu narodzin i niektórzy nawet całe życie przeżyją w ślepej pułapce, która nakazuje zarabiać na szczęście, na które nigdy nie zarobimy, bo (choć tego nie rozumiemy) mamy je przed nosem. Ludzkość źle definiuje szczęście a wcale nie musi tak być. 

Po ciężkich, ale i przyjemnych przemyśleniach udałam się do toalety. Patrzyłam w lustro i rozkoszowałam się dalej ciepłem, które utożsamiałam z bogiem. I choć na codzień nie jestem super wierzącą osobą w tej chwili bardzo się cieszyłam, że Stwórca ma mnie w swojej opiece a jednocześnie, że jestem jego częścią, bo tworzę otaczającą mnie rzeczywistość i ode mnie zależy jej przyszłość. Wychodząc z toalety rzuciłam jeszcze spojrzeniem na lustro z uśmiechem od ucha do ucha i zobaczyłam w odbiciu uśmiech złego klauna, demona.Pomyślałam, że zobaczę to z bliska i w momencie moja twarz się zestarzała. Przeraziłam się nieco, ale ogarniałam, więc z takim samym uśmiechem wróciłam do pokoju i podzieliłam się przeżyciami z moim chłopakiem, którego twarz również przybierała koszmarne wyrazy. W sumie trochę to olałam, bo i tak czułam się świetnie. Zaczęliśmy dyskutować. Wspólnie stwierdziliśmy, że faza mocno wchodzi na oczy i że ta odmiana grzybów (wcześniej jedliśmy inny rodzaj, nazwy nie znam) jest nieco mroczniejsza a po poprzednich czuliśmy się bardziej "skrzatowato". 

Poręciliśmy się po domu, pośmialiśmy, posmyraliśmy i stwierdziłam, że muszę nieco z siebie wyrzucić, bo weszły mi za mocno. Obrazy już w ogóle nie były miłe a wręcz przerażające. Raz ogarniałam a po chwili myślałam o cienkiej granicy pomiędzy normalnością a chorobą psychiczną. Zrobiło się tak jakoś dziwnie dziko. Poszłam podjąć próbę odtrucia, ale udało mi się tylko kilka razy splunąć. Psylo nie chciała się ze mną za szybko żegnać i pomyślałam, że sama chciałam mocną fazę, więc muszę się z nią zmierzyć. 

Po powrocie do salonu poczułam się z jednej strony obco a z drugiej bezpiecznie. Sytuacja przypominała mi film "Cube", tyle że w miłym, kolorowym wydaniu. Wszystko było sześcianami, wszystko idealnie symetryczne. Nawet mój kompan podróży siedział w idealnej pozycji. Od razu przypomniała mi się pozycja lotosu i zaczęłam głębiej oddychać. Cały pokój oddychał ze mną. Czułam, że ten pokój, wszystkie rzeczy i nasze ciała są zawieszone w przestrzeni. 

Doszłam do wniosku, że życie każdego z nas jest jak przerywana linia, której przerwy są śmiercią, ale nawet gdy nastąpi zaczyna się nowa linia, która biegnie dalej a tylko od nas zależy jak intensywna ona będzie. Każda sytuacja pojawiająca się w naszym życiu jest dla nas. My musimy wyciągnąć z niej wnioski i albo się czegoś nauczymy, albo zawiśniemy z tym problemem i będziemy trwać przy nim do kolejnej "przerwy" nie rozwijając się. Czułam, że to ja jestem dobrem i nie mogę poddać się złu (trochę jak ten garbus z youtuba). Uważałam, że każdy z nas ma swoją misję na tym świecie, ale wiedzę na jej temat skutecznie blokuje system i schematy, którym na codzień się poddajemy. Ważne, żeby rozprzestrzeniać dobro, szczerość i wiarę, która pozwala uwierzyć w więcej niż szczęście pochodzące z pieniądza. Każda sytuacja, która się wydarza jest dążeniem do perfekcji a popełnianie błędów jest jej potrzebą. 

Reausmując wszystko o czym pragniemy spełni się, ale musimy do tego dojrzeć i nie mylić przyjemności cielesnych z prawdziwym szczęściem. Uciekając przed problemami i zamartwiając się nigdy nie dojdziemy do ideału. A tylko idealna czystość i perfekcja mogą nas wyzwolić. Wierzmy w życie, nie w pieniądze i dzielmy się szczęściem.

Wiem, dość głęboko się zrobiło. Wszystko piszę na świeżo, więc z waszej perspektywy mogło wkraść się nieco chaosu. Faza zeszłą około 23:00, więc całe doznanie trwało około 4,5 godziny.

Traktuję to jako pouczające przedstawienie, które oczywiście chętnie powtórzę. Na pewno już nigdy nie doznam podobnych przemyśleń, ale stan, w który wprowadzają mnie grzyby jest dla mnie bardzo wygodny i ciekawy. Była to dla mnie bardzo wartościowa lekcja połączona ze świetną zabawą. Uświadomił mi, że wiele z rzeczy, które na codzień wydają się oczywiste są jedynie powtarzaną formułką, której wielu z nas do końca nie rozumie.

Polecam tylko tym z głową, którzy są gotowi na spotkanie oko w oko z samym sobą :) 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media